Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie właśnie nadeszła pogoda ramenowa. Szaro, buro, wieje jak cholera, a Ty przemykasz w letniej kurtce i zastanawiasz się jak z upału tydzień temu nagle wskoczyliśmy w zimę. Jakim CUDEM??!!? Niby wszyscy mieliśmy dość lata, japonek na stopach i cienkich sukienek, ale jak zwykle nie byliśmy gotowi. I wtedy w taki dzień z pomocą przychodzi ramen. Rozgrzewający, przyjemny w smaku i w konsystencji, z dużą ilością makaronu. Zajadasz i wiesz, że niewiele jest lepszych opcji na obiad w taką pogodę!
Takie mieliśmy wrażenie, gdy wreszcie dotarliśmy do Vegan Ramen Shop. Przyznaję – ja miałam ochotę od miesięcy. Łukasz – zdecydowanie bardziej mięsożerny negował. Ale ostatnio nie jedna, nie dwie osoby radziły “Idźcie koniecznie!”. Nie mieliśmy wyjścia!
Vegan Ramen Shop znajdziecie kilka kroków od Ronda Waszyngtona i od Francuskiej. Parkowanie w tamtych okolicach to jak gra w lotka, ale na szczęście trafiam szóstkę – parkuję szybko i sprawie w sąsiedniej uliczce. Poniedziałek. Kulminacja pory lunchowej, ok. 14.00. Wchodzę – lokal niewielki, ale sprytnie urządzony – sporo miejsc. Raczej barowo niż restauracyjnie. Przyjemnie, jasno.

Podoba mi się menu, bo każdy ramen jest dokładnie opisany, co i jak. Do wyboru 4 rodzaje: Spicy Miso Ramen – gęsty kremowy bulion na bazie miso, sezamu i ostrego chili (28 zł), Creamy Shio Ramen – również gęsty i kremowy, ale w smaku nieco morski przez glony trochę leśny przez grzyby (28 zł). Menu mówi, że jest jak robotnicze wakacje na Okinawie. Od razu masz ochotę sprawdzić, jakie są 🙂 Kolejne dwa rameny to Clear Shoyu Ramen – delikatny i jak głosi karta przezroczysty, na bazie 6 rodzajów grzybów, najgłębszy (30 zł) oraz Tantan-Men – ostry, kremowy i mocno sezamowy (30 zł).
W menu poza ramenem Hiyayakko – przystawka na bazie tofu (12 zł) – do spróbowania nastęony razem. Fasolka Edamame, znana Wam pewnie z niektórych restauracji sushi oraz natto – fermentowana soja (10 zł). Są też wegańskie lody, a na wynos można kupić mochi z czarnym sezamem – po to też muszę wrócić!

Spicy Miso Ramen

creamy shio ramen
Jako zadeklarowana fanka kremowych, zawiesistych, pikantnych ramenów nawet się nie zastanawiam i biorę Spicy Miso Ramen. W środku pieczony batat (pycha!), blanszowany pak choi, kiełki, niteczki chili. Kremowy, zawiesisty, przyjemnie drapie w gardło, aromatyczny, jem z ogromną przyjemnością i prawie do ostatniej kropli. Mocno przypomina mi mojego faworyta z Yatta Ramen. Tylko tu wege, a tam mięso. Łukasz wybiera “robotnicze wakacje na Okinawie”, czyli Creamy Shio Ramen. W misce shitake, nori, szczypiorek, kiełki mung, olej z palonego czosnku. Bardzo wyrazisty… dla Łukasza aż za bardzo. Wyrazisty aż męczący. Czyli jednak Okinawę odpuścimy podczas podróży do Japonii 😉 Ja nie próbuję – zajadam się moim, który dla mnie jest zdecydowanie na TAK, chociaż i tak spicy miso z Yatta nadal pozostaje nr 1 na moim prywatnym podium. Trochę żałuję, że nie spróbowałam Tantan men z tahini, domowym olejem chili, czarnym octem z Chin i pieprzem syczuańskim. Następnym razem nadrobię! Rozpisałam się o smakach i dodatkach, a co z makaronem? Ja uwag nie mam – do doktoratu z ramenów mi daleko, ale jeśli smakuje Wam tak jak nam Yatta, to posmakuje również Vegan Ramen Shop. A jeśli już byliście (wiem, wiem, długo nam to zajęło!), to dajcie znać, który Wy najbardziej lubicie! 🙂
INFORMACJE PRAKTYCZNE:
ul. Finlandzka 12 a
otwarte codziennie 12-21.00
PS. Za dwa rameny zapłaciliśmy 56 zł – paragon gdzieś mi umknął 😉




0 Comments