Bangkok. Prawie dla każdego pierwszy punkt spotkania z Tajlandią. Specyficzny zapach miejskiej duchoty, który czujesz już po wyjściu z lotniska, zakorkowane ulice z masą skuterów, śpiewne Sawadeekaa wypowiadane przez Tajów, mango sticky rice na ulicy i Som Tam tak pikantny, że masz wrażenie, że wypala Ci język, ale tak dobry, że nie możesz przestać go jeść…

Pamiętam nadal nasz pierwszy raz w Bangkoku. Listopad 2012 roku i podróż do Tajlandii z 1,5 rocznym dzieckiem. Prawie 10 lat temu! Nawet nie znałam chyba wtedy nikogo, kto był w Tajlandii z dzieckiem! Ba, nie czytałam o tym na żadnym blogu! 😉 Nadal pamiętam ten zapach, gdy wyszliśmy nad ranem z lotniska w jednym z najsłynniejszych miast świata. Długą trasę przez budzące się do życia miasto. Nieprzespane noce, bo jet lag i poranki, gdy na naszej uliczce odchodzącej od sławnej Sukhumvit rozkładały się powoli stragany z lokalnym jedzeniem. Potem tych wspomnień było coraz więcej… Wracaliśmy do Bangkoku niemal za każdym razem, gdy wybieraliśmy się do Azji. By chociaż spędzić tu 2 – 3 dni… By właśnie tutaj zwalczyć jet lag, jedząc tajskie jedzenie i chłonąc tutejsze ulice i uliczki. Pełne samochodów i skuterów, ale te boczne, niewielkie też pełne magii i zieleni. Pełne smaków, zapachów… Mówią, że Bangkok kochasz lub nienawidzisz. My zdecydowanie jesteśmy w tej pierwszej grupie!

Nasz ostatni raz to sierpień 2019 roku  – wpadliśmy wtedy na dobę! Za krótko! Z Japonii lecieliśmy na plażowanie na tajskie wyspy, a potem wracaliśmy znów do Osaki. Ledwo zdążyliśmy wypić wodę z kokosa z widokiem na miasto, zjeść pad thaia i wieczorem przejść się do Chinatown. Nie martwiliśmy się – przecież ZAWSZE można wrócić…

 

Bangkok_1

Bangkok_8

Bangkok_10

 

A potem wiadomo… przez niemal dwa lata najpierw nie można było wcale wrócić, potem było to możliwe na określonych zasadach, które raz były dostępne, a raz nie (procedura wjazdowa Test & Go). Nadal nie jest łatwo! Nadal trzeba spełnić określone wymogi, by lecieć do Tajlandii i nadal czekam na czas, gdy wystarczy paszport i bilet, i japonki w walizce! O tym, jak dostaliśmy się do Tajlandii i jakie wymogi obecnie trzeba spełnić pisałam TUTAJ.

 

A jaki jest Bangkok po pandemii? Czym się różni od tego, który pamiętamy? W czym jest nadal taki sam? Czy to nadal ten nasz Bangkok, za którym tęskniliśmy? Opowiem Wam o naszych wrażeniach po pierwszym dniu!

 

Jedno jest pewne: jestem przeszczęśliwa, że znów tu jestem i tak, to jest mój Bangkok! Unoszę się delikatnie nad ziemią z radości, gdy pokonujemy kolejne kilometry tutejszymi ulicami. Nie zwiedzamy nic konkretnego, nie śmigamy do Wielkiego Pałacu czy do Wat Pho, bo wszędzie już byliśmy, ale myślę, że zwiedzanie ich obecnie ma swoje ogromne plusy! Turystów w Bangkoku i chętnych na zwiedzanie czegokolwiek jest znacznie mniej…

Poczuliśmy to od razu o poranku w hotelu Eastin Grand Sathorn, w którym nocujemy po raz trzeci. Byliśmy tu w październiku 2017, w sierpniu 2019 i teraz znów – w kwietniu 2022. Wspomnienia z poprzednich pobytów? Sporo Gości i przyjemny miejski vibe, który towarzyszy Ci zwłaszcza na ulokowanym na 14. piętrze basenie z widokiem na miasto. Sporo ludzi, dość głośna, popularna muzyka (do dziś pamiętam jak Zespół pracujący za barem tańczył do “Happy” Pharella Williamsa), drinki, śmiech, rozmowy.  Wczoraj na basenie o 11.30 powitała nas pustka… Nie było prawie nikogo! Może 2 leżaki zajęte? A poza tym? Wszystko dla nas! Ma to swoje minusy, bo lubiłam tamten tętniący życiem miejski vibe, ale ma też plusy – cały basen dla dzieciaków, urokliwe kokony do plażowania, spokój, lepsze ceny… Po krótkim “baseningu” ruszyliśmy w miasto!

 

Bangkok_3

Bangkok_5

 

Jaki jest Bangkok po pandemii? To nadal Bangkok! Nadal pełen samochodów, skuterów, korków – zwłaszcza w godzinach szczytu. Nadal ze straganami, na których kupisz lokalne jedzenie, niekoniecznie to serwowane pod turystów, ale to, które kupują mieszkańcy w drodze po pracy czy z dziećmi po szkole. Wszędzie toczy się zwykłe, codzienne życie. Ktoś śpieszy się do pracy, dzieciaki kupują lody po szkole, rodzice skuterami odwożą dzieci. Ktoś sprzedaje na ulicy kawę, ktoś szaszłyki, ktoś zupę, a inny plecie tradycyjne naszyjniki z kwiatów. Widzimy mało turystów, ale też nie zapuszczamy się w bardzo turystyczne rejony. Wiemy natomiast, że i tam jest ich znacznie mniej – czuć to w hotelach, słychać w relacjach mieszkańców.  Idziemy przez dzielnice Sathon i Bangrak. Na Silom Road sporo kawiarni, sklepów, sporo samochodów. Życie tętni!  Mijamy piękną hinduską świątynię Sri Maha Mariamman Temple  – jest zamknięta, ale nawet z zewnątrz robi przepiękne wrażenie.

Zatrzymujemy się na kawę w Casa Lapin Specialty Coffee – świetne Cold Brew! W kawiarni ktoś plotkuje przy kawie, ktoś pracuje przy komputerze. Idziemy dalej w kierunku Rama IV Road. Mijamy Park Lumpini i idziemy dalej Ratchadamri Road aż do centrum handlowego Central World.  Zaraz obok znajdziecie Siam Paragon – oba należą do grupy największych centrów handlowych Tajlandii. My wchodzimy do Central World na ukochane pierożki w Din Tai Fung. W porównaniu do poprzednich pobytów w centrum handlowym jest puściej, pod knajpkami nie stoją kolejki, ale może to również kwestia dnia (wtorek) i wczesnej pory (około 14.00). Jest duża szansa, że w weekend czy wieczorem centrum się zapełnia, w dzień jest dość pusto… Znów ma to swoje plusy: Zdarzało nam się czekać na stolik w Din Tai Fung 30 – 45 minut – teraz wchodzimy od razu.

Dalej jedziemy tuk tukiem. Są, nadal są, ale pod względem tuk tuków widzimy ich zdecydowanie mniej niż w poprzednich latach i tego zdecydowanie nam szkoda. Uwielbiamy ten element kolorytu Bangkoku! To, co również zauważamy, to puste sklepy, puste lokale nawet przy bardzo ruchliwych ulicach. Widok przykry, gdy ciągle widzisz “Local for rent”. Zniknęły również niektóre restauracje. Dane wskazują, że przez covid ruch turystyczny w Tajlandii spadł o 83%! Wieczorem, gdy szukamy dość późno miejsca na kolację, mam też wrażenie, że knajpki i restauracje zamykają się wcześniej niż kiedyś – wiele zamyka się już o 21.00, niektóre o 22.00. Restauracje i bary mogą podawać alkohol tylko do 23.00, co i tak jest poluzowanie poprzednich restrykcji – z uwagi na covid były momenty, w których serwowanie alkoholu w imprezowym kiedyś Bangkoku było całkiem zakazane.

Nadal jednak to nasz Bangkok!  Nadal uwielbiam! 🙂 Nadal podskakuję, ze tu jestem i rozkoszuję się tą spokojniejszą stroną miasta. Dzisiaj ruszymy wieczorem do Chinatown – dam Wam znać jak było! 🙂

Po więcej bieżących relacji, super reels i zdjęć wpadajcie koniecznie na nasze Insta – JESTEŚMY TU!

 

Bangkok_2

Bangkok_9

Bangkok_7

Bangkok_12

Bangkok_13

Bangkok_14..