Ulica Koszykowa w ostatnim czasie wyrosła na prawdziwe kulinarne zagłębie. I nie myślę tutaj tylko o odcinku od al. Niepodległości z takimi miejscami jak Nobu czy Hala Koszyki i jej licznymi gastro konceptami. Równie ciekawie prezentuje się drugi, krótszy i niegdyś zapomniany, odcinek Koszykowej, czyli ten od Placu Konstytucji do Placu na Rozdrożu. To tutaj znajdziemy malutkie bistro SHISO Ramen czy mieszące się na nieco dalej: La Reginę, Pogromców Meatów czy wreszcie otwarty w lutym – Joel Sharing Concept ze współczesną kuchnią Izraela, któremu poświęcony będzie ten tekst 🙂
W Joelu byłam dwukrotnie. Raz w sobotę wieczorem, kiedy w gronie przyjaciółek miałam okazję odkryć bardziej imprezowy charakter tego miejsca, a drugi raz odwiedziłam Joela na późniejszy obiad w środku tygodnia. Obie te wizyty wypadły genialnie!
Pełna nazwa miejsca to JOEL Sharing Concept (Joel czytamy tak jak się pisze). Menu jest tak skonstruowane, aby dania zamawiać zgodnie z nazwą restauracji, czyli na środek stołu i dzielić się nimi z przyjaciółmi. Karta jest dość krótka i podzielona na trzy części: Pikle, Mezze i Desery. Dodatkowo od piątku do niedzieli można spróbować ostryg przyrządzonych na dwa sposoby.
Przyznaje, że podczas pierwszej wizyty, głównym punktem programu były świetne drinki, a jedzenie stanowiło dla nich miły dodatek. Jadłam wtedy pyszne, chrupiące pikle – kapusta, marchew, kalafior, ogórek (15 zł), które idealnie nadawały się do maczania w kremowym hummusie (21 zł) czy robionym na miejscu serku Labneh (19zł). Kiedy nieco bardziej zgłodniałyśmy przemiły kelner namówił nas na genialnego kalafiora (28 zł) oraz jagnięcinę (30 zł). Ten pierwszy to pół dwukrotnie pieczonego kalafiora z tartym pomidorem z dodatkiem czosnku, kuminu oraz natki pietruszki. Jest też posypany prażonymi migdałami i skąpany w serku labneh połączonym z zaatarem, oliwą i masłem. Takie połączenie nie może się nie udać. Danie jest genialne, a talerz po kalafiorze zostaje wylizany do czysta ?. Jagnięcina to dwie pity wypełnione po brzegi świetnie doprawionym, zmielonym mięsem. To danie dla fanów ostrzejszych smaków, ale jeżeli lubicie jagnięcinę to w Joelu pozycja obowiązkowa.
Wizyta ta okraszona jest naprawdę świetnymi i nieoczywistymi drinkami. Wszystkie w cenie 29 zł o nazwach zachęcających do próbowania: PIĘKNO, MĄDROŚĆ, MIŁOŚĆ, PRZYJAŹŃ, EMPATIA, TROSKA i ZACHWYT. Mnie, wielbicielkę kwaśnych smaków, najbardziej urzekł drink Piękno: jasny rum, marakuja, trawa cytrynowa i goździk. W sobotni wieczór z głośników leci świetna (i dość głośna) muzyka, obsługa co chwilę zagaduje, a nawet przysiada się do stolików gości. Jednym słowem atmosfera idealna na sobotnie rozpoczęcie wieczoru!
Drugi raz w Joelu umówiłam się na niezobowiązujące spotkanie. W ciągu dnia w lokalu jest mniej ludzi, muzyka zdecydowanie cichsza, można spokojnie porozmawiać. Tym razem do jedzenia towarzyszyła nam świetna herbata o smaku słodkiego mango (14 zł).

Decydujemy że zamawiamy na środek stołu cztery dania i na dwie głodne osoby było to nawet za dużo ?. Pierwszy wjechał hummus (21 zł) ze świeżutką pitą jakby wprost wyjętą z pieca (4 zł). Jeżeli chodzi o hummusy mam swoją osobistą listę warszawskich faworytów, a ten z Joela ląduje od razu w pierwszej trójce… jest idealnie kremowy, o łagodnym smaku tahini i podany z ciepłą, chrupiąca pitą. Na początek nic więcej do szczęścia nie trzeba. Po chwili dostajemy Labneh z pieczonymi pomidorkami koktajlowymi (24 zł), które swoim słodkim umamicznym smakiem są super przełamaniem dla delikatnego serka. Jednak moim faworytem tego dnia jest fasolka szparagowa z warzywami (25 zł). W środku stycznia nie tak łatwo zjeść w Warszawie chrupiącą, soczyście zieloną fasolkę. Ta w Joelu podana jest w towarzystwie kiszonek: plastrów ogórka i rzodkiewki, a wszystko jest obficie podlane melasą z granatów i sokiem pomarańczowym. Brzmi jak marzenie…. Ale uwaga! Żeby było jeszcze lepiej, to pełni charakteru temu daniu nadaje chrupiąca posypka z orzechów laskowych. Kocham jedzenie, które łączy w sobie tyle smaków i struktur! Dla tej fasolki warto tu przyjść! Na koniec na stół dostajemy ½ pieczonego kalafiora (28 zł), o którym pisałam już wyżej. Dodam tylko, że do herbaty smakował tak samo dobrze. Jesteśmy tak najedzone, że brakuje już miejsca na desery. Kolejny powód, żeby wrócić.



Co oprócz jedzenia zachwyca mnie w Joelu? Zdecydowanie atmosfera i świetny eklektyczny wystrój, wyjęty rodem z targu staroci. Każdy talerz na którym podane jest danie jest inny, a parapety i półki zdobią liczne elementy zastawy czy inne bibeloty. Przeczytałam w wywiadzie z Właścicielem tego miejsca, że są to łupy z wizyt na Kole, pamiątki z podróży albo prezenty od przyjaciół. To zdecydowanie miejsce z duszą, w którym każdy szczegół został przemyślany.
Jeżeli jeszcze Was tam nie było pędźcie do Joela. Czy to na spokojny posiłek w ciągu dnia czy na gwarne spotkanie wieczorem. A może zbliżające się Walentynki natchnął Was na romantyczną randkę, wspólne dzielenie i cieszenie się jedzeniem z pysznym drinkiem w ręku o, niepozostawiającej miejsca na domysły, nazwie „MIŁOŚĆ”….
INFORMACJE PRAKTYCZNE:
JOEL Sharing Concept
https://www.facebook.com/joelrestauracja/
Koszykowa 1, 00-564 Warszawa
Rezerwacje tylko telefonicznie. +48 533 765 552
Na wejściu sprawdzane są paszporty covidowe
GODZINY OTWARCIA
wt – czw: 12:00 – 23:00
pt – sob: 12:00 – 00:00
niedz – pon: ZAMKNIĘTE
PS. Brak zdjęcia rachunku, bo wiadomo – wieczór z koleżankami rządzi się swoimi prawami, a spotkanie niezobowiązujące było zbyt ciekawe i za bardzo gadatliwe 😉 Za wspólne zajadanie i 2 herbaty zapłaciłyśmy po 70 zł za osobę, jedzenia było aż nadto! 🙂










0 Comments