Spis treści
Kolejny rok. Jeszcze nie tak dawno pakowaliśmy się na pierwszą wyprawę do Azji we czwórkę, a nagle okazało się, że minęło od niej już 2 lata. Już nie mamy na stanie bobasa, tylko małą dziewczynkę. Już nie mamy przedszkolaka, ale pierwszoklasistę. Za nami ważna zmiana, której trochę się obawialiśmy i o którą często pytaliście – szkoła – jak to będzie? Za nami duża zmiana w życiu zawodowym, czyli otwarcie kolejnego DESEO – większego, piękniejszego, w jednej z naszych ulubionych lokalizacji w Warszawie. Za nami rok pełen podróży bliższych i dalszych, ale też stresów, nadmiaru roboty, nieprzespanych nocy. Najlepsze chwile? Gdy patrzę na zdjęcia, było ich całkiem sporo! Powspominacie z nami? 🙂
STYCZEŃ

Tradycyjnie już Nowy Rok powitaliśmy w Azji. Zachwycił nas Tajwan, pomimo paskudnej pogody. Było jednak coś urzekającego w miejscu, gdzie praktycznie nie ma turystów i gdzie możesz ot tak pożyć jak miejscowi. Nie ryzykujesz turystycznych wpadek, bo takich miejsc niemal nie ma! Tajwan zachwycił nas Taroko, night marketami z masą jedzenia, tanim sushi, tanimi dim sumami. Było nam tam po prostu dobrze! Zajrzyjcie do tych postów i sami się przekonajcie, tylko może nie w styczniu, oki? 🙂
Po Tajwanie zakochaliśmy się w kawie po wietnamsku, w naleśnikach banh xeo, w niewielkim lokalu w Hoi An. Zakochaliśmy się w lampionach Hoi An, ale nie zakochaliśmy się w Wietnamie. Dlaczego? To już temat na inny post – w końcu dziś mamy te dobre momenty 🙂


W styczniu znów wróciliśmy do naszej ukochanej Tajlandii i przekonaliśmy się, że nawet na imprezowym Koh Phi Phi można znaleźć RAJ. Np. w TYM MIEJSCU. Polecamy je bardzo!

LUTY
Po ponad 30 dniach w Azji, wylądowaliśmy na Sri Lance. Przypomniała nam podróż do Indii jeszcze przed dziećmi, przypomniała tamte smaki, zachwyciła plantacjami herbaty. Krótki, intensywny czas, który jak się potem okazało, miał swój finał w pięknej biznesowej współpracy.


Dla ochłody ruszyliśmy do Południowego Tyrolu i odkryliśmy, że to miejsce nie tylko na narty. Zobaczcie TU, co można tam robić i dlaczego to idealne miejsce na rodzinny zimowy wyjazd. Zakochaliśmy się w klimatycznych farmach (niesamowite miejsca na nocleg!) ) oraz w jedzeniu, chociaż tego wow trzeba było trochę poszukać – tu znajdziecie listę naszych ulubionych miejsc w Południowym Tyrolu.



MARZEC
Wróciliśmy się, przepakowaliśmy i ruszyliśmy na naszą najdalszą podróż, w dodatku bez dzieci. Chwilę później przytulaliśmy koalę i jeździliśmy samochodem po pustej w marcu Kangaroo Island – niesamowitym miejscu, w którym można w krótkim czasie zaznać Australii w pigułce.


Wielkanoc spędziliśmy w Andaluzji po raz pierwszy w takim gronie. Zabraliśmy Łukasz rodziców, moją Mamę i zamieniliśmy jajka faszerowane i sałatkę jarzynową na tapas i typowe w Andaluzji salmorejo – znacie tę zupę? Stół w mieszkaniu w Warszawie zamieniliśmy na cudowny taras z widokiem na andaluzyjskie krajobrazy (dom, w którym mieszkaliśmy znajdziecie TU), a przesiadywanie nad talerzem na zwiedzenia Sevilli, Kordoby, Rondy i cudnych pueblos blancos. Polecam bardzo taką Wielkanoc. TU znajdziecie nasze wszystkie posty z Andaluzji. Ten wyjazd przypomniał mi to, o czym chyba już zapomniałam – że Hiszpanię pokochałam kiedyś całym sercem i zawsze czuję się tam idealnie.



KWIECIEŃ
Powitaliśmy go jeszcze w Andaluzji i wreszcie trochę przystopowaliśmy z podróżami – na kwiecień mieliśmy ważne zadanie – otworzyć nowe DESEO. Na uwielbianej przez nas od lat Burakowskiej, na którą wracaliśmy latami na wino u Mielża i na sushi w Sakanie. Jak każdy nowy lokal, były stresy, komplikacje, dużo pracy, ale udało się 18.04.2018 wystartowało DESEO Burakowska.

MAJ

Nie mieliśmy sił na dalekie majówki. Pojechaliśmy do naszego małego raju – do Mazurskiej Arkadii. To tam przeczytaliśmy wiadomość o tym, że spłonęła Tatarska Jurta – cudowne miejsce prowadzone od lat przez naszych tatarskich przyjaciół. Z Mazur wracaliśmy przez Kruszyniany.. Po drodze odkryliśmy absolutnie rewelacyjne polskie jedzenie, ale o tym napiszę Wam w poście o naszych kulinarnych odkryciach 2018 🙂 Chyba, że czytaliście uważnie i już wiecie? 🙂

W połowie maja oficjalnie witaliśmy nowe DESEO. Z pompą, masą znajomych, masą gości. Niesamowite, ile udało nam się zrobić razem z naszą ekipą od maja 2016!

CZERWIEC

Czerwiec to urodziny Maksa. Naszego dziecka z Dnia Dziecka. Dumną Siódemkę świętował w najlepszy z możliwych sposobów – tortem sushi oraz drugim z logo FC Barcelony 🙂 W ramach prezentów dostał rodziców na weekend na wyłączność – Boże Ciało spędziliśmy znów na Mazurach, tym razem bez Jagody. Przypomniałam sobie, że wyjazd z jednym dzieckiem to totalny relaks 🙂

Szybko nadrobiliśmy i ruszyliśmy wszyscy razem do Grecji. Na mało popularne wyspy – Lesbos (naszą relację znajdziecie TU!) i Chios (koniecznie zajrzyjcie TU!). Korzystaliśmy z upałów, zwiedzaliśmy i zajadaliśmy się cudownym greckim jedzeniem.



LIPIEC

Moje urodziny nie były udane. Spędzałam je sama, w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie zagnała mnie moja praca, w dodatku całkiem bez sensu 😉 Czyli pojechałam, straciłam czas, a tego, co miałam zrobić, nie zrobiłam 🙂 Na szczęście nadrobiliśmy w weekend po. Marzył nam się wyjazd we dwoje, ale chętnych do opieki nad Jagodą nie było. Pojechaliśmy więc we troje – w miejsce, w którym byliśmy raptem po kilku miesiącach znajomości. Teraz w Gallipoli zakochaliśmy się ponownie! Zwłaszcza w niesamowitym jedzeniu – o TAKIM! Już myślimy, kiedy pojechać tam znów. Strasznie polecam Wam to miejsce, jeśli marzą Wam się włoskie Włochy latem 🙂 Pod wieloma względami tam czas się zatrzymał!


Po powrocie spędziliśmy dwa świetne warszawskie tygodnie razem z moją siostrą cioteczną ze Stanów. Czy ja mówiłam już Wam kiedyś, że kocham Warszawę latem? KOCHAM!
SIERPIEŃ
Na początku sierpnia okazało się, że kochać latem można również LUBLIN. Byliście? Jak nie, planujcie koniecznie na weekend! Najlepiej ciepły! Piękne stare miasto, zajadanie się cebularzami, lody od Anabilis, zachwycający Sen o Mieście i paroburgery i biramisu z Perłowej. To była idealna dwudniowa randka! TU znajdziecie WSZYSTKO, co sprawi, że weekend w Lublinie będzie udany!


Wróciliśmy, spakowaliśmy siebie i dzieci i ruszyliśmy na ostatni wyjazd przed rozpoczęciem przez Maksa szkoły. To miały być takie prawdziwe wakacje. Wybraliśmy północ Hiszpanii, bo chcieliśmy uciec przed tłumami i komercją. Przed dmuchanymi gadżetami na każdym stoisku i naganiaczami przed knajpach. To się udało! Nie wpadliśmy jednak, z całym naszym doświadczeniem, na to, że to nie będzie tylko nasz pomysł. Problemy ze znalezieniem noclegu, astronomiczne ceny, trochę nas ta północ Hiszpanii zirytowała. Ale dom, który wynajęliśmy w Galicji wiele wynagrodził – to były prawdziwe sielskie, wiejskie wakacje.





WRZESIEŃ

Wielka zmiana. Szkoła. każdy z nas trochę się obawia, co? Czy będzie fajnie? Czy wychowawczyni fajna? Czy koledzy? Czy się odnajdzie. Nie mogliśmy narzekać, nie możemy narzekać – o szkole pisałam Wam TU. We wrześniu odpoczywaliśmy od podróży – Łukasz skoczył na ryby z kolegami (znów Szwecja), a potem z chmarą znajomych i chmarą dzieci zawitaliśmy na Podlasiu. Uroczysko Zaborek jesienią nas zachwyciło!


PAŹDZIERNIK
.. to drugie urodziny Jagódki i nasz kompletnie beztroski weekend w szwedzkim Malmö. OMG już dawno nie było tak, że nic nie musimy. Cudowny czas rowerowych przejażdżek, świetnego jedzenia i zajadania cynamonowych kanelbulle w ilościach hurtowych. Wcześniej Łukasz poleciał zawodowo do Peru, a my skoczyliśmy na weekend z Babcią w Łodzi! A tak było na idealnym weekendzie w Malmo…



Październik żegnaliśmy już w Paryżu – na wyjeździe pod hasłem “zjedz milion ciastek”. Razem z naszym Szefem Cukierni i jego Zastępczynią przemierzaliśmy cukiernie Paryża w poszukiwaniu inspiracji. Dla nas do tworzenia, dla Was do zjedzenia – bardzo słodki przewodnik po Paryżu znajdziecie TU.


LISTOPAD

Listopad to Barcelona. Wyjazd Maksa na spotkanie z piłkarzami FC Barcelony w ramach kampanii BEKO Jedz jak mistrz. Spotkanie z Pique, Suarezem, Rakiticiem i ter Stegenem. Niesamowite przeżycie dla chłopca, który kocha FC Barcelonę! Jak to się stało? O tym pisaliśmy TU! Ale do Barcelony jedzie nie tylko Maks, my też jedziemy! Cudownie było włóczyć się bez celu po jednym z najbardziej pożądanych miast świata, zajadać tapas wieczorem i śniadanie w knajpie na rogu. Hiszpański styl bycia, słońce i plaża w listopadzie znów przekonały mnie, że to lek na całe zło… Zróbcie sobie taki wyjazd – najlepiej w listopadzie czy w lutym, gdy u nas słońca brakuje! TU znajdziecie hotele, jedzenie i Barcelonę z dziećmi.




GRUDZIEŃ

Tradycyjnie praca w grudniu nas zdominowała, mieliśmy dość, za dużo, mieliśmy ochotę rzucać w cholerę. To był też nasz najskromniejszy blogowo miesiąc- do 25.12 napisałam 4 posty!!! Zwykle miesięcznie piszemy 9 -15 postów. Jedyne, co nas uratowało to Zakopane, leniwe śniadania i spokojne godziny z dobrym jedzeniem i dobrymi ludźmi w Le Chalet w Murzasichlu.

Potem żyliśmy już tylko zamykaniem kolejnych spraw, projektów, odhaczaniem listy zadań, by 25.12 usiąść w samolocie i znów zacząć kolejny rok w ukochanej Azji. Koło się zamknęło 🙂 Od nowego roku chcemy trochę zmian. Chcemy je wprowadzić – czy się uda? Zobaczymy!





4 Comments
KlaudiaB.
Ciekawa jestem jakie to zmiany 🙂
Natalia
Pora się trochę wziąć za większy spokój ;)) ale z drugiej strony trochę nowych pomysłów jest 🙂 zobaczymy, jak się to uda pogodzić 🙂
Eska5
Ciekawie spędziliście cały rok. Nic tylko Wam zazdrościć takich podróży. Powodzenia w 2019 roku i jeszcze wiele podróży do pięknych miejsc.
Natalia
Dzięki 🙂 To był piękny rok i faktycznie z ogromną ilością podróży 🙂 Wszystkiego Dobrego w 2019 🙂