6 tygodni w podróży. Niby długo, a jednak zleciało całkiem szybko. Dla wielu niewyobrażalnie długi urlop, na który z uwagi na zobowiązania zawodowe większość nigdy nie pojedzie, dla niektórych całkiem krótki wypad, bo wyjeżdżają na kilka miesięcy, rok, 2 lata.

 

Dla nas? Dla nas 6 tygodni to sporo. Tak się w każdym razie okazało… 6 tygodni to wystarczający czas, by nasycić się przeróżnymi miejscami, zwiedzić 3 kraje, obejrzeć kilkadziesiąt świątyń, zjeść setki azjatyckich potraw. To wystarczający czas, by po wycieczce odpocząć na plaży, nie robiąc nic poza pływaniem w oceanie, w basenie i wygrzewaniem się na piasku. 6 tygodni to dla nas wystarczająco długo, by zatęsknić za Warszawą i jej wszystkimi zaletami – rodziną, przyjaciółmi i znajomymi, pyszną, różnorodną kuchnią, wieczornymi wyjściami bez dziecka, sushi z przyjaciółkami i .. pracą, którą lubimy. 6 tygodni to wreszcie czas, by zatęsknić za czasem tylko we dwoje, bez dziecka 24h na dobę, czasem samemu, tylko dla siebie. Bo chociaż tak długie wakacje z dzieckiem to wielka radość i możliwość spędzenia z nim niesamowitego czasu, to hm… zastanówcie się kiedy ostatnio spędziliście 6 tygodni 24h na dobę ze swoim dzieckiem??? Jedna z moich przyjaciółek zauważyłam, że chyba tylko w okresie noworodkowym! Panowie, a Wy? Czy w ogóle mieliście kiedyś 6 tygodni non stop z dzieckiem? Chyba nie, co? 6 tygodni to masa cudownych momentów, ale czasem masz już ochotę nie słyszeć osiemdziesiąty raz: „Ale ja chcę kakao/ basen / bajkę / plażę / spać/ nie spać / nacisnąć guzik w windzie/ zamieszać kawę / wypić wodę” itd., itp.

 

 

Wróciliśmy  w samą porę. Za nami Bangkok, Birma, Singapur, Indonezja, Bangkok. Masa zachwycających miejsc, masa chwil do zapamiętania, trochę irytujących sytuacji. Niezliczona ilość talerzy fried noodles, fried rice czy w wersji indonezyjskiej mie goreng i nasi goreng. Nie będę ukrywać: nie tykam fried noodles w najbliższym czasie! 🙂

 

Podróż, której momentami się obawialiśmy (bo Birma, bo złe warunki, bo malaria, itd.) przebiegła bez ŻADNYCH problemów natury zdrowotnej. Maks zaprawiony w bojach w Tajlandii, Kambodży czy Wietnamie, bez problemu zniósł Birmę i Indonezję, chociaż zwłaszcza w Birmie dziecko sprawiało, że nie zawsze czuliśmy się w pełni spokojni i wyluzowani: bezdomne psy latające wszędzie, rozwalone chodniki, gdzie zawsze można wpaść w jakąś dziurę i w ścieki, brudne toalety nie ułatwiają podróżowania z maluchem. Czujesz, że Twoja czujność jest włączona na 100%, dlatego z radością po Birmie wylądowaliśmy w ultra czystym i przyjaznym Singapurze 🙂

 

TOP MOMENTS NASZEJ 6 TYGODNIOWEJ PODRÓŻY – czyli TO TRZEBA ZOBACZYĆ:

 

1) SNURKOWANIE Z ŻÓŁWIAMI NA ARCHIPELAGU GILI – INDONEZJA

 

Bezapelacyjnie nasz numer 1! Cudowne przeżycie. Archipelag Gili położony tuż obok indonezyjskiego Lombok to najlepszy pomysł na beztroskie, rajskie dni. Biały piasek, turkusowa woda i te wielkie żółwie na wyciągnięcie ręki! Jeśli kiedyś będziecie w okolicy, ani chwili się nie wahajcie!

 

Azja, snurkowanie z żółwiami, archipelag Gili, Indonezja

Azja, snurkowanie z żółwiami, archipelag Gili, Indonezja

 

2) KULINARNE ZWIEDZANIE SINGAPURU

 

To głównie mój faworyt, bo Łukasz chyba aż tak nie zakochał się w Singapurze jak ja. Dla mnie miasto, które non stop je i do tego je pysznie, ma masę smaków do zaoferowania, masę interesujących konceptów gastronomicznych, a do tego fascynującą architekturę ląduje wysoko na liście faworytów!

 

SIngapur, kulinarne zwiedzanie, food center, food court

 

3) REJS PO INLE LAKE – BIRMA

 

Chociaż na Inle Lake przeżyliśmy zarazem najbardziej irytujący moment podczas całej wyprawy (obrzydliwy obiad w przybytku nastawionym na bezczelne wyciskanie kasy z turystów), całodniowy rejs po jeziorze z dużą ilością słońca, lokalnym targiem i pięknymi widokami to jeden z najmocniejszych punktów Birmy.

 

Azja, Birma, Inle Lake, co zobaczyć w Birmie

Azja, Birma, Inle Lake, co zobaczyć w Birmie

 

4) SKUTEREM PO BAGAN – BIRMA

 

Bagan to miejsce, które wydaje się być scenerią filmu, aż trudno uwierzyć, że coś takiego naprawdę istnieje! Widoki zapierają dech w piersiach, a jeśli można je zwiedzać samodzielnie na rowerze lub na skuterze, robić wszystko w swoim czasie to tym bardziej nic tylko się cieszyć! Dla Maksa zwiedzanie na skuterze było jedną z największych przygód!

 

Birma, Bagan, świątynie, najpiekniejsze miejsca Birmy, Azja

 

5) GARDENS BY THE BAY – SINGAPUR

 

Nie sądziłam, że ogród może robić TAKIE wrażenie. Może. To miejsce, a zwłaszcza Cloud Forest rzuca na kolana! Żałuję tylko, że nie dotarliśmy tam również wieczorem i nie zobaczyliśmy nieba rozświetlonego przez niesamowite supertrees.

 

SIngapur, Azja, co zobaczyć w Singapurze, Gardens by the Bay

 

Jak przystało na kulinarnych freaków, w podsumowaniu nie może zabraknąć jedzenia!  6 tygodni w Azji to z jednej strony raj, a drugiej może spowodować, że czasem masz dość, bo jest zbyt jednostajnie, znów ryż, znów smażony makaron i kurczak na ileś sposobów. Na pewno jadłabym i jadła w Singapurze, na pewno kulinarnie naszych oczekiwań nie spełniła Birma, trochę też nudziła Indonezja. Nie nasyciłam się (NADAL!) kokosami, ani odkrytym na nowo w Bangkoku mango sticky rice, które Maks  nazywa moim ulubionym deserem 😉

 

KULINARNE HITY:

 

SINGAPUR – food courty i wszystkie smakołyki na czele z pierożkami dim sum, won ton i zupami w DIN TAI FUNG

 

Singapur, Din Tai Fung, jedzenie w Singapurze, won ton

 

WAHA Kitchen w Hotelu Kosenda w Dżakarcie i jego świetny płaski makaron kway teow, którego potem bezskutecznie szukaliśmy w całej Indonezji

 

Kosenda Hotel, Waha Kitchen, Indonezja, Dżakarta

 

Mango Sticky Rice na ulicy w Chinatown w Bangkoku – niedoceniane we wcześniejszych latach, tym razem totalnie podbiło moje serce!

 

mango sticky rice, najlepsze desery, jedzenie Azja

 

WODA KOKOSOWA – w Tajlandii, w Singapurze, w Indonezji – za niczym innym tak nie tęskniłam podczas 2 tygodni w Birmie!

 

kokos, woda kokosowa, Azja

 

CO NAS ROZCZAROWAŁO / IRYTOWAŁO?

 

1) CENY W BIRMIE

 

Zdecydowanie za wysokie, nieadekwatne do jakości i w wielu przypadkach nastawione na wyciągnięcie jak najwięcej z odwiedzającego Birmę turysty. Pokoje hotelowe za 50-70 dolarów, pomimo, że wyglądały jak nory, remont w pokoju obok, brak podstawowych produktów na śniadanie. Oczywiście zdarzał się świetny smażony makaron z kurczakiem za 1,5 dolara (pozdrawiamy urocze „A little bit of Bagan”), ale w większości przypadków „with chicken” oznaczało mikroskopijne ilości mięsa, które ciężko było wręcz odszukać wśród makaronu.

 

2) CWANIACTWO W OKOLICACH  INLE LAKE

 

Inle Lake to obok Bagan najważniejszy punkt zwiedzania Birmy, a zarazem miejsce, gdzie ciężko uniknąć mniejszych lub większych oszustw ze strony agencyjek turystycznych organizujących rejsy po Inle czy nawet przewodników, którzy Twoją łódkę prowadzą. Naciąganie turystów, cała masa sztucznych miejsc, pokazujących teoretycznie prawdziwe życie na Inle i „restauracje”, w których nie ma cen, za to jest OBRZYDLIWE jedzenie. To Inle było kroplą, która przelała czarę goryczy i skłoniła nas do napisania o brzydkiej twarzy turystyki.

 

3) KORKI I RUCH ULICZNY W INDONEZJI

 

Samochodem po Indonezji??? Raczej tego nie róbcie! Chyba, że macie nieograniczone pokłady cierpliwości, zdolności kierowcy rajdowego i nerwy anioła. Podróżowanie samochodem po Jawie i Bali, spędzanie w samochodzie całego dnia, by przejechać 200 km, morze skuterów, które nigdy nie patrzą w lusterka (albo ich nie mają), a wieczorami często jeżdżą bez świateł to wyzwanie – nawet dla kogoś, kto jak Łukasz prowadził w Tajlandii, Meksyku, Gruzji, Armenii, Albanii czy w Maroku. Indonezja to kosmos!

 

Poza tym, co nas wkurzało, sami też popełniliśmy trochę błędów, głównie związanych z … przepłacaniem i wydaniem pieniędzy całkiem bez sensu. W Birmie wybraliśmy się na trekking w okolicach Inle Lake, który z trekkingiem niewiele miał wspólnego i chyba nic ciekawego podczas niego nie zobaczyliśmy. W Indonezji na chwilę chyba zapomnieliśmy o tych doświadczeniach i znów daliśmy się podejść. Wycieczka do Green Canyon i Citumang w okolicach Pangandaran na Jawie kosztowała zdecydowanie za wiele i wcale nie wymagała przewodnika.

 

Green Canyon, Jawa, Indonezja, Pangandaran,

 

Czego żałowaliśmy?  Pomimo prób, z uwagi na pogodę nie udało nam się zobaczyć wulkanu Bromo (a wygląda TAK) – wielogodzinne podjazdy samochodem i zero efektu tak nas zmęczyły, że następnego dnia zrezygnowaliśmy też z Kawah Ijen (niesamowite zdjęcia stamtąd możecie zobaczyć np. na blogu Chwytaj Dzień – o tu), które również planowaliśmy zobaczyć.  Nie powiem jednak, że wkrótce wrócimy, by nadrobić… Wspaniale wspominamy cały wyjazd, ale nadal wśród naszych azjatyckich faworytów prym wiedzie Tajlandia i Kambodża… Do Indonezji, ani do Birmy wracać na razie nie planujemy. To miejsca, które warto zobaczyć, które mają sporo do zaoferowania – Indonezja jest bajeczna choćby na podróż poślubną, ale tyle innych miejsc na świecie!!! 🙂 Wrócić za to na pewno chcę do Singapuru… 🙂