Co wiecie o Armenii? Jak ją sobie wyobrażacie? Biednie i “trzeci świat” czy może jednak trochę podobnie jak u nas? Jak wygląda stolica kraju, który liczy sobie tylko 3 mln ludności? Gdzie największe miasto ma co prawda ponad milion mieszkańców, ale kolejne pod względem wielkości (Giumri) liczy sobie już tylko 150 tys.?
Różnie chyba myślimy o Armenii, bo tak jak w przypadku zeszłorocznej Gruzji, część osób dziwiła się, że w ogóle tu, że z dzieckiem, że dlaczego, że po co. Nie lepiej do Włoch czy do Francji jechać? Dla nas nie, bo choć kochamy Włochy i włoską kuchnię, zachwycamy się Francją, to właśnie w takich miejscach jak Gruzja czy Armenia mamy okazję przeżyć więcej i mocniej. Uczucie, gdy siedzisz w nocnym pociągu do Erywania, pogryzasz chaczapuri, a z głośników rozbrzmiewają rosyjskie ballady jest nie do zapomnienia. M.in. dlatego Armenia. Gruzja przestała już dziwić. Wręcz odwrotnie! Jej popularność rośnie w zawrotnym tempie, a coraz więcej osób było / chce pojechać / chce wrócić. O Armenii raczej nikt nie mówi i nie myśli jako o celu wakacyjnych wypadów… a może warto? Może warto wyjść poza standardowe myślenie o kierunkach urlopowych wypraw i poszukać tam, gdzie jeszcze niewielu było?
Zobaczymy, jakie wrażenia będziemy mieć, gdy pojeździmy po kraju (dziś zaczynamy!), ale Erywań już zdążył nas zaskoczyć. Na pewno pozytywnie!

imponujący Plac Republiki

fontanny – cel naszych codziennych wędrówek wg Maksa
Spacer po Erywaniu zaczęliśmy od jednego z najbardziej charakterystycznych punktów w mieście, czyli od Placu Republiki. Nasze lokum (wynajęte mieszkanko obsługiwane przez Yerevan Hostel) znajduje się na ulicy Tpagrichner i dzieli od je placu jakieś 5-7 minut spacerem, więc odległość idealna. Maks od razu pokochał Plac Republiki miłością dozgonną, bo to na nim, tuż przez Ormiańską Galerią Narodową znajdują się gigantyczne “śpiewające fontanny”. Tak jak w Tbilisi w Parku Europejskim, tu również fontanny od wiosny do jesieni dają wieczorem pokaz swoich możliwości. Dla dziecka atrakcja gwarantowana i bez pokazu, 24 godziny na dobę!
Co jeszcze ciekawego na placu? Narodowe Muzeum Historii, Galeria Narodowa, budynki rządowe i ministerialne.. i Marriot. Ktoś polecił nam lody w hotelowej lodziarni i rzeczywiście są pyszne (kokos i sernik!). Zresztą apetycznych lodziarni w Erywaniu nie brakuje. Plac Republiki to chyba najbardziej reprezentatywne miejsce Erywania, o czym mogliśmy się przekonać pierwszego dnia pobytu, gdy nasz spacer po lody został wstrzymany tak jak i cały ruch, a prosto pod Marriot podjechała cała masa eleganckich samochodów na czele z prezydentem Francji, Francois Hollande, który właśnie odbywał podróż po krajach Kaukazu.
Od Placu odchodzą m.in. dwie pełne lansu ulice takie jak Amiryan i najważniejsza, czyli Abowyan (Abowiana). Kawiarnie, restauracje, lodziarnie, znane światowe marki i masa naprawdę dobrze ubranych ludzi (oczywiście są i ci hołdujący modzie w stylu rosyjskim, jeśli wiecie, o czym mówię). Pierwsze zaskoczenie: miasto porządne, bogate, które ilością knajpek i kawiarni, czasem wręcz przypomina nam tętniący życiem Tel Aviv!

przerwa w zwiedzaniu – ulica Abowiana

spacerując najważniejszą aleją miejską – ulicą Abowiana
Z Placu Republiki, ulicą Abowiana kierujemy się w stronę Placu Wolności i dalej w stronę Kaskad, z których rozciąga się widok na miasto i przy dobrej widoczności na magiczny Ararat, leżący już po stronie tureckiej. Mieliśmy okazję podziwiać go z okien pociągu i wyglądał wprost niesamowicie! Zobaczymy, jak góruje nad miastem! Najprostsza droga do Placu Wolności wiedzie pieszym deptakiem o bardzo “ormiańskiej nazwie”, czyli Northern Avenue! 🙂 Szał! Ulicę otwarto w 2007 roku i trzeba na nią zajrzeć, by już nigdy nie pomyśleć sobie, że Erywań to jakieś małe, biedne miasteczko. To tutaj mamy szczyt lansu. Armani, Burberry i inne luksusowe marki, kawiarnie, restauracje i leniwie popijający kawkę wylansowani mieszkańcy. Ulica sama w sobie nie jest ani szczególnie piękna, ani szczególnie ciekawa, ale pokazuje nam Erywań, którego pewnie nie wszyscy się spodziewaliśmy! Deptakiem dochodzimy do ulicy Tumanyan, a następnie na Plac Wolności, kiedyś zwany Teatralnym…

niewielkie sztuczne jeziorko przy Placu Wolności
Wokół placu jest zielono i przyjemnie. Znów kawiarenki, znów restauracje i dodatkowo sztuczne jezioro (jeziorko?) Swan. Klimat relaksujący, rodzice z dziećmi, spacery, wózeczki. Na samym placu budynek Opery i… uwaga!.. atrakcje dla dzieci, których na pewno Wasz maluch nie ominie! Dmuchany zamek, bujaki, samochody! Do wyboru do koloru! Na szczęście przelicznik walutowy jest dla nas łaskawy i poszczególne rozrywki przełożone z dramów na nasze kosztują 2-3 zł.

okolice sztucznego jeziorka

Plac Wolności i jego centralny punkt, czyli Opera

ulubiony plac każdego dziecka
KASKADY i CENTRUM SZTUKI CAFESJIANA
Z Placu Wolności parę kroków dzieli nas od Kaskad, w których zlokalizowane jest Centrum Sztuki Cafesjiana i skąd liczymy, że uda nam się zobaczyć Ararat. Jeśli podróżujecie sami, dotrzecie do nich pewnie w 5 minut. Jeśli podróżujecie z dzieckiem, doliczcie dodatkowe 10 minut na histerię związaną z koniecznością opuszczenia samochodu / bujaków/ dmuchanego zamku.
Kaskady to miejsce bardzo ciekawe. Wielkie schody wiodące na wzgórze, a pod nimi poukrywane sale muzealne. Podobno New York Times pisał o nich, że to “jeden z najdziwniejszych i najbardziej spektakularnych budynków muzealnych na świecie”. Nam podoba się już sam skwer prowadzący w stronę Kaskad, w którym znajdziecie całą masę ciekawych i oryginalnych rzeźb. Centrum Sztuki działające w Kaskadach od 2009 roku, by prezentować dorobek kulturalny Ormian odpuszczamy (Maks jeszcze nie nadaje się do klimatów muzealnych), wspinamy się za to na wielkie schody i oglądamy Erywań. Ararat widać niestety słabo – większość schowana jest za chmurami. Cóż, rano była burza i tak szczęście, że w miarę się rozpogodziło!

czasem musi być i selfie 🙂

rzeźby na powietrzu fascynują Maksa aż za bardzo

po spotkaniu ze strażnikiem, Maks podziwia z daleka 🙂

wspinaczkę czas zacząć!

udało się! wszedłem tu całkiem sam!

oryginalnie, prawda?
Przyjemny ten Erywań, prawda? Może nie ma tu masy miejsc do obejrzenia, masy zabytków czy starego miasta, ale jest po prostu miło. Jest też sporo muzeów, jeśli nie macie na stanie małego stwora sabotującego tego typu wyprawy. My planujemy odwiedzić jeszcze twierdzę Erebuni i Muzeum Zagłady. Dużo zieleni, dużo miejsc na spacery, masa restauracji, kawiarni, niskie ceny. Miłe miejsce do życia. Można jeszcze zajrzeć do Błękitnego Meczetu (stosunkowo niewielki) i Hali Targowej przy ulicy Masztoca. Hala z zewnątrz to takie lepsze wydanie naszej Mirowskiej. W środku jednak bardziej przypomina nowoczesne centrum handlowe – 3 piętra, supermarket, sklepy z ciuchami, food court, a na samej górze… dziecięcy raj – automaty z grami, cymbergaj, bujaki, perkusja i cała masa urządzeń, których opisać nie potrafię. Wiem tylko, że Maks biegał od jednego do drugiego i nie wiedział, co wybrać. 🙂
Zaraz, zaraz, a co z kuchnią?? Miałam pisać o niej też dziś, ale czas mnie goni, a długość postu może przytłoczyć najbardziej wytrwałych, więc zostawiam Was z czymś na zachętę, a o kuchni napiszę wkrótce 🙂

chi qufta, czyli tatar z jagnięciny na ostro, zawinięty w liście sałaty

paklava, tu na zimno i z lodami waniliowymi
PS. By nie było nam za dobrze, jest u nas już 9.00, a od kilku godzin leje… O 10.00 odbierany samochód wypożyczony w Europcar i zobaczymy, co dalej…
* post powstał we współpracy z marką





9 Comments
Agnieszka R.
ładnie tam kurcze może kiedyś w dalekiej przyszłości dopisze do miejsc do odwiedzenia. a Max najlepszy:D wszystko trzeba z bliska zobaczyć!:D Kiedyś mój wujek z Danii powiedział do mnie i do ciotki ze nie idzie z nami więcej na zakupy. bo my wszystko chcemy dotykać i sprawdzać. a on nie może na to patrzeć i czekać. aż coś pobijemy:D pamiętam do dziś jak za nami chodził i tylko mówił zostaw. odłóż. nie dotykaj. już to widziałaś 😀
Natalia - tasteaway.pl
Hey Aga! 🙂 Ładnie i w dodatku dziś stwierdziliśmy, że wieczorami znacznie tu więcej życia niż w PL 😉 (Ty to masz dobrze, bo Hiszpanie to mistrzowie nocnych rozrywek ;)) Co do Maksa… po tym względem łatwiej się podróżowało z tym niemowlakiem w wózku lub chociaż z rocznym, który nie miał tyle żądań. Teraz musi każdą fontannę poznać z bliska, schodki, podesty, zwierzątka i ma masę własnych planów – dziś np. mówi tak “Słuchaj Tata, mam pomysł, to może my z mamą pójdziemy piechotką, a Ty odstawisz samochód. Dobry pomysł czy nie?” ;)))
Agnieszka R.
heeheheh no jednym słowem mistrz:) zaraziliście go już podróżowaniem i planowaniem i cala ta otoczka 🙂 i dobrze niech się chłopak uczy;) no a ja mieszkam w wiosce wiec aż tak tu życie nie dudni ale wystarczy podjechać 30 km do większego miasta i już inne życie hehe 😉 pozdrowionka
Bee, Magazyn Kuchenny
Ładnie wygląda Erywań na waszych zdjęciach 🙂 Ja tam byłam po pierwsze zimą, po drugie już z dziesięć lat temu i trochę smutniej to miasto pamiętam. Ale dużo dobrych rzeczy zjadłam, wielu fajnych ludzi spotkałam i rzeczywiscie, wieczorami miasto tętniło życiem, jakby nikt nie chciał siedzieć w domu 🙂 Ogólnie – miło wspominam. A jakie wina były dobre!
Natalia - tasteaway.pl
Oj tak, zimą i 10 lat temu musiało być tu troszkę inaczej 🙂 co do reszty, zgadzam się całkowicie!:) wieczorami, nawet w środku tygodnia, na miasto wylega tłum i cała okolica wokół Placu Republiki czy ulicy Abowiana po prostu tętni życiem 🙂 kafejki, restauracje, kawiarnie.. Ludzie bardzo sympatyczni, a jedzenie, choć to taki miks innych kuchni, jest pyszne! a wino? piliśmy raz czerwone i było przeboskie! 🙂 PS. może czas na powrót do Erywania po 10 latach? 😉
Bee, Magazyn Kuchenny
Nawet niedawno o tym myślałam 🙂
Natalia - tasteaway.pl
🙂 naprawdę jest mega przyjemnie, a wieczorem miasto tętni życiem aż przypomina mi Hiszpanię:)
Roxana Dybiec Różewicz
PIĘKNE ZDJĘCIA I CUDOWNA ARCHITEKTURA,ZAZDROSZCZĘ I POZDRAWIAM.
ROXA!!!!
Natalia
dziękujemy za miłe słowa!!:) a Erywań bardzo polecamy 🙂 bardzo ciekawe miasto 🙂 generalnie Armenia potrafi zachwycić 🙂