11.52. Półwysep Phranang. Bobas drzemie po wodnych szaleństwach. Łukasz snurkuje gdzieś w oddali. A ja korzystając z ciszy i spokoju, po kilku dniach internetowego detoksu, jestem 🙂 Dawno nas tu nie było z całkiem prostego powodu – od niedzieli leżymy na niemal rajskiej plaży Railay czy może bardziej Phranang w okolicach Krabi na południu Tajlandii. Dzieje się niewiele, więc o czym tu pisać? Pobudka, śniadanie, plaża – bobas szaleje w wodzie, plaża – bobas śpi, czas na relaks dla rodziców, pad thai na obiad, plaża – bobas szaleje, relaks – bobas drzemie, pad thai na kolację… Z tym pad thaiem troszkę przesadzam, ale Łukasz pobił światowy rekord – przedwczoraj zjadł cztery pad thaie jednego dnia! Kto staje do pojedynku z mistrzem? 🙂
Nim tu dotarliśmy, zobaczyliśmy most na rzece Kwai i floating market w Damnoen Saduak w okolicach Bangkoku. Most – jak dla mnie można sobie odpuścić, tak naprawdę nic się tam nie dzieje, a sam most też wielkich wrażeń nie wywołuje. W okolicy nawet nie suweniry, tylko biżuteria, parę knajp, a podróż z Bangkoku w korkach trwa całkiem sporo. Most, który dziś można oglądać i przejść w miejscowości Kanchanaburi, przez który wiodą czynne tory kolejowe, jest późniejszą konstrukcją zastępującą sławny, oryginalny drewniany most wzniesiony przez alianckich jeńców i azjatyckich robotników na polecenie japońskich wojsk.
PŁYWAJĄCY TARG – DAMNOEN SADUAK
Na floating market natomiast wybrać się na pewno warto. W okolicy Bangkoku jest ich kilka, ale chyba największy i najbardziej znany jest ten w Damnoen Saduak.
Wrażenia niezapomniane. Targ czynny jest od rana (ok.8.30) do południa. Im wcześniej się wybierzemy, tym lepiej, bo mniej łódek, mniej turystów, a więcej klimatu. Polecam również tradycyjną łódkę z wioślarzem / wioślarką, nie zaś motorówkę, które troszkę odstają od miejscowego kolorytu, a ich głośny szum uniemożliwia skuteczne przeniesienie się w czasie na pływający targ sprzed lat ;). Chociaż większość wycieczek i turystów wybiera się na floating market z Bangkoku, my byliśmy całkiem zadowoleni, że nocowaliśmy w pobliżu i już w hotelu wsiedliśmy do naszej łódki.
Co do zakupów podczas zwiedzania floating market, na pewno trzeba uważać i MOCNO się targować. Przykładowo: drewniane figurki, które w Chiang Rai kosztowały 40 bahtów (około 4 zł) tutaj szybowały cenowo do 15 zł! Z tego względu my zdecydowaliśmy się tylko na kokosy, w dodatku od najbardziej malowniczej sprzedawczyni 🙂
Z Damnoen Saduak ruszyliśmy na południe, zahaczając po drodze o okolice Samut Songkhram, gdzie trafiliśmy nie tylko na malownicze rybackie wioski, ale również wpadliśmy prosto na tajskie wesele, polaliśmy dłonie państwa młodych tajemniczym eliksirem i zostaliśmy uwiecznieni na rodzinnych zdjęciach 🙂 Maksymilian akurat spał w samochodzie, bo jeśli zdjęcia z nami były taką atrakcją, nawet nie chcę myśleć co spowodowałoby pojawienie się na ślubie małego, białego bobasa. Dla wszystkich, którzy właśnie pomyśleli, że mam wygórowane mniemanie o swoim bobasie: Azjaci szaleją na widok małych białych szkrabów tak bardzo, że obecnie po 3 tygodniach tutaj Maks na widok zbliżających się tłumów z aparatami krzyczy: “Nieee” i macha rękami, odganiając ich jak muchy ;). Poznani w hotelu Francuzi proponowali nam, byśmy pobierali opłaty za zdjęcia z Maksem i dzięki temu opłacili pobyt 😉
Wracając do tematu, poniżej Samut Songkhram i my na tajskim weselu..
Tym optymistycznym, weselnym akcentem już prawie kończymy nasz tajski rozdział. Dziś i jutro opalamy się, pluskamy w wodzie, zjadamy ostatnie pad thaie i lecimy z Krabi do Bangkoku. W niedzielę trzymajcie kciuki za 11 godzin lotu do Helsinek w dzień, gdy aktywność bobasa sięga zenitu. Jak przeżyliśmy i jak ogólnie przeżyć w Tajlandii z 1,5 roczniakiem, pewnie jeszcze napiszę [update: zajrzyjcie TU]. 🙂 Miłego weekendu!












4 Comments
kanimo
Hej! Marzy mi sie taka podroz! Cos wspanialego! 🙂 Zachwycil mnie fakt, ze podrozowaliscie z dzieckiem, i chyba nie powinnam wspominac o tym, ze do dzis obawialam sie takiej podrozy ze swoja 3-latka 😉 Mozesz mi w skrocie powiedziec jak technicznie rozwiazaliscie sprawe walizek (zawsze pelne jezdzily z wami w kazde nowe miejsce?). I jak z samochodami? Wypozyczaliscie w jednym miejscu a oddawaliscie w innym?
Natalia - tasteaway.pl
Hey!:) Tajlandia wydaje mi się naprawdę super miejscem na podróż z dzieckiem, bo Tajowie uwielbiają dzieci, nie ma problemu, by kupić gadżety dla dziecka (nie mówię tylko o pieluchach, ale o soczku, jogurcie, herbatniku itd, co wiadomo maluchowi często potrzebne;)), a tajska kuchnia też daje pole manewru 😉 Więc myślę, że ruszajcie śmiało!:)
Co do pytań: jechaliśmy z walizkami, które zawsze z nami jeździły. Wzięliśmy co prawda trochę za dużo rzeczy (na wszelki wypadek coś cieplejszego – w ogóle się nie przydało), więc jedna walizka siedziała przez większość czasu w samochodzie;)
Co do samochodu wypożyczyliśmy samochód na trasie Bangkok-Chiang Rai (szukaliśmy za pośrednictwem skyscannera)- po drodze zwiedzanie. Potem lot do Bangkoku i samochodem na południe na Krabi. Nie było problemu z oddaniem w innym miejscu, ale za drugim razem w Bangkoku kilka godzin zajęło nam znalezienie wolnego samochodu z fotelikiem dla dziecka;) Ale się udało!:) Polecam taką podróż po Tajlandii z całego serca, my mamy nadzieję jeszcze tam wrócić!:) Jakbyś miała jeszcze jakieś pytania, dawaj znać! Będę kibicować!;)