Dziś nasz ostatni dzień. Obudziliśmy się na 54 piętrze w hotelu, w jednym z bardziej znanych budynków Bangkoku. Napawamy się widokiem na jedno z naszych ulubionych miast. Zapamiętujemy zapach na kolejny rok, a może więcej? Zjadamy ostatniego pad thaia, ostatnie mango sticky rice, ostatnią Singhę. Bangkok to zawsze skrajne emocje. Zwykle jesteśmy tu na początku podróży – pełni nadziei, podekscytowania, pełni planów, pomysłów. Jak wariaci pijemy wtedy sok z kokosa i rozkoszujemy się tutejszymi smakami. Chłoniemy zapach, duszny, specyficzny, ale po tylu przyjazdach tutaj swojski. Bangkok dzień przed wyjazdem jest inny –  trochę smutny, trochę nostalgiczny, bo wiesz, że coś się kończy, że czas wracać, że kolejna przygoda za nami. Jaka była Tajlandia po raz pierwszy z dwójką? Jaka była ponad 3 tygodniowa wyprawa z 3-miesięcznym bobasem?

 

Tajlandia to nasza pierwsza podróż z dwójką dzieciaków, poza małym wypadem do Zakopanego i jeszcze krótszym wyskokiem nad polskie morze. Jak było? Na co zwrócić uwagę? Co jest ważne? O tym jeszcze pewnie napiszę, dziś kilka słów na szybko: o tym, że się da, że można i że jest jeszcze lepiej niż z jednym!

 

Podsumowanie podróży:

26 dni

2 wielkie miasta – Dubaj i Bangkok

7 różnej wielkości wysp i wysepek – na 5 mieszkaliśmy (Koh Phangan, Koh Samui, Koh Lanta, Kon Ngai, Koh Lipe), na 2 plażowaliśmy – Koh Kradan, Koh Rawi

8 różnych plaż – ulubiona na Koh Ngai

6 dni deszczu i ulewy – ale dzięki nim w  Tajlandii spędziliśmy 25 dni, a nie  19 😉

1 powódź  – na Koh Samui, z którego turyści w popłochu uciekali i my też

jakieś 10 różnych środków transportu – samoloty, taksówki, tuk tuk różnego rodzaju, promy, longboaty, speedboaty, autobus, pick-up

1 mężczyzna mojego życia

1 energiczny 5-latek

kilkadziesiąt fochów energicznego 5 latka – wcześniej wspólne podróże były prostsze!

1 trzymiesięczna dziewczynka, której uśmiech niesie słońce nawet w najbardziej deszczowy dzień

kilkadziesiąt głośnych pisków, które nauczyła się wydawa

1 rozcięta pięta – uratowana dzięki plasterkom chirurgicznym – zabierajcie je zawsze!

kilka małych bóli brzuszka – Maks – leczone Coca Colą, ryżem i Enterolem – szybko mijały

milion uśmiechów

masa radosnych chwil

1 Łukasza kolega z klasy, z którym spędziliśmy czas na Koh Lancie

kilku fajnych ludzi, z którymi mogliśmy spędzić choć trochę czasu – z pozdrowieniami dl Asi, Tomka i Helenki, ekipy Our Little Adventures oraz poznanych przypadkowo w knajpie na Koh Lipe – Gosi, Łukasza i Natalki – mam nadzieję, że jeszcze się gdzieś kiedyś spotkamy!:)

niezliczona ilość zjedzonych pad thaiów

niezliczona ilość wypitych soków z kokosa

kilkadziesiąt ugryzień przez komary (Koh Lipe!) i kilkadziesiąt ubitych potworów

2 silne zauroczenia – pysznym panang curry i sałatką z papai – więcej o nim napiszę w kulinarnym poście 🙂

Mango Sticky Rice niemal codziennie przez pierwsze 7 dni

2 przeczytane książki – “Lampiony” Bondy pomagały przetrwać długie godziny na promie, a “Monsun przychodzi dwa razy. Podróż szlakiem pieprzu przez Keralę, Oman i Zanzibar’ Ani Janowskiej sprawił, że już myślę o kolejnych podróżach, a tęsknota za Indiami wzrosła 🙂

12 artykułów napisanych na bloga

1 pięciolatek, który nauczył się snurkować

zero problemów z Jagódką

4 “pierwsze” loty Jagódki i jeszcze dwa przed nami

kilkaset zrobionych zdjęć

1 zniszczone japonki

1 bluza zgubiona podczas ucieczki przed deszczem

strasznie dużo radości i silne przekonanie, że z dwójką podróży będzie więcej i więcej!

 

Jeśli macie jakieś konkretne pytania o Tajlandię z dziećmi, napiszcie w komentarzach – postaram się w miarę możliwości odpowiedzieć na wszystko w naszym poście podsumowującym już bardziej szczegółowo 🙂