Spis treści
- BO… CHYBA ZWARIOWALIŚCIE, BY JECHAĆ DO MEKSYKU Z DZIECKIEM!
- 1) Nie pojadę z małym dzieckiem w egzotyczną podróż, bo nie wytrzyma lotu trwającego 10-12 godzin!
- 2) Może rozchorować się na miejscu, a z dostępem do opieki zdrowotnej tam kiepsko…
- 3) Co on będzie tam jadł? Na pewno się zatruje!
- 4) Przecież tam jest niebezpiecznie!
- 5) Wysoka temperatura i mocne słońce mu zaszkodzi!
- 6) Mogą go zaatakować “tropikalne” komary i inne bliżej nieokreślone potwory!
- 7) Przecież i tak nic nie zapamięta! Jesteście egoistami!
- Podobne wpisy
Ostatnio na jednym z blogów podróżniczych pojawił się ciekawy post na temat wymówek dotyczących podróżowania. Czytaliśmy, czytaliśmy i całkiem jakbyśmy słyszeli niektóre osoby ze swojego otoczenia: nie mogę wziąć urlopu, nie mam czasu, mam tyle do załatwienia, nie mam kasy, nie mamy z kim psa zostawić, może innym razem, itd, itp… Nas jednak najbardziej zainteresował wątek dziecięcy.
Jako, że na podróżach z dzieckiem znamy się chyba całkiem nieźle postanowiliśmy dorzucić swoje 3 grosze do dyskusji… 🙂
Na początek mała retrospekcja: gdy jeszcze nie mieliśmy na pokładzie Maksa, a już lubiliśmy wyjechać tu i ówdzie (od początku lubiliśmy!) zdarzało się słyszeć od nielicznych wtedy dzieciatych znajomych, jak to dziecko zmienia życie, że już nie można sobie tak imprezować jak wcześniej, że nie można ot tak sobie wyjeżdżać, jednym słowem najlepiej kanapa, pilot, ewentualnie plac zabaw pod domem…Co więcej, zawodowo (jako socjolog i badacz rynku) często, podczas rozmów z ludźmi, słyszałam opinie: tak lubiliśmy wycieczki, objazdówki, ale teraz to wiesz, jak z dziećmi to tylko na jakieś leżenie na plaży…
Nie mieliśmy swoich doświadczeń i troszkę nas zastanawiało: może rzeczywiście tak jest? może mają rację?
Imprezy faktycznie zmieniły swój wymiar – bo ktoś musi zostać z maluchem, bo trzeba pilnować godziny (bo Babcia wiecznie siedzieć nie będzie), bo rano trzeba się nim zająć, bo wreszcie impreza dla matki karmiącej to, uwierzcie, z kilku powodów nie jest szczyt marzeń!;) Ale czemu mielibyśmy przestać podróżować?
Postanowiliśmy sprawdzić sprawę na własną rękę, jak to jest z tym podróżowaniem:
– gdy Maks miał 3 tygodnie wybraliśmy się na weekend do Kazimierza, potem do Łodzi, Trójmiasta i Krakowa
– gdy miał 2,5 miesiąca ruszyliśmy w miesięczną, samochodową podróż po Europie – cudowne czasy spędzone na północy Francji, Hiszpanii, w Portugalii, Andaluzji, Cinque Terre – moment na podróż idealny, bo mama zastępuje wtedy maluchowi świat cały…
– gdy Maks miał 5 miesięcy ruszył w pierwszą podróż samolotem – na początek krótką (do Włoch!) i już zaliczył odwołane loty, opóźnienia i inne atrakcje
– gdy miał niecałe 7 miesięcy ruszyliśmy do Meksyku…i wtedy rozpętała się burza!;)
BO… CHYBA ZWARIOWALIŚCIE, BY JECHAĆ DO MEKSYKU Z DZIECKIEM!
Bo przecież z dzieckiem, jak już jechać, to najlepiej nad morze i nie ruszać się z hotelu oraz pobliskiej plaży…
Rozwiewamy zatem mity związane z tym, że dziecko nie powinno jechać w egzotyczną podróż – pewnie do ukończenia minimum 7 roku życia 😉
1) Nie pojadę z małym dzieckiem w egzotyczną podróż, bo nie wytrzyma lotu trwającego 10-12 godzin!
Jeśli nie leciałeś ze swoim dzieckiem, to skąd wiesz?
Większość dzieci grzecznie śpi przez wiele godzin lotu, bo samolot przyjemnie szumi… W przypadku niemowlaka, zwłaszcza karmionego piersią szanse na sen są jeszcze większe, tylko mama musi się przygotować na uziemienie, ale w sumie i tak nie ma zbyt wiele ciekawego do roboty.
W przypadku starszego dziecka, mamy książeczki, zajmujące przekąski, filmy, rysowanie, puzzle na tablecie czy co maluch lubi. A jeśli znudzi mu się siedzenie, to co? przecież nic się nie stanie, jak po samolocie pospaceruje! A potem, zmęczony, w końcu zaśnie!
Oczywiście nie będę kłamać: słyszałam w samolocie dzieci płaczące przez 80% lotu, ale z ręką na sercu powiem, że stanowiły mały odsetek. Pozostałe nie miały z lotem żadnego problemu, niektóre wręcz traktowały podróż jak przygodę. Grunt to wcześnie zacząć i przyzwyczajać, przyzwyczajać!
2) Może rozchorować się na miejscu, a z dostępem do opieki zdrowotnej tam kiepsko…
Jedna z najczęściej powtarzanych obaw, zwłaszcza przez moją mamę. Oczywiście gwarancji nie ma nigdy, małe dziecko rozchorować może się zawsze! Ale jak sądzicie prędzej zachoruje podczas zimnych listopadowych dni w Polsce czy w gorącym Bangkoku? Chyba każdy rodzic, którego dziecko spędza zimy w polskim żłobku / przedszkolu, zna odpowiedź na to pytanie!
W razie mniejszych dolegliwości – katar, jednodniowa gorączka, kaszel – mamy ze sobą apteczkę, o której pisałam tu.
W razie większych szukamy lekarza i taki na pewno się znajdzie, jeśli oczywiście nie pojedziecie do totalnej dżungli. My wolimy mieć świadomość, że opieka zdrowotna jest stosunkowo niedaleko i jesteśmy w stanie tam dotrzeć. Testowaliśmy już pediatrów w Meksyku na Jukatanie i w Istambule, gdzie naszym tłumaczem w kontaktach z lekarzem była hotelowa manager. Da się? Da!
3) Co on będzie tam jadł? Na pewno się zatruje!
Co moje dziecko zje w Tajlandii / Meksyku / Gruzji? Boję się, że się zatruje! To również opinie, z którymi się spotykamy. Pół biedy, gdy podróżujemy z niemowlakiem (tak jak my do Meksyku), bo mały je mleko, słoiczki i kaszki, które MOŻNA bez większego problemu dostać na miejscu. Ale potem mamy malucha w wieku 1,5 roku lub 2 lat i co? Słoików większość już nie lubi, gotować raczej nie będziemy, więc stołujemy się na mieście..
Stołowaliśmy się w Tajlandii, Izraelu, Turcji… o innych nie wspominam, bo zakładam, że włoskiego makaronu i paelli w Hiszpanii się nie boimy 😉 Nasz raczej średni-jadek zajadał aż mu się uszy trzęsły i w każdej kuchni znalazł coś dla siebie – za ryż smażony z kurczakiem dałby się pokroić! (jak mamusia za pad thaia!) ANI RAZU nie miał problemów z brzuchem, ani jakichkolwiek innych negatywnych wrażeń.
Więc o co się boicie? Może Wasze dziecko też pokocha kuchnię tajską, meksykańską czy chińską? Pamiętajcie tylko, że grunt to zachowanie rozsądku i umiarkowania – czyli nie rzucamy pierwszego dnia pobytu małego brzuszka na uliczne jedzenie w Bangkoku, w temperaturze 40 stopni 😉
4) Przecież tam jest niebezpiecznie!
No właśnie, w TAKIE niebezpieczne miejsce z dzieckiem??!!?? OK, zgoda, nie lubimy narażać ani siebie, ani Maksa – za bardzo kochamy życie. Jedziemy zatem przygotowani – czytamy informacje na stronie MSZ, nie odwiedzamy miejsc powszechnie uznanych za niebezpieczne (patrz np. północne regiony Meksyku), nie kusimy losu. Ale zarazem pamiętamy, że jedziemy do kraju,w którym żyją ludzie tacy jak my, i RÓWNIEŻ MAJĄ DZIECI!
5) Wysoka temperatura i mocne słońce mu zaszkodzi!
Są kremy z filtrem, chustki, czapki i kapelusiki na głowę. Są zacienione miejsca, w którym maluch może odpocząć. Nasz jak miał 3 miesiące spędził końcówkę sierpnia w Andaluzji. Zadowolony korzystał z ciepłej pogody. Negatywne rezultaty? Kilka malutkich niemowlęcych potówek, które mogą się pojawić również w Polsce. Zatem kolejny mit: ciach! obalony!
6) Mogą go zaatakować “tropikalne” komary i inne bliżej nieokreślone potwory!
Mogą. Maksa zaatakowały. I co? Nawet nie zapłakał, nawet się nie zadrapał. Meksykańskie komary miał głęboko gdzieś, tylko dziwnie spoglądali na niego amerykańscy turyści zwiedzający okolice Tulum na Jukatanie;)
Tymczasem synka znajomych komary tak pocięły u dziadków pod Warszawą, że maluszek trafił do szpitala. To co? Może w ogóle nie jeździć i nie wychodzić wieczorem z domu? Wychodzić i jeździć, tylko pamiętać o środkach przeciw i po ugryzieniach – my od czasu Meksyku pamiętamy zawsze!
7) Przecież i tak nic nie zapamięta! Jesteście egoistami!
To też można usłyszeć. Po co jedziecie? Przecież to dziecko nic nie zapamięta! Po pierwsze, nie wiemy czy to prawda: my wierzymy, że podróże kształcą, otwierają umysły, pokazują różnych ludzi, różne sposoby życia, uczą tolerancji.
Po drugie, nawet, jeśli to prawda, że nic nie zapamięta, to co? Przecież spędza ten czas z rodzicami! Czas w wielu przypadkach lepszy niż ten w domu, bo nie ma pracy, zaległego raportu do napisania, maili do odebrania, prania, prasowania, gotowania, mycia podłogi, mycia łazienki, zakupów, zmywania i tysięcy rzeczy, które sprawiają, że czasem musimy posadzić malucha przed bajką, bo nie mamy wyjścia innego…
Po trzecie, zgodnie z teorią “szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dziecko”, warto być na co dzień troszkę egoistą…:)
Podsumowując niby łatwo znaleźć milion powodów przeciw egzotycznym podróżom z dzieckiem, ale “zwycięzca widzi rozwiązanie w każdym problemie”, więc jeśli jeszcze jakieś powody macie, poproszę je na “pożarcie” !:)








84 Comments
Katarzyna
Rewelacja- dzielny maluch!!
Natalia - tasteaway.pl
Dziękujemy! 🙂 Oj tak!:) A co do odwagi malucha polecam ostatnie zdjęcie wpisie na temat wyprawy z dzieckiem do Tajlandii 😉 https://www.tasteaway.pl/2012/12/06/podrozowanie-z-dzieckiem/
Małgorzata Zaremba
Podróżowanie z dziećmi jest nie lada wyzwaniem – i dla dziecka i dla rodziców. Nie ma się co okłamywać- wymaga kompromisów, poświęceń , cierpliwości i zrozumienia. I to właśnie jest w takim podróżowaniu najcenniejsze, że MUSIMY nauczyć się siebie. Nasz synek podróżuje z nami od momentu kiedy ukończył 4 miesiące – a jest wcześniakiem z masą urodzeniową 1 kg. Był z nami w Afryce, Azji, dużej części Europy. Tosia – jego siostra wyruszyła w pierwszą podróż w zeszłym roku też jak miała 4 miesiące – od razu pod namiot nad Gardę. W tym roku zaliczyli z nami 6 tygodniową wyprawę po Birmie i Tajlandii. I W Rangun Tosia postawiła swoje pierwsze kroki sama – bezcenne wspomnienie. I nie ukrywam, że czasami brakuje sił i pomysłów, a Janek na widok świątyń i pagód dostaję kręćka:-), ale to jest czas kiedy jesteśmy tylko dla siebie- RAZEM. W świecie, który za moment może przestanie istnieć takim jakim jest jeszcze teraz. Warto to zobaczyć i dać dzieciom podróżniczą przepustkę w dorosłość, która spowoduje, że będą otwarci na ludzi, różnorodność i gotowi na wyzwania, które postawi przed nimi los. Amen:-)
Natalia - tasteaway.pl
Właśnie AMEN chciałam napisać czytając Twój komentarz!!:) w pełni się zgadzam!:) podziwiam, że odważyliście się tam szybko na podróż z wcześniaczkiem! Ale rozumiem, że synek wyszedł z wcześniactwa obronną ręką? 🙂 Na nas Afryka jeszcze czeka, ale już w listopadzie ponad 4 tygodnie Wietnam, Laos, Kambodża i nie mogę się doczekać!:) Napisałaś, że Tosia pierwsze kroki postawiła w Rangun- ja też wszystkie wydarzenia łączę z podróżami:) np., że pierwszy raz podniósł się na nogi w łóżeczku w San Cristobal de las Casas w Meksyku 🙂 ostatnie zdanie jest piękne, podpisuję się rękami i nogami 🙂
Karolina
Dokladnie!!! My rowniez podrozujemy ile sie da z nasza krolewna! Na pierwsza wycieczke pojechalismy jak Isabelle miala 4 dni!!! W Maju tez jedziemy do Meksyku!!! Dziecku trzeba pokazywac swiat!
Pozdrawiam podrozujaca mama xxx
Natalia - tasteaway.pl
Pierwsza wycieczka w wieku 4 dni brzmi doooobrze!;) Ile teraz ma Isabelle? 🙂 Ja uwielbiam Meksyk- chętnie bym jeszcze wrociła!:) Gdzie się wybieracie dokładnie? 🙂
Łukasz - Rowerowe Porady
Może i dziecko nic nie zapamięta, ale pozostaną zdjęcia! I święcie w to wierzę, że zostanie mu zaszczepiony duch podróżniczy i ciekawość świata.
Natalia - tasteaway.pl
Też w to wierzę! Mam nadzieję, że taki maluch w przyszłości równie chętnie będzie odkrywał świat z nami, z kolegami, sam! A zdjęcia z podróży uwielbiam!;) nawet łączę wydarzenia z życia Maksa z miejscem, gdzie byliśmy: kiedy pierwszy raz stanął w łóżeczku? W San Cristobal de Las Casas, Meksyk i od razu pamiętam, ile wtedy miał 😉
Pozytywne Rodzicielstwo
Fajnie, że obalacie mity :)Podróże z dzieckiem są tak samo fascynujące! Ważne jest nastawienie z jakim wyruszamy 😉
Natalia - tasteaway.pl
Zgadzam się w pełni!:) U nas z nastawieniem bardzo pozytywnie – zresztą tak jak u Was 😉 a ze stereotypami, że z dzieckiem najlepiej w domu siedzieć na pewno będziemy walczyć 😉
Justa
🙂 Mi się wydaje, że jak ktoś ma ogromna pasje do podróży, to po prostu naturalnie przekazuje ją dziecku, jako część życia rodziny. Dziecko naprawdę jest baaardzo elastyczne i większość ograniczeń leży w głowie rodziców. Jako kolejny punkt można by dodać np 8) Bo jest to męczące 🙂 Owszem, jest trudniej, bo trzeba czasem dźwigać na plecach, czasem pchać wózek po wertepach….ale z dzieckiem gdziekolwiek trzeba być uważnym, nawet nad Bałtykiem trzeba mieć energię na zabawy w piasku itd. 🙂 Pozdrawiamy !!!
Natalia - tasteaway.pl
Masz rację Justyna!:) nie wyobrażam sobie, że mielibyśmy przestać podróżować, bo nagle mamy dziecko.. Jestem raczej za poglądem, że dziecko przychodzi do nas, do rodziców, którzy mają określone pasje i fascynacje i nie chodzi o to, by z nich (i z siebie) zrezygnować…
Co do punktu 8, masz rację! masa rzeczy do spakowania, do ogarnięcia, na objazdówce zmiany miejsc i wiadomo, że nie jest tak, że wchodzisz do hotelu/ hostelu, rzucasz rzeczy i masz czas na relaks tak jak jest, gdy podróżujecie sami 😉 Ale baaaardzo warto:)
Thor
Ciekawy attykul ale przedstawia tylko jeden, właściwy autorowi punkt widzenia. Mozna sie usmiechac i to bagatelizowac ale dziecku w wieku kilkunastu miesiecy nie można zaszczepić miłości do podróży bo nic z nich nie zapamieta. Pokazywani zdjęć jak dorosnie to argument tak smieszny ze az szkoda to komentowac. Moze to troche bedzie nieuprzejme ale z artykulu bije troche egoizm rodzica, bede podrozowal bo tak mi sie podoba i pokażę wszystkim dookoła ze sie da. Ostatnie zdanie – pamietajcie tez o innych podrozujacych gdy wsiadacie z malym dzieckiem do samolotu, pociagu, autobusu. Czy oni tez aby na pewno chcieli tak spędzić urlop….
Marta
Uwielbiam Was! Długo przekonywałam męża żeby zabrać młodszą córkę na planowane wakacje. Ostatecznie przystał, ale to dlatego, że wciąż karmię i dlatego, że wraz ze starszą córeczką są bardzo ze sobą zżyte (jednego dnia nie potrafią bez siebie wytrzymać). Ale też słyszałam od rodziny, że z małym dzieckiem w ciepłym kraju…bo będzie za gorąco, bo będzie się przez to źle czuć itd itd
Natalia - tasteaway.pl
Marta, dzięki wielkie za miłe słowa!:) Mam nadzieję, że wyjazd się uda!:) gdzie się wybieracie? 🙂 W końcu w tych wszystkich ciepłych krajach są całe masy małych dzieci i bez problemu dają radę 😉 A jak jeszcze ciepłe morze w pobliżu to najlepiej!:)
Pan Soniak
witajcie. a co powiecie na tę stronę medalu http://podroze.gazeta.pl/podroze/1,114158,14157926,Bezdzietni_na_wakacjach___Urlop__Zawsze_z_dziecmi_.html#TRrelSST?
też jesteśmy podróżującą rodziną, ale potrafię zrozumieć tych frustrujących się. patrząc na niektóre dzieci mam wrażenie, że całym sobą mowią, że im się tu/to nie podoba. rzecz w tym, że podróżowania trzeba uczyć, od małego, a nawet najmniejszego.
Natalia - tasteaway.pl
Pan Soniak, oczywiście jest w tym trochę racji – wszystko zależy od dziecka, ale i też od innych podróżujących. Jestem w stanie zrozumieć złość przy ryczącym non stop dziecku (też nie lubię!) albo innym ingerowaniu w przestrzeń innych pasażerów. Ale osobom, którym przeszkadza bawiące się czy nawet biegające dziecko polecam hotele, które dzieci nie przyjmują… Nie jestem za przesadnym odgradzaniem się od dzieci, bo ktoś zaraz stwierdzi, że na plaży to nie lubi starszych ludzi, bo np. głośno kaszlą.. więc póki dziecko zachowuje się w granicach rozsądku, jestem za odrobiną wyrozumiałości;)
PS. nam podczas wszystkich podróży, wyjść do restauracji, lotów raz tylko zdarzyła się sytuacja, gdy ktoś jawnie wyraził niezadowolenie z zachowania Maksa – nie płakał, nie krzyczał, po prostu przebiegł koło stolika;) w innych sytuacjach spotykamy raczej uśmiech i chęć nawiązania kontaktu 🙂
Pan Soniak
Bynajmniej nie jestem fanką odgradzania się i tworzenia sztucznych światów “bez dzieci”, “bez psów”, “bez kurzu” itd. Niektórzy to lubią, ale nie o nich tu mowa.
Chodzi mi bardziej o to uczenie podróżowania. Dziecko, które się tego uczy jest świetnym towarzyszem podróży dla rodziców i otoczenia. Ale dziecko wychowywane pod przysłowiowym “kloszem” niczym pępek świata i nagle rzucone w świat lotniska, wielu godzin w samolocie, innego niż w domu jedzenia, łóżeczka, obcych ludzi itd. pokazuje swoje niezadowolenie. I całkowicie je rozumiem. Tak samo jak tych, co są tego świadkami.
Ech, chyba mi się weszło w kwestie wychowania, a to zawsze delikatny teren 🙂
Masz rację, zdrowe rozwiązanie jest zawsze gdzieś pośrodku. Jak do tego dodać wyrozumiałość i szacunek dla innych to jest super. Na szczęście, właśnie podróże tego uczą 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Widzę, że w pełni się zgadzamy!:) też uważam, że nauka podróży od małego procentuje – dziecko akceptuje samochód, samolot, bardziej wie jak się zachować (chociaż wiadomo, że dwulatek nawet, jeśli wie, zawsze może nam zrobić niespodziankę;)). Tak samo jeśli chodzi o innych ludzi – spotyka osoby mówiące w innym języku, wyglądające inaczej niż my, ale jest to dla niego normalne 😉
Masz też rację, że ktoś może być niezadowolony jak dziecko przez 5h płacze w samolocie.. nam się zdarzyło takie dziecko w drodze do Tajlandii, podczas której na szczęście Maks był grzeczny;)
I też się zastanawiałam, po co oni to dziecko tak męczą?;) BTW ciekawe rozwiązanie tego problemu stosuje Finnair – wszystkich z dziećmi wrzuca do rzędów obok siebie;) Fajnie dla bezdzietnych, ale gorzej dla nas: jeśli inne płaczą, jest ryzyko, że nasze również nie będzie spokojne 😉
Pan Soniak
p.s. nam personalnie również żadna nieprzychylność ze strony otoczenia jeszcze się nie przytrafiła. ale nauczyłam się w pewnych sytuacjach bacznie obserwować reakcje. gł w hotelach
http://marywplecaku.blogspot.com/2013/03/hotele-hostele-i-fotele.html i w Wlk Brytani, która mnie w tym temacie mocno rozczarowała, by nie powiedzieć że zszokowała http://marywplecaku.blogspot.com/2013/06/dogs-kids-not-allowed.html
By nie rozwlekać daję linki gdzie się o tym uzewnętrzniałam. BTW zapraszamy czasem do nas 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Wieczorem sobie poczytam!:) My byliśmy z Maksem w Irlandii i było OK, ale ta oburzona para z restauracji (akurat w Tallinie) to chyba byli Brytyjczycy 😉 Będziemy zaglądać!:)
Maluszkowe Inspiracje
Fantastyczny post i blog! Pozdrawiam 🙂
http://maluszkoweinspiracje.blogspot.com/
Natalia - tasteaway.pl
Gracias!!:) pozdrawiamy serdecznie z Malty!!! 🙂
Domi
Jak to się stało, że znalazłam Wasz blog dopiero dziś???
Świetnie napisane! Z tymi wszystkimi powyższymi mitami non stop się spotykamy, ale mimo to jeździmy z maluchem to tu to tam 😉 I nie wyobrażamy sobie, żeby mogło być inaczej 🙂
Przypomniałam sobie właśnie, że znam kolejny powód, dla którego niektórzy ludzie nie wyjeżdżają z dziećmi: “Bo jak JA wypocznę?!” ;))))
Pozdrawiam!
Natalia - tasteaway.pl
Masz rację!:) ostatnio właśnie o tym myślałam, że wielu osobom po prostu się NIE CHCE – przecież łatwiej do piaskownicy zejść niż pakować “klamoty” 😉 pozdrawiamy serdecznie chcących!;)
N.
Dopiero teraz trafiłam na ten blog i jestem pod wielkim wrażeniem. Żeby dużo nie pisać, zagłębiam się po prostu dalej w lekturę.
I jeszcze jedno – co z tego, że Młody nie będzie pamiętać. Na pewno później przypomną mu o tym Wasze wspaniałe zdjęcia i będzie miał się czym chwalić 🙂
Gorące pozdrowienia!
N.
http://szwecjoblog.blogspot.com
Natalia - tasteaway.pl
Zdjęcia faktycznie już teraz lubi oglądać!:) Na pulpicie mam zdjęcie Maksa jak karmi słonia bananem w Tajlandii (z wpisu o Tajlandii z dzieckiem) i zawsze sam komentuje, że tutaj Maksiulek karmi “pajukę” (tak mówi na słonie – dłuższa historia;))..
Dzięki za miłe słowa i zapraszamy! 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Ps. właśnie zajrzałam do Twojej “Szwecji” 🙂 super ta “rysunkowa” czcionka! 🙂 w Szwecji nas jeszcze nie było, więc muszę poczytać!!! 🙂
Jaga
Dowiedziałam się dużo przydatnych informacji, które z pewnością wykorzystam w swojej prodróży do Meksyku. Jestem natomiast zainteresowana tematem zmiany czasu, jak Pani synek przyzwyczaił się do tak sporej różnicy czasowej? Co robić, aby rodzice nie doświadczyli marydnego – niedospanego dziecka? No i co jak jego “noc” będzie kończyć się w Meksyku, jak my będziemy się mieli kłaść?
Natalia - tasteaway.pl
Hey Jaga! 🙂 Możemy sobie pisać na Ty? 🙂 Będzie wygodniej! Meksyk to super pomysł!:) A maluch ile ma?? Nasz w Meksyku miał 7 miesięcy. Co do zmiany czasu z naszych dotychczasowych doświadczeń z różnicą czasu (raz Meksyk, czyli minus 6, dwa razy Azja, czyli plus 6) wynika, że gdy cofamy czas jest znacznie prościej, gorzej, gdy dodajemy godziny.
W Meksyku (-6)przeszło totalnie bezboleśnie, po samolocie poszliśmy spać, wstaliśmy jakoś ok. 6-7 (zwykle synek wstawał 8.30) i w zasadzie zmieniło się tylko to wcześniejsze wstawanie. Gorzej natomiast było po powrocie (+6 względem meksyku) – myślałam, że również wszystko będzie OK, ale Maks kładł się niby 21-22, ale uznawał to za drzemkę! potem pół nocy zabawy i sen nad ranem. Trwało to jakieś 3-5 dni. W Tajlandii (+6) w zeszłym roku też mieliśmy pierwsze noce nie przespane – a sposobem było “zmuszenie” dziecka, by wcześniej wstało 😉 po pierwszych nocach, gdy zjadaliśmy o 6 śniadanie i do 12-13 spaliśmy, postanowiłam nie dać się podporządkować i od 13 zaczęliśmy dzień jak od rana, przeciągnęliśmy go do 1 (czyli 12 godzin funkcjonowania), bez drzemek o 22;) i obudziłam o 9.. po 8 godzinach snu, choć zwykle śpi 11-12. Wieczorem ok. 21-22 już padał i się przestawił 😉 ale myślę, że w Meksyku powinno być OK – moją opinię, że to +6 daje się we znaki potwierdziło mi kilka znajomych + moja siostra cioteczna, która mieszka w stanach od ponad 20 lat i zawsze jak leci do Polski (+6) to bardziej przeżywa zmianę niż, gdy leci z powrotem do USA 😉 to się rozpisałam! 😉 powodzenia w wyprawie!:) kiedy jedziecie? 🙂
Jaga
Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź! Planujemy marzec-kwiecień na 2 tygodnie, syn będzie miał skończonych 9 miesięcy. Nie jest łatwo podjąć decyzję jak cała rodzina oponuje. Problem jeszcze ze szczepieniem, bo myślałam że zaszczepimy na WZW A, a tym czasem można dopiero po 1 roku (chodzi mi tu o połykanie wody z basenu…). Nie ukrywam, że zamieszczone przez ciebie zdjęcie po ataku komarów Maksa też dało mi do myślenia. Przypomniałam sobie swoje pordróze do Wenezueli, gdy podczas jednej z nich kolega (miejscowy) złapał denge. Leżał wyłączony 3 tygodnie w szpitalu. Niestety to działa na zasadzie – albo ma się pecha albo nie! Pozdrawiam!
Natalia - tasteaway.pl
my też mamy jednego kolegę, który złapał dengę – w Indonezji bodajże, też chyba 2-3 miesiące w szpitalu zakaźnym. Z tego, co ja się orientowałam w Meksyku nie ma ryzyka, w każdym razie jeśli podróżujemy w cywilizowane miejsca (my jeździliśmy po Jukatanie + po stanach Tabasco i Chiapas). Na pewno coś anty komary, moskitiera, pilnowanie okien itd się przyda. Teraz przez miesiąc w Azji Maksa ugryzł może jeden komar, a też straszono, nawet w punkcie szczepień, malarią :/ hmm, my WZW A nie szczepiliśmy, ale chyba też jakoś dużo się w basenie nie kąpał wtedy.. sporo się przemieszczaliśmy, a na odpoczynku (tam, gdzie komary) byliśmy przy plaży, bez basenu. Ja uwielbiam Meksyk i uważam, że jest znacznie bardziej cywilizowany niż w Polsce się wydaje;)
Kafi
Trafiłam na Was już jakiś czas temu, lecz dopiero teraz gdy sama mam małe dziecko z zapartym tchem czytam Wasze posty opisujące podróże z dzieckiem. Rok temu jeszcze sami byliśmy w Indiach, za rok wybieramy się tam ponownie, już z córką, będzie wtedy miała roczek. Teraz póki co mniejsze podróże, pierwsza przed nami- nasze Polskie Mazury. Helena ma 2 miesiące a za tydzień odbędzie swoją pierwszą małą podróż. Już jestem podekscytowana 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Indie, super!!!:) też byliśmy sami w Indiach, jeszcze nawet przed pomysłem na dziecko i też chcemy wrócić 🙂 Gdzie byliście w Indiach i gdzie planujecie wyprawę?? 🙂 2 miesiące to idealny wiek na podróżowanie moim zdaniem – sen + mleko + rodzice i zadowolony bobas:) My właśnie wtedy zaczęliśmy podróż zagranicę – przez pół Europy i po powrocie zaczęliśmy bloga (na innej domenie:)). Wtedy jednak skupiałam się na podróżowaniu i kulinariach, a nie pisałam, jak to jest z 2-miesięczniakiem w podróży 10 tys. km po Europie;)
Kafi
Szkoda, że wtedy nie pisałaś jak to było z takim małym bobasem, chętnie teraz bym poczytała 🙂 My byliśmy 3 miesiące na południowym Goa w Agondzie. Za rok chyba wybierzemy się w to samo miejsce. Myśleliśmy nam Meksykiem ale jednak ja nie jestem tak odważna jak Wy. W pierwszą tak daleką podróż z roczniakiem wolę pojechać w sprawdzone miejsce. Jak wyjechaliśmy próbowałam pisać bloga, także jak masz ochotę to zapraszam http://www.kafi-cafe.pl/category/my/podroze/page/2/
Blog umarł śmiercią naturalną 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Hey!:) no teraz też myślę, że szkoda, że wtedy nie pisałam o maluchu, chociaż np. post o podróżowaniu w ciąży napisałam już po fakcie zresztą całkiem niedawno 😉 więc może nadrobię? 🙂
Zaglądałam do Was – fajnie! Jak pojedziecie z maluszkiem to na pewno musisz wrócić do pisania!:) co do kierunku, ja w Meksyku byłam wcześniej na zorganizowanej wycieczce + mówię po hiszpańsku, więc właśnie tam czułam się najbardziej bezpiecznie na pierwszą egzotyczną podróż 😉 Ja właśnie bym się Indii bardziej obawiała, że brudno, choroby, itd, chociaż na Goa jednak inaczej niż np. gdzieś w Agrze czy Delhi.. Co do Goa – też mnie zastanawiało zawsze, czemu się mówi “na Goa” 😉 wnioskując po Mące i Wodzie u Ciebie, też jesteście z Warszawy, tak?:)
Kafi
Tak, z Warszawy. Właśnie na facebooku polecałam Wam Curry Hause dziś 🙂 Meksyk, muszę poszperać jeszcze na Waszym blogu i poczytać. A tymczasem pozdrawiam 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Właśnie przeczytałam!:) bo na posty odpowiadał Łukasz, a on tu mniej zagląda 😉 Curry House nasz znajomy też zawsze nam poleca!:) moim zdaniem Meksyk też super na podróż z maluchem, więc jakby co polecamy!:) N.
Olga
Zgadzam się całkowicie 🙂 Właśnie wróciliśmy z 9 miesięczną córeczka z Kuby. Po przestudiowaniu tutejszych wpisów czułam, że jadę przygotowana. I tak było 🙂 Mała była przeszczesliwa a z apteczki nawet korzystać nie było potrzeby. Obawialam się zmiany czasu i to również okazało się niepotrzebne. Różnicę 6 godzin przeszliśmy niezauważalnie 🙂 nawet sceptyczni dziadkowie oglądając zdjęcia szczęśliwej wnuczki pytaja gdzie wybieramy się w kolejną podróż. Dziękuję za doskonałe rady! Pozdrawiam
Natalia - tasteaway.pl
Hey Olga!!:) Kuba super! też rozważaliśmy, gdy myśleliśmy o Meksyku z 7miesięcznym Maksem 🙂 Jak oceniacie Kubę? Bo słyszeliśmy różne opinie 🙂
My też zwykle jakoś bardzo nie wykorzystujemy apteczki, ale człowiek (matka?;)) zawsze spokojniejszy, prawda? 🙂
Cieszę się, że nasze rady się przydały!!!:) U nas dziadkowie też się pogodzili z podróżowaniem, więc u Was po pierwszym sukcesie na pewno też tak będzie 🙂 A dla dzieciaka to wiadomo – pogoda, słonko, ciepło, piasek, a nie zima, zima, zima 😉
Olga
Jeśli chodzi o Kubę to plaże piękne, pogoda idealna, woda cieplutka, ale żeby pozwiedzać to sporo wysiłku trzeba włożyć. Drogi są fatalne i każda podróż trwała a Matylda należy do baaardzo ruchliwych dzieci, więc siedzenie w samochodzie ją męczyło, na szczęście na miejscu okazywało się, że było warto.
Wyczytałam u Ciebie zdanie :”lepiej nosić niż się prosić” i na Kubie okazało się bardzo trafne 🙂 poza pieluszkami kompletnie nic dla dzieciaczków w sklepach nie znalazłam ( typu mleko, sloiczki, czy nawet chusteczki ). Chociaż spokojna byłam mając apteczke wyposażoną 🙂
Generalnie wakacje wspominamy suoer i już myślimy o następnych.
Natalia - tasteaway.pl
Czyli wypożyczaliście samochód, tak? Czy jakiś z kierowcą? Pod tym względem w Meksyku było fajnie – dobre drogi, ale z drugiej strony wynajem drogi bardzo..
A co do wyposażenia, zabraliście zapas słoiczków czy Matylda już na takim etapie, że mogła jeść miejscowe jedzenie?:)
Fajnie, że macie takie pozytywne wspomnienia!:) Grunt to zacząć, moim zdaniem 🙂
Olga
Tak, wypozyczalismy auto i sami prowadziliśmy. Samochody w wypożyczalni są dobre i w miarę nowe z automatycznymi skrzyniami biegów. Drogo nie było ale 250 km zrobiliśmy w 5 godz właśnie przez stan dróg. Znajomi mieli podobny czas.
Matylda niestety jest strasznym niejadkiem i dla pewności miałam zapas słoików, które wcina 🙂 co nieco miejscowego jadła ale gdy wkoło było tyle atrakcji to jedzeniem w miejscach publicznych nie była zainteresowana 🙂
Strasznie mnie Australia teraz interesuje, ale zobaczymy co z tego wyniknie 🙂
Mieliście tam może jakieś doświadczenia?
Natalia - tasteaway.pl
No tak faktycznie 5h na 250 km to sporo 😉 zwłaszcza z dzieckiem… my w Kambodży rozważaliśmy wybrać się samochodem z kierowcą (tam raczej nie wypożyczają, by samemu prowadzić) do miasta oddalonego o 150 km, ale 4 godziny na tę odległość nas zniechęciły 😉
Fajnie, że je nadal słoiki 😉 wpodróży całkiem wygodne -Maks chyba około 9 miesiąca zrezygnował..
Co do Australii niestety doświadczeń brak – w zeszłym roku mieliśmy nawet bilety, ale z uwagi na sprawy zawodowe musieliśmy zostać w PL.. kiedy rozważacie Australię i na jak długo ?:)
Olga
O jejku, 150km w 4 h to faktycznie zniecheca 🙂
Lubimy jeździć zimą tam gdzie będziemy mieli ciepło 🙂 więc jeszcze trochę czasu jest. I myślę, że jak juz do Australii to na pewno nie krócej niż 2 tygodnie żeby co nieco zobaczyć. Narazie wesele w Norwegii się szykuje więc może uda się przy okazji coś pozwiedzać.
A czy po powrocie Maks od razu wracał do normalności? Pytam bo od powrotu Matylda strasznie sypia, płacze nocami bardzo dużo. Na Kubie spala idealnie. Faktem jest, że nie ma jeszcze ani jednego zabka w sumie w tym się dopatruje przyczyny. W dzień jest ruchliwa i radosna.
Dodam jeszcze, że pierwsze swoje kroki moje dziecko postawiło właśnie na Kubie 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Hey Olga, przepraszam, że dopiero teraz odpisuję, ale zostawiłam sobie odpisanie Tobie na “deser”;) po pracowych obowiązkach, w których to trakcie padł mi komputer i dysk :///
Co do snu, u nas po powrocie z Meksyku też było średnio i też nakładaly się na to zęby 😉 Maks miał wtedy niecałe 8 miesięcy.. budził się, chciał się bawić w nocy 😉 po powrocie z Azji w tym roku też zaliczyłam kilka nocy, kiedy zaczynaliśmy dzień o 3-4 😉 ale potem wszystko wracało do normy 🙂
Czy Matylda już sama chodzi czy za rączkę? 🙂 Szybko! Maks w meksyku pierwszy raz stanął w łóżeczku, więc coś jest w tym egzotycznym powietrzu ;)..
Norwegia super, my się właśnie weekendowo – blogowo wybieramy jakoś zaraz 🙂
Olga
Fajnie macie! Zazdroszczę tych ciągłych podróży! Mama mi zawsze powtarzała żebyśmy jezdzili i zwiedzali ile się da, niestety praca trochę w tym przeszkadza 😉 ale nie ma co marudzić i tak sporo zwiedzilam i tak jak Ciebie, ciąża mnie nie powstrzymala 🙂
Podróże kształcą to i Naszym Dzieciaczkom to służy w rozwoju 🙂 zresztą nasz pediatra twierdzi tak samo.
Matylda za rączkę chodziła przed Kubą a na Kubie zaczęła wstawać sama i maszerowac 🙂 Faktycznie szybko jej poszło ale raczkowanie pominela.
Udanej wyprawy życzymy i czekam na następne wpisy!
Natalia - tasteaway.pl
To rzeczywiście szybciutko!!:) Maks to tak standardowo – około roku 😉 Ale też uważam, że podróże kształcą i mają jak najbardziej pozytywny wpływ 🙂 Mam wrażenie, że Maks choruje znacznie mniej pomimo żłobka i zmian klimatu niż część dzieciaków siedzących w domu z babcią czy nianią.. Co do podróży i pracy, to plusy bycia na swoim.. chociaż minusy też są: w tym tyg byłam tak zapracowana, że nawet nie zauważyłam jak mijały dni, zasypianie w ubraniu i te sprawy 😉 ale liczę, że zaraz odbijemy 😉
Paulina
Czy byly problemy z kupieniem Pampersow? Tylko w Havanie czy w inny ch miejscach tez mozna dostac? Dziekuje za odpowiedz
Justyna Ka
Witajcie! Od jakiegos czasu sledze Wasze podroze i jestem pod wrazeniem Waszej determinacji, odwagi i pasji oczywiscie 🙂 My rowniez nalezymy do podrozujacych rodzicow, nasza cora ma 13 miesiecy, a juz 16 razy leciala samolotem! Do tej pory glownie Europa (mieszkamy w Paryzu, wiec pierwszy lot do Polski zaliczony jak miala dokladnie 2 miesiace, a pierwsza dluga -1200km- podroz samochodem jak miala 5 tygodnii). Zwiedzalismy z nia Grecje, Hiszpanie, Wlochy, Francje, Polske.. W pierwsza, daleka podroz wyruszamy juz za 3 tygodnie. Czeka na nas Bali i….16h lotu! Kolejne zaplanowane to Kanada i USA w pazdzieniku, a nastepnie Sri Lanka w styczniu 2015. Oczywiscie z checia podziele sie wrazeniamu 🙂 pozdrawiam i zycze kolejnych udanych wypraw!
Natalia - tasteaway.pl
Cześć Justyna!!!:) Wasza córeczka ma całkiem niezłe wyniki, jak na 13 miesięcy ;))) też się sporo nazwiedzała, a teraz ile atrakcji Was czeka!!!:) super!:) Zwłaszcza, że wszystkie te miejsca brzmią mega ciekawie – Sri Lanką nasi znajomi byli zachwyceni 🙂 Życzę super lotu, bezproblemowej partnerki podróży i samych cudownych wrażeń!:) napisz po fakcie jak poszło te 16 godzin lotu! 🙂 Co do Paryża – przypomniałaś mi, że miałam ochotę wybrać się na jakiś weekend, bo już chyba 2 lata nie byliśmy, a bardzo lubimy! 😉
Agnieszka
Podróże z dzieckiem to super sprawa ale też nie lada wyzwanie. Moim zdaniem najważniejsze jest zaopatrzenie się w odpowiednie przybory, które ułatwią Nam życie a Naszemu maluchowi je umilą.
Polecam sklep http://minitraper.pl gdzie znalazlam wiele dobrego sprzętu solidnych marek takich jak Maxi-Cosi ale i również ludzi, którzy podróżują z dziećmi i chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami
Natalia - tasteaway.pl
Racja! Dobrze oprzyrządowanie to podstawa 🙂 byle nie za dużo, bo wtedy nie ma jak się spakować 🙂 Sklep wygląda bardzo ciekawie! z naszych ostatnich udanych zakupów podróżniczych dla Maksa chwalimy sobie zwłaszcza namiot Derayn, bardzo mały do spakowania, a można i spać, i na plażę 😉
a
podróżowaliśmy z mężem dużo, USA, Egipty, Indonezje, Tunezje, Cypry itd. i ostatnia nasza podróż była rok przed urodzeniem pierwszego dziecka. teraz nasze dzieci mają 7 mies i 2 lata i na razie nie rozważam żadnych wyjazdów. dzieci są różne… są takie które śpią wszędzie i zawsze, są takie, które wymagają ciszy, spokoju, i swojego łóżeczka… ja mam takie, które lubią rutynę i ciszę. nie jestesmy ludzmi, ktorzy siedzą w domu, lecz wychodzimy, jezdzimy po Polsce i przyznam ze urlop z dziecmi to dla mnie UDRĘKA i nie zamierzam wybulic fury kasy na to by się przedostac na drugi koniec swiata i spędzac całe dnie i noce na usypianiu, noszeniu na rekach itp, bo to mam w polsce za darmo.
ok, niech jezdza Ci ktorzy moga, ale Ci ktorzy zostali, nie maja wymówek, lecz logiczne i obiektywnie sensowne argumenty.
urlop z załaozenia ma odprezac i relaksowac, dla mnie urlop z malymi dziecmi to przeciwienstwo wymienionych- ogromny stres i podwójna praca związana z nowymi miejscami, niekoniecznie przystosowanymi dla dzieci
Natalia - tasteaway.pl
Hey a! Wybacz, że dopiero teraz, ale miała zaganiany tydzień i dziecko pochorowane..Oczywiście masz rację – dzieci są różne, nasze faktycznie z tych, co śpi i w wózku, i w łóżeczku swoim, i w hotelu, i na kanapie..tak miał jak był mały, teraz wiadomo gorzej, bo już w wózku nie zawsze wygodnie… jeśli w ogóle chce w nim usiąść 😉 (ma 3,5 roku)…
Jeśli próbowałaś i rzeczywiście urlop to udręka, trudno Ci się dziwić, ale wierz mi,że jest masa takich, którzy nie próbowali, i nie spróbują, a mają wymówki… bo jeśli nie próbujesz, to nigdy nie wiesz czy Twoje dziecko w samolocie nie okaże się aniołem?:) pozdrowienia i życzę, by dzieci szybko okazały więcej wyrozumiałości rodzicom.. 🙂 PS. u Ciebie też mała różnica wieku między dziećmi, więc domyślam się (patrząc po znajomych), że to może być dodatkowo męczące… ale u naszych znajomych chyba prawie identyczna różnica: mała w kwietniu kończy 6 lat, a chłopiec będzie miał wtedy 4,5 roku.. teraz wszyscy mogą im zazdrościć, bo dzieciaki same się sob ą zajmują 😉
Gabi
Bardzo ciekawe i przydatne informacje? Bardzo bym chciała zadać kilka pytań odnośnie wyjazdu z 4 miesięcznym maluszkiem. Sami planujemy taki wyjazd i wszelkie info mile widziane ?
Natalia - tasteaway.pl
Cześć Gabi 🙂 jakby co, pisz do na natalia@tasteaway.pl – postaram się doradzić w miarę możliwości 🙂
Matka małej bestii
Mam pytanie jak rozwiązaliście kwestię pampersów, bo przyznam, że jeździmy po krajach gdzie nie jest to towar dostępny, a planujemy zabrać 8 miesięczniaka na taki daleki wypad i nie bardzo wiemy jak ten temat ogarnąć … Za wszelkie podpowiedzi z góry dziękuję!
Natalia
Hey 🙂 a gdzie się dokładnie wybieracie?? 🙂 My zawsze braliśmy pieluchy na trochę, a potem dokupywaliśmy – kupowaliśmy pieluchy na pewno w Meksyku, w Kambodży, w Birmie z tych bardziej egzotycznych 😉 ale domyślam się, że wybieracie się w bardziej dzikie regiony, tak?? a rozważałaś pieluchy wielorazowe? przyznam, że nigdy nie próbowałam, ale wiem, że jakieś moje koleżanki były zadowolone z takiego rozwiązania, nawet w domu..
Matka małej bestii
Hej! W sumie nie w takie dzikie rejony się wybieramy bo tym razem rozważamy Laos albo Kubę… Z tego co pamiętam po ostatnim pobycie w Laosie to jakoś nie bardzo kojarzę gdzie można było dostać pampersy, ale przyznaję, że wtedy mnie one nie interesowały;) Z drugiej strony w Birmie też pampersy mi się w oczy nie rzuciły, a mówisz, że były, zatem to pewnie mój brak zainteresowania jest winien a nie braki w zaopatrzeniu 😉
O Kubie naczytałam się, że z pieluchami bywa krucho bo to towar deficytowy, a zapasu pieluch na 3 tygodnie raczej nie wezmę… Rozważamy opcję pieluch wielorazowych, ale nigdy ich nie używaliśmy, więc lekko mnie ten temat przeraża póki co – jednak wyjazd dopiero pod koniec listopada, więc może jakoś się z nimi zaprzyjaźnimy 🙂
Natalia
Na Kubie to faktycznie może być problem…moja mama była i rzeczywiście podkreślała, że bardzo wielu rzeczy nie ma, że nawet nie ma co kupić jako pamiątki, itd… Co do Laosu, hm.. sama nie wiem… w Kambodży było pod tym względem super, ale co dziwne w Wietnamie, w Hanoi, trochę się tych pieluch szukało :/ więc ręki sobie uciąć za ten Laos nie dam… no ja też nie korzystałam nigdy z wielorazowych, więc tutaj nic nie poradzę 😉 rozumiem, że jeszcze się nadal wahacie gdzie finalnie się wybrać, tak?
Matka małej bestii
Dokładnie ciągle jeszcze nie wiemy na jaki kierunek się zdecydować. Z takim maluchem Kuba wydaje mi się bardziej europejska 🙂 Wasz Meksyk też nas nęci choć trochę się cykamy, bo sporo się naczytaliśmy o tym jak tam niebezpiecznie… Pojechać gdzieś musimy bo inaczej uschniemy z tęsknoty za wyjazdem, tak już mamy, choć pewnie z naszym małym diabłem lekko nie będzie 🙂
Natalia
My w Meksyku nie mieliśmy ani jednej niebezpiecznej sytuacji, a przejechaliśmy cały Jukatan, Chiapas + przejazdem przez stan Tabasco i Campeche 😉 tam jest dużo policji i wojska i myślę, że turystom włos z głowy nie spada… no chyba, że ktoś jedzie szukać atrakcji na pólnocy, to pewnie bywa różnie;) Ja na Erasmusie miałam znajomych z Meksyku i oni dodatkowo byli takim argumentem na tak – dzięki nim zrozumiałam, że oprócz niektórych miejsc, Meksyk to kraj jak wiele innych i nie trzeba się bać na każdym kroku;) więc ja jakby co polecam:)
Maja
Mnie ciekawi czy szepiliscie małego przed wyjazdem? Dur brzuszny, żółta febra etc? I co na komary? Bo środki z deet sa niepolecane chyba dla takich maluchow( moj maz od stosowania deet wyładował z wątroba w szpitalu).
Natalia
Hey Maja 🙂 Przed Meksykiem, jak Maks miał pół roku, nie szczepiliśmy go dodatkowo – na komary stosowaliśmy środki dozwolone dla takich maluchów i moskitierę, aczkolwiek zaliczyliśmy też kilkadziesiąt ugryzień, gdy na 1 noc straciliśmy czujność – w Meksyku jednak na Jukatanie komary malarii nie przenoszą (o zika nie było wtedy mowy). Do Tajlandii jak miał 1,5 roku szczepiliśmy na WZW A i B, potem na dur przed Kambodżą. Nigdy nie byliśmy w regionie szczególnie zagrożonym żółtą febrą.. więcej o szczepieniach pisałam niedawno o tu – https://www.tasteaway.pl/2016/02/02/na-co-szczepic-dziecko-przed-egzotyczna-podroza/ 🙂
asterhazy
Odnośnie samolotów i małych dzieci – zero problemów. Lot przez Atlantyk z raczkującym już szkrabem: swoje przespał ( racji małych rozmiarów niewielki fotel w samolocie to dla dzieciaków spore wyrko, a jak nie to są koce które można rozłożyć na ziemi), zjadł co miał zjeść a jak zachciało mu się poruszać to raczkował przez cały samolot. Przy ogonie pasażerowie nadawali mu odwrotny kierunek i raczkował aż do kabiny pilotów. I tak kilka razy.
Natalia
🙂 najlepiej 🙂 grunt za bardzo się nie spinać – chce raczkować, niech raczkuje 🙂 chce spać, to śpi 🙂 a na fotelach, masz rację, dzieciakom znacznie wygodniej niż nam 🙂
Oluwatosin Ogunleye
Może ktoś już zadawał to pytanie – czy Maks dostał szczepionki na podróże do innych kontynentów?
Oluwatosin Ogunleye
Ale jeśli jest taka możliwość, poproszę w skrócie info o tym jakie są obligatoryjne szczepionki na wyjazd do Azji (Tajlandia)
Ania
Hejka, super porady! Chcielibysmy sie wybrac w marcu tego roku do Meksyku i mam pytanie o wasz plan podrozy. Czy masz go moze jeszcze? Bylabym tez zainetresowana informacjami jakich srodkow komunikacji uzywaliscie i gdzie spaliscie.Za wszelkie uwagi i wskazowki bede szalenie wdzieczna:) Nasz synek ma obecnie 7 miesiecy wiec chcialaby przed koncem urlopu jeszcze jakos wykorzystac ten nasz wspolny czas. dzieki!
Sylwia
Absolutnie uwielbiam ten wpis ?
Natalia
dzięki 🙂 a ja już o nim prawie zapomniałam!!!:)
Aga
Maz ma jechac sluzbowo na 2 miesiace na Jamajke.. i. zastanawiam sie czy tez jechac z naszym 7 miesiecznym brzdacem. Troche boje sie tych strasznych komarow i denga. Na stale mieszkamy w Meksyku, wiec loty samolotem nie sa nam straszne, ale jednak te tropikalne choroby mnie troche przerazaja…
Natalia
Hey 🙂 jak mieszkacie w Meksyku to już jesteście przeszkoleni… jak zagrożenia na Jamajce? Dużo gorsza sytuacja?
sylwia
Uwielbiam ten wpis! :)Chciałam się poradzić gdzie na egzotyczną podróż mogłabym wybrać się z niespełna 7 miesięcznym Maluchem? Na 10 rocznicę ślubu we wrześniu urodzi się nam synuś, planowaliśmy spędzić tę rocznicę na Malediwach, ale plany się zmieniły 🙂 Chcemy poczekać do marca i wspólnie polecieć z synkiem gdzieś gdzie razem uczcimy te 15 lat razem i 10 lat po ślubie 🙂 Koleżanka stwierdziła, że będąc na Malediwach nie widziała nikogo z małym dzieckiem i oczywiście czuję się jak kretynka, która myśli tylko o sobie i che zabrać Malucha w 11 godzinną podróż dla własnych przyjemności. Z resztą będzie pewnie więcej takich ‘miłych’ ostrzeżeń ze strony znajomych 🙂 Dodam, że podróżujemy z mężem bardzo często i są to dalekie podróże, moja praca polegała głownie na odwiedzaniu klientów w USA, wiec chcielibyśmy z synkiem kontynuować tę pasję. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie!:)
Natalia
Hey Sylwia 🙂 jestem pod wrażeniem, że trafiłaś na taki stary wpis 🙂 Przyznaję, że na Malediwach nie byliśmy z dziećmi (w ogóle nie byliśmy!!;)), więc ciężko mi się bezpośrednio odnieść 😉 My natomiast zwykle na pierwsze podróże polecamy Tajlandię 🙂 To bardzo przyjazne miejsce:) byliśmy, gdy nasza Jagódka miała 3 miesiące 🙂 a jak dopiero czekacie na maluszka i planujecie podróże, to bardzo Wam polecam naszego ebooka / książkę – tam jest wszystko 🙂 Jak na razie znajdziesz ją tu – https://sklep.tasteaway.pl/ 🙂
Sylwia
Witaj Natalio! Niewiarygodne 🙂 Od dosłownie kilku dni obserwuję Państwa na IG, nawet skomentowałam wpis na Mamaville, że czekałam na coś takiego – miałam na myśli książkę, Państwo odpisali, że się polecają 🙂 Nie wiem dlaczego nie skojarzyłam nazwy 🙂 Aż się zaczerwieniłam ze wstydu 🙂 Proszę mi wybaczyć :)Strasznie się cieszę 🙂
Tajlandia była 2 lata temu, raczej nie wracamy 2 x w te same miejsca, ponieważ świat ma tyle do pokazania, a wiadomo, że na lepsze, dłuższe wakacje jeździmy tylko raz w roku. Czas i pieniądze – oczywiście 🙂 Krótkie wypady po Europie zawsze w kalendarzu, ale to nie wymaga zachodu, no chyba że nasz Iwo będzie naszym przeciwieństwem i podróżowanie nie będzie sprawiało Mu przyjemności. Pozdrawiam cieplutko 🙂
Natalia
Hey Sylwia 🙂 A powiedz, myślałaś o Japonii albo Tajwanie? 🙂 Dla nas to są też super kierunki z dziećmi, a odpadają obawy np. o choroby, dengę, itd 🙂 A jedzenie rewelacyjne 🙂 I wbrew pozorom na miejscu wcale nie jest tak drogo jak mówią 🙂 książkę niezmiennie polecam 🙂 wczoraj właśnie zleciliśmy drukarni wydruk 🙂 i już nie mogę sie doczekać 🙂
Sylwia
Japonia…:) Nie pomyślałam 🙂 Książkę zamierzam kupić, już nie załapię się na autograf, ale jest mi niezmiernie miło, że czytasz, odpowiadasz mimo tylu spraw na głowie. Dziękuję bardzo! 🙂
Natalia
Oj tam się nie załapię 🙂 Załapiesz się, załapiesz:)
Magda
O mamo, jak dobrze ze jesteście z takim głosem i to sprzed 6 lat!
Dziekuje!
Natalia
To już taaaaaki stary post, że hey 🙂