Warszawa Wschodnia by Mateusz Gessler… miejsce modne, miejsce popularne, miejsce, w którym być wypada. Nie raz, nie dwa słyszeliśmy, że musimy się tam wybrać. Cały czas jednak jakoś było nie po drodze… bo dość daleko na Mińską, bo to wyprawa, bo masa innych ciekawych miejsc bliżej. Jakoś się nie składało, bo wreszcie z reguły podchodzimy z dystansem do wszystkich „za bardzo modnych” miejsc. Wreszcie nadarzyła się okazja: urodziny Łukasza! Urodziny rodzinne, z rodzicami, babcią i teściową 😉 Dzień wolny, więcej czasu, Warszawa pusta, nic tylko jechać.

Miejsce pod względem wystroju idealnie zaprojektowane, takie jak lubimy. Wielka przestrzeń, czerwona cegła, otwarta kuchnia, kucharze w wielkich białych czapach, a do tego przyjemny ukryty przed światem ogródek. Na dworze niewielki, ale wyposażony w fajne gadżety kącik dla dzieci, a obok na starych torach stoi lokomotywa, więc Maks jest w siódmym niebie.

 

Warszawa Wschodnia, restauracje, Warszawa, Mateusz Gessler, Mińska

wnętrze zachwyca

 

Przeglądamy menu i szykujemy się do zamawiania. Ceny… co tu dużo mówić: do niskich nie należą. Raczej najwyższa półka warszawska: przekąski i zakąski 28 – 46 zł, sałatki 36 – 44 zł, dania główne 58 – 80 zł z przewagą tych około 70 zł. Desery 18- 25 zł – od razu zwracają moją uwagę naleśniki z serem i sosem truskawkowym za 25 zł!!! Heloooo? Naleśniki z serem? Takie ceny sugerują jedno – kuchnia ma być na bardzo wysokim poziomie, ma zachwycać i zaskakiwać. Podobne ceny znajdziemy w Nolicie, w odkrytej przez nas ostatnio Casa Pablo, niewiele wyższe w podobno mistrzowskiej La Rotisserie Pawła Oszczyka.

 

Zaczynamy zatem! Na przyjęcie zamówienia czekamy dobre 15 minut, pomimo, że po sali kręci się masa kelnerów. Trochę to dziwne. Kelner raczy podejść dopiero po upomnieniu się. Ja wybieram sałatkę Chevre Chaud (36 zł) oraz tuńczyka z Malediwów (80 zł). Liczę bardzo, że tuńczyk będzie idealny oraz połączony z ciekawymi dodatkami. Nasi rodzice wybierają kaczkę, polędwiczki jagnięce, doradę, a Łukasz decyduje się na menu degustacyjne (150 zł) – w karcie opisane bardzo enigmatycznie (tasting menu), dowiadujemy się tylko, że składa się z 8 dań. Kelner wyraźnie nie jest zadowolony z wyboru Łukasza, zamówienie przyjmuje niechętnie, mamrocząc coś pod nosem. Owszem, zdarza się czasem, że menu degustacyjne można zamawiać tylko wtedy, gdy wszyscy przy stoliku się na to decyduję, tutaj jednak nie ma o tym ani słowa w karcie, więc zachowanie kelnera jest mało zrozumiałe.

 

I tak jak zadowolenie z wyjścia do restauracji od momentu zamówienia powinno tylko rosnąć, u nas z minuty na minutę maleje. Najpierw swoje dania dostaje Łukasz – w końcu on ma ich 8, a większość tylko jedno.

 

Wchodzą po kolei… najpierw śledź...zwykły śledź, podany w najbardziej tradycyjny z możliwych sposobów, totalnie zwyczajny. Łukasz, który śledzie uwielbia i często je zamawia, nie tylko w Polsce, ale również w Danii czy w Holandii, twierdzi, że nie mógł to być na pewno matjas, czyli najlepsza odmiana śledzia poławiana tylko w określonych obszarach Morza Północnego.  Ot, zwykły śledź. Potem pojawia się mała „kupka” sałatki z awokado, a po niej pasztet, zwykły pasztet, nic specjalnego, podany ze zwykłym chrzanem i konfiturą. Niesamowite jest to, że ŻADEN z kelnerów nie raczył nawet poinformować przy żadnym daniu, co to jest, co zwykle jest standardem, gdy menu opisane jest tylko słowami „menu degustacyjne”! Dania po prostu lądowały na stole, bez słowa… Szokujące, zwłaszcza, że w pizzerii, gdzie płacisz 25 zł za danie kelnerka zwykle mówi, jaką pizzę przyniosła. Tu jakby mowę odjęło! Na pytanie „co to jest?”, kelner nawet się nie zreflektował, uznał najwidoczniej, że klient-idiota nie wie, że pasztet to pasztet. O poinformowaniu, z jakiego mięsa ów pasztet został zrobiony można zapomnieć…

 

śledź, Warszawa Wschodnia, restauracje, Warszawa, Mateusz Gessler

śledź

Warszawa Wschodnia, Mateusz Gessler, restauracje

sałatka z awokado – czy tu naprawdę jest się czym chwalić?

 

Jedyne danie w menu degustacyjnym, które okazuje się godne zainteresowania to ślimaki, bardzo dobre i niczym nie różniące się od ideału, jaki pamiętamy z Francji, może poza sposobem podania (bez skorupek).

 

Po 4 przystawkach nadchodzi zupa – zwykły chłodnik z jajkiem, poprawny, ale taki sam można zjeść w karczmie na granicy z Litwą w Ogrodnikach! Czy menu degustacyjne ma polegać na tym, że poza ślimakami dostajemy poprawne klasyki kuchni polskiej? Czy menu degustacyjne nie powinno pokazywać największego kunsztu i możliwości restauracji / szefa kuchni? Do takiego właśnie menu przywykliśmy, wybierając tę pozycję w najlepszych restauracjach w Polsce czy Europie czy nawet w Kambodży.

 

Ostatnie danie, które Łukasz zjada w ramach menu degustacyjnego to…źle odfiletowana ryba, z całą masą czarnego brokatu, który kucharz chyba zdrapał ze starej patelni podana z warzywnym leczo, szpinakiem i ziemniakami. Wróć: nie zjada… nawet tego dania nie tyka. Po tym daniu rezygnuje z menu degustacyjnego.

 

Jak tymczasem na innych talerzach? Wysoki poziom irytacji sprawił, że nawet nie podpytałam rodziny jak im smakowało. Wiem, jak smakowało moje. Sałatka z kozim serem miała 4 grzanki z serem, trochę zbyt spieczone, bo kozi ser nie rozlewał się tak jak przyzwyczaili nas Francuzi. Poza tym kilka orzechów włoskich, kilka rodzynków i maaaaasa sałaty. Naprawdę? Za 36 zł? Nie wiem, który ze składników sprawił, że całe usta i język po zjedzeniu sałatki, miałam czarne! Nie, nie było tam jagód! Może to sałata?

 

sałatka z kozim serem, Warszawa Wschodnia, Mateusz Gessler, restauracje

sałatka z kozim serem

 

Najbardziej jednak rozczarował mnie tuńczyk! Liczyłam na wspaniałą rybę i ciekawe, oryginalne dodatki. A tymczasem dostałam rybę z jakimś puree (nie wiem czy z ziemniaków czy z czegoś innego, bo przecież NIKT nawet mi tego nie powiedział!!), ze szpinakiem (zupełnie jak Łukasz przy innej rybie) i leczo warzywnym! Czy naprawdę w restauracji z TAKIMI cenami do różnych ryb podaje się dokładnie te same dodatki, nie zastanawiając się wcale czy pasują czy nie?? Dodam, że leczo warzywne nie różniło się w smaku od tego, które ostatnio zrobiłam w domu wg dietetycznych przepisów Ewy Chodakowskiej! Czyżby zatem powinna ona awansować do grona szanowanych szefów kuchni, do którego aspiruje Mateusz Gessler?

 

gładzica, ryba, Warszawa Wschodnia, Mateusz Gessler, restauracje

gładzica – i znów „atrakcyjny” sposób podania

kaczka, Warszawa Wschodnia, Mateusz Gessler, restauracje, kuchnia polska

kaczka pieczona po polsku (64 zł)

 

Z uwagi na zachowanie kelnera przy podawaniu menu degustacyjnego, była też rozmowa z managerem oraz właścicielem. Krytyka średnio ich przejęła i co najgorsze zachowywali się tak, jak gdyby nie wiedzieli nic złego w zachowaniu swoich kelnerów! Biło od nich natomiast arogancją i nadmierną pewnością siebie, natomiast trudno było dostrzec choć gram pasji w tym, co robią. Jak widać Warszawa Wschodnia to miejsce, którym „wypada być”, ale jak widać wcale nie wypada tam jeść. Miejsce dla osób, dla których lans znaczy więcej niż smaczne jedzenie i dobra obsługa. Miejsce dla tych, którzy wierzą w marketingowy blichtr tego miejsca. To przykre zwłaszcza, że są miejsca ze znacznie lepszą (O NIEBO lepszą kuchnią) nie doceniane właśnie z uwagi na brak rozwiniętej machiny marketingowej. Ja żałuję strasznie, że na kolację urodzinową nie poszliśmy choćby do Casa Pablo, o której nikt nie mówi, a gdzie obsługa prezentuje poziom kilka razy wyższy niż w Warszawie Wschodniej, a kuchnia… nie ma nawet co porównywać! Łukasz kuchnię Warszawy Wschodniej porównał do zapyziałego bistro na 1 piętrze lotniska w Heraklionie, gdzie nawet wroga bym nie wysłała.

Panie Mateuszu Gessler, po staropolsku zatem kilka słów do Pana : kończ Waść, wstydu oszczędź!