No to po majówce… Odpoczęliście? My tak! Stambuł to cudowne miejsce, właśnie na taką przedłużającą się majówkę i na inne okazje też. My na pewno wrócimy!

 

Napisałam już ostatnio kilka słów o restauracji rybnej, do której trafiliśmy w Karakoy, ale teraz muszę zdecydowanie napisać więcej.

Karakoy leży w pobliżu Galata Bridge, tuż nad zatoką Golden Horn . Przemierzając most i przechodząc z bardziej “turystycznej strony” (Eminonu, Sultanahmet), kierujemy się na lewo i lądujemy prosto na targu rybnym. Mokry chodnik, panowie w gumiakach i wszechogarniający zapach ryb i owoców morza.

 

targ rybny w Karakoy

targ rybny w Karakoy

 

Właśnie w tej okolicy zaplanowaliśmy jeden z naszych obiadów. Zaraz za rybnymi budkami, pojawiają się również rybne restauracje. Początkowo usiedliśmy w jednej z nadbrzeżnych – w Akin Balik, również polecanej przez naszą kulinarną biblię “Istanbul eats”. Jednak niezbyt sympatyczna obsługa troszkę nas zniechęciła, więc postanowiliśmy szukać dalej. Karakoy wygląda biednie i, jak mówi przewodnik, nie jest to dzielnica, którą powinno zwiedzać się nocą… Za dnia wszechobecny handel narzędziami, niezbyt czyste uliczki i nasze poszukiwania restauracji Griffin (Tersane Caddesi Kardesim Sokak 45) opisywanej jako seafood oasis (coś dla nas!!!).

 

Troszkę kluczenia wśród samochodów i stoisk z narzędziami, dopytywanie miejscowych i jest! Co prawda nazwa się nie zgadza  – Tarihi Karakoy Balik Lokantasi, ale jest (jak się potem okazuje, jest to dzienna odsłona Griffin).

 

Malutka salka, pani siedząca przy kasie, kręte schody i kilka stolików na piętrze, miejsce nieco przaśne, skromne, chyba rodzinne. Co do jedzenia? Tradycyjnego menu brak – jeden z panów z obsługi przychodzi i pokazuje talerz, a na nim szaszłyki z 3 rodzajów ryb,  szaszłyk z krewetek oraz jakaś rybka. I już. Tyle. Tylko i aż.

 

wyborna rybna prostota

wyborna rybna prostota

 

Szaszłyki okazały się przepyszne. Ryba rozpływała się w ustach, a pomidory skropione oliwą i świeża bułka dopełniły rozkosz.  Poprzedzająca danie główne zupa rybna okazała się tak dobra, że skusił się na nią nawet ząbkujący i odmawiający jedzenia bobas.

Po 2 – 3 dniach testowania restauracji, zauważyliśmy, że nasz przewodnik kulinarny lubi proste restauracje z jednym lub dwoma daniami w karcie (lub nawet bez karty).

 

Jak lubicie prostotę, a nie lubicie ryby, wybierzcie się na koftę, w okolicy Hagia Sofia i Błękitnego Meczetu. Tam znajdziecie Tarihi Sultanahmet Koftecisi (adres: Divanyolu Caddesi 12). My kofty, czyli kulki z mielonego mięsa baraniego lub jagnięcego, jedliśmy  już wcześniej w Egipcie, ale te smakowały znacznie lepiej.

 

kofta, sałatka i zielona papryka

kofta, sałatka i zielona papryka

 

W lokalu tłum ludzi, a wszystko działa jak w zegarku – lecą napoje, leci sałatka, z lodówki kelner wyjmuje talerzyk ostrego sosu. Ląduje zupa, a zaraz potem kofty. Proste i pyszne. Znowu.

 

Nie tylko pod względem kulinarnym, Istambuł to “dla każdego coś miłego”. Każda dzielnica, do której trafiliśmy dotąd pokazała nam inną twarz. Z tego względu fascynująca była około 10-kilometrowa przechadzka od Karakoy po Bebek.

 

zaczynamy spacer i spoglądamy na drugą stronę

zaczynamy spacer i spoglądamy na drugą stronę

 

Z biednego Karakoy, trafiliśmy w nieco biznesowe, uporządkowane (w każdym razie na pierwszy rzut oka) Kabatas, potem w studenckie Besiktas i Ortakoy aż wreszcie do luksusowego Bebek (tzw. Puerto Banus Istambułu :)).

 

inny Istambuł, czyli Bebek

inny Istambuł, czyli Bebek

 

Miasto wielu twarzy… Kolejną twarz pokazało nam Kadikoy, już po stronie azjatyckiej. Już wkrótce zatem krótka relacja z wyprawy do “Azji” 🙂