Można spokojnie powiedzieć, że nie trafilibyśmy do Casa Pablo, gdyby nie mój ukochany już Tapas Gastrobar. Czytaliśmy, że właściciele Gastrobaru mają też hiszpańską restaurację Casa Pablo, ale przyznam, że nigdy tam nie byliśmy, ani nawet nie planowaliśmy się wybrać.
Chyba troszkę nas ominęło, że takie miejsce w ogóle istnieje. Ale jeśli Tapas Gastrobar nas zachwycił swoją “hiszpańskością”, stwierdziliśmy, że musimy odwiedzić też Casa Pablo, tym bardziej gdy przeczytaliśmy, że tamtejszy szef kuchni proponuje “kreatywną kuchnię hiszpańską”. Ruszyliśmy na lunch przekonać się, co owa kreatywność w tym przypadku oznacza. Wszyscy wiemy, że teraz coraz częściej jest “autorsko i kreatywnie”, ale czy zawsze smacznie?
Casa Pablo znajduje się przy Grzybowskiej, jest dość spora sala, jest i ogródek i to tam siadamy. Pierwsze wrażenia? Obsługa na 5+! Profesjonalna, sympatyczna, z uśmiechem. Zaczynamy naszą przygodę z menu degustacyjnym.
Na początek na stole ląduję croquetas, czyli tradycyjne hiszpańskie tapas – chrupiące kuleczki wypełnione lejącym się beszamelem i szynką jamón ibérico. Na plus obsługi: opisują potrawę i ostrzegają jak najlepiej zjeść croquetas, by wnętrze nie rozpłynęło się po talerzu. Croquetas są wzorcowe – podobnie jak w Tapas Gastrobar.

na początek tradycyjne croquetas z jamon iberico i beszamelem
Czekamy na kolejne, bardziej kreatywne dania. Kolejne danie to zupa salmorejo – typowa w Andaluzji, a szczególnie w Kordobie zupa przygotowana z pomidorów, chleba, oliwy, czosnku, doprawiona octem , czasem posypana kawałeczkami hiszpańskiej szynki lub pokrojonym jajkiem na twardo. Podobnie jak popularne gazpacho, podawana jest na zimno. Salmorejo w Casa Pablo przechodzi najśmielsze oczekiwania. Podana w wielkim kieliszku, na wierzchu przystrojona gulas (młodymi węgorzami), wygląda świetnie! Na dole kielicha znajdziemy mięso kraba changurro oraz posiekane żółtko, a na wierzchu obok gulas, szynkę ibérico, plasterki papryczki piparra i chipsy z czosnku. Chociaż składników jest tak wiele, zupa w żaden sposób nie jest przekombinowana – wszystko współgra, tworząc pomidorowo – rybną rozkosz. Nie dziwi nas wcale, że została nagrodzona podczas Wine&Food Noble Night w 2013!

zupa salmorejo z gulas, szynką iberico, papryczkami piparra i chipsami z czosnku
W ramach przystawek mamy szansę spróbować jeszcze carpacho de vieiras oraz salmon semi marinado. Carpaccio z małż św. Jakuba podane jest z domowej roboty foie gras, z grillowanym ananasem, kwiatem kalafiora, a obsługa skrapia przystawkę kilkoma kroplami wędzonej oliwy z oliwek. W konsystencji niesamowicie delikatne, przenikające się smaki, chociaż Łukasz troszkę narzeka, że foie gras i wędzony posmak oliwy przyćmiły smak małży, które powinny być tu głównym bohaterem.
Kolejny starter to niewątpliwie jeden z moich faworytów – danie mocno inspirowane Azją i dość mocno kojarzące się z… sushi. Jeśli je lubicie, na pewno Was zachwyci! Łosoś marynowany w buraczkach podawany jest z emulsją z wasabi, żelem sojowym i kawiorem. Z uwagi na buraczki łosoś ma bardzo ciemny kolor i na początku prawie daję się nabrać, że to tuńczyk! Połączenie tak częste w restauracjach sushi (łosoś, wasabi, sos sojowy) tu ma zupełnie nowy wydźwięk! Smakuje bosko!

carpaccio z małży świętego Jakuba z foie gras, grillowanym ananasem, kwiatem kalafiora i wędzoną oliwą
Po przystawkach już wiemy – jest BOSKO! Dlaczego nie było nas tu wcześniej? Dlaczego o Casa Pablo nie jest tak głośno, jak o niektórych restauracjach, które prezentują znacznie niższy poziom, a wszyscy wszędzie o nich trąbią?
Dania główne tylko utwierdzają nas w naszej opinii. Na początek coś prostego i bardziej klasycznego: arroz meloso de pescado. Arroz meloso konsystencją różni się od najbardziej znanego hiszpańskiego dania z ryżem, czyli paelli i bardziej przypomina risotto. Przygotowany z żabnicą, małżami i krewetkami, doprawiony bulionem, na którym gotowano ryby niewątpliwie zasmakuje każdego kto kocha ryby i owoce morza. W konsystencji jest tak kremowy, tak delikatny, że smakował, by chyba również dziecku.

arroz meloso z żabnicą, małżami i krewetkami, emulsja z papryczek piquillo
Następne danie to również ryba – tym razem dorada podana z gotowanym porem, przystrojona chrupiącym prażonym ryżem i chipsem z jarmużu. Przy stole obsługa zalewa dania sosem na bazie rybnego wywaru, pietruszki i oliwy. Ryba smakuje świetnie, choć momentami wydaje nam się zbyt słona. Łukasz zajada się gotowanym porami, ja troszkę mniej – nie przepadam i pewnie dlatego u mnie danie choć jest smaczne, przegrywa z pozostałymi. Dorady podobnie jak inne ryby i owoce morza szef kuchni sprowadza 2 razy w tygodniu prosto z Madrytu, z jednego z największych targów rybnych świata.

dorada na gotowanym porze z dodatkiem czarnego ryżu i jarmużu
Na koniec po wielu daniach z mocnym akcentem rybnym, pojawia się mięso. Nie byle jakie, bo wielki hiszpański przysmak – mięso z ogona woła (rabo de vaca). Podane z foie gras, parmentier (puree z ziemniaków, tu z dodatkiem oliwy truflowej) i chrupiącą ciecierzycą. Do tego sos na bazie czerwonego wina i nitki z czerwonym ziemniaków. Przyznam, że podchodzę do dania z lekko nieufnością. Jakoś ten ogon woła źle mi się kojarzy, choć wiem, że w Hiszpanii to przysmak. Próbuję! Mięso jest niesamowicie delikatne, rozpada się w ustach, gdy łączę je z kremowym parmentier, czuć idealny posmak oliwy truflowej, przegryzamy chrupką ciecierzycą. Ukoronowanie posiłku. Łukasz też się zachwyca i podjada moje foie gras.

mięso z ogona wołu, parmentier, chrupiąca ciecierzyca, foie gras
Każde, absolutnie każde danie w Casa Pablo reprezentowało bardzo wysoki poziom. Nie było różnic w poziomie, które sprawiają, że nie wiesz, jak ocenić dane miejsce i zastanawiasz się, o co chodzi? Czy o gorszy dzień szefa kuchni czy o nieumiejętność radzenia sobie z niektórymi składnikami? Tu takich wątpliwości nie ma. I co więcej, zachwycający wygląda potraw nie jest ważniejszy niż ich smak. Nie ma przerostu formy nad treścią. Smak jest kluczowy.
Pozostaje się tylko cieszyć, że przesympatyczny szef kuchni Gonzalo de Salas Smith tak dobrze czuje się w Polsce i po pracy w gwiazdkowych restauracjach w Madrycie, Nowym Jorku czy Berlinie, postanowił zachwycać swoją kuchnią w Warszawie. Bo co do tego, że zachwyca nie ma żadnych wątpliwości! I żałuję nieco, że dopiero teraz się o tym dowiedzieliśmy.. Lepiej późno niż wcale i czym prędzej donosimy o tym Wam!:)
W takim miejscu jak Casa Pablo nie można nie zjeść deseru! Nasz to kombinacja trzech zupełnie odmiennych deserów – mamy niewielką truflę, obtoczoną w maleńkich strzelających czekoladkach (wspomnienie z dzieciństwa!), krem z jogurtu greckiego z sosem ze słodkiego octu balsamicznego i truskawek oraz sernik. Sernik nie byle jaki, bo z koziego sera z ciastem kataifi, z ciastem cygaretkowym i marmoladą z pomidorów. Posmak koziego sera jest wyraźny, ale nie zaburza on deserowego charakteru puszystego sernika.

deserowe trio na koniec
Zapytacie jak cenowo? Przy daniach celowo nie podawałam ceny, bo nasze porcje to menu degustacyjne, więc nimi się raczej nie sugerujcie. Przystawki kosztują 29-65 zł, sałatki 26-39 zł, dania rybne 55 – 85 zł, a dania mięsne 58 – 90 zł. Ceny adekwatne do poziomu restauracji, którą spokojnie możemy dodać do listy najlepszych restauracji w Warszawie.
Idźcie tam koniecznie!
INFORMACJA PRAKTYCZNE:
ul. Grzybowska 5a
00-132 Warszawa
+48 22 324 57 81
godziny otwarcia:
*poniedziałek – sobota
12.00 – 00.00
* niedziela – zamknięte




7 Comments
KasicaBlog.pl
Szukam hiszpańskich smaków w Warszawie, a tutaj jeszcze nie byłam, brzmi pysznie i wygląda jeszcze lepiej:) Po milowym dla mnie odkryciu, że można kupić świeże pimientos del padron w stolicy, małą Espanię czasem robię w swojej kuchni:) Saludos:)
Natalia - tasteaway.pl
Hey, polecam Casa Pablo BARDZO!:) To jest nowoczesne i dość niestandardowe wydanie kuchni hiszpańskiej, ale wszystko smakuje mega! Nawet wczoraj z kimś rozmawialiśmy o Casa Pablo!!! 🙂 a na tradycyjne tapas to najlepiej ich siostrzany TAPAS GASTROBAR :)) PS. Gdzie kupujesz pimientos del padron?????? TEŻ CHCĘ!!!!! 🙂
KasicaBlog.pl
TAPAS GASTROBAR byliśmy, zachwyca i na pewno wrócimy:) Pablo poczeka bo dziś lecimy do serca hiszpańskiej ziemi aby tam na żywo celebrować przysmaki Andaluzji:) Pimientos, aaa po pięciu lat poszukiwań już wiem gdzie są:) Powiem, ale w sekrecie:) PS Ekstra sklep z ekstra produktami http://zlotohiszpanii.pl/index.php/contacts 🙂 A papryczki dostępne tam co czwartek:) Ja odbieram na Puławskiej. Saludos!
Natalia - tasteaway.pl
🙂 super, że lecicie do Hiszpanii!! ja już się strasznie za nią stęskniłam, ostatnio byliśmy w kwietniu 2013 i to zdecydowanie zbyt dawno 😉 Słyszałam o tym sklepie już! Muszę w takim razie kiedyś zakupić, bo Łukasz w Madrycie sam przyrządzał i były przepyszne!!:) dzięki wielkie za info i super czasu w Hiszpanii życzę 🙂