O Raju w Niebie chyba nie sposób nie usłyszeć. Ja słyszałam sporo i ciągle gdzieś migały mi ich kolorowe miski (“poke bowle”) pełne kolorowych warzyw, surowej ryby, krewetek i innych cudów. Migała mi ich kuchnia hawajska, o której nie wiem nic, bo na Hawaje jeszcze nie dotarliśmy. Migał mi ich klimatyczny wystrój i stoisku na Nocnym Markecie. Wiedziałam, że prędzej czy później tu trafimy. W niedzielę. Nie było łatwo. Jak zwykle spóźnieni. Jak zwykle nie ma, gdzie zaparkować. Jak zwykle wózek z Jagodą i Maks na hulajnodze pędzący przez centrum Warszawy.
Raj ma adres Nowy Świat 21, ale wiemy, że jest gdzieś na tyłach Nowego Światu. W pośpiechu mijamy ogródek Mąki i Wody. Hotel, w którym kiedyś była Academia de la Lengua i uczyłam się tam hiszpańskiego i włoskiego (David i Cristian – pozdrowienia! :)), mijamy restaurację Gruzja, która średnio mi się kojarzy. I cholera, nie ma tego Raju! Wychodzimy na Nowy Świat – Maks już chce biec do Manufaktury Cukierków, a Raju nadal nie widać. Znów nurkujemy w bramę, idziemy wzdłuż szkoły, stary budynek i wreszcie neon – znaleźliśmy!
Maks kwituje wejście jednym słowem: “Ale tajemniczo!”. Jest wielkie lustro, szatnia jak za dawnych lat, niebieska salka, w której siedzimy i ta większa z klimatem, z kolorowymi fotelami i hawajskimi liśćmi na ścianach… Jest tłoczno, ale mamy to szczęście i punktualnych znajomych i mamy stolik w niebieskiej salce.

Otwieramy kartę. Wiem, że obowiązkowo będzie kolorowy bowl, ale czy coś jeszcze? Smakowicie brzmi dział śniadania, które są serwowane przez cały dzień, ale już 13.00, więc go omijam. Ze śniadań wybieramy tylko Kukui Pancakes dla Maksa – to puszyste pancakes przekładane bananem, masłem orzechowym i toffi, z dodatkiem konfitury porzeczkowej i płatków kokosa (20,80 zł). U nas niestety wersja uboga – tylko pancakes i toffi, i płatki kokosa. Weź tu dyskutuj z 6-latkiem, że pełna wersja byłaby lepsza 🙂 Łukasz na przystawkę wybieram Spam Musubi (17,80 zł) – “hawajski specjał przypominający rolkę sushi” – jest w nim szynka spam, omlet i ryż, zawinięte w wodorosty nori i skropione majonezem wasabi. Z tego, co przeglądamy w Google na Hawajach wygląda mniej atrakcyjnie niż w Raju, ale smakowo jednak zostajemy przy sushi w japońskim stylu 😉


Na początek domawiam też zupę Krem Uala – krem z batatów i mango z chrupiącym plastrem boczku (19, 80 zł). Krem jest bardzo aksamitny i bardzo smaczny – jemy i my, i nasze 8-10 miesięczne bobasy 🙂 Pomimo wielu chętnych porcja jest ogromna i dość zapychająca – chętnie zmniejszyłabym ją o połowę, równocześniej obcinając też połówkę ceny… No dobra, odpuściłabym też te wszechobecną roszponkę, ale co tam roszponka – czekam na bowla!


Z naszej czwórki wyłamuje się tylko Łukasz i zamawia. My bierzemy poke bowle z łososiem i tuńczykiem. Tuńczyk zdecydowanie wygrywa aż zapominam o zdjęciu tego z łososiem! Wybaczcie! Łukasz wybiera Loco Moco – wołowina grillowana w formie burgera serwowana z jajkiem sadzonym, ryżem oraz sosem na bazie mieso i grzybów shitake (29,80 zł – foto powyżej). Wizualnie nie zachęca za bardzo, smakowo raczej nijakie – na to danie raczej byśmy tu nie wrócili. Co innego – bowle! Widziałam je już na zdjęciach, ale dopiero teraz doczytałam, że bowle z surową rybą, warzywami i gorącym ryżem to tradycyjne danie na Hawajach. Wyglądają mega apetycznie! Trzeba sprawdzić czy tak też smakują! Ahi Poke Bowl to miska z tatarem z tuńczyka, świeżymi warzywami, owocami i ziołami (mango, awokado, kokos, ogórek, cukinia, rzodkiewka, sałatka z glonów wakame). Podawana z ciepłym ryżem i sosem sezamowym (29,80 zł). Salmon Poke Bowl ma tatara z łososia, a do tego cukinię, marchew, ogórka, melona, marynowany imbir, rzodkiewkę, grzyby mun, kokosa, również z ryżem i tym razem z sosem owocowo-imbirowym (29,90 zł). Jest też bowl z tofu, z satayami z kurczaka, z omletem czy z krewetkami. Te rybne (z łososiem czy z tuńczykiem) wypadają świetnie i zwłaszcza miska z tuńczykiem sprawia, że chyba całkiem szybko wrócę do Raju!

Niedzielny brunch/ lunch zaliczam do udanych. Nie wszystko zachwyciło, ale dla poke bowla zdecydowanie warto tu zajrzeć, a ja na niego chętnie wrócę. Długo po nim czułam się w przyjemnym sposób najedzona. najedzona, a nie przejedzona! Te kolory, te cieniutko pokrojne warzywa, tuńczyk, aromatyczny sos – chyba wrócę po niego jak tylko wrócimy do Warszawy 🙂
INFORMACJE PRAKTYCZNE:
ul. Nowy Świat 21 (na tyłach NS)
telefon: 502 959 996
godziny otwarcia:
pon 12-22.00
wt – czw 12-23.00
pt 12-22.00
sob – nd 10-22.00




8 Comments
Przepisyzpodrozy.pl
Uwielbiam hawajskie smaki, więc chętnie się tam wybiorę przy najbliższej wizycie w Warszawie!
Na punkcie Salmon Poke Bowl i Ahi Pole Bowl oszalałam już dawno chociaż najczęściej stawiam na wersję domową z dodatkiem białego (albo jeszcze lepiej) czarnego ryżu i ulubionych warzyw.
Natalia
Oj myślę, że wersja domowa może być również przepyszna! 🙂 a w domu też robisz z surowym łososiem / tuńczykiem czy jakoś obrabiasz termicznie? 🙂
Przepisyzpodrozy.pl
Domowe poke robię z surową rybą, ale wybieram taką dobrej jakości, zapakowaną termicznie i przeznaczoną np. do sushi. 🙂
Rafal Knap
Nie chce byc odebrany krytycznie ale to co jest podawane jako “poke” teraz czy w Polsce czy w Stanach/Europienie ma nic wspulnego z prawdziwa poke zaczynajac od skladnikow a konczac na jakosci ryby. Nawet na Hawajach jest ciezko znalesc dobre poke. Na Amerykanskiej Samoa jest odmiana nazywajac sie “oka”…jescze lepsza…:)
Natalia
domyślam się, że w miejscu pochodzenia jest najlepiej, a pewnie wcześniej było jeszcze lepiej 😉 (co tu dużo mówić, komercjalizacja nikomu nie służy ;))…my zakochaliśmy się w rybnych michach chirashi w Japonii i ich próżno szukać w Warszawie 🙂 to chociaż taka namiastka – smaczna zwłaszcza w ciepły dzień 🙂
Ann
Słuchajcie jaki alkohol najlepiej smakuje z tego rodzaju kuchnią?
Natalia
Oj nie mam pojęcia 🙂 Mi chyba by pasowały jakieś kolorowe drinki 🙂