Kolejny raz, gdy pytam Was na Instagramie o pytania do nas, jednym z najczęściej pojawiających się pytań jest SZKOŁA MAKSA 🙂 Miało być o podróżach, jedzeniu i o podróżach z dziećmi, ale wiecie jak to ze mną jest… Chcecie koreańskie, idziemy szukać koreańskiego. Chcecie przewodnik kulinarny po Warszawie, robimy przewodnik 🙂 Pytacie, o szkołą, odpowiadamy 🙂

 

Na Instagramie napisałam, że to czy szkoła jest prywatna czy państwowa, nie było dla nas kluczowym kryterium wyboru, ale teraz chyba cieszę się, że to szkoła prywatna. Dlaczego? Co to oznacza? Już wyjaśniam 🙂

 

DLACZEGO WYBRALIŚMY WŁAŚNIE TĘ SZKOŁĘ?

Mam wrażenie, że w ostatnich latach o szkole podstawowej dla dziecka zaczyna się myśleć coraz wcześniej. Niby to żarty, że niektórzy wybierają szkołę jeszcze jak dziecko jest bobasem… albo jak siedzi w brzuchu mamy. Niby to żarty, że do dobrych szkół trzeba zapisywać się kilka lat wcześniej, ale hello!!!! – niektórzy naprawdę tak robią! Ja przyznaję, że pod tym względem byłam chyba dość wyrodną matką, bo bardziej aktywnie tematem szkoły zainteresowałam się w ostatnim roku przedszkola…  i wcale nie na początku, we wrześniu, tylko gdzieś.. w lutym? (we wrześniu Maks miał iść do szkoły). Pamiętam jak jedna z Mam zapytała mnie czy mamy już wybraną szkołę, bo wszyscy pozostali już się zdecydowali. A ja oczywiście z ręką w nocniku 😉 Trzeba było działać! 🙂

 

Jak podeszliśmy do wyboru szkoły? Po pierwsze brałam pod uwagę szkoły w okolicy, ale nie tylko te najbliżej domu. Przyzwyczaiłam się do wożenia Maksa do przedszkola, potem również Jagody do żłobka i w żadnym wypadku odległość od domu nie była dla mnie kluczowym kryterium. Wolę dorzucić trochę mojego czasu, a mieć pewność, że moje dzieci są w jak najlepszych według mnie miejscach. Celowo używam sformułowania „według mnie”, bo wiem, że każdy z nas może szukać czegoś innego 🙂 Niektórzy chcą więcej wolności dla dzieci, inni wyższego poziomu i większej dyscypliny. Niektórzy chcą szkoły, gdzie w ogóle nie ma lekcji religii, inni wręcz przeciwnie. Dlatego dla mnie nie ma czegoś takiego jak najlepsza podstawówka w okolicy. Tak samo jak nie ma najlepszej pracy i nie ma najlepszego faceta na świecie. Jest najlepsza praca DLA MNIE, najlepszy facet DLA MNIE i najlepsza szkoła DLA MOJEGO DZIECKA.

 

Pierwszy krok? Z przedszkola zgarnęłam listę szkół, do których zwykle wybierają się dzieci z naszego przedszkola. Myślę, że to dobry trop, jeśli macie dobre przedszkole i jesteście z niego zadowoleni. Miałam robić dokładny research, czytać, odwiedzać, wybierać… ale w końcu tak nie zrobiłam. Szkołę wybrałam z dwóch, no dobra.. może z trzech powodów.

POWÓD NR 1:

 

Przypadkowo spotkany znajomy polecał ją jako dobrą szkołę. Jako szkołę otwartą na dzieci, ale również szkołę akceptującą podróże – opowiadał piękne historie o tym, że gdy im zdarza się wyjechać w ciągu roku szkolnego, szkoła to akceptuje, a potem dzieciaki mają zrobić prezentację o miejscu, jakie odwiedziły. Brzmiało jak marzenie! To był pierwszy moment, gdy z kilkunastu szkół skupiłam się na jednej. Wiem, że miał porównanie, bo jego starsza córka chodziła do innej szkoły. Wiem również, że kocha podróże podobnie jak my i od zawsze podróżowali z dziećmi.

 

POWÓD NR 2:

 

Gdy miała już wstępny plan właśnie na tę szkołę, dowiedziałam się, że wybiera się tam co najmniej troje dzieci z Maksa grupy, w tym co najmniej jeden dobry kolega. To był kolejny punkt za. Pamiętałam swoje początki szkoły i maaaaasę nowych twarzy. Miałam jedną koleżankę, którą poznałam kilka dni wcześniej (co zabawne, minęło 27 lat, a ona nadal jest moją przyjaciółką! ). Pomyślałam, że musi być fajnie iść do pierwszej klasy i mieć koło siebie co najmniej kilka znajomych twarzy. Pomyślałam, że fajnie mieć tam od razu znajomych rodziców, z którymi zawsze można coś przegadać, dopytać, wspólnie zadziałać.  To drugi powód:)

POWÓD NR 3:

 

To moje wrażenia 🙂 Mając informacje od znajomych, od rodziców dzieci z przedszkola (niektórzy mieli tam już starsze dzieci) nie czytałam ŻADNYCH dodatkowych informacji w Internetach. Nie szukałam, nie dopytywałam. Jedyne, co mnie interesowało to moje wrażenia. Tak wybierałam przedszkole i żłobek dla Jagody. Flow, intuicja, przeczucie. Jeśli chodzi o miejsca dla naszych dzieci, jeszcze nigdy mnie nie zawiodło. Raz byłam niezadowolona ze żłobka Maksa, ale dlatego, że ekipa zmieniła się w trakcie, a nie dlatego, że źle wybrałam. Byłam totalnie zadowolona z przedszkola, w którym Maks spędził 4 lata i Jagoda spędzi kolejne 4 lub 5. Byłam zadowolona z jej żłobka – pisałam o nim TU (polecam!). Przeczucia mnie nie myliły. W tej szkole czułam się dobrze, nie miałam żadnych wątpliwości. Nie odwiedziłam żadnej innej szkoły. Czy ważne było wtedy, że to szkoła prywatna? Myślę, że nie. Gdybym miała pod ręką państwową szkołę, o której dobrze mówiliby znajomi i gdzie szłyby dzieci z Maksa grupy, prawdopodobnie poszedłby do szkoły państwowej. Takiej opcji jednak nie było…

 

DLACZEGO TERAZ SIĘ CIESZĘ, ŻE TO SZKOŁA PRYWATNA?

 

Nie wiedziałam wiele o szkołach podstawowych z roku 2018 🙂 Nie interesowałam się. Nie wnikałam. Dlaczego teraz się cieszę, że to prywatna szkoła?

Cieszę się, gdy słyszę o masie, czasem absurdalnych, zadań domowych w szkołach państwowych. Słyszę od znajomych o pracy domowej dla 7-latków codziennie. O kolorowaniu obrazków jako zadaniu domowym. O siedzeniu do 21.00 nad lekcjami, jeśli po szkole chcesz zrobić coś innego niż szybko do domu i praca domowa.

Cieszę się, że Maks przez 2 miesiące szkoły miał pracę domową zadaną chyba 4 razy – za to za każdym razem była to praca domowa na myślenie, a nie na zajęcie czasu. Pisał o prawach i obowiązkach dziecka i rodziców, tworzył jadłospis, wypisywał plusy i minusy mieszkania w dużym mieście. To prace domowe, które uczą myślenia i mocno liczę, że tego właśnie nauczy go szkoła. Myśleć, rozwiązywać zadania, a nie zakuwać. Nie uznaję argumentów, że dziecko się nie nauczy, jeśli nie będzie codziennie ślęczeć nad zeszytami. W przedszkolu nie ślęczał, a wyszedł stamtąd pisząc, czytając, licząc i bez problemu komunikując się w języku angielskim. A prac domowych nie odrabialiśmy w przedszkolu nigdy…. dzięki Bogu 😉 Jeszcze tego by brakowało!;)

Cieszę się, że z uwagi na brak prac domowych, nie musi codziennie nosić książek, tylko 1 zeszyt, piórnik i śniadaniówkę.

Cieszę się, że ma zajęcia mniej więcej do 15.00 i nie musi przed 5 godzin siedzieć na świetlicy, bo rodzice pracują nieco dłużej niż do 12.00 czy 13.00. Jak pewnie większość z Was 🙂

Cieszę się, że świetlicę ma tak świetną, że nie chce wychodzić przed zamknięciem szkoły, a gdy było jeszcze ciepło, większość czasu na świetlicy spędzali na dworze, bawiąc się na placu zabaw lub grając w piłkę.

Cieszę się, że w klasie ma 15 dzieci, a nie 25 czy 30. Wiem, że wtedy nauczyciel czy wychowawca może bardziej skupić się na każdym dziecku, gdy ma ich mniej. To chyba logiczne i nie trzeba nikomu tego tłumaczyć 😉

Cieszę się, że na każdy dzień mogę mu wybrać, co będzie jadł – wiem, jakie są dania i mogę wybrać to, co lubi. Dzięki temu mam pewność, że nie chodzi głodny. Każdego dnia mogę mu wybrać albo opcję mięsną albo wege. Nie, to nie restauracja 🙂 Ale na każdy dzień jest 1 zupa i 2 dania do wyboru – uważam, że to świetny pomysł.

Cieszę się, bo Maks uwielbia szkołę i przejście z przedszkola do szkoły przeszło baaaardzo gładko!

Cieszę się, bo ma fajnych nauczycieli, a to najważniejsze! Nawet w super szkole może być marnie, gdy masz złego nauczyciela. Ale… mocno wierzę, że super szkoła eliminuje złych nauczycieli i wybiera dobrych 🙂

Cieszę się, że co tydzień jeździ na basen i  że w szkole w ramach zajęć dodatkowych może chodzić na piłkę.

Cieszę się, że w zeszycie-kontrolce widzę wszystkie info, jak się zachowuje, co było nie tak i za co dostał pochwałę.

Cieszę się, bo wartości szkoły omawiane podczas ślubowania są spójne z moimi. Szkoła chce uczyć dzieci, które są badaczami, myślicielami, są troskliwe, komunikatywne, otwarte na innych. Są bogate w wiedzę, przestrzegają zasada, rozwijają się harmonijnie, podejmują wyzwania. Takich szkół chcemy. Zwłaszcza tych, które w dzisiejszych czasach uczą otwartości na innych.

 

Masa rzeczy w tej szkole mnie cieszy 🙂 I uwaga: nie mówię, że tak jest tylko w szkołach prywatnych. Wiem, że są również świetne szkoły państwowe. Podejrzewam jednak, że mniejsze klasy, lepiej rozplanowany czas w ciągu dnia oraz mniej prac domowych to zwykle domena szkół prywatnych.

 

CZY MAKS JEST ZADOWOLONY?

 

To już chyba pisałam, ale powtórzę! BARDZO! On wręcz z tej szkoły nie chce wychodzić i chociaż często mnie to irytuje … zwłaszcza, gdy się śpieszymy, to chyba największa radość dla rodzica 🙂

 

Jeśli macie jeszcze jakieś szkolne pytania, dajcie znać 🙂

PS. pytania, co to za szkoła, dajcie znać na priv 🙂