To, że lubimy jeść wszyscy już wiedzą 🙂 Jemy na co dzień i jemy od święta, najczęściej na mieście, bo z jednej strony lubimy to, a z drugiej… w naszym zabieganym świecie zwykle brak czasu na gotowanie takich pyszności, jak byśmy chcieli. Gdzie lubimy jeść? Myślę, że mamy takich miejsc całą masę: w Warszawie, w Polsce, w Hiszpanii i we Włoszech, na Węgrzech i w Brugii, w Europie i na świecie.

 

Mamy ulubione miejsca, do których wracamy, ale mamy również określone preferencji, jakie miejsca lubimy odwiedzać. Można powiedzieć, że lubimy skrajności. Z jednej strony uwielbiamy tzw. dobre restauracje (eleganckie, z pysznym jedzeniem i z szefem kuchni, którego bardziej można nazwać artystą niż kucharzem)… szczerze? Jeśli ktoś powie, że nie lubi czasem zjeść w takim miejscu, nie uwierzę mu 🙂 Odwołując się do znanego hasła reklamowego, każdy lubi “podarować sobie odrobinę luksusu”… Chociaż od czasu do czasu!:)

 

Ale uwielbiamy również całkiem inny typ miejsc... restauracyjki, knajpki, bary, które urzekają swoją prostotą, cudownym smakiem prostych, prawie domowych potraw, lokalnością i często również swoistą rodzinnością. Bo takie miejsca są chyba najlepsze, gdy prowadzi je właśnie rodzina i to jej duszę czuje się w każdym daniu. Szukamy takich miejsc niecierpliwie podczas każdej podróży i każdej wycieczki… i co najważniejsze, zwykle znajdujemy.

 

Za co je lubimy?

 

za kuchnię – prostą, bez udziwnień i artystycznie podanych dań, ale zwykle przepyszną

za obsługę – co prawda czasem mniej sprawną niż w tzw. dobrych restauracjach, ale za to zwykle ciepłą i sympatyczną

za właścicieli, którzy pytają jak smakuje, dosiadają się do stolika i chcą wypić z gościem lampkę wina..

za bezpretensjonalność – w takim miejscu nigdy nie martwimy się, że Maks będzie biegał, bawił się, zbyt głośno śmiał, bo takie zachowanie idealnie tam pasuje…

za elastyczność – takie miejsca zwykle są elastyczne i chętnie odpowiadają na niestandardowe prośby – w końcu żaden szef czy właściciel nie zmyje im za to głowy!

 

Jeszcze na Gozo trafiliśmy do knajpki Tal-Furnar Bar & Restaurant w Xaghra, która jest wręcz wzorcem takiego miejsca. By poczuć o czym piszę idealnie zajrzeć właśnie tam, jeśli kiedyś będziecie w pobliżu.

 

Restauracja specjalizuje się w kuchni maltańskiej i hm… gozitańskiej? 🙂 (niestety nie wiem, jak przetłumaczyć gozitan). Tal Furnar jako piekarnia działa na Gozo od ponad 100 lat! I przez cały ten czas należy do jednej rodziny… Słynie między innymi z tego, że posiadają jedyny na wyspach kamienny piec opalany drewnem, w którym przygotowywane są smakołyki. Pieką chleb i “gozitańskie” ftira, czyli rodzaj płaskiego chleba nadziewanego na ostro (kiełbasą, warzywami) lub na słodko (owocami). My niestety ich nie spróbowaliśmy, ale jak się je robi możecie zobaczyć np. tu.

 

Restauracja działa przy piekarni zaledwie od kilku lat i trzeba przyznać, że wygląda dość niepozornie. Kilka stolików na chodniku, tuż przy ulicy… Trochę obawiałam się wybrać do Tal-Furnar Bar & Restaurant na kolację, widząc siebie jak nie jem, lecz co rusz ratuję Maksa przez niechybną śmiercią pod kołami przejeżdżającego obok samochodu. Jednak tłum ludzi, którzy codziennie biesiadowali w tej “niewyjściowej” restauracji mówił sam za siebie. Poszliśmy zatem… raz, drugi i poszlibyśmy po raz trzeci, gdyby nie konieczność powrotu do Warszawy…

 

W restauracji spotkamy na pewno Tony’ego, starszego pana, właściciela, który ok. 23.00 zaczyna dosiadać się kolejno do stolików i zagadywać, jego żonę i córkę. Wszyscy wspólnie donoszą dania, polecają, pilnują, by smakowało… a jak mają chwilę wytchnienia, gdy goście już się zbierają, sami zasiadają przy jednym ze stolików i również jedzą kolację na miejscu. Wiarygodność, zaufanie – kolejne aspekty, za które lubimy takie miejsca!

Czasem w Tal-Furnar odbywają się kulinarne eventy, na które trzeba wcześniej rezerwować stoliki jak chociażby pieczenia prosiaka w ich sławnym piecu. My niestety w tym samym momencie, gdy event się odbywał, siedzieliśmy już w samolocie do Warszawy.

 

Tal Furnar, Xaghra, Gozo

kilka stolików, spokojna uliczka, wieczór- ideał

Tal Furnar, Xaghra, piec

100-letni piec opalany drewnem

Tal Furnar, Xaghra, Gozo

23.30 – my po kolacji, właściciele w trakcie – na stole domowe wino i sławny na Malcie “Kinnie”

Tal Furnar, Gozo, malta, Xaghra

prosty wystrój

 

Co trzeba koniecznie zjeść w Tal Furnar?

 

Zacznę, że mi (i Maksowi również) baaaardzo smakowało zwykle czosnkowe pieczywo z salsą z suszonych pomidorów. Niby nic, niby kromki lekko przypalone, a tymczasem niebo w gębie! Maks wiedział, co dobre i wsuwał jak szalony!

 

Obowiązkowo trzeba spróbować furnaretti, czyli wielkich pierogów z farszem z królika oraz karmelizowaną cebulą. Można wziąć jako przystawkę lub danie główne. Pierogi zapadają w pamięć, są nietypowe i pyszne. Do dziś wspominamy je i my, i znajomi, którzy spędzali z nami wakacje na Gozo. Możecie je podziwiać na górze wpisu, bo w pełni na tak honorowe miejsce zasługują!

 

Fanom zup rybnych i owoców morza polecamy stosunkowo lekką i delikatną aljottę, czyli “gozitańską” zupę rybną z owocami morza i ryżem.

Dzieciom Maks poleca penne (lub spaghetti) z królikiem. Porcja “przystawkowa” jest tak duża, że ja zaspokoiłam pierwszy głód, Maks drugi (już po pieczywie czosnkowym!;)), a następnego dnia jeszcze miał obiad na wynos. Smaczne, choć niekoniecznie oryginalne jest również pikantne spaghetti z pomidorami i maltańską kiełbasą. W karcie znajdziemy również ravioli z “gozitańskim” serem.

 

Tal-Furnar, Xaghra, Gozo

pieczywo czosnkowe i pyszna salsa z suszonych pomidorów

aljotta, Gozo, Tal Furnar

maltańska “aljotta”

Tal Furnar, Gozo, Xaghra

penne z sosem z królika

Tal Furnar, Gozo, Xaghra

spaghetti z pomidorami, czosnkiem, chilli i maltańską kiełbasą

 

Na danie główne… w Tal-Furnar mamy zarówno pyszne mięsa (wieprzowina, jagnięcina) oraz typowo maltańskie bragioli, czyli wołowe zrazy. Zrazy w Tal-Furnar są delikatne, płaty mięsa są cienkie, a w środku nadzienie z mięsem i oliwkami. Łukaszowi ślinka leci do dziś na myśl o nich.

 

Ja zakochałam się w daniu rybnym: ryba z sosem pomidorowym z oliwkami, kalmary i krewetki. Niestety samemu nie do przejedzenia, ale totalne niebo w gębie, nawet jeśli na talerzu wygląda po prostu jak “rybna” góra 😉

 

Tal Furnar, Gozo, Xaghra

maltańskie bragioli

Tal Furnar, Gozo, Xaghra

wieprzowina z figami i sosem Porto

Tal Furnar, Gozo, ryba, kalmary, krewetki

fresh fish mix, czyli świeżo złowiona ryba z sosem z pomidorów i kaparów, krewetki i grillowane kalmary

 

Ogromne porcje w Tal-Furnar i przepyszne domowe wino sprawiały, że na desery nie mieliśmy już dużo miejsca. Udało się jednak spróbować banoffee pie. Deser angielski – w końcu Malta i Anglia trochę wspólnego niegdyś miały ;), a Anglików i dziś na wyspach na potęgę. Banoffee to banany, toffi i śmietana, co zresztą częściowo można wyczytać z nazwy: banoffee = banana + toffee. Łukasz (ja już nie miałam siły + nie lubię bananów!) określił go sformułowaniem “przaśny, ale sympatyczny”.. jednym słowem taki jak Tal-Furnar!

 

Tal Furnar, Xaghra, Gozo, banofi pie

słodkości

 

Tal-Furnar to takie nasze miejsce na Gozo. Jeśli kiedyś tam wrócimy, na pewno zajrzymy na obiad czy kolację. Zwłaszcza, że dodatkowa zaleta tego miejsca to ceny. Makaron-przystawka kosztuje 5-6 euro! To ten sam makaron, którym najedliśmy się wspólnie z Maksem i jeszcze wzięliśmy na wynos! 🙂 Pamiętajcie o nich wybierając się na Maltę lub/i Gozo.

 

Informacje praktyczne:

Tal-Furnar Bar&Restaurant

136 Gnien Xibla Str

XRA 2401 Ix-Xaghra, Malta

tal-furnar-restaurant@gozoliving.com

czynne codziennie 9-23.00 – pamiętajcie tylko o sieście!