Rok 2009. Mam 24 lata. Od prawie 2 lat pracuję w dużej agencji badawczej. Przyszłam tu na miesiąc, na praktyki studenckie i zostałam na dłużej. Uwielbiam to miejsce, uwielbiam pracę i strasznie się cieszę, że pracuję w zawodzie i daje mi to masę radości i satysfakcji. Przecież, gdy kilka lat wcześniej zaczynałam studia w Instytucie Socjologii UW, jeden z Wykładowców lubił żartować, że po socjologii to można nawet w warzywniaku skończyć!;) A tu proszę! Badania rynku, fajna firma i jeszcze moje ulubione badania jakościowe. Gdy wiosną 2009 myślę o sobie za 10 lat, czuję, że popracuję tu minimum kilka lat, prawdopodobnie awansuję, może potem zmienię firmę albo pójdę pracować w dziale badań po stronie klienta? Sporo osób tak właśnie robi…

 

Początek 2012 roku. Mam prawie 28 lat, jestem na urlopie macierzyńskim i przyjeżdżam z moim uroczym bobaskiem w nosidełku, by pożegnać się z moją ukochaną firmą. Bo ja naprawdę kochałam tam pracować! Ale po narodzinach Maksa, razem z Łukaszem chcemy zmian. Chcemy więcej wolności, przede wszystkim, by realizować nasze wielkie marzenie o podróżowaniu. On już pracuje na swoim, ja zaraz zacznę w kwietniu 2012 roku – nadal pracuję jako badacz jakościowy, tylko od teraz w swojej małej agencji badawczej. Działamy we dwoje, razem z moim Wspólnikiem. „Nie boisz się? Czy to aby dobra decyzja? Etat to zawsze etat!” – to chyba moja Mama. „Macie już swoich klientów? Nie obawiasz się, że nie będziecie mieć wystarczająco dużo zleceń?” – pyta  koleżanka. Robimy swoje i trzymamy się tego razem przez kolejne 7 lat! Nie zawsze jest łatwo, nie zawsze jest różowo, ale przez te lata mieliśmy sporo super Klientów zarówno polskich, jak i zagranicznych, sporo fajnych projektów, mnóstwo doświadczeń i tak, własna agencja, pozwalała nam zarabiać na życie. Na swoich warunkach!

 

Wiosna 2013 roku. Agencja działa, z Michałem realizujemy coraz to nowe projekty badawcze, ale z Łukaszem zaczynamy też nasz wielki wspólny projekt. Blog podróżniczy. Co prawda, nasze kulinarne podróże opisujemy już od sierpnia 2011 roku, ale robimy to nieregularnie, ot tak, jak będzie chwila czasu. Raz, dwa razy w miesiącu. W kwietniu 2013 roku rusza www.tasteaway.pl – blog podróżniczo – kulinarny, blog o smakowaniu życia, ale też blog o podróżowaniu z dzieckiem.  Nie wszyscy wierzą w sens takiego przedsięwzięcia…

„Po co Wam to? Przecież macie już swoje firmy, sporo pracy, dziecko!”

„Teraz to chyba wszyscy o podróżach albo o jedzeniu piszą. To w ogóle ma jeszcze sens? Nie za dużo tych podróżników? W telewizji też ciągle programy kulinarne!”

„Wiesz co, ja myślę, że to nie jest zbyt ciekawa tematyka, nie przyciągnie czytelników. Teraz to potencjał mają np. blogi o seksie. To może być coś nowego i interesującego!”

„Czy Wy w ogóle macie na to czas? Kto to będzie pisał?”

„Ale wiecie, że jeśli chcecie pisać „na poważnie”, to trzeba robić to regularnie?”

 

Nie posłuchaliśmy. Zrobiliśmy po swojemu i nadal to robimy, już prawie 10 lat! W kwietniu 2023 roku będziemy świętować 10 urodziny bloga! 🙂 Mam nadzieję, że Wy będziecie świętować z nami! Bloga, który nie dość, że ma tysiące czytelników, to dał nam przez lata masę radości, niesamowitych chwil i przeżyć, których bez niego by nie było. Dał nam rewelacyjne współprace, które będziemy wspominać latami i nadal daje milion powodów, by pisać regularnie! 🙂 I robię to – od prawie 10 lat bez ani jednej większej przerwy 😉

 

 Varta_11

Bubble_swim_wear_12.

 

Rok 2015. Na Facebooku pojawia się post Łukasza. Oto wkrótce na mapie Warszawy pojawi się nowe gastro miejsce. To cukiernia DESEO – butikowa cukiernia z monoporcjami w stylu francuskim, czekoladowymi pralinami własnej roboty, a wkrótce też tortami. Nazwę DESEO wymyślam ja. Oczywiście, że po hiszpańsku. Kocham ten język. DESEO to marzenie. W tym przypadku ma dwa znaczenia. DESEO, bo ciastka są jak marzenie. DESEO, bo to nasze spełnione marzenie… Ale nasza droga i historia DESEO zdecydowanie nie jest usłana różami. W kwietniu 2016 roku jesteśmy blisko upadłości i rzucenia wszystkiego w cholerę….

Tym razem najwięcej osób podcina nasze skrzydła. Po co Wam to? Będziecie to dalej ciągnąć? Cukiernia prowadzona przez blogerów? Przecież to było jasne, że to to padnie! Taaa, wydawało im się, że prowadzenie biznesu gastro jest tak proste jak napisanie kilku artykulików. Wiadomo, że się nie znają! Obstawiamy, kiedy się zamkną?”

 

Znów robiliśmy swoje. Pomimo, że tym razem było najtrudniej! Krew, pot i łzy. To DESEO w 2016 i 2017 roku. To walka.  Nieustająca, bo trwa do dziś. Nadal bywa cholernie trudno. Nadal jest wiele chwil, w których aż zapiera Ci dech, bo myślisz: znowu?  Ale my nadal robimy swoje.

 

deseo, Deseo Patisserie & Chocolaterie, Piotr Chylarecki, luksusowe cukiernie w Warszawie, najlepsze cukiernie w Warszawie, Pastry Chef, Chylarecki przy pracy, torty

DESEO_2022

 

Jest rok 2022. Nasz blog działa już 9 lat! Stale się rozwija, stale powstają nowe posty, artykuły, a obecnie też stories i rolki. Wydaliśmy książkę o podróżach z dziećmi i kilka różnych ebooków. Właśnie skończyłam aktualizację jednej z naszych najpopularniejszych publikacji, czyli Thaibooka. Współpracujemy z fajnymi markami, współpracujemy z regionami. Blog to jeden z naszych sposobów na życie. Ba, od marca 2022 roku doczekałam się etatowego Pracownika w Tasteaway! Idziemy dalej na przód!

 

Jest rok 2022. Nasze DESEO zaraz kończy 7 lat. To nadal często krew, pot i łzy. Masa wyzwań. Gastro biznes nie jest łatwy, zwłaszcza w okolicznościach, które towarzyszą nam od prawie 3 lat. Ale robimy swoje i idziemy na przód. Zamiast małego lokalu bez toalety i małej pracowni (Angorska na zawsze w pamięci!), mamy w Warszawie 5 pięknych lokali w bardzo dobrych lokalizacjach i wielką pracownię w warszawskim Mordorze. Mamy też lokal w Poznaniu w najlepszej lokalizacji w mieście, czyli w sławnym Starym Browarze. Zatrudniamy kilkadziesiąt osób i ciągle tworzymy nowe produkty. Nie tylko ciastka, ale też pasty orzechowe 100 %, własną kawę i czekoladę bean- to-bar, czyli tworzoną od ziarna kakaowca do tabliczki w naszej pracowni. Nigdy się nie poddaliśmy, nigdy nie daliśmy się podszeptom innych.

Robiliśmy swoje, robimy swoje. I nie zamierzamy przestać. Dla mnie jest właśnie najważniejszy przejaw niezależności. Niezależność w myśleniu, w podejmowaniu decyzji, realizowanie siebie i swoich pomysłów, niezależnie od uwag innych.

 

deseo_2

 

Tę historię opowiedziałam Wam na zaproszenie marki VARTA. To współpraca dla mnie szczególna, bo na początku 2014 roku, gdy nasz blog dopiero raczkował, to VARTA była pierwszą dużą marką, która nam zaufała i zaproponowała nam współpracę. Razem ruszyliśmy na Kaukaz, do Gruzji i Armenii. To współpraca szczególna również dlatego, że hasłem przewodnim marki VARTA jest Empowering Independence. Wspieramy niezależność. To dla nas ogromny zaszczyt, że naszymi działaniami możemy promować NIEZALEŻNOŚĆ!!

 

VARTA jest w naszym życiu obecna od lat. W domu wykorzystujemy ich baterie – ostatnio głównie do padów, bo przecież 11 latek musi czasem pograć ze swoimi ziomkami w Fifę lub Fortnite :P.

W podróży korzystaliśmy już nie raz z powerbanków VARTA. Idealnie wpisują się w nasze życie! Z uwagi na częste podróże, bloga i własną firmę, telefony zawsze mamy przy sobie i zawsze muszą być naładowane ? Telefon to nagrywanie stories, robienie zdjęć, rolek, obróbka fotek, ale też kontakt z naszym Zespołem i masa spraw każdego dnia!

 

powerbank_2

powerbank_2

 

Ten, który widzicie na zdjęciach to Wireless Power Bank o pojemności 10.000 mAh, który jednocześnie może ładować aż 3 urządzenia! Koniec rodzinnych kłótni pod hasłem „A Ty ile masz procent? Ja mam mniej!”. Ładuje też bezprzewodowo, co u nas jest cudowną ulgą od  „Gdzie jest mój kabel? Czy Maks znów go zabrał?” (uroki życia z nastolatkiem :p). Ostatnio powerbank uratował też Jadzię – nie miała kabla do swojego telefonu, więc bezprzewodowe ładowanie okazało się zbawieniem! Powerbank dla nas to nie tylko możliwość ładowania telefonu podczas długiego spaceru czy wyprawy rowerowej po bezdrożach Szwecji, ale też wygoda ładowania go chociażby w knajpie. Wreszcie nie trzeba się rozglądać, czy mój telefon nadal leży tam, gdzie go zostawiłam 😛 Jestem niezależna 😉 To jest produkt w pełni pasujący do mnie! 

 

Nowością, którą chcę Wam pokazać, bo ja jej nie znałam, są  akumulatorki Recharge Accu Power
i dedykowana do nich ładowarka VARTA LCD Ultra Fast Charger+.
Koniecznie zajrzyjcie TUTAJ po więcej info.  

To jest mój zachwyt, bo nie trzeba nerwowo szukać baterii po szufladach i biec do sklepu w niedzielny wieczór. Mam akumulatorki, które zawsze są blisko mnie zawsze, wystarczy je podładować! Maks już zaczął testowanie – jako heavy user padów w naszym domu! 😉 Akumulatorki to dla mnie również niezależność, a ja w niezależności się kocham od dawna – to chyba widać po naszej opowieści? 

 

Varta_logo

Dajcie znać, co Wy zrobiliście po swojemu pomimo, że wszyscy mówili inaczej ?:)

 

*post powstał we współpracy z marką VARTA