Ostatni rzut okiem na Stambuł.. Tym razem przekraczamy Bosfor i udajemy się do azjatyckiej części miasta.
Oczywiście najpierw trzeba się przed podróżą odpowiednio wzmocnić, więc przed wejściem na barkę czy też tramwaj wodny (jak zwał, tak zwał) w Eminonu, na śniadanie wybraliśmy sycący kebab w małej knajpce Sehzade Erzurum Cag Kebabi na pieszej Hocapasa Sokak 3/A, stosunkowo blisko stacji kolejowej Sirkeci.
Jak głosi nasza kulinarna biblia, ten kebab to rozkosz dla wszystkich wielbicieli mięsa – cag jest tureckim odpowiednikiem argentyńskiego asado czy brazylijskiego churrasco.
W menu niewiele do wyboru, kilka stolików na zewnątrz, ale smak wyborny. Koniecznie trzeba tam zajrzeć – kebab kebabowi nierówny! Wersje są dwie: już gotowy, zawinięty donner lub wersja widoczna wyżej, czyli mięso w formie szaszłyka, dodatki, ostry sos i “naleśnik” do samodzielnej zabawy. Dla mnie opcja nr 2, dodatkowo miło kojarząca się z meksykańskim jedzeniem tortilli :).
Bardzo spodobał nam się również sposób nabijania mięsa na szpikulce. Podczas skrawania, kawałeczki mięsa od razu lądują na “ostrzu”:
Wzmocnieni i pełni energii, ruszyliśmy przez Bosfor w stronę części azjatyckiej, do Uskudar.
Oczekiwania mieliśmy duże – gdzieś wyczytaliśmy, że to właśnie w Uskudar meczety nadal są pełne wiernych. Może wstyd się przyznać, ale liczyliśmy na egzotykę, kobiety jedynie w chustach i coś… innego, trochę radykalnego, trochę egzotycznego. Tymczasem okazało się, że najwięcej kobiet w chustach przechadza się w okolicach Sultanahmet i Grand Bazar, a na promenadzie po stronie Uskudar owszem pojawiają się, ale na radykalne nie wyglądają wcale – eleganckie, wystrojone, plotkują z przyjaciółkami…
Niewątpliwie jednak spacer nad Bosforem po azjatyckiej stronie to miłe miejsce na relaks, znacznie mniej ludzi, ładne widoki, jak np. ten na Maiden Tower, kiedyś latarnię morską, dziś kawiarnię, do której kilka razy dziennie podpływają prywatne łodzie.
Spacer promenadą nad Bosforem, na wysokości przeprawy w Harem, zaprowadził nas dalej na spokojne osiedla (trochę wspinaczki pod górę z wózkiem) i plac zabaw, gdzie obdarowani przez miejscowych herbatką, odpoczywaliśmy, a bobas rozdawał uśmiechy, wskakując świeżo poznanym Turkom na ręce.
Tu dygresja: na liście narodów najbardziej przyjaznych dzieciom Turcy zajęli bezapelacyjnie pierwsze miejsce! Podczas kilkudniowego pobytu liczba osób, która zabawiała Maksa, brała go na ręce, łapała za policzki i w inny sposób okazywała sympatię sięgnęła zenitu. W naszej pamięci najbardziej zapisze się drobny pijaczek spod sklepu monopolowego, który przyszedł wręczyć 11-miesięcznemu Maksowi czekoladowego batona, pani z hotelu, która generalnie nieba by nam przychyliła oraz grupka dwudziestolatków, którzy uznając bobaska za “soooo cute” poprosili o zgodę na zrobienie sobie z nim zdjęcia, a jeden z chłopaków prawie położył się obok Maksia w wózku!!!
Tym samym Turcy wyprzedzili w rankingu Meksykanów i Włochów. Na końcu listy nadal plasują się Francuzi…
Ale wracając na azjatycką stronę Bosforu…
Po dość długim spacerze wreszcie trafiliśmy do Kadikoy, opisywanego przez jedną z naszych specjalistek ds. Turcji jako miejsce “bardzo klimatyczne”. I rzeczywiście takie się okazało… Niewielkie uliczki, stragany ze świeżymi rybami i lokalnymi przysmakami, małe stoiska z małżami, kwiaciarki pokrzykujące i zachęcające do kupna bukietów. Dodatkowo trochę offowo, trochę alternatywnie, nietypowe sklepy i niepowtarzalny klimat.
Oczywiście wyprawa nie byłaby pełna, gdyby nie poszukiwania kulinarne. Cel był jasny: Ciya Sofrasi na Guneslibahce Sokak 43, opisywana jako jedna z najlepszych restauracji w Istambule z niespotykaną kuchnią, dowodzoną przez kucharza z zamiłowaniem antropologicznym, które zbiera przepisy z wszystkich stron Turcji. Trzeba zaznaczyć, że na jednej ulicy można znaleźć trzy restauracje Ciya, ale warto być uważnym i trafić właśnie pod numer 43.
Menu codziennie jest inne – w nasze ręce trafiła karta wydrukowana konkretnie na 1 maja. Zdecydowaliśmy się na spróbowanie po trochu różności, ale najbardziej zainteresował nas zapieczony ryż – taka jakby babka w lewym rogu zdjęcia. W środku był ryż z kurczakiem, rodzynkami i odrobiną orzechów, na wierzchu chrupiąca skorupka, która nadawała daniu wyjątkowości.

takie restauracje pamięta się długo!
Pozostałe potrawy może nie rzuciły nas na kolana, ale warto było spróbować chociażby zielonych śliwek w sosie. Mi bardziej posmakowały desery (coś nowego ;)), choć też specyficzne. Orzechy jedzone wraz ze skorupą oraz bakłażany i oliwki na słodko. Jedliście? Jeśli nie, w Ciya warto spróbować… Wszystko obowiązkowo posypane pokruszonymi pistacjami – wszechobecność pistacji w Stambule to kolejna zaleta miasta 🙂
Podobne menu, aczkolwiek znacznie szersze, można uraczyć również w zupełnie innej części miasta, mało turystycznej, w restauracji Akdeniz Hatay Sofrasi na Ahmediye Caddesi 44). Tam również zjemy nietypowe desery i nietypowe potrawy, ale również iskender kebab czy pyszne kunefe, jeden z najlepszych tureckich deserów – na gorąco, z lekko ciągnącym się serem i oczywiście bardzo na słodko.
.. aż zgłodniałam, a Wy?










4 Comments
Alicja
Ehhhh taki długi komentarz napisałam i się skasował (?):-) Polecam wszystkim wizytę w Stambule! Przyznaję, że nigdy nie byłam jakoś specjalnie ciekawa tego miejsca, na propozycje wizyty w nim mówiłam NIE! Chwile przed wyjazdem jakieś zamieszki,bomby w autobusie… Panika w oczach:-) Ale pojechałam! I nigdy, przenigdy ani przez chwilę nie żałowałam! Stambuł to absolutnie najbardziej niesamowite, magiczne miejsce w jakim dane było mi być. Miejsce, do którego nie można porównać żadnej z europejskich metropolii, czy innych cudownych miejsc… Miejsce, w którym atmosfera, klimat są po prostu niepowtarzalne. W przeciwieństwie do Was, na mnie ogromne wrażenie zrobiło zderzenie dwóch światów, dwóch kultur – z jednej strony Nowy Stambuł, który wydawał się być już wówczas (a byłam tam 7-8 lat temu) tak europejski, z drugiej Stary Stambuł, który nie miał nic wspólnego z “europejskim” klimatem Nowego Stambułu. Zapewne upływ czasu robi swoje.A ja czekam z niecierpliwością żeby zobaczyć jak to miasto się zmienia, jak zmienia się jego kultura, mentalność ludzi, obyczaje… Czekam na rejs po Bosforze, na zapierający dech w piersiach widok z wieży Galata, magiczny relaks w Suleymanive Hamam, szklankę świeżego soku z granata… Czekam i mam nadzieję, że w końcu się doczekam! Piękne wspomnienia mi przywołaliście na dobry początek dnia:-)) Miłego dnia!:-)
Natalia - tasteaway.pl
Alicja, piękne wspomnienia!!! 🙂 aż jeszcze bardziej chce mi się tam wracać! Dla nas również Stambuł to jedno z najbardziej klimatycznych i magicznych miejsc, jakie odwiedziliśmy i też się doczekać nie mogę!!! 🙂
Ewa
Też byłam kilka lat temu w Stambule i jestem po prostu pod wrażeniem niezwykłości tego miejsca! Do tej pory, na samą myśl o tym troszkę przedłużonym weekendzie majowym, uśmiecham się sama do siebie:) jak dla mnie ‘numer 1’! Naprawdę warto tam pojechać! Pozdrawiam 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Dla nas też na pewno w pierwszej piątce naszych odkryć podróżniczych! 🙂 mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tam wrócimy i Tobie również tego życzę! 🙂