Ostatnio na jednym z blogów podróżniczych pojawił się ciekawy post na temat wymówek dotyczących podróżowania. Czytaliśmy, czytaliśmy i całkiem jakbyśmy słyszeli niektóre osoby ze swojego otoczenia: nie mogę wziąć urlopu, nie mam czasu, mam tyle do załatwienia, nie mam kasy, nie mamy z kim psa zostawić, może innym razem, itd, itp… Nas jednak najbardziej zainteresował wątek dziecięcy.

Jako, że na podróżach z dzieckiem znamy się chyba całkiem nieźle postanowiliśmy dorzucić swoje 3 grosze do dyskusji… 🙂

Na początek mała retrospekcja: gdy jeszcze nie mieliśmy na pokładzie Maksa, a już lubiliśmy wyjechać tu i ówdzie (od początku lubiliśmy!) zdarzało się słyszeć od nielicznych wtedy dzieciatych znajomych, jak to dziecko zmienia życie, że już nie można sobie tak imprezować jak wcześniej, że nie można ot tak sobie wyjeżdżać, jednym słowem najlepiej kanapa, pilot, ewentualnie plac zabaw pod domem…Co więcej, zawodowo (jako socjolog i badacz rynku) często, podczas rozmów z ludźmi, słyszałam opinie: tak lubiliśmy wycieczki, objazdówki, ale teraz to wiesz, jak z dziećmi to tylko na jakieś leżenie na plaży…

 

Nie mieliśmy swoich doświadczeń i troszkę nas zastanawiało: może rzeczywiście tak jest? może mają rację?

 

Imprezy faktycznie zmieniły swój wymiar – bo ktoś musi zostać z maluchem, bo trzeba pilnować godziny (bo Babcia wiecznie siedzieć nie będzie), bo rano trzeba się nim zająć, bo wreszcie impreza dla matki karmiącej to, uwierzcie, z kilku powodów nie jest szczyt marzeń!;) Ale czemu mielibyśmy przestać podróżować?

 

podróżowanie z dzieckiem

Meksyk, styczeń 2012

 

Postanowiliśmy sprawdzić sprawę na własną rękę, jak to jest z tym podróżowaniem:

 

– gdy Maks miał 3 tygodnie wybraliśmy się na weekend do Kazimierza, potem do Łodzi, Trójmiasta i Krakowa

– gdy miał 2,5 miesiąca ruszyliśmy w miesięczną, samochodową podróż po Europie – cudowne czasy spędzone na północy Francji, Hiszpanii, w Portugalii, Andaluzji, Cinque Terre – moment na podróż idealny, bo mama zastępuje wtedy maluchowi świat cały…

– gdy Maks miał 5 miesięcy ruszył w pierwszą podróż samolotem – na początek krótką (do Włoch!) i już zaliczył odwołane loty, opóźnienia i inne atrakcje

– gdy miał niecałe 7 miesięcy ruszyliśmy do Meksyku…i wtedy rozpętała się burza!;)

 

BO… CHYBA ZWARIOWALIŚCIE, BY JECHAĆ DO MEKSYKU Z DZIECKIEM!

 

Bo przecież z dzieckiem, jak już jechać, to najlepiej nad morze i nie ruszać się z hotelu oraz pobliskiej plaży…

Rozwiewamy zatem mity związane z tym, że dziecko nie powinno jechać w egzotyczną podróż  – pewnie do ukończenia minimum 7 roku życia 😉

 

1) Nie pojadę z małym dzieckiem w egzotyczną podróż, bo nie wytrzyma lotu trwającego 10-12 godzin!

 

Jeśli nie leciałeś ze swoim dzieckiem, to skąd wiesz?

Większość dzieci grzecznie śpi przez wiele godzin lotu, bo samolot przyjemnie szumi… W przypadku niemowlaka, zwłaszcza karmionego piersią szanse na sen są jeszcze większe, tylko mama musi się przygotować na uziemienie, ale w sumie i tak nie ma zbyt wiele ciekawego do roboty.

 

W przypadku starszego dziecka, mamy książeczki, zajmujące przekąski, filmy, rysowanie, puzzle na tablecie czy co maluch lubi.  A jeśli znudzi mu się siedzenie, to co? przecież nic się nie stanie, jak po samolocie pospaceruje! A potem, zmęczony, w końcu zaśnie!

Oczywiście nie będę kłamać: słyszałam w samolocie dzieci płaczące przez 80% lotu, ale z ręką na sercu powiem, że stanowiły mały odsetek. Pozostałe nie miały z lotem żadnego problemu, niektóre wręcz traktowały podróż jak przygodę. Grunt to wcześnie zacząć i przyzwyczajać, przyzwyczajać!

 

2) Może rozchorować się na miejscu, a z dostępem do opieki zdrowotnej tam kiepsko…

 

Jedna z najczęściej powtarzanych obaw, zwłaszcza przez moją mamę. Oczywiście gwarancji nie ma nigdy, małe dziecko rozchorować może się zawsze! Ale jak sądzicie prędzej zachoruje podczas zimnych listopadowych dni w Polsce czy w gorącym Bangkoku? Chyba każdy rodzic, którego dziecko spędza zimy w polskim żłobku / przedszkolu, zna odpowiedź na to pytanie!

W razie mniejszych dolegliwości – katar, jednodniowa gorączka, kaszel – mamy ze sobą apteczkę, o której pisałam tu.

W razie większych szukamy lekarza i taki na pewno się znajdzie, jeśli oczywiście nie pojedziecie do totalnej dżungli. My wolimy mieć świadomość, że opieka zdrowotna jest stosunkowo niedaleko i jesteśmy w stanie tam dotrzeć. Testowaliśmy już pediatrów w Meksyku na Jukatanie i w Istambule, gdzie naszym tłumaczem w kontaktach z lekarzem była hotelowa manager. Da się? Da!

 

podróżowanie z dzieckiem

ulubiony napój Maksa

 

3) Co on będzie tam jadł?  Na pewno się zatruje!

 

Co moje dziecko zje w Tajlandii / Meksyku / Gruzji? Boję się, że się zatruje!  To również opinie, z którymi się spotykamy. Pół biedy, gdy podróżujemy z niemowlakiem (tak jak my do Meksyku), bo mały je mleko, słoiczki i kaszki, które MOŻNA bez większego problemu dostać na miejscu. Ale potem mamy malucha w wieku 1,5 roku lub 2 lat i co? Słoików większość już nie lubi, gotować raczej nie będziemy, więc stołujemy się na mieście..

Stołowaliśmy się w Tajlandii, Izraelu, Turcji… o innych nie wspominam, bo zakładam, że włoskiego makaronu i paelli w Hiszpanii się nie boimy 😉 Nasz raczej średni-jadek zajadał aż mu się uszy trzęsły i w każdej kuchni znalazł coś dla siebie – za ryż smażony z kurczakiem dałby się pokroić! (jak mamusia za pad thaia!) ANI RAZU nie miał problemów z brzuchem, ani jakichkolwiek innych negatywnych wrażeń.

 

Więc o co się boicie? Może Wasze dziecko też pokocha kuchnię tajską, meksykańską czy chińską? Pamiętajcie tylko, że grunt to zachowanie rozsądku i umiarkowania – czyli nie rzucamy pierwszego dnia pobytu małego brzuszka na uliczne jedzenie w Bangkoku, w temperaturze 40 stopni 😉

 

4) Przecież tam jest niebezpiecznie!

 

No właśnie, w TAKIE niebezpieczne miejsce z dzieckiem??!!?? OK, zgoda, nie lubimy narażać ani siebie, ani Maksa – za bardzo kochamy życie. Jedziemy zatem przygotowani – czytamy informacje na stronie MSZ, nie odwiedzamy miejsc powszechnie uznanych za niebezpieczne (patrz np. północne regiony Meksyku), nie kusimy losu. Ale zarazem pamiętamy, że jedziemy do kraju,w  którym żyją ludzie tacy jak my, i RÓWNIEŻ MAJĄ DZIECI!

 

5) Wysoka temperatura i mocne słońce mu zaszkodzi!

 

Są kremy z filtrem, chustki, czapki i kapelusiki na głowę. Są zacienione miejsca, w którym maluch może odpocząć. Nasz jak miał 3 miesiące spędził końcówkę sierpnia w Andaluzji. Zadowolony korzystał z ciepłej pogody. Negatywne rezultaty? Kilka malutkich niemowlęcych potówek, które mogą się pojawić również w Polsce. Zatem kolejny mit: ciach! obalony!

 

6) Mogą go zaatakować “tropikalne” komary i inne bliżej nieokreślone potwory!

 

podróżowanie z dzieckiem

po ataku meksykańskich komarów

 

Mogą. Maksa zaatakowały. I co? Nawet nie zapłakał, nawet się nie zadrapał. Meksykańskie komary miał głęboko gdzieś, tylko dziwnie spoglądali na niego amerykańscy turyści zwiedzający okolice Tulum na Jukatanie;)

Tymczasem synka znajomych komary tak pocięły u dziadków pod Warszawą, że maluszek trafił do szpitala. To co? Może w ogóle nie jeździć i nie wychodzić wieczorem z domu? Wychodzić i jeździć, tylko pamiętać o środkach przeciw i po ugryzieniach – my od czasu Meksyku pamiętamy zawsze!

 

7) Przecież i tak nic nie zapamięta! Jesteście egoistami!

 

To też można usłyszeć. Po co jedziecie? Przecież to dziecko nic nie zapamięta! Po pierwsze, nie wiemy czy to prawda: my wierzymy, że podróże kształcą, otwierają umysły, pokazują różnych ludzi, różne sposoby życia, uczą tolerancji.

Po drugie, nawet, jeśli to prawda, że nic nie zapamięta, to co? Przecież spędza ten czas z rodzicami! Czas w wielu przypadkach lepszy niż ten w domu, bo nie ma pracy, zaległego raportu do napisania, maili do odebrania, prania, prasowania, gotowania, mycia podłogi, mycia łazienki, zakupów, zmywania i tysięcy rzeczy, które sprawiają, że czasem musimy posadzić malucha przed bajką, bo nie mamy wyjścia innego…

Po trzecie, zgodnie z teorią “szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dziecko”, warto być na co dzień troszkę egoistą…:)

 

Podsumowując niby łatwo znaleźć milion powodów przeciw egzotycznym podróżom z dzieckiem, ale “zwycięzca widzi rozwiązanie w każdym problemie”, więc jeśli jeszcze jakieś powody macie, poproszę je na “pożarcie” !:)

 

podróżowanie z dzieckiem

podczas corridy w Estipie, Jukatan, grudzień 2011