No to odliczanie czas zacząć! Za 3 dni o tej porze będziemy dopinać wypchane jak zawsze walizki, by potem lecieć jak na skrzydłach do samolotu, który zaniesie nas prosto aż do… gruzińskiego Kutaisi! Stamtąd ruszymy na wycieczkę zarówno po Gruzji, w której zakochaliśmy się podczas majówki rok temu, jak i po sąsiedniej Armenii, której jeszcze nie znamy, ale mamy dużą ochotę poznać! Przebieramy już nogami, kompletujemy ekwipunek, a w nielicznych wolnych chwilach przeglądamy przewodniki i marzymy o monasterach, skalnych miastach i przepysznym jedzeniu! 🙂  

 

Maks również zbiera się już do drogi i woła “hurra!”, bo strasznie się chłopak stęsknił za lataniem! Ostatni lot zaliczył na początku grudnia, więc to jak na niego zdecydowanie zbyt długa przerwa! Gdy my potem lataliśmy do Południowego Tyrolu, Wielkiej Brytanii i na norweskie Lofoty, Maks odpoczywał u dziadków. Teraz więc tylko cały czas się upewnia:

 

Maks: „A do tych dwóch krajów, co jedziemy, to jedziemy samolotem czy samochodem?”

My: „Samolotem Maksiu!”

Maks: „Hurrrra, lubię samoloty!!!”

 

podróżowanie z dzieckiem, Gruzja, gruziński chleb, Gruzja z dzieckiem

a tak wyglądało smakowanie Gruzji w wykonaniu Maksa dokładnie rok temu – wiek: niecałe 2 lata

 

Kilka słów o przygotowaniu do podróży do Gruzji i Armenii:  

 

GDZIE SZUKAĆ LOTÓW?  

 

Jeśli chodzi o Gruzję, opcje mamy dwie. Albo LOT albo Wizzair. Plus LOTu: lecimy od razu do przeuroczego Tbilisi. Wizzair jest oczywiście tańszy (czasem bilety można upolować nawet za 150 zł!), ale leci do Kutaisi. Można tam dolecieć z Warszawy lub z Katowic. Lot trwa około 3 godzin, więc całkiem przyzwoicie! Kutaisi nie oferuje zbyt wielu atrakcji, ale miasto jest świetnym punktem startu podróży oraz pierwszym miejscem zetknięcia z Gruzją i pyszną miejscową kuchnią. W zeszłym roku właśnie tam zaczęliśmy gruzińską przygodę i teraz będzie tak samo! A Wy jeśli kiedyś tam dotrzecie, zajrzyjcie do koniecznie Browaru Mirzani na pierożki-sakiewki chinkali i na placki z serem chaczapuri! My tam spędziliśmy nasz pierwszy wieczór, rozkoszując się lokalnymi smakami i winem!  

 

W Kutaisi można przenocować, a następnie ruszyć dalej stronę Tbilisi, Batumi czy Mestii. Baza noclegowa nie jest zbyt szeroka, ale coś da się znaleźć, nawet jeśli jest to zimny hostel z wścibską właścicielką i brudną łazienką 🙂 (to też nasza pierwsza noc w zeszłym roku!).  

 

chinkali, kuchnia gruzińska, Gruzja, Kutaisi

spotkanie z chinkali – miłość od pierwszego wejrzenia

 

 JAK TO ZROBIĆ, CZYLI FORMALNOŚCI…  

 

Jeśli obawiacie się załatwiania wakacji na własną rękę, bo formalności, bo dużo roboty, bo “wolę jak ktoś za mnie to załatwi”, mam dla Was dobrą informację: do Gruzji żadnych formalności załatwiać nie trzeba! Nie potrzebujemy żadnych wiz. Co więcej, możemy podróżować tylko na dowód osobisty. Nie musimy też myśleć o przygotowaniu zdrowotnym jak w przypadku krajów egzotycznych (szczepienia, profilaktyka). O braku wiz do Gruzji wiedzieliśmy już po doświadczeniach z zeszłego roku! Tym bardziej się ucieszyliśmy, gdy okazało się, że od stycznia 2013 roku również do Armenii można podróżować bez wizy (do 180 dni, ale chyba w tym czasie się zmieścimy!;)) Szczepień żadnych nie trzeba, służba zdrowia podobno pozostawia wiele do życzenia, ale chorować i tak nie mamy zamiaru (odpukać!).  

 

Zarówno w Gruzji, jak i w Armenii planujemy wypożyczyć samochód. Rok temu korzystaliśmy z wypożyczalni Naniko. Szału nie było, a na koniec nie chcieli zwrócić kaucji, bo – UWAGA! – nie umyliśmy samochodu! W wielu krajach zdarzyło nam się wypożyczać auto, ale obowiązek mycia przed oddaniem kompletnie nas zaskoczył, zwłaszcza, że przypomnieliśmy sobie o tym kilka godzin przed wylotem, gdy w Gruzji akurat obchodzono jakieś święto i myjni otwartych nie znaleziono. Tym razem odpuścimy sobie wypożyczanie samochodu już w Kutaisi –  ceny wynajmy są wyższe niż w Tbilisi i znacznie wyższe niż w Armenii. Prosto z lotniska śmigniemy autobusem GeorgianBus do Tbilisi, jedzie podobno jakieś 3-4 h.  Tam spędzimy jeden dzień relaksu, a potem ruszymy pociągiem do Erywania, by tam wypożyczyć samochód na Armenię. Nasze wątpliwości budzi troszkę  jeden fragment opisu Armenii na stronie MSZ – „należy być przygotowanym na częste kontrole policyjne i niejednokrotnie nieuzasadnione i wątpliwe opłaty.” Hmmm, czy mamy zatem przygotować worek złota na żądnych dodatkowych zarobków policjantów?  Sprawdzimy to! Bo z całym szacunkiem do MSZ: choć zawsze czytam przed wyjazdem informację o danym kraju u nich na stronie, to na niektóre fragmenty biorę poprawkę. Oby ten był jednym z nich! 🙂  A przecież jak nie spróbujesz sam, to się nie dowiesz, prawda?  

 

Z  uwagi natomiast na skomplikowane formalności wizowe i dość wysokie koszty, zrezygnowaliśmy z trzeciego kraju, który również planowaliśmy odwiedzić podczas tej podróży, czyli z Azerbejdżanu. Ilość dokumentów i papierków, które należy dostarczyć, by uzyskać wizę przeraża, a ceny za załatwienie wiz dla naszej trójki u pośredników przyprawiają o zawrót głowy. Pół żartem, pół serio: po co pchać się tam, gdzie nas nie chcą, jeśli tyle jeszcze nieodkrytych terenów w Gruzji?:) A tak całkiem na poważnie: nie przepadamy za krajami, które trzeba na klęczkach błagać o prawo pobytu na tydzień czy dwa. Pewnie dlatego nigdy nie byłam w Stanach, choć moja bliska rodzina mieszka tam od 1991 roku! Wiem – szok! Jak widać mam jakieś antywizowe skrzywienie…

 

Swanetia, Gruzja, krajobrazy gruzińskie

magiczna Swanetia – Gruzja 2013

 

PLAN PODRÓŻY

 

 Co będziemy robić w krajach Kaukazu? Dokładnego planu jeszcze nie mamy. Szykujemy się głównie w oparciu o przewodnik wydany przez Bezdroża po tytułem Gruzja i Armenia oraz Azerbejdżan. Magiczne Zakaukazie. W zeszłym roku świetnie się sprawdził, więc w tym również na niego liczymy! 🙂 W Gruzji na pewno zajrzymy do skalnego miasta Wardzia, chcemy odwiedzić Kazbegi i popatrzeć na chyba najbardziej znany gruziński widoczek, czyli klasztor Cminda Sameba. Na pewno wrócimy do Kachetii, bo to region słynący z win, a w Borjomi spróbujemy sławnej wody.

W Armenii za bazę obierzemy Erywań (nie mogę doczekać się magicznego widoku na Ararat!), a stamtąd będziemy organizować wycieczki do okolicznych monasterów czy nad jezioro Sewan. To tylko kilka wstępnych planów, w praniu wyjdzie 1000 razy więcej! W przerwach od zwiedzania, będziemy smakować lokalną kuchnię i na pewno zachęcać Was do wybrania się w te tereny masą zdjęć sprawiających, że ślinka cieknie! Oby tylko Internet był z nami – trzymajcie kciuki!  

 

LAST BUT NOT LEAST…  

 

Korzystając z tego wygodnego wyrażenia in English, na które nie znajduję nigdy dobrego tłumaczenia muszę Wam zdradzić, że wyprawa do Armenii i Gruzji to nasza pierwsza podróż, podczas której Tasteaway ma… sponsora! I to nie byle jakiego, bo markę VARTA! 🙂 Ruszamy zatem do krajów Kaukazu fizycznie sami, ale tak naprawdę z marką VARTA, która towarzyszyć nam będzie na co dzień również przez gadżety, ułatwiające podróżowanie. Jakie i jak się sprawdzą, wkrótce się okaże! Powiem tylko, że mnie najbardziej cieszą przenośne banki energii PowerPack, bo nic mnie tak nie irytuje jak wyładowany telefon! Wiem, wiem, niewolnik bycia online, ale takie już życie blogera i człowieka z własną firmą na karku. Nigdy nie jest offline i dlatego kocha takie rozwiązania!

 

Z perspektywy osób zawodowo związanych z reklamą cieszy nas bardzo, że są firmy, które nie tylko chcą zapłacić blogerowi, by zrobił kilka zdjęć i wrzucił nie związaną z niczym recenzję produktu na bloga, ale które chcą budować koncept promocji wspólnie z blogerem i są otwarte na jego pomysły. Dzięki temu zyskujemy i my, i marka, i Wy, bo po takich 2 tygodniach jak nic będziecie mieć gotowy przewodnik po Gruzji i Armenii, a produkty marki VARTA będziemy mogli sprawdzić w prawdziwych sytuacjach, a nie sfotografować je leżące na trawie czy na biurku 😉 Dodatkowo w notkach z Kaukazu będziemy też informować o konkursie organizowanym przez markę VARTA, w którym można wygrać całkiem fajne nagrody, więc bądźcie czujni!

 

 Zresztą… mam nadzieję, że i tak będziecie w tej podróży z nami  i naszymi oczami pokażemy Wam magiczne monastery, zapierające dech w piersiach bezdroża, skalne miasto Vardzia, klasztor nad jeziorem Sewan w Armenii i przybliżymy Wam przepyszną kuchnię gruzińską i armeńską (mam wrażenie, że również smaczną!) ! 🙂 Trzymajcie kciuki –  w piątek ruszamy w stronę słońca i 25-30 stopni!!:)  

 

Gruzja, Armenia, Kaukaz, podróżowanie z dzieckiem

takich widoków nie możemy się doczekać! 🙂