A jednak się da!… czyli Maks w Tajlandii..

06.12.2012
56

Kategorie: Kuchnia, Oczami Maksa, Podróże, Pozostałe kraje, Restauracje, Tajlandia, Tajska, W podróży | Tagi: podróże z dzieckiem, Poradnik, Tajlandia z dzieckiem
Tajlandia, z dzieckiem w Tajlandii,

Z Tajlandii wróciliśmy w niedzielę po około 18 godzinnej podróży. Bez jet lagu, bez przeziębień (na razie!), bez problemu z ponowną adaptacją w żłobku. Zatem udało się!

Dla wszystkich, którzy uważali, że trzytygodniowy samochodowy road trip z bobasem po Tajlandii to absurd.., dla starszego (i nie tylko) pokolenia, które twierdzi, że jak dziecko, to najlepiej dom, ewentualnie działka, Bałtyk i Mazury i dla wszystkich niedowiarków, którzy nie wierzyli w 11 godzin w samolocie z biegającym szkrabem… Czyli ku pokrzepieniu serc i dla dodania odwagi: Tajlandia z 1,5 roczniakiem!

Maks zwiedza ruiny w Si Satchanalai

Maks zwiedza ruiny w Si Satchanalai i zaprasza do lektury 🙂

1) co zabrać ze sobą? jak się przygotować?

Wstyd się przyznać, ale nie szykowaliśmy się długo do tej wyprawy. Z prostej przyczyny – nie mieliśmy czasu. Były duże ambicje i plany przygotowania trasy, szczegółów, noclegów, ale jak przyszło co do czego, była praca, spotkania, wyjazdy, prezentacje i zostaliśmy z ręką w nocniku.

Jeśli jednak chodzi o bobasa, przed wyjazdem na pewno przyda się wizyta u lekarza i wyposażenie się w niezbędną apteczkę: lek przeciwbólowy, przeciwgorączkowy, dla delikwenta potencjalnie ząbkującego żele i kropelki na zęby (Camilla), coś na biegunkę (Smecta), coś do nawodnienia organizmu w razie biegunki (Orsalit), woda morska na zapchany nosek, syrop lub wapno w razie wystąpienia uczulenia po ugryzieniu jakiegoś egzotycznego stwora. Zwłaszcza, że podczas podróży do Meksyku zaliczyliśmy 5o ugryzień na twarzy. Tym razem byliśmy na to przygotowani;)  Wszystko kupiliśmy, wzięliśmy i na szczęście nie korzystaliśmy.

Co do szczepień, nasz bobas poza tym, co tradycyjnie miał zaszczepiane w iluś tam dawkach od urodzenia, dostał tylko WZW A. Przy podróży do Tajlandii nie ma obowiązkowych szczepień, są jedynie zalecane, a zasadność ich przyjęcia zależy również od planu podróży. My wiedzieliśmy, że będzie raczej cywilizowanie i bezpiecznie, więc po konsultacji z pediatrą wybraliśmy tylko WZW A. Temat do indywidualnej weryfikacji.

gotowy na wszystko

gotowy na wszystko

Co do pozostałych aspektów wyposażenia bobasa:

ciuchy – jadąc do Tajlandii w listopadzie, wystarczą nam jedynie cienkie ubrania (temperatura waha się od 30 do 40 stopni). dla bobasa dodatkowo 2-3 bluzy w razie wzmożonej klimatyzacji w samochodzie/ samolocie czy przejażdżki łódką i parę zestawów typu „długie body, długie spodenki” do spania i ochrony przed komarami

pieluchy i mokre chusteczki – wzięliśmy zapas zarówno pieluch, jak i chusteczek, ale można je niemal wszędzie zakupić. Mniejsze opakowania pieluch i mokre chusteczki także w sklepach sieci 7-Eleven, których w każdym mieście i miasteczku tak dużo jak grzybów po deszczu. W supermarketach oczywiście wybór większych opakowań.

jedzenie – my z racji wieku Maksa, zabraliśmy dla niego tylko kaszki / mleczka zarówno sypkie do przygotowywania w pokoju, jak i te w kartonikach (patrz Nestle Junior), idealne do samolotu. Na wszelki wypadek wzięliśmy również mały czajnik elektryczny. Polecam takie rozwiązanie. Dodatkowo: trochę ulubionych przekąsek i deserków owocowych w kartonikach. Wygodne na spacer, zwłaszcza w upale. Maks nie raczy już łaskawie spoglądać na słoiki, więc nawet ich nie rozważaliśmy. Co do dostępności zarówno słoików, jak i innych produktów baby food w Tajlandii, nie jest tak dobrze jak np. w Meksyku. W małych sklepach raczej nie można było kupić słoiczków, w niektórych można kupić kaszki Cerealac produkcji Nestle (zaakceptowane przez bobasa). W supermarketach odwiedzonych przez nas np. w Chiang Rai, wybór słoików również nie był zbyt szeroki. Ale za to tajska kuchnia sama w sobie oferuje sporo maluchom, ale o tym za chwilkę 🙂

„zastawa” – u nas obowiązkowo: butelka do kaszki, kubek na wodę (zamknięty, do podróżowania), miseczka, plastikowe łyżeczki, widelce, jedna zamykana miseczka, w którą można zapakować niezjedzony obiad do odgrzania albo przekąski na plażę. Dodatkowo kilka smoczków w odwodzie, by ten, który wyląduje na chodniku Chinatown, zdeptanym przez tłumy, bez żalu wyrzucić 😉

– dodatkowo: kilka zabawek (resztę zwykle kupujemy w podróży – to zawsze miła pamiątka), kocyk, moskitiera na łóżeczko, krem do opalania, preparat przeciw ukąszeniom dla dzieci (u nas Ziaja AntyBzzz), preparat po ukąszeniach od 1 roku życia (u nas Dapis) i oczywiście kosmetyki, chociaż również nie ma problemu z dokupieniem ich na miejscu.

2) samolot

czyli w opinii wielu (no dobrze, naszej też!) wyzwanie numer 1. Po pierwsze dwa loty, bo raczej bezpośredniego nie znajdziemy z PL. Po drugie lot Helsinki – Bangkok  9,40 h, a lot powrotny… uwaga!… 11 godzin. Co zrobić?

Oczywiście idealnie byłoby lecieć nocą, gdy bobas śpi, ale wiemy, że nie zawsze jest to realne. Z 1,5 roczniakiem nadal nie mamy dla niego osobnego fotela, co oznacza, że jeśli samolot jest pełen (jest!), cały czas wisi na nas (tak było też u nas). Na pewno więc warto zabrać mu trochę zabawek, książeczek, przekąsek (nawet tych zakazanych – nic nie zajmuje tak jak czekoladowy wafelek;)).

Dodatkowo przed lotem my staramy się bobasa zmęczyć, czytaj: niech nie śpi za długo (dręczą dziecko!), niech się wybawi w kąciku zabaw na lotnisku, zwłaszcza, że na wielu są całkiem fajnie przygotowane strefy dla dzieci. A jak nie ma kąciku zabaw, nie ma się co martwić – dziecko zawsze coś dla siebie znajdzie.

kącik zabaw - Lotnisko Chopina w Warszawie

kącik zabaw – Lotnisko Chopina w Warszawie

i w samowolnie wybranym

i  Maks w samowolnie wybranym „kąciku” zabaw

W Tajlandii, jeśli chcemy zwiedzić zarówno Bangkok, jak i północ, a potem odpocząć i popływać na południu. Musimy również nastawić się na loty krajowe. U nas Chiang Rai-Bangkok oraz Krabi-Bangkok. Niewątpliwie polecamy Thai Airways, gdzie mały dostał zabawki i dedykowaną sobie przekąskę 🙂

3) spanie

co tak wcześnie?! zwariowali!

co tak wcześnie?! zwariowali!

Co do spania, dwie kwestie są wątpliwe: jet lag oraz łóżeczko.

jet lag – co tu dużo mówić, w Bangkoku jet lag nas dopadł. Zaliczyliśmy dwie noce, kiedy po nieprzespanej nocy o 6.30 szliśmy na śniadanie, a potem spaliśmy do 14.00. Największy problem miał tutaj Maks – w nocy bawił się najlepsze, bo przecież w dzień zmęczony upałem mógł podrzemać w łóżeczku. Sytuacja się poprawiła, gdy 3. dnia postanowiliśmy żyć trybem Maksa, czyli wg polskiego czasu. O 15.00 (czyli 9.00 polskiego czasu) śniadanie, o 19.00 obiad, zabawa aż do 2.00 w nocy, czyli ok. 12 godzin aktywności. Potem sen i o 9.00 budzimy. Chociaż zwykle śpi nawet 12 godzin. I wszystko wróciło do normy 🙂

łóżeczko – zależnie od podejścia, czy dziecko śpi samo czy z rodzicami, kwestia spania może być małym problemem. Łóżeczka, pomimo, że spaliśmy w stosunkowo dobrych hotelach, nie wszędzie są dostępne i czasem były powodem zmiany noclegu nawet o 23.00 po 300 km trasy. Pamiętajcie o tym szukając noclegu!

metalowa kołyska-wywrotka

metalowa kołyska-wywrotka

4) wyżywienie bobasa

Przed wyjazdem straszyli, oczywiście przeważnie babcie i prababcie:  „A co on będzie tam jadł? chyba nie tajskie? Weź mu słoiczki!!”. Tymczasem Maks, z natury raczej niejadek, zakochał się w tajskim jedzeniu – oczywiście innym niż tatuś i mamusia, bo nie tak pikantnym.

danie numer 1: ryż smażony z kurczakiem

danie numer 1: ryż smażony z kurczakiem

Jadłospis Maksa to przede wszystkim: ryż smażony z kurczakiem. Ewentualnie ryż smażony z tuńczykiem lub po prostu steamed rice z sosem słodko-kwaśnym lub z kurczakiem w sosie z orzeszkami Cashew. Ryż był hitem jedzonym codziennie, a nawet kilka razy dziennie.

chicken satay

chicken satay

satay - tu rybny - restauracja Harmonique w Bangkoku

satay – tu rybny – restauracja Harmonique w Bangkoku

Co poza tym? Bardzo chętnie chrupał szaszłyki chicken satay, maczając je delikatnie w sosie orzechowym (smakosz!), sajgonki z owocami morza i chińskie won-tony, najlepiej ze słodkim sosem. Te dania niewątpliwie są wygodne, bo maluch bierze je w łapkę i obsługuje się sam. A krzesełka nie zawsze dla bobasa dostępne lub bez pasów, więc trochę wywrotowe dla tak ruchliwego stwora.

won tony z krewetką - idealne do schrupania na kolację - Texas, Chinatown, Bangkok

won tony z krewetką – idealne do schrupania na kolację – Texas, Chinatown, Bangkok

Dodatkowo oczywiście owoce (codziennie rano prośba o arbuza!), świeże soki, ukochany sok z kokosa i duuużo mlecznych przekąsek – najlepiej mleczek smakowych w kartonikach dostępnych w 7-Eleven. Na takim tajskim wikcie nasz niejadek, pomimo godzin spędzanych na bieganiu i kąpielach, troszkę przytył i nawet babcie doceniły „pućki” 😉

a do picia kokos

a do picia kokos

5) rozrywki dla bobasa

odpoczynek do zwiedzaniu Wielkiego Pałacu

odpoczynek po zwiedzaniu Wielkiego Pałacu

Tajlandia to miejsce świetne dla dzieci z kilku powodów. Dzieci są uwielbiane, więc nikt nie skrzywi się, że biega, szaleje, pokrzykuje, zaczepia. Jest plaża, wodaciepła jak zupa….

plaża!!!

plaża!!!

plażuję na całego

plażuję na całego

 

Niemal w każdym miejscu są fajne figurki – zwierzątka i „laleczki”. Bajkowe postacie spoglądają na nas w świątyniach, sklepach, restauracjach, pałacach.

 

ulubiona

ulubiona „lala” – ćwiczymy słowa: „oko”, „buzia”, „nos”, „uko”

„tuli”

maaałpka - gdzieś w sklepie

maaałpka – gdzieś w sklepie

wszędzie dużo dzieci, więc są i koledzy, i duuuuużo dziewczyn 😉 Wybacz Elizka! Rzuciła się na mnie!

podryw

tajski podryw

Co do prawdziwych zwierzątek, Maksa zachwyciły przede wszystkim małpki. Dostał również swoją pluszową i z sukcesem nauczył się nazywać ją „małpka”, czasem tylko myląc ją z misiem… Co jeszcze nam się udało? Samodzielnie nakarmić słonia i to zdjęcie warte jest nawet całej wyprawy do Tajlandii 🙂

„małpka” – Monkey Temple, Chiang Rai

odważnie nakarmił słonika bananem

odwaga

Zatem dla wszystkich wahających się i obawiających dalekich podróży, nie bać się, tylko jechać! Szalejący na plaży, roześmiany bobas to kolejny argument na TAK! 🙂 Powodzenia!

  • Pingback: Maks w Tajlandii | Podróżowanie z dzieckiem()

  • Maly Podróznik

    od dawna marzy mi sie wyjazd do azji- a szczegolnie do Tajlandii. Podrozy z maluchem sie nie obawiam, gdyz mamy juz kilka wyjazdow po europie i mala rewelacyjnie sie spisuje na wyjazdach. Swietne zdjecia

  • Tup Tam

    Super! Zdjęcie Maksa z tajską dziewczynką świetne 🙂

    • Dzięki 🙂 Oboje są lekko zdziwieni 🙂 Maks już wtedy był na etapie „NIE”, gdy widział zbliżające się Tajki pragnące go przytulić 😉

  • super zdjęcie jak ukochał „lalę” :))

    • Pod tym względem Tajlandia to raj, bo ciągle są jakieś „laleczki” :)))

  • super wyjazd i świetne porady :). zazdroszczę :)!

    • tasteaway

      Dzięki! 🙂 Polecam Tajlandię na maxa jako miejsce na egzotyczną podróż z dzieckiem, bo to naprawdę jedno z bardziej przyjaznych turystycznie miejsc 🙂 sama bym tam wróciła 🙂

  • Paweł

    Piękne zdjęcia i wspaniały model! 🙂 Gratuluję umiejętności przełąmywania stereotypów i oby tak dalej!

    • Będzie dalej na pewno!;) w tym roku szykujemy się również na Azję 😉 Dziękujemy za miłe słowa!:)

  • Magda Motrenko

    Rzeczywiście zdjęcie ze słoniem robi niesamowite wrażenie! Ale tak długa podróż samolotem nadal budzi we mnie przerażenie. Wiem, jakie to jest męczące, gdy nie leci się z dzieckiem. Wolę się nie zastanawiać, jak trzeba być padniętym po takich przygodach we troje! 😉 Na razie mamy za sobą 3-godzinny lot i na razie samoloty niech trochę poczekają. Jest kilka fajnych miejsc, do których lepiej dojechać samochodem, więc korzystamy 😉

    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Magda, dzięki!!! 🙂 zdjęcie ze słoniem jest dla niektórych boskie (dla nas też), dla innych budzące oburzenie (że słoń, że dziecko, itd.) My je uwielbiamy, a Maks ostatnio prosił, by pokazać mu zdjęcie „jak karmi pajukę” (tak mówi na słonie, dłuższa historia).. Co do lotu te 9h naprawdę da się przeżyć!!:) jak wsiadasz wydaje się, że to się nigdy nie skończy, ale mija całkiem szybko i mają jakieś atrakcje dla dziecka (przekąski, zabawki, itd). nie jest źle!;) ale faktycznie wiele osób w to wątpi – planuję nawet napisać wpis o dziecku w samolocie!;)
      Tak czy inaczej miejsc bliżej jest caaaała masa i tych samochodowych również, więc to też dobry pomysł!:)

  • andzia

    bardzo polecam podróżowanie z dzieckiem! Byliśmy w Namibi z 2 letnia córka i ostatnio w Tajlandii na prawie 3 tyg objeździe z 4 latka i 4 miesieczniakiem.

    36 godzinny lot z 19 godzinny miedzyladowaniem dzieciaki zniosły bez zadnego problemu! A na miejscu tyle atrakcji ze 4 lata nie miała czasu na marudzenie a dla 4 miesiecznego malucha polecam chuste! dodam, ze nie wynajmowalismy samochodu, podrozowalismy tylko lokalnym transportem. Tajlandia jest bardzo przyjazna dzieciom i bezproblemowa do podrozowania.

    • Andzia, wow,podziwiamy!:) z dwójką nie mamy jeszcze doświadczeniem, ale myślę, że to u nas niewiele zmieni 😉 a Wasza różnica wieku brzmi bardzo dobrze jak na rodzinne podróże!:) co do Tajlandii, oczywiście full agree!:)

  • Bardzo pozytywnie dowiedzieć się, że podróże z dzieckiem są możliwe. Ja 3 tygodnie temu zostałam mamą przedwcześnie urodzonej Zuzi i poki co nawet nie wiem jak powrocic do blogowania, bo czasu wciąż brak! Mała jest bardzo absorbująca! A czego się nie zrobi dla takiego szkraba :)Bardzo chcielibyśmy wrócić do Tajlandii i dobrze wiedzieć, że jest to z dzieckiem możliwe 🙂

    • Hey Gosia!:) na początek powiem, że zajrzałam od razu na Twojego bloga i aż ślinka pociekła na widok tajskich przysmaków!!! 🙂 po powrocie z Tajlandii też ostro gotowaliśmy miejscowe potrawy, ale ostatnio czasu mniej i troszkę kuchnia tajska (i inna też;)) popadła w zapomnienie, ale chyba musimy wrócić!;)

      Co do podróży, jasne, że się da, a już Tajlandia jest meeeega przyjazna dla maluszków!:) 3 tygodnie to mało i dla dzieciaczka urodzonego w terminie, ale myślę, że jeszcze trochę, jeszcze troszkę i będziecie ze swoim szkrabem też podróżować!:)) i tak jak mówię Tajlandię polecam jako jeden z bardziej przyjaznych kierunków 😉 łącznie z tym, że nie dalej jak wczoraj komentowałam, że łatwiej było mi kupić mleko modyfikowane w T. niż momentami w Warszawie;) (na osiedlu, w małych sklepach, nie jadąc do Rossmanna, Carrefoura, itd) pozdrawiam serdecznie!

  • Ania Pe

    Super wpis! ja sie zastanawiam nad pobytem 4 miesiecznym w Chinach (niedaleko Shanghaju) z moim 11 miesieczniakiem i po tym wpisie czesc moich obaw zniknelo. Co prawda nie boje sie lotu, poniewaz mala majac 7 miesiecy zaliczyla lot z USA do Polski i byl to po prostu cudowny lot, ale boje sie samego pobytu tam – i od strony zywnosciowej, szczepieniowej po bezpieczenstwo na drogach i chodnikach. Po przeczytaniu Waszego bloga nabralam troche pewnosci i musze jeszcze raz usiasc z mezem i przemyslec czy pakujemy sie czy nie 🙂 Dzieki!

    PS. zdjecie ze sloniem SUPER!

    • Cieszę się w takim razie, że dodaliśmy pewności! 🙂 Wow, ale 4 miesiące to długo!!:) super! podróżniczo czy wyjeżdżacie z powodów np. zawodowych? Myślę, że z lotem nie powinno być problemu, a co do reszty.. my jesteśmy teraz w Wietnamie (od piątku), wcześniej 2 tygodnie w Kambodży, której chyba najbardziej się obawiałam. Myślę, że jeśli przestrzega się zasad zdrowego rozsądku wszystko jest OK 🙂 Szczepień trochę porobiliśmy, choć też nie wszystko co niby doradzał lekarz podróży – i dobrze: doradzali np. szczepienie na wściekliznę i branie przez 1,5 miesiąca tabletek na malarię – a tymczasem przez nasze ponad 2 tyg w Azji ze zwierzętami kontaktów bliskich nie mieliśmy, a komary to może 2 widziałam;) życzę Wam w takim razie pomyślnych rozmów i jeśli się zdecydujecie, super czasu w Chinach!:)

      PS. dzięki:) to zdjęcie budzi kontrowersje, ale większość uważa tak jak TY 🙂 my też!:)

  • Jesteście świetnym przykładem tego, że dziecko nie ogranicza, ale wzbogaca! Gratuluję i mam nadzieję, że też mi się to uda 🙂

    • Dzięki wielkie za takie słowa!! 🙂 tak, to prawda, nasze życie się zmieniło, ale nie czujemy się ograniczeni przez to, że zostaliśmy rodzicami 🙂 chcieć to móc:) a Tobie życzę, by również Ci się to udało:) dla mnie kluczowe jest chyba zrozumienie i zapamiętanie, że to dziecko „przychodzi” do nas – do naszego stylu życia, zwyczajów, itd, a nie odwrotnie 😉 pytanie, czego my go nauczymy i jakie życie pokażemy.. serdeczne pozdrowienia! 🙂

  • Karolina

    Fajny wpis. My tez podrozujemy z dzieckiem, teraz ma juz 5 lat. Juz za dwa tygodnie jedziemy po raz kolejny do Tajlandii, tym razem na 6 tygodni.
    Podobnie jak Wy nie dalismy sie wciagnac w spirale strachu przed chorobskami i innym paskudztwem. Z reszta, kazdy kto byl w Tajlandii wie, ze w duzych miastach i na wyspach poziom higieny, i cywilizacji nie odbiega juz od standardow europejskich.
    Goraco pozdrawiam i zycze samych cudownych wspomnien, i wrazen z nowych podrozy!
    A ja bede na biezaco sledzila Wasze wpisy i czerpala inspiracje!

    • Hey Karolina!! 🙂 dzięki!!:) super, że się wybieracie i aż na 6 tygodni!!:) extra! gdzie dokładnie będziecie? 🙂
      co do chorób jak na razie Maks nam się nigdy porządnie nie pochorował (odpukać!) na wyjeździe, tylko raczej w naszym wspaniałym jesienno – zimowym klimacie 😉 życzę suuuper podróży!:) tylko tajlandia czy planujecie skoczyć gdzieś jeszcze w okolicy? 🙂

  • Gosia

    Cudne zdjęcia a najcudniejszy Maksio ;))) My również podróżujemy z naszą pociechą praktycznie od urodzenia a za tydzień Tajlandia. Nasza pociecha ma już 7 lat więc nie panikujemy, ale dzieki Wam nie czujemy się świrnietymi i nieodpowiedzialnymi rodzicami, którzy ciągają swoje dziecko po całym świecie ;)))))

    • Gosia, dzięki wielkie za tak miłe słowa!!:) i oczywiście Maks dziękuje za komplement!!! 🙂 fajnie Wam, że jedziecie zaraz do tajskiego ciepełka!:) przekonałam się po powrocie tam po roku, że uwielbiam to miejsce 🙂 7 lat to już faktycznie poważny wiek, ale oczywiście stereotypowe opinie mogą wskazywać na nieodpowiedzialnych rodziców;) Takie opinie zatem trzeba przełamywać!:) jedziecie w ramach ferii zimowych?? (zawsze mnie zastanawia, jak będzie z podróżowaniem jak nadejdzie czas szkoły;))

  • Tak chcę, kiedyś, jak już będzie maluch na świecie:)
    Fantastyczna podróż, Gratuluję Wam!

    • Dziękujemy!!:) a maluch w drodze czy w dalszych planach? 🙂

      • Na razie jeszcze w planach, nie wiem jak dalekich:) Ale jak patrzę tu na Was i Maksa, to się uśmiecham:)

        • W takim razie cieszymy się!:) będziemy reklamą radosnego, podróżującego macierzyństwa 😉

  • Michalina

    Super blog! My również podróżujemy z naszym synkiem. Gdy miał 5 miesięcy byliśmy na miesiąc w Singapurze i w Tajlandii. W marcu wyruszamy z naszym rocznym już synkiem do Australii, Indonezji i Singapuru. Właśnie jestem na etapie poszukiwania butów na wyjazd dla syna. Jakiej firmy buciki polecacie na takie upały? czy synek miał również jakieś klapki/sandałki po prysznic? Pozdrawiam Michalina

    • Dzięki wielkie!! 🙂 Ale Wam super z tą nadchodzącą podróżą! 🙂 Na ile się wybieracie? 🙂 Przyznam, że nawet nie wiem, jakiej firmy Maks miał buty 🙂 Jedne sportowe sandały, takie na rzepy, kupione chyba w Smyku, a poza tym pod prysznic miał zwykłe gumowe podróbki Crocsów 😉 Niektórzy są zdania, że warto właśnie w Crocsy zainwestować, ale Maks wybredny jest – jak kupiliśmy mu butki Native, które niby z jakiejś super pianki, bezwonne, do wody można wchodzić i w ogóle cuda na kiju za 200 czy 250 zł, to założył 2 razy, a potem był ryk 🙂 zwykłe gumowe klapeczki sprawdziły się b dobrze, a na dłuższe chodzenie sportowe sandałki – i miał teraz jak ma 2,5 roku i właśnie w Tajlandii jak miał 1,5 😉

      • Michalina

        Dziękuję za odpowiedź 🙂 jedziemy na miesiąc, niestety praca ogranicza. Odliczamy już dni do wyjazdu:). Bardzo się cieszymy na Australię. Wprawdzie już tam byliśmy ale tym razem wynajmujemy kampera na 2 tygodnie 🙂 Przeczytałam, że Maks jadł posiłki w restauracjach (tylko był o 5 miesięcy starszy od mojego Hugo, bo on na wyjeździe będzie miał 13/14 miesięcy). Właśnie cały czas się zastanawiam czy dawać mojemu synkowi restauracyjne/hotelowe posiłki czy kupować np. słoiczek i warzywa, owoce. W Australii i na Bali nie będzie problemu bo tam będę mu gotowała ale na Jawie i w Singapurze nie będę miała dostępu do kuchni i tutaj mam mały problem. Natomiast cały czas będzie na moim mleku. Czy Maks miał jakieś problemy żołądkowe?

        • Australia kamperem brzmi super!!:) extra, chyba kiedyś będziemy zmuszeni spapugować Wasz pomysł 😉 My nie jesteśmy bardzo restrykcyjni, jeśli chodzi o restauracje i Maks nawet jak jeszcze roku nie miał to w Istambule jadł też „na mieście”. On dość szybko odrzucił niestety słoiki, więc nie było wyjścia 😉 Niestety – bo w podróży to jednak wygodne 🙂 Patrząc na ilość czasu spędzonego w podróży, Maks nie miał prawie żadnych problemów żołądkowych. Wręcz się śmieje, że częściej problemy z brzuchem / wymioty, mają mało ruszające się z Warszawy dzieci znajomych 😉 Zaliczył ostatnio jakieś 3 dni biegunki i temperatury w Kambodży, ale cały czas nie wiem czy to zatrucie czy przegrzanie.. i to w sumie była jedyna taka sytuacja 🙂 W Singapurze na pewno sporo ryżowych potraw – A Maks właśnie ryżem się w Azji zajadał 😉 kampera zorganizowaliście jakoś online jeszcze w Polsce czy będziecie dopiero działać na miejscu?:)

          • Michalina

            Zarezerwowaliśmy sobie już teraz – online. Najtańszy kamper z łazienką jaki nam się udało znaleźć jest z firmy Cheapa Campa. Czytaliśmy dużo pozytywnych opinii o tych kamperach (że tanie, stare wyposażenie ale sprawne) więc mamy nadzieje, że nie rozpadnie się po drodze 😉

            Za tydzień mogę podesłać linka do naszego bloga podróżniczego bo aktualnie jest w przebudowie 🙂

          • Kamperem po Australii brzmi bosko!!:) też musimy się kiedyś wybrać, więc jak najbardziej poproszę o link do bloga!:) Wrzuć tutaj albo wyślij mi na maila na natalia@tasteaway.pl 🙂

            Ale Wam fajnie!:) Marzec już tak blisko! Kiedy dokładnie ruszacie ?:)

          • Hej! Niestety nasze wakacje dobiegły już końca. Przepraszam, całkowicie zapomniałam Wam podesłać linka. Oto on: http://bakipaki.pl/ i http://instagram.com/bakipaki3000# Australia naprawdę piękna! 🙂

          • Hey Michalina!!!:) Przejrzałam na razie tylko dni, wchodząc na stronę główną, bo dopiero obrobiłam się z zadaniami pracowymi, a godzina już 2.00 w nocy, ale już na pierwszy rzut okaz podróż wygląda super!! i ten kamper, i te zwierzaki w Australii!!! 🙂 Musimy się tam za jakiś czas również wybrać 🙂 Nim poczytam u Was dopytam tylko, jak cenowo oceniasz? bo to chyba główna wada podróżowania po Australii z tego, co słyszałam..

          • Australia jest droga ale w moim odczuciu nie jest droższa od innych europejskich miast. Kampery nie są takie drogie (w Europie jak się orientowaliśmy były droższe) my płaciliśmy 300 zł dziennie (zapłaciliśmy za kamper dla 4 osób z tańszej firmy, a dostaliśmy dużo droższy 6 osobowy z droższej firmy:) ) ale popsuł się po drodze i musieliśmy wykonać wiele telefonów, żeby ściągnęli nas spowrotem do Perth.. Ale te kilka dni na kamperze były rewelacyjne 🙂 Za ropę płaciliśmy 4,80 zł – 5,40 zł. Kempingi z prądem na których nocowaliśmy zaczynały się od 74 zł do 125 zł (raz płaci się za ilość osób a raz za pojazd). Miejsca bez prądu są tańsze ale nie jest to duża różnica. Najtańszy obiad jaki znaleźliśmy w Perth kosztował 22 zł, ale przeważnie ceny zaczynają się od 45 zł wzwyż. Przykładowo: najtańszy chleb tostowy kosztował 5,6 zł, cebula 5,9 zł/kg, dynia 5,6 zł/kg, jogurt naturalny 4,6zł/ 200g, pomidory 17zł/kg, pepsi 6,50zł/1l, karta nano sim data prepaid z Vodafone 6GB – 150 zł, woda 4,10zł /1,5l , banany 7,6 zł/kg, chopsy baranie 40zł/9 szt. Przeważnie produkty były dwa – trzy razy droższe od naszych. Wydaje mi się, że w Europie w krajach z euro są podobne ceny. Na kempingach można spotkać wielu Niemców i Francuzów. Najdroższy jest ten bilet do Australii:) Następnym razem gdy będziemy w Australii (a mocno wierzymy, że kiedyś to nastąpi :)) wypożyczymy sobie dużo mniejszy i tańszy kamper bez łazienki. Nasz syn będzie większy i już nie będziemy potrzebować takich „luksusów” 😉

          • brzmi to wszystko nie najgorzej!!!:) Już pokazywałam mojemu Łukaszowi Wasz blog, że musimy się dokształcić i kiedyś wreszcie Australię odwiedzić 🙂 i chyba też bym chciała kamperem, bo brzmi to super!!!:) myśleliśmy w te wakacje o podróżowaniu kamperem po Norwegii (też jak wiadomo ceny wysokie), ale jeszcze zobaczymy 🙂 super, że tak Wam się udała podróż!:)

    • Anja

      Hej, mam pytanko…jak podrozowqluscie z 4 miesięcznym bobasem po Tajlandii? Chodzi mi o brak fotelików w taksówkach. …

      • to ja się wypowiem, bo my z 6 miesięcznym po Meksyku – najlepiej wynajęty samochodem z fotelikiem 🙂 a po mieście jak Bangkok – cóż dziecko na ręce lub do chusty i tyle chyba się da zrobić 😉

  • kasia

    Podróże z dziećmi są cudowne! My zaliczylismy tripy po Europie na początek, później Tajlandia i Stany, pod namiotami :-). Z dwójka to dopiero wyzwanie 😀 i każdy uważa ze się nie da, a jednak się da.

    • Super!!! 🙂 z dwójką spróbujemy również.. może za jakiś czas 🙂 🙂 na pewno nie przestaniemy podróżować, a drugie jest .. w bliższych lub dalszych planach 🙂

  • Katarzyna

    Słodki Wasz Maks 🙂 Fajnie, że wszystko je. Też tak myślałam o moich dzieciach, ale tajskie smaki im nie podeszły. A słoiczków dla małego jakoś nie mogłam znaleźć w sklepach. Piszecie, że się da podróżować z dzieckiem? Pewnie, że się da. W Tajlandii i Malezji byliśmy z trójką (1, 3 i 5lat) i przyznam, że czasy podróży z jednym dzieckiem wspominam jako bardzo relaksacyjny okres 🙂 Ale tak też jest fajnie!
    Tu trochę na ten temat http://trzyimy.pl/tajlandia-z-dzieckiem/

    Pozdrawiamy 🙂
    trzyimy.pl

    • Cześć Kasia! 🙂 Wszystko jak wszystko 😉 ma swoje smaki, ale zawsze coś tam się znajdzie… chociaż teraz w Birmie już ma dość ryżu na różne sposoby z kurczakiem, satayów itd, więc jak jest opcja makaronu z sosem pomidorowym, to bierzemy 😉 Wow podróż z trójką to wyzwanie! 🙂 super, że są osoby takie jak Wy, które to praktykują, bo my mamy dwie znajome rodziny z trójką dzieciaków i zbyt wielkiej aktywności podróżniczej u nich nie ma.. Muszę do Was zajrzeć jak tylko będę mieć lepszy net, bo w Birmie internetowy dramat;) pozdrowienia!! 🙂

  • Takiego tekstu potrzebowałam, fajnie że spadł na mnie w dzisiejszym feedzie na FB.
    Naprawdę wyczerpujący post, zapisuję w zakładkach.

    • Bardzo się cieszę, że się przyda!!! :))) pozdrowienia i oczywiście powodzenia z wyprawach z dzieciaczkiem :))

  • trzesnia

    Super 🙂 My za miesiąc lecimy do Tajlandii z dwójką – młodszy 1,5 roku właśnie, a starszy 3. Mamy za sobą Meksyk, Kanadę z dłuższych i sporo Europy z krótszych podróży, ale to zawsze z jednym. Odkąd jest ich dwóch trochę nas zatrzymało. Ale nie na długo. Startujemy już w lutym 😀

    • Super :))) Trzymamy kciuki!!!:) Małą różnicę wieku macie. tym bardziej podziwiam 🙂 gdzie się wybieracie?? 🙂 na długo?? 🙂

  • Rafał

    Ja mam tylko takie pytanie logistyczne. Jak z dzieckiem z lotniska w BKK do hotelu? Chodzi mi o fotelik???? Z tego co pamiętam to przepisy bezpieczeństwa, BHP są przez taksówkarzy delikatnie mówiąc pomijane… czy po prostu siedział na kolanach?

    • Dokładnie tak 🙂 Myślę, że w Azji takie „europejskie / zachodnie przyzwyczajenia” trzeba odpuścić 😉 taksówka zdecydowanie bez fotelika, a potem po mieście my najbardziej lubimy (i nasz Maks też) tuk tuka. Samochód z fotelikiem wypożyczyć się da, ale też czasem trzeba obdzwonić kilka wypożyczalni 🙂 Gdzie poza BKK się wybieracie i ile maluch ma?:)

    • Rafał

      Laura będzie mieć w listopadzie rok i 4 miesiące. Plan jest BKK a dalej to Koh Chang albo Krabi… Tu jeszcze decyzji nie ma. Może jak będą dobre ofert to Filipiny… lub Wietnam. Tuk Tuk jest niesamowitym pojazdem nawet w 4 dorosłe osoby nim podrozowalismy 😉 jednak jazd daje niezapomniane przeżycia 😉

      • Tuk Tuk jest super 🙂 i wszystkie kierunki, które wymieniasz również!:)

  • Kasia

    Czy możecie polecić jakiś hotel w Bangkoku w którym są dostępne łóżeczka dziecięce?

    • Hey Kasia!! Wybacz, że dopiero teraz, ale byliśmy na Wielkanoc w Austrii i rzadziej zaglądałam na komputer;) na pewno łóżeczko mieliśmy w hotelu za pierwszy razem, gdy Maks miał 1,5 roku – spaliśmy wtedy tu – http://www.booking.com/hotel/th/adelphi-suites.pl.html
      Myślę jednak, że w wielu hotelach mają łóżeczka, więc jak podpytasz/ sprawdzisz na Booking.com – na pewno coś się znajdzie! 🙂

  • Agag

    A co z przemieszczaniem się po Tajlandii? Jak podróżowaliście poza lokalnymi lotami? Wynajęty samochód / autobus?

    • Hey Agag, u nas to był wynajęty samochód. Z BKK jechaliśmy na północ, potem lot z Chiang Rai powrotny do BKK, i znów samochodem na południe, na Krabi. Łukaszowi bardzo dobrze się jeździło w Tajlandii – chwila by się przyzwyczaić do innego kierunku ruchu, a potem już OK:)

  • gosia

    Super tekst. Właśnie się przymierzamy do wyjazdu do Tajlandii. Docelowo krabi. Jak u was wyglądała kwestia noclegu? Nasz 6latek powinien dac radę w podróży. ..oby:)))