Poniedziałkowy poranek, rzut okiem na Facebooka, a tam link do Mamadu i tytuł, który oczywiście kliknę “Jesteś matką i masz swoje życie? Słono za to zapłacisz”. No przecież to o mnie! Jestem matką, mam swoje życie, tylko za co mam płacić?? W artykule jest matka, jest jej życie rozłożone na czynniki pierwsze, oczekiwania rodziny i znajomych, wymagania społeczne i mój ulubiony tekst „jesteś matką, nie wypada!”. Tekst jest całkiem mądry, zwłaszcza, że autorka jasno podkreśla, że ona tak nie chce, ale jedno zastanawia… gdy go czytam, mam wrażenie, że inni – społeczeństwo, rodzina, znajomi – sprawiają, że powinnyśmy być idealnymi matkami, żonami i kobietami sukcesu.
A prawda jest taka, że te wymagania, którym musimy sprostać, ten kaganiec idealnej na każdym polu, te wyznaczniki bycia dobrą matką to wcale nie wina innych, tylko nasza. To Ty się na to zgodziłaś, Ty dałaś sobie wmówić, że właśnie taka powinna być Matka Polka Wszechmogąca. To Ty dałaś się zamknąć między patelnią i piekarnikiem, a pokojem pełnym klocków. A może utknęłaś w kuszącym schemacie superwoman, która ogarnia WSZYSTKO i latasz z wywieszonym jęzorem od roboty i żądań szefa przez przedszkole i pediatrę do kuchni, w której kipi zupa na następny dzień? Od dziecka, chorego po raz ósmy tej zimy do męża, który musi przecież w domu zjeść kolację, wykończony po dniu w swoim korpo. Przecież kobieta idealna potrafi nakarmić rodzinę, a jedzenie na mieście czy na telefon jest tylko dla leniwych.
Męczy mnie czytanie o tym, jak to nam, matkom, jest źle, jakie to życie ciężkie jest i ile się od nas wymaga. Dla większości z nas życie wcale nie jest ciężkie, to my je takim czynimy. Robimy sobie źle na własne życzenie. Męczą Cię społeczne wymagania, bo im ulegasz, zamiast powiedzieć: „Mam Was w dupie!” i robić po swojemu. Bo ulega im Twoja koleżanka i Twoja siostra jak kiedyś matka i babcia. I zamiast żyć po swojemu, robisz to, czego inni od Ciebie oczekują. Bo ktoś nam wmówił, że dzięki temu nasze dzieci będą szczęśliwsze, a rodziny trwałe i bardziej udane. Bo przecież mąż nie zostawi “żony idealnej”, która zadba o dzieci, dom, wyprasowane koszule i ciepłą kolację, zostanie z chorym dzieckiem w domu, a po drodze zrobi karierę.
Więc staramy się spełniać wymagania i …
– siedzimy z dziećmi w domu, zamiast zabierać je ze sobą tam, gdzie MY lubimy – nie, to nie musi być plac zabaw, bawialnia, klub malucha, ani kulki. Czasem to dziecko może się dostosować!
– gotujemy po nocach i na wyjazdach, bo przecież mąż sam nawet kanapki nie zrobi, a nasz wychuchany maluch musi mieć zupkę z królika, ciasteczka owsiane bez glutenu, koniecznie dosładzane syropem z agawy. Wszyscy wiedzą, że w sklepach jest samo zło! A na pewno wie o tym idealna matka!
– gadamy za dużo o dzieciach, za mało o sobie i utwierdzamy świat w przekonaniu, że dla każdej matki dziecko jest głównym (jeśli nie jedynym) obiektem zainteresowania. Nudzimy innym o dziecku od chwili, gdy zobaczymy 2 kreski na teście, a potem zastanawiamy się, czemu ludzie przestali widzieć nas-ludzi, a widzą tylko nas-matki?
– na Facebooka ukrywamy się pod zdjęciem dziecka. Nie mamy już nawet twarzy. Na wallu chwalimy się osiągnięciami dzieci – wszyscy już zapomnieli, czym zajmujemy się my
– dajemy sobie wmawiać, co mamy robić – już w ciąży! Przecież Twój mąż ma prawo ingerować w Twój ciążowy jadłospis – nie jesteś już sobą, jesteś inkubatorem dla jego dziecka, a ono przecież nie urośnie na parówkach i czekoladzie, chociaż właśnie na to masz największą ochotę
– ulegamy matkom i teściowym, bo przecież chcemy być idealne – co z tego, że one pracowały do 13.00 i miały czas na zakupy na bazarku, dwudaniowy obiad każdego dnia o 16.00 i sernik co tydzień? My pracujemy do 18.00, uczymy się języków i biegamy na fitness lub na jogę, ale przecież nie możemy być gorsze i też musimy mieć dwudaniowy obiad i sernik… albo nie: bezglutenowe ciasto czekoladowe i orkiszowy makaron z eko warzywami i mięsem, koniecznie prosto z targu
– przestajemy chodzić na imprezy i zapominamy o tym, jakie byłyśmy – zastanawiałaś się kiedyś, w którym momencie największą rozrywką stało się dla Ciebie wino na kanapie albo gorzej… wyjście do sklepu na zakupy??? Kto Ci powiedział, że matka nie może pić i tańczyć na stole???
– nie mamy swoich weekendów, bo nasz plan dnia to obiadek, spacer, kąpiel o określonej godzinie, a w niedzielę obowiązkowo basen dla dziecka i obiad u teściów
– nie chodzimy z koleżankami na kawę, bo przecież nie mamy czasu – jak nie robota, to dziecko. Jak nie dziecko, to robota i tak w kółko!
– znosimy fochy męża, podporządkowujemy się jego wizji życia, bo przecież mamy razem dzieci!
– robimy sobie dziecko – 1, 2 lub 3, a potem dziwimy się, że nie mamy czasu dla siebie i na własny rozwój, że nie śpimy po nocach i nie pamiętamy już, kiedy beztrosko leżałyśmy na plaży, gapiąc się na słońce!
A przecież… Nikt nam nie kazał. Nikt nie zamknął Matki Polki w więzieniu oczekiwań. Nie założył kłódki. To my. To my same to robimy i zapominamy, że „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”. Dajemy sobie wejść na głowę. Mężom, dzieciom, matkom, teściowym, szefom. A potem narzekamy, że życie straszne takie, że matka taka wykończona, że tyle oczekiwań, że jak im sprostać, że zarobiona, że mąż nie pomaga, że nie ma czasu dla siebie. A procent życia w życiu nikły. Nasz wybór. Twój wybór.
Więc ja gotuję wtedy, kiedy mam ochotę, a nie wtedy, kiedy muszę. Nie piekę ciast, tylko czasem muffinki, bo Maks lubi mieszać ciasto. Wolę iść do cukierni (zwłaszcza, że teraz mam DESEO! :)) niż przez 4 dni zjadać z przymusu to samo ciasto. Chodzę na kawę i na sushi, czasem z dzieckiem, czasem bez. Mam przyjaciółki, z którymi nie gadam tylko o dzieciach. Nie kładę dziecka spać o ustalonej godzinie i mam w dupie rutynę – przez 4 lata nie zauważyłam, by przez to moje dziecko było gorsze / mniej szczęśliwe / mniej pogodne / częściej chore niż inne. Zaryzykuję nawet, że to wulkan energii i chodząca radość. Chodziłam z niemowlakiem na spotkania ze znajomymi do Mielżyńskiego i z noworodkiem na sushi. Wyjeżdżałam z Warszawy jak miał 3 tygodnie i z Polski jak miał 2,5 miesiąca. Nadal lubię imprezować – nie na kanapie, tylko na mieście. Chodzę z czterolatkiem wszędzie, gdzie chcę albo bez niego, kiedy mogę. Mam czas dla siebie i mam czas dla swojego związku, a nie tylko dla rodziny. Mam siebie. I nie mów mi, że Ty nie możesz. Że to się tylko tak mówi. Możesz. Zwycięzca widzi rozwiązania w każdym problemie, przegrany problem w każdym rozwiązaniu. To Ty decydujesz, po której stronie jesteś.




171 Comments
asiaya
Nikt nikomu nawet nie kazał być matką, a nie tylko Matką Polką :)) Nie liczę różnych porad życzliwych i rodziny, bo dorośli ludzie chyba nie mogą ich używać jako wymówek dla własnych działań. Trzeba realizować WŁASNĄ wizję życia, nawet na przekór wszystkim. Może tylko partnera lepiej znaleźć z podobną, bo inaczej może być męcząco dla obu stron :))
Natalia - tasteaway.pl
Racja, nikt nie kazał być matką, chociaż, cóż, w PL chyba łatwo odnieść wrażenie, że jednak kazał, bo sama wiesz, że jak w pewnym wieku nie masz to się zaczyna litania pytań 😉 a jak już masz, to najlepiej pytać o drugie 😉 Partner z podobną wizją niezbędny!! 🙂 PS. ale chyba i tak mamy lepiej niż Hinduski, co?? 🙂
asiaya
To dużo zależy od miejsca na drabinie, ale jedno jest wspólne dla wszystkich Hindusek – ogromna presja na posiadanie dzieci. Ogromna, nie do porównania z tym dogadywaniem ciotek w Polsce. Oczywiście SYNÓW!!! Małżeństwo tutaj to po prostu kontrakt i to nawet nie między dwiema osobami, a ich rodzinami. Mają wyraźny cel – przedłużyć linię rodziny. Jeśli kobieta nie może tego zapewnić, jest traktowana jak bubel, który im ktoś wcisnął. Tutaj nie ma uczuć, bo małżeństwo zawierają właściwie obce sobie osoby, a uczucia w teorii mają się dopiero zrodzić w miarę upływu czasu. O ile w ogóle 🙂 Moja przyjaciółka ostatnio jest bardzo w temacie in vitro i mówi, że to złoty biznes tutaj. Ludzie oddadzą ostatnią koszulę, wyprzedadzą ziemię, żeby mieć potomka. I często z gabinetów wychodzą całymi rodzinami – płacząc.
Natomiast już nawet średnio zamożna Hinduska w temacie obowiązki domowe i opieka nad dzieckiem naprawdę się nie przemęcza.
Natalia - tasteaway.pl
rozumiem, że wszystko załatwiają za nie opiekunki i sprzątaczki? A powiedz: wśród młodych bardziej nowoczesnych też nie ma małżeństw z miłości, wszystko kontrakt?? czyli jak z winy kobiety nie mogą mieć dzieci to rozumiem, że koniec?
asiaya
Tak, czasami mają po opiekunce do każdego dziecka (najczęściej w tych wyższych klasach mają dwójkę dzieci, nie widziałam chyba jeszcze trójki). 99% młodych, wykształconych ludzi, których znam, ze stolicy przecież, oczekuje od rodziców, że im znajdzie partnera. To jest dla nich wygodne i nie ponoszą odpowiedzialności ewentualnych nietrafnych wyborów ani ryzyka odrzucenia. Czasami mają potajemnie dziewczynę/chłopaka, nawet wiedząc, że cała rodzina szuka synowej/zięcia. Niepłodność to na pewno wystarczający powód do rozwodu. O tyle dobrze, że przy obecnym postępie nie zawsze można zwalić “winę” na kobietę.
Natalia - tasteaway.pl
No to nieźle! Szczerze mówiąc wierzyłam, że jednak wśród młodych i wykształconych jest nieco inaczej .. i co z tym potajemnym chłopakiem/ dziewczyną, gdy rodzice już znajdą zięcia/ synową? Porzucają czy podwójne życie? PS. A Wy jeszcze długo w Indiach będziecie żyć czy jakaś przeprowadzka w planach ?:)
asiaya
Młodzi i wykształceni, a jak przyjdzie co do czego, lecą do astrologa sprawdzić, czy mogą wyjść za daną osobę. To nie żart. Co do związków przedmałżeńskich – większość wie, że to związek tylko do ślubu i godzi się z tym. Część kontynuuje cichaczem – o ile dziewczyna ma możliwość swobodnego wychodzenia. Baardzo mała zdesperowana część próbuje przekonać rodziców do swojego wyboru. W Indiach nie przetrwasz bez koneksji i rodziny, więc nie każdy jest na tyle zdesperowany, żeby narażać się na rodzinny ban.
Nasz plan jest – Delhi do lipca. Lipiec, sierpień – wakacje (niezaplanowane jeszcze :)) A od września – nowa miejscówka. Nie wiem, jeszcze, jaka. Mam nadzieję dowiedzieć się w tym miesiącu 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Ciężko to sobie wszystko wyobrazić 🙂 No to chyba fajnie, że nowa miejscówka? 🙂 ciekawa jestem bardzo jaka! A w wakacje zakładam, że choć na chwilę pewnie do PL zajrzycie, a wtedy pójdziemy na jakiś food tour po Warsaw;)
asiaya
Bardzo się cieszę na nowe, cokolwiek to będzie 🙂 Food Toour koniecznie!! W końcu będę miała okazję spróbować tych pyszności, które u Was przez cały rok oglądam 🙂
Natalia - tasteaway.pl
🙂 to musi być ekscytujące takie czekanie na miejsce, w którym przyjdzie Ci żyć ;)) daj mi znać jak już się dowiesz 🙂
Justa- tuptam.wordpress.com
Dobrze sobie czasem przeczytac taki tekst i pomyslec, jakie mam szczęście, że nie jestem w klatce 🙂 Mimo, że z dziećmi po uszy, domowego gotowania i ciastek z syropem z agawy 😉 Ale ciągle mam tez siebie, swoje pasje i ta odskocznia daje mi taka radość, że mam energie dla rodziny i odwrotnie- każdy proporcje dobiera sobie tak, zeby byc szczęsliwym! Podoba mi sie własnie taki luz i odrobina szaleństwa w rodzicielstwie 🙂 Po dzieciach widac, czy rodzice szczesliwi- piateczka dla Maksia!
Natalia - tasteaway.pl
No właśnie ja też myślę, że te swoje sprawy są kluczowe 🙂 A jak na Ciebie patrzę to nawet i trójka dzieci, i multum ciasteczek z syropem z agawy nie zamknie Cię w szkodliwych schematach;) piąteczka dla dziewczynek od Maksia!:) Mam nadzieję, że uda nam się kiedyś w Krakowie lub gdzieś indziej zobaczyć 😉
Justa- tuptam.wordpress.com
🙂 Dawaj znać z wyprzedzeniem jak będziecie w Kraku lub przejazdem nawet. My na 2 pierwsze tygodnie maja “gdzies” lecimy, może przez Wawę, kto wie. Ale tak czy siak wybrałabym się do stolicy, może sprawdzę jak to jest z dwójką w pociągu 😉 takie podróznicze wyzwanie!
Natalia - tasteaway.pl
Ooo, gdzie lecicie?:) coś ciepłego?? 🙂 Dawaj do Warszawy z dwójką, zapraszamy!:) ja pewnie będę w Krk jakoś w kwietniu, ale chyba zawodowo, że nawet obiadu nie zdążę zjeść, ani wyskoczyć z Tobą na kawę, ale dam znać jak się coś okaże 😉
Justa- tuptam.wordpress.com
Aj, nie wiem gdzie lecimy. Teraz gdzies blisko, europejsko, jesienia chcemy dalej. Ale jak w końcu mamy mozliwości, żeby gdzies poleciec, to strasznie kombinujemy…chyba musi nas złapać jakaś promocja, albo tzw podrózniczy impuls 😉 Ok, to czekam na info w razie spotkania 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Fajnie! Na pewno będą super wakacje! 🙂 mam nadzieję, ze coś fajnego upolujecie 🙂
Barbara
Nikt nam nie kazał, to prawda. Ale wiele z nas nie oczekuje współczucia, tylko tego, żeby nas docenić. To prawda, że same od siebie wymagamy, ale czy przypadkiem nie dla tego, że żeby od innych wymagać to trzeba najpierw od samego siebie? To prawda, że bardzo się staramy i nakładamy na siebie bardzo dużo – ale czy nie po to, żeby gdy zwrócimy komuś uwagę nie odbiła się ona od nas słowami “spójrz na siebie”. I pewnie za dużo się martwimy i robimy wiele dla innych ludzi i mało dla siebie – ale czy nie dlatego, że właśnie akurat my tak potrafimy kochać? Ja jestem taką mamą właśnie i nie widzę nic w tym złego.
Emilia Ślubowska
“zwrócimy komuś uwagę” że co? Że ich dziecko za lekko ubrane, że nie powinno jeść lodów, że za późno chodzi spać, że w domu bałagan? Czy że za mało myślą o sobie, powinny iść na jogę, wrócić do pracy? Chyba właśnie o to chodzi, żeby nie próbować mam na siłę wciskać w coś, co nie jest zgodne z ich spojrzeniem na świat. Nie mówić im co mają robić, czego im nie wolno, co powinny robić inaczej. Oczywiście tak długo, jak dzieciom nie dzieje się krzywda fizyczna ani psychiczna. Każda z nas inaczej postrzega macierzyństwo, inne rzeczy sprawiają nam radość. I super.
A gdy ktoś powie”spójrz na siebie”? Czy to naprawdę takie ważne, co myślą o nas inni? Dla mnie największą radoscią i docenieniem tego co robię jest moment gdy słyszę “mama jesteś fajna”, “kocham cię”, albo po prosu dostaję mega buziaka jak wracam do domu, do najradośniejszego 2,5 latka jakiego znam.
Natalia - tasteaway.pl
Ja też najbardziej się cieszę, jak słyszę “Mamusiu kocham Cię” albo “Kochana mamusia” i co z tego, że gotuję 2 zupy na krzyż, a inne “pożyczam” od babci albo biorę dziecko na ukochane sushi ? 🙂 Zawsze będzie ktoś, kto w jednej dziedzinie robi więcej i bardziej, a w innej mniej.. a co nakładania na siebie za dużo, robienia wiele dla innych i mało dla siebie – jeśli tak lubimy, to OK, tylko nie narzekajmy wtedy, jakie jesteśmy zarobione i ile mamy na głowie. I nie wymagajmy tego od innych 😉
Justa- tuptam.wordpress.com
O, dobrze to ujęłaś, że kazdy w jakiejś dziedzinie robi więcej, jakos sobie ten czas ustawia i dzieli. A z moim gotowaniem jest tak, że znalazłam receptury na zdrowe dania w “5 minut” i nigdy nie robię obiadów dwudaniowych, w rodzinie jestem znana z dania typu “bulba”…czyli mix wszystkiego 😉
Natalia - tasteaway.pl
Oo i to jest coś dla mnie 🙂
Edyta Zając
Chcę więcej takich tekstów-wszędzie!
Monika
Miło poczytać o tym co mogę a o czym już zapomnialam…Trzeci miesiąc chorób przynoszonych z przedszkola,sniadanka,obiadki,lekarstwa i brak wyjscia z tej sytuacji,bo pomocy w postaci babć i cioć -zero…
Ale wydrukuję sobie ten tekst i oprawię w ramki :)-poprawił mi humor 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Monika, zaraz przyjdzie wiosna!!! 🙂 Mam nadzieję 🙂 trzymam kciuki, by choroby szybko minęły! Fakt polska zima nie sprzyja matkom. zdrówka!!
Monika
Moje bratki cale w sniegu,ale nie tracę nadziei:);)..
> “Monika, zaraz przyjdzie wiosna!!! 🙂 Mam nadzieję 🙂 trzymam kciuki, by choroby szybko minęły! Fakt polska zima nie sprzyja matkom. zdrówka!!” >
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
> Settings
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
> A new comment was posted on Taste Away
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
> Natalia – tasteaway.pl
>
> Monika, zaraz przyjdzie wiosna!!! 🙂 Mam nadzieję 🙂 trzymam kciuki, by choroby szybko minęły! Fakt polska zima nie sprzyja matkom. zdrówka!! >
>
>
> 6:31 a.m., Tue sday March 31 >
> |
>
> Othe r comments by Natali a – tastea way.pl >
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
> Reply >
> to Natalia – tasteaway.pl >
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
> Natalia – tasteaway.pl’s comment is in reply to >
> Monika:
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
> Miło poczytać o tym co mogę a o czym już zapomnialam…Trzeci miesiąc chorób przynoszonych z przedszkola,sniadanka,obiadki,lekarstwa i brak wyjscia z tej … >
> Read more
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
> You’re receiving this message because you’re signed up to receive notifications about replies to disqus_OAkGeYpKix. >
>
>
> You can unsubscrib e
> from emails about replies to disqus_OAkGeYpKix
> by replying to this email with “unsubscribe”
> or reduce the rate with which these emails are sent by
> adjusting your notificati on setting s.
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
> THIS WAS GENERATED FROM rEMAILTEMPLATES
Ela Tworkowska
jest nadzieja, ze po pewnym czasie w przedszkolu odpornośc wzrośnie i chorób będzie mniej, podobno każdy musi przez to przejść. Też jestem na takim etapie ale siostry “starszak” już tak nie choruje
Natalia - tasteaway.pl
Ela, dokładnie tak! Maks zaczął
“edukację” jak miał 9 miesięcy… w tym roku prawie nie chorował.. jakieś kaszle, katary, ale żadnych antybiotyków i dłuższych pobytów w domu od 04.2014… odpukać w niemalowane!!!! 😉
Monika
Mialam tez taka nadzieje i Franio od wrzesnia do grudnia nawet kataru nie mial.. A jak zaczelo sie przed Swietami tak trwa do dziś.A ja jeszcze sie nie przyzwyczailam!!!:)
> “jest nadzieja, ze po pewnym czasie w przedszkolu odpornośc wzrośnie i chorób będzie mniej, podobno każdy musi przez to przejść. Też jestem na takim etapie ale siostry “starszak” już tak nie choruje” >
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
> Settings
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
> A new comment was posted on Taste Away
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
> Ela Tworkowska
>
> jest nadzieja, ze po pewnym czasie w przedszkolu odpornośc wzrośnie i chorób będzie mniej, podobno każdy musi przez to przejść. Też jestem na takim etapie ale siostry “starszak” już tak nie choruje >
>
>
> 6:48 a.m., Tue sday March 31 >
> |
>
> Othe r comments by Ela Tw orkowska >
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
> Reply >
> to Ela Tworkowska >
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
> Ela Tworkowska’s comment is in reply to >
> Monika:
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
> Miło poczytać o tym co mogę a o czym już zapomnialam…Trzeci miesiąc chorób przynoszonych z przedszkola,sniadanka,obiadki,lekarstwa i brak wyjscia z tej … >
> Read more
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
> You’re receiving this message because you’re signed up to receive notifications about replies to disqus_OAkGeYpKix. >
>
>
> You can unsubscrib e
> from emails about replies to disqus_OAkGeYpKix
> by replying to this email with “unsubscribe”
> or reduce the rate with which these emails are sent by
> adjusting your notificati on setting s.
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
>
> THIS WAS GENERATED FROM rEMAILTEMPLATES
Justa- tuptam.wordpress.com
Monika, my też mielismy kiepski pierwszy miesiac przedszkola i tez zero pomocy…a cudna zima mijała za oknem. Teraz tylko katary, czyli nic.będzie lepiej!
Natalia - tasteaway.pl
Hey Monika – wybacz, że usunęłam Twój komentarz o Franiu, ale był jakiś mega rozformatowany i zajmował całą stronę, nie wiem czemu 😉 w każdym razie to nie było przeciw temu, co napisałaś 😉
Agata
Fajny artykuł, ale czemu mężowie są tak zawsze demonizowani…? Są jeszcze tacy co oczekują obiadu z dwóch dań? 🙂 Ja znam tylko takich co wracając z pracy zrobią zakupy, ogarną kuchnie po obiedzie, przelecą po domu z odkurzaczem, a wieczorem wykapią dziecko. I to chyba w dzisiejszych czasach nic nadzwyczajnego.
Emilia Ślubowska
Słuszna uwaga. Nie tylko nie oczekują obiadu, ale też sami gotują, sprzątają, przewijają i dają syropki. W każdym razie “mój” egzemplarz wszystko to robi. Kiedyś napisał kilka uwag do P&G o pampersach, podpisał z imienia i nazwiska, a w odpowiedzi dostał maila zaczynającego się od “Droga Mamo…”. Więc chyba problem jest trochę szerszy.
Natalia - tasteaway.pl
Myślę, że jednak nadal istnieją tacy, którzy oczekują i nie ogarniają.. zwłaszcza poza dużymi miastami, a historia o P&G świetnie to pokazuje 🙂 i nadal znam takich, którzy może i dziećmi się opiekują, ale żonę to chętnie zamknęliby w domu, co by za wiele swojego życia nie miała… myślę, że czasem jest też tak, że oni by sobie poradzili, ale to kobiety na siłę chcą być superwoman 😉
Natalia - tasteaway.pl
Agata, tylko się cieszyć, że takich masz w okolicy, ale myślę, że ci z dawnym myśleniem nadal się ostali 😉 nadal szał w sieci robią ojcowie piszący o tym, jak kochają dzieci i jak się nimi zajmują 🙂 czy matka opisująca swoją miłość i radość z posiadania dzieci też wzbudza takie zainteresowanie?? 😉
Aśka
Niby się zgadzam i też u mnie tak było jak u Ciebie gdy miałam 1 dziecko, zawsze chciałam mieć drugie lecz gdy się urodziło okazało się że to wszystko zmieniło. Nie da się teraz tak jak piszesz. Moje 2 dziecko podczas każdej podróży płacze w niebogłosy! No i tak jak z 1 dzieckiem jeździłam wszędzie, tak teraz gdy nie mam z kim zostawić drugiego dziecka to 10 razy zastanowię się czy mam siłę na pojechanie na miasto i darcie się dziecka w foteliku przez 30 minut w jedną stronę. Plan był inny, ale nie wszystko da się zrobić, każde dziecko jest inne, a gdy jest się matką jedynaka to można się mądrzyć, wszystko się zmienia jeśli ma się w domu minimum 2 małych dzieci.
Natalia - tasteaway.pl
Aśka, mam znajomych z trójką dzieci (nie jednych!) i oni powiedzieliby Ci: “co Ty tam wiesz jak masz dwójkę! Ja mam trójkę!”. Zawsze można powiedzieć, że im więcej masz dzieci, tym trudniej i tym więcej wiesz i można deprecjonować opinie tych, co mają mniej. Ale znam takich, co mają dwójkę czy trójkę i nadal robią wszystko, co lubią, itd. Wszystko pewnie zależy od dziecka. Zrobimy sobie może za jakiś czas drugie to się przekonam 😉
queen b.
To zależy od dziecka. Ja mam jedno, a taki mazgaj, że jak tylko zajmę się czymś innym niż ona to jest ryk. I nie chodzi o to, że tak ją nauczyłam, nigdy nie chciałam być matką Polką, moje dziecko mnie do tego zmusiło 🙁
Lorka
tak, to wszystko zalezy od dziecka,z druga nie mogłam nic zrobic.. teraz podrosla i juz jest ok..mam trzecią i robie 5 razy tyle niz wtedy gdy miałąm tylko dwie
Natalia - tasteaway.pl
Lorka, gratulacje trójki!:) Twój komentarz zdecydowanie daje nadzieję, chociaż ja raczej trójki nie planuję 😉
olalala
Ano właśnie psze Pani 😉 Tu nie chodzi o ILOŚĆ, a “rodzaj” dziecka. Ostatnio ze swoją jedynaczką odwiedziłam koleżankę, która ma dwa maleństwa. I tych dwóch jakby w ogóle w domu nie było – cicho, czysto, sielankowo. A moja córa w dzikiej histerii. I nie dlatego, że strzeliła focha, chciała coś wymusić, odstawiała popis. Po prostu bardzo bała się nowego miejsca, czuła tam ogromny dyskomfort. I co przepraszam miałam zrobić? Przywiązać ją tam do kaloryfera i zakneblować w ramach udowadniania światu, że dziecko wcale mną nie rządzi? Że wcale nie będę się podporządkowywać jej życzeniom? Że właśnie że wypiję tę kawę z koleżanką tu i teraz, bo JA tak chcę? No nie, to ja już wolę być postrzegana jako Matka-Polka. Amen:)
Natalia - tasteaway.pl
No to faktycznie trudny egzemplarz ;)))
jj
No właśnie, nie o ilość chodzi…. 😉 ja z pierwszą córką miałam dość macierzyńskiego i tego, że ona ciągle placze. A teraz mam 2 i myślałam, że już w ogóle z domu nie wyjdę a jest to o wiele prostsze niż z jednym dzieckiem – moim pierwszym płaczącym noworodkiem 😉 Tylko ze ja również nie gotuję codziennie bo nie mam ochoty i sprzątam też tylko wtedy kak mi się chcę ale to chyba kwestia chatakteru
Nie będąc matką też można być wiecznie umeczona i nie mieć na nic czasu. A co do społeczeństwa, to cóż zawsze będzie ktoś niezadowolony. Ostatnio jak bylam w sklepie z moją 1 miesięczna córeczką, to usłyszałam od zupełnie obcej kobiety, że z takimi dziećmi to się powinno w domu siedzieć… 😉
Natalia - tasteaway.pl
Porady obcych w sklepie są najlepsze:) wszyscy wszystkie rozumy zjedli 🙂 Masz rację – bez dzieci też niektórzy są wiecznie zmęczeni i nie mają czasu. Ciekawe, kiedy się obudzą, że życie ucieka!
Ewa
Ja też nie rozumiem, jak kobiety niemal prosto z porodówki jadą z noworodkami do galerii. Lekarze sami odradzają ze względu na bakterie, tłum ludzi z różnymi infekcjami i niewymieniane filtry w klimatyzacji/ogrzewaniu. Moje dzieci zawsze coś łapały po galerii, a były dużo starsze niż kilkudniowe/kilkutygodniowe maleństwa. I nie chodzi o siedzenie w domu, ale na litość boską, nie narażajcie dzieci, które co dopiero były w brzuszku na takie świństwa! Jak już nie możecie wytrzymać bez galerii, to niech mąż zostanie w weekend na 2-3 godziny z dzieckiem…
Natalia
Z noworodkiem nie byłam, ale z niemowlakiem w wózku wielokrotnie.. nie dlatego, że co tydzień muszę kupować nowe ciuchy (ale jak któraś chce, to czemu nie;)), tylko dlatego, że z małym chodziłam na zakupy spożywcze, na kawę z koleżanką czy do Rossmanna – nigdy nie zauważyłam negatywnych efektów. Maks ma dziś 4,5 roku i zdecydowanie należy do mało chorowitych dzieci… może zależy od odporności dziecka?
hanka
To prawda kazde dziecko jest inne. Mam dwojke. Jedynym moim problemem jest jazda samochodem po godzinie 20 z mlodszym, bo tego nienawidzi i tak jak mowisz drze sie wnieboglisy. Natomiast nie zrazam sie tym. Mieszkam na slasku. Podrozuje z nimi wszedzie, bo to uwielbiam i uwazam, ze dzieci to ksztaltuje. Mlodszy nim skonczyl 3 miesiace byl juz z nami na wakacjach w hiszpanii, zwiedzil samochodem Kielce kilka razy, Krakow, Wroclaw, Warszawe i byl nad morzem mimo, ze mamy do niego 600 km. Dalo sie i z dwojka, mimo przeciwnosci. Wszystko zalezy od nas. Co prawda tez czasami mam dosc, ale nie odmawiam sobie wyjsc do kawiarni czy restauracji, bo np boje sie ze ich nie ogarne- a corka potrafi dac w kosc. Ale, to tez jest lekcja dla tych maluchow. Kocham je bardzo i lubie z nimi byc w domu, ale tez nie wyobrazam sobie nie miec wlasnego zycia.
Laura Aleksandra Jada
I nikt nie wezwał opieki społecznej? jak ja miałam małe dzieci to w restauracji czy w autobusie jeśli płakały zawsze się znajdowała jakaś, co chciała policję wzywać, dlatego z chrzestną dziecka nie mamy kontaktu, taka jest…. a potem się dziwią, że oddział onkologii pełen, same tę chorobę ściągają taką zawiścią
Ketmara
jak będzie miała dwójkę to będzie – masz dwójkę możesz się mądrzyć, wszystko się zmienia jak ma się 3, jak będzie miała 3… itd..
Natalia
zawsze się znajdzie ktoś, kto ma więcej :)))
Tatiana || Poszli-Pojechali
Kilka miesięcy temu byłam na szkoleniu, dt rozwoju osobowości, zarządzania biznesem i relacjami w biznesie. Tylko kilka osób (łącznie ze mną, co prawda nie mam dzieci) przedstawiając się mówiły o kierunku działalności zawodowej, planach na przyszłość i pasjach. Większość ograniczyła się do “cześć, jestem mamą dwójki dzieci” albo “cześć, mam syna lat naśćie”. Co w sumie jest smutne. Kiedy dorośli ludzie, nawet z dużymi dziećmi definiują siebie na spotkaniach zawodowych jako rodziców swoich dzieci poobdzieranych z pasji
Natalia - tasteaway.pl
W pełni się z Tobą zgadzam! Ja też to obserwuję jak moderuję wywiady (jestem badaczem rynku) – też większość KOBIET przedstawia się przez pryzmat dzieci.. Mężczyźni zupełnie nie, oni o dzieciach zwykle powiedzą na końcu, no chyba, że są świeżo upieczonymi tatusiami 😉 To z jednej strony urocze, że dzieci są ważne, ale fajnie też mieć coś więcej do powiedzenia o sobie 😉
Magda
Byłam korpoludkiem, który przedstawiał się zawsze przez pryzmat tego co osiągnął w karierze i co zamierza osiągnąć w przyszłości. Teraz mogłabym oddać wszystkie dotychczasowe awanse, nagrody i wyróżnienia, bo stały się dla mnie śmieszne i błahe. Urodziłam dwoje dzieci i totalnie zmienił mi się punkt widzenia. Może nie gadam nonstop o dzieciach (to mnie zaszedł wkurzalo u dzieciatych znajomych, jak ja jeszcze nie miałam swoich dzieci), ale dzieci to moje największe osiągnięcie życiowe. Żaden awans nie może się z tym równać. Kiedyś byłam po stronie tych co się dziwią jak można traktować dzieci jako największe osiągnięcie (przecież każdy może mieć dziecko, nie?), ale teraz wiem, że skoro urodziłam dziecko, to nie ma na tym świecie dla mnie rzeczy niemożliwej do zrobienia.
Natalia
zgadzam się, że dziecko zmienia totalnie punkt widzenia, fajnie, że u Ciebie wpłynęło tak pozytywnie 🙂
Agnieszka MT
Magda, ja dalej jestem korpoludkiem. Moja rodzina jest dla mnie najważniejsza w życiu, i zawsze tak będzie.
Ale nie uważam mojego dziecka za najważniejsze osiągnięcie. Po prostu nie patrzę na rodzinę jako kwestią typu “osiagniecie/porazka”. Bo chyba nie o to chodzi.
Julia Fotso Tacthum
Jak bedziesz matka to zrozumiesz dlaczego tak te kobiety odpowiadaly. Zaden ale to zaden awans w pracy nie da Ci tyle szczescia co dziecko
Natalia - tasteaway.pl
a ja już mam dziecko! i daje mi mega szczęście, ale szczęście dają mi również sukcesy mojej firmy albo sukcesy mojego bloga.. albo chwile z ukochanym albo podróże. Nie potrafiłabym powiedzieć o sobie tylko: “jestem Natalia, mam prawie 4 letniego synka”..
Karol Werner
Czytanie ze zrozumieniem poziom hard 😀
Iza
Dlaczego nikt nie bierze pod uwagę tego, że dla niektórych to właśnie dzieci mogą być pasją? Czy jest w tym coś złego? Nie widzę nic złego w byciu kura domową, i czasem zastanawiam się czy dobrze zrobiłam rozkrecajac swój interes, czlowiek pracujac 10h dziennie, doliczajac do tego dojazdy do pracy to z 12 bedzie, zastanawia sie co jest najwazniejsze, coz moze dla wielu osob poprostu dzieci?
Agata
Robię wszystko na odwrót niż w wypunktowaniu – chodzę na kawę, zakupy i imprezy (od czasu do czasu dla resetu). Mam pracę, męża i dziecko i nie czuję żeby ktokolwiek mnie zmuszał do czegoś.Gotuję kiedy mam czas, w inne dni zamawiam jedzenie do domu. Kolejnych dzieci nie planujemy z mężem, bo tak nam dobrze. Najwidoczniej jestem jednorożcem 😉
Natalia - tasteaway.pl
Piątka zatem, bo widzę, że się rozumiemy!:) chociaż ja trochę myślę o drugim 😉
Ola
O jaa, piszesz o wszystkich moich dzieciatych koleżankach… Ile to ja się nasłucham, jak one mają źle w życiu. Ale czy ktoś im kazał robić dzieci?
Natalia - tasteaway.pl
A no dokładnie! 😉 Nikt 🙂
Maria
Niestety nie do końca mogę się zgodzić z tekstem. Dopóki nie miałam dziecka, posiadała pewną wizję jak bym chciała, żeby wyglądała moja przyszłość z dzieckiem u boku. Wyobrażałam sobie, ze wszędzie go ze sobą zabieram, mam czas żeby zadbać o siebie, zeby wyskoczyc na fitness, czy poczytac ksiazke. Nie wzięłam tylko pod uwagę jednego, ze moje dziecko nie będzie chciało wszędzie chodzić i w każdym nowym miejscu będzie reagował ze strachu histerycznym placzem. Niestety w takim przypadku ciężko jest zabrać dziecko do restauracji czy do koleżanki do domu. Za każdym razem ten sam schemat. Płacz i godzinna histeria. Wolę ograniczyć jemu stres, poczekać aż podrośnie i będę mu wstanie wytłumaczyć, ze nic mu nie grozi, a sobie oszczędzić związanych z tym nerwów. Druga sprawa to robienie cos dla siebie. Jak się nie ma z kim zostawić malucha, a przy nim też ciężko jest cokolwiek dla siebie zrobić,,bo on absorbuje całą moją uwagę, to też łatwo jest planować i mówić, ze mogę wszystko. Nie, nie mogę… świadomie podjęłam decyzję, ze będę gotować dla dziecka, bo nie wyobrażam karmić go smieciowym jedzeniem, a za kilka lat plakac, ze ma słaba odpornosc i ciągle jest chory. Nikt z mojej rodziny, ani z rodziny mojego męża nie kwapi się by zostać z dzieckiem. Co też mnie dziwi, zawsze myślałam, ze chętnie będą sami spędzać z wnukiem czas. Mąż wraca późno z pracy. Niani nie zatrudnię, bo mnie na to nie stać, do żłobka nie oddam, bo tak jak już pisalam wejście do sklepu kończy się placzem. Dziecko soedza ze mna 98%czasu, jest silnie ze mna zwiazane. W związku z tym uważam, ze fajnie sie takie rzeczy pisze, jak ma się dziecko, które nie jest problemowe i ma się wsparcie rodziny. Na pewne rzeczy zwyczajnie nie mamy wpływu i choć bardzo bym chciała pojawiać się swobodnie w miejscach publicznych i gościć u znajomych,to się nie da..
Katarzyna
Ha, tak czytam i czytam i pewnie napiszę swoją wersję 😉 Mam chyba szczęście, bo w ogóle nie odnajduję się w tych “utyskujących” częściach artykułu. Mój mąż gotuje lepiej, niż ja. Porządek czasem mam, czasem nie i nikt z tego powodu nie umiera. Podróżuję z rodzinką, kiedy możemy. I jest pozytywnie. Ale wcale nie tak lekko! Nie narzekam, bo to normalne, gdy zajmujesz się nie tylko sobą, ale jeszcze dodatkowo małymi ludźmi – czasu ubywa. Ale na przykład na sushi z dziećmi zbyt często nie chadzam – dla nich to może nawet frajda, ale ja nic nie zdążę zjeść! W ogóle wyjścia z trójką małych dzieci do restauracji są dla mnie mało zabawne 😉 Nie rezygnuję ze swoich pasji, ale mam na nie czas głównie po 20.00 kiedy maluchy już śpią. Z pewnością nie jestem super Matką- Polką, a mimo to zajmowanie się dziećmi (które chciałam mieć) wymaga dużo czasu. I nie jest to powód do narzekania. To jest fakt.
Pozdrawiam serdecznie wszystkie zestresowane i te wyluzowane mamuśki
Katarzyna
trzyimy.pl
Natalia - tasteaway.pl
Hey Kasia!:) trójka na pewno wymaga czasu!!! ale widzisz kluczowe jest to, że Ty się z tego cieszysz i nie jęczysz i nie narzekasz 🙂 to tylko czapki z głów!:)
Katarzyna
Sprowokowałyście mnie z Mamadu do refleksji i sama siebie zaskoczyłam moim stosunkiem do Matki-Polki (zawsze wydawało mi się, że jestem na “nie” i kojarzyła mi się przede wszystkim z przewrażliwioną mamą). Dużo punktów stycznych, ale bez 100% zgodności z Twoim punktem widzenia. On chyba się zmienia wraz z ilością dzieci, tak myślę. Więc ciut w obronie Matki-Polki 😉 http://trzyimy.pl/wiadro-zimnej-wody-matko-polko-na-twa-glowe/
hm, gdzieś usłyszałam, że reprezentuje gat. na wymarciu…
Pozdrawiam 🙂
Katarzyna
trzyimy.pl
p.s. jesteś niesamowita, kiedy znajdujesz czas, by odpowiedzieć na wszystkie komentarze?
Natalia - tasteaway.pl
Hey Kasia! 🙂 ja też się czasami poświęcam i moje dziecko jest dla mnie najważniejsze, jeśli miałabym wybierać 😉 na razie wszystko ładnie ze sobą współgra, może będzie inaczej przy 2;) co do PS. dzięki 🙂 dobra organizacja 😉 chociaż jakbym na wszystkich tekstach miała tyle komentarzy, to bym nie dała rady..;) ale jedzenie i podróże budzą z oczywistych względów mniej emocji 😉
zBarcelony
Brawo Natalia!!!!!
Natalia - tasteaway.pl
Gracias!:)
Justyna Sniezek
Ale się uwzięłaś na te bezglutenowe produkty, Natalia 😀
A tak na serio, to mam koleżankę, jeszcze z liceum, która jak tylko wyszła za mąż, z imprezowiczki i fajnej, towarzyskiej babki zmieniła się w taką właśnie Matkę Polkę, której wymówką, żeby nie iść z koleżankami na drinka stało się marudzenie w stylu “muszę wypracować mężowi koszule” albo “muszę zrobić mężowi kanapkę”. Tak, jakby sam nie miał rąk. Absolutnie wypadła z życia towarzyskiego (nie widziałam jej od 4 lat). Mam też takie kobiety w rodzinie. Nigdy nie zajmą się własnymi pasjami, zainteresowaniami, bo “ktoś musi zająć się domem”. To smutne, że bycie żoną czy matką stało się dla wielu kobiet jedyną tożsamością i to jeszcze taką, której nie raz same wcale nie lubią…
Natalia - tasteaway.pl
Dzięki Justyna za ten komentarz, bo pojawiło się głosów, że “Natalia, ten schemat już nie istnieje, nie ma czegoś takiego jak Matka Polka” – a jednak! Myślę, że ten model ma się całkiem dobrze! Mnie tylko fascynują te przemiany z towarzyskiej i imprezowej na tzw. kwokę.. oczywiście nie podczas pierwszych miesięcy życia dziecka, bo ja wtedy też nie miałam ochoty na imprezowanie do 4 rano na mieście 😉 (chociaż byłam na weselu przyjaciółki jak Maks miał 3 tyg)..ale potem? czemu nie? czy to znaczy, że wcześniej tylko udawały, że lubią wyjścia i imprezy??? może po to, by złapać męża? 😉 żart oczywiście, ale może niektórzy tak mają 😉
Mama w domu
Dołączam do grona matek nieidealnych! A co do tekstu, że mąż nie zostawi “żony idealnej” to znam mnóstwo przykładów na to, że niestety panowie opuszczali swoje żony, które były “zbyt idealne” – nie wszyscy mężowie tego oczekują, bo niekiedy kobiety w swoim ideale zapominają o drugim człowieku.
Natalia - tasteaway.pl
Masz całkowitą rację! i witaj w naszym fajnym gronie 🙂
Sylwia P.
I do tego każdy inaczej definiuje słowo idealny. Mężczyźni jeszcze inaczej niż my. jak to kiedyś powiedział jakiś facet (mniej więcej tak to brzmiało) : “od wyczyszczonych idealnie przez żonę fug między kafelkami jeszcze facetowi nie … no wiadomo ;)”.
Będę mówić, że jestem idealna bo daje z siebie wszystko 😉 ale życie nauczyło mnie również, że te fugi to sobie możemy wsadzić … a i tak nic nie dadzą. Bo to nie o to chodzi. I do tego mężczyźni boją się idealnych kobiet.
Wybaczcie “prawie wulgaryzmy”, ale miało być dobitnie 😉
Natalia - tasteaway.pl
świetny tekst Sylwia, pożyczam!!! 😉
Sylwia P.
życie 😉 Pożyczaj. Pozdrawiam i zapraszam do siebie 🙂 http://www.maciejko.eu
Sylwia P.
Można się zachłysnąć dzieckiem, bo sama tak miałam/mam. Ale nie można rezygnować z siebie. Bo później gdy zniknie dziecko za nascie lat…nie zostanie nic. Mie zniknie naprawdę tylko w kazdym roku będzie odkrywało siebie. Az dorośnie. Nie wspominając o tymze zyjąc tylko pieluchami to mozna zwariować. Moj akurat lubi rutyne. Sprawdza sie u nas. Ale to zalezy od rodzica c. Kobiety… nie znikajmy na naście laat po urodzeniu tych maluchów. 🙂 bo warto żyć. I uczyc to dziecko jak zyć a nie jak życie odtwarzać 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Bardzo mądry komentarz Sylwia!:) Jeśli teraz nie zadbamy o kontakty z naszymi znajomymi i przyjaciółmi, kto nam zostanie za te kilkanaście lat, kiedy nasz synek na pewno będzie wolał czas z kolegami ;)?
Sylwia P.
Dziękuję. Oczywiście już pomijając cały stereotyp jaki byśmy ukształtowali w oczach dziecka. Uważam że jestem kobietą/ matką która cała siebie poświęca dla dziecka i męża (szczególnie teraz na emigracji) ale dziecko wie, że mama kocha robić zdjęcia i wtedy nie skacze jej się po głowie. I kocha czytać książki, więc można usiąść obok ze swoją. mama i tak zacznie czytać dziecku Kubusia Puchatka tak jak ono chce- ale niech on wie. itd.,itd. Gdy mama ćwiczy, dziecko też ćwiczy ale po swojemu. Swoje życie to pokazanie dziecku jak dodatkowo poza placem zabaw może wyglądać życie dorosłych.
ps. no ale w restauracjach to już trzeba dać dziecku telefon do pogrania by się nie przekrzykiwać, między jego prośbami. Tu moje nie usiedzi za długo grzecznie Z Sushi je tylko ryż, no ale nie ma jeszcze 3 lat więc jest ok 😉
Natalia - tasteaway.pl
Nasze też często w knajpie dostaje telefon, ale czesto też wybieramy miejsca pro dziecięce, więc tam ma kącik i inne zabawki niż w domu, więc chętnie się bawi 😉 A jak już ma partnera do zabawy w tym samym wieku to jakby go nie było 😉
Magda
Natalio, bardzo interesuje mnie to, co piszesz. Zastanawia tylko to, jak organizujesz sobie codzienność, aby mieć czas dla siebie, na wyjście na weekendową imprezę, kawę z koleżankami, czy randkę w mieście? 🙂
Mąż, duża rodzina a może opiekunka?
Natalia - tasteaway.pl
Rodzinę mam bardzo małą, ale mam mamę- babcię, która chętnie zajmuje się wnukiem i dziadków, którzy również czasem się zajmują 🙂 kawę często załatwiam w godzinach pracy 😉 gdybym nie miała babć pewnie szukałabym opiekunki / koleżanki-cioci, dogadywałabym się z Łukaszem, ale my lubimy razem wychodzić, więc jak już wieczór na mieście, to raczej babcia /dziadkowie 😉
mikolajek
Mi nikt nie kazał ale ja sama chcę być matka polka! 😀 u mnie wprost przeciwnie, wszyscy stwierdzają (bo nawet nie pytają) że nie mogę już się doczekać powrotu do pracy, że zmęczona jestem a dziecko to poświęcenie… I są bardzo zdziwieni jak zaprzeczam 😉 ale ja lubię gotować kolację, prasowac koszule, piec ciasta, mam znajomych którzy mogą wpaść i zawsze znajdą obiad albo dobre ciacho, piwo i towarzystwo. Nasze dziecko boi się obcych, marudzi wieczorem, dlatego znajomi przychodzą do nas, mała spać a my gramy w planszówki 😀 Ale masz rację, nikt nikomu nic nie każe, jesteśmy kowalami swojego losu 😉
Natalia - tasteaway.pl
Hey Mikołajek! jeśli Tobie jest w tym dobrze, to tylko się cieszyć 🙂 Ja Cię o tyle rozumiem, że mnie również nie męczył macierzyński i też mi się wcale nie śpieszyło do powrotu do pracowania (nawet, jeśli to było zakładanie własnej firmy)… ja do takich zadowolonych Matek Polek nic nie mam, tylko do tych narzekających, ile to społeczeństwo od nich wymaga 😉
weekendowi
Trzeba pielęgnować te swoje fajne cechy – dla siebie, dla partnera. Nawet dla własnego dziecka. Nie wyobrażam siebie ograniczonej do roli matki. Lubię być aktywna, często jestem poza domem – przyjaciółkami, na siłce, na randnce z mężem. Dawno przestałam przejmować się opiniami innych, idę swoją ścieżką i taką siebie lubię:)
Natalia - tasteaway.pl
super, piątka!:)
Karol Werner
Ej, dobry tekst, wiesz? 😉
Natalia - tasteaway.pl
Ej, dzięki wielkie 🙂
wkrainieteczy
No coz, jestem matka nieidealna i dobrze mi z tym:-) gotuje na przemian z mezem, sprzatanie to “outsourcing” 🙂 dziecko zabieramy gdzie sie da, zwlaszcza w podroze 😉 jak sie da to zostawiamy pod opieka. I wszyscy, lacznie z mezem i dzieckiem jestesmy szczesliwi! Pozdrawiam 🙂
Just
Lekka przesada chyba. Nie jest az tak zle. Za dużo w tym uogólnienia. Kazda matka (nie koniecznie matka-polka) wie, ze to lekka orka na ugorze. Nawet jeśli wychodzisz, dbasz o siebie to co ? Nie czujesz już zmeczenia ? Dzieci nagle przestają draznic i stajemy się lepsze ? Bzdura. To tylko chwilowy reset. Kwestia człowieka jaki reset lubi. Czy impreze. Czy wieczor z ksiazka. Nie uważam żeby bycie matka az tak bolało.
Natalia - tasteaway.pl
Dzięki temu, że wychodzę i mam swój czas, dziecko drażni mnie zdecydowanie rzadziej. Nie jest to dla mnie chwilowy reset, tylko ważny element życia.. A bycie matką w ogóle nie boli, boli to, co czasem próbujemy z tego zrobić… i jak widać po komentarzach takie zachowania dostrzegam nie tylko ja 😉 pozdrowienia!
Healthy Life Connoisseur
Dobry tekst:) szczególnie dla kobiety w ciąży, której wszyscy doradzają z każdej strony…. no i zaczyna się, Wszyscy powtarzają “sama zobaczysz, jak się urodzi, latwo powiedzieć, jak jeszcze nie masz!!”. Grunt to trochę luzu i jakiś własny styl, a nie brnięcie ślepo za tym, co mówią inni. Oczywiście cenię sobie dobre rady, ale niech nikt nie układa nam życia!
Natalia - tasteaway.pl
Jasne, zgadzam się! W ciąży to rzeczywiście od dobrych rad można oszaleć! Mnie chyba najbardziej śmieszyły porady w stylu: “no ale dziecko powinno spać w pokoju z rodzicami”, “chyba nie będziecie podróżować z takim maluchem” od osób, które dziecka nie miały ;)) aaa, i porady na temat diety kobiety w ciąży lub matki karmiącej, szał! 😉
AddictedtoPassion
No własnie wreszczie ktos mądrze napisał. Czasami jak słucham opowieści koleżanek jak one to mają źle i nie dobrze, to się zastanawiam, czy one przed zajściem w ciąże o tym nie widziały, czy faktycznie nie umieja sobie życia zorganizować? Ja wiem ile jest pracy przy dzieciach, ile wymagaja poświęcenia, jak ograniczają i ile kosztują. Dlatego nigdy świadomie bym się na nie nie zdecydowała. Tak, to moje życie i mój wybór. Jestem mega szczęśliwa bez dzieci, mam najwspanialszego męża pod słońcem, (który na szczęście podziela moje zdanie), realizuje swoje marzenia, robie to na co mam ochotę i naprawdę nie chce tego zmianiać. Nie ma dla mnie póki co argumentu za posiadaniem dzieci. A i żeby nie było uwielbiam dzieci, ale czyjeś, tak na godzinke, dwie, może nawet na dzień, ale nie NA ZAWSZE 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Bardzo mądry komentarz, dzięki! Każdy wybiera swoją drogę.. mnie strasznie zawsze irytował model: studia, praca, mąż, dziecko.. i wszyscy znajomi jak jeden mąż brali ślub w jednym roku, a potem wszyscy się rozmnażali 😉
Nalka
bardzo fajny tekst, przyznam się, że jako osoba bezdzietna nie mam ochoty w kółko słuchać o dzieciach, cenie bardzo te kobiety co potrafią powiedzieć że mam dziecko ale też pasje. Spełniona zawodowo i hobbistycznie mama jest o niebo szczęśliwsza niż mama która spełnia się tylko przez bycie mamą, a wiadomo zadowolona mama to i zadowolone dziecko i zadowolony mąż. Ale wydaje mi się że część osób nieświadomie wchodzi w pewne schematy i budzą się gdy już wszyscy się przyzwyczaili do takiego stanu rzeczy. sama się kiedyś tak obudziłam między garnkiem a odkurzaczem ale mój własny partner mi powiedział że nic się nie stanie jak zjemy mrożoną pizze zamiast domowego obiadu i świat się nie zawali jak przez 7 dni nikt nie odkurzy, więc czasami warto zrobić pizze mrożoną na obiad a resztę czasu przeznaczyć na rower, motocykl lub malowanie obrazów.
Natalia - tasteaway.pl
Amen! 🙂 a co do właśnie relacji bezdzietni versus ci, co dzieci mają często słucham od bezdzietnych znajomych, że mają dość słuchania, dość podporządkowywania wszystkiego pod drzemki, itd. I ja ich rozumiem 🙂
Ania
Jeszcze jako bezdzietna musiałam często dopasować się do planu dnia znajomych, którzy mają psa! I każdy to rozumie, że psa trzeba wyprowadzić, nakarmić, że nie można zostawić zbyt długo samego, że jeżeli wyjazd to tylko w miejsce przyjazne psom… I z tym się nie dyskutuje, bo to żywe stworzenie przecież i wymaga opieki. A dziecko? Naprawdę tak ciężko zrozumieć, że potrzebuję drzemki, albo jedzenia?
Natalia
A jedzenie to musi być koniecznie o 15.15, a drzemka o 19.20??? 😉 bo moim zdaniem nie!:) i koniecznie w swoim łóżeczku? 😉
Ewa
zależy od dziecka, moje, dla swojego i mojego dobra, tak, musi mieć drzemkę o stałej godzinie i sen wieczorny też. I wtedy też się da, bo wiem kiedy śpi, a że wieczorem śpi już od 18 to ja też jestem wolna 🙂
Mcaga
U mnie to samo – staralam sie miec gdzieś plan dnia rutyne (nie nawidze!), ale to byla meka dla M. i dla mnie. Po kilku mcach odpuscilam. No jasne, ze nie co do minuty, ale tak do godziny. Teraz siedze 2-3h godziny plackiem w domu podczas drzemki, niestety, ale tak lepiej dla wszystkich.
Natalia
Mcaga, w takiej sytuacji rozumiem.. jakbym próbowała i byłoby źle, to pewnie też bym jakąś rutynę wprowadziła.. mój egzemplarz jakiś był anty-rutynowy chyba po rodzicach 😉 a w wózku na spacerach nie chciał Ci drzemać? U nas to zawsze był najlepszy patent.. w domu mniej chciał spać niż w wózku 😉
mama z 2+7
ach ta samorealizacja über alles 😉 bardzo współczuję… szczęśliwa matka Polka z wyboru.
Natalia - tasteaway.pl
samorealizacja i bycie szczęśliwą matką się nie wykluczają 😉 pozdrowienia! 🙂
Monika Chrzanowska
Cześć. Mam na imię Monika i na profilowym widnieje moja gęba. Lubię wyjść z domu bez dziecka. Pracuję zawodowo i mam swoje “niedziecięce” pasje, zainteresowania.
Jestem matką i mam dziecko, a nie, że jestem matko-dzieckiem.
Natalia - tasteaway.pl
Ostatnie zdanie jest mistrze 🙂
matka
Tak, wszystko fajnie, tylko gorzej jak nie masz kasy żeby iść na sushi i na to żeby zamówić obiad zamiast gotować go po nocy. Nie masz z kim zostawić dzieci żeby iść na fitness. Gorzej jak masz problem w pracy, że Cię znowu nie ma, bo dzieci chore i musisz się nimi zająć 🙁
Natalia - tasteaway.pl
Masz rację, wtedy jest znacznie gorzej. I wiem, że czasem życie nie daje wyboru.. ale często to właśnie ci, co mają wybór i którym nieźle się wiedzie narzekają najbardziej. I mnie osobiście to najbardziej boli, bo wiem, że są ważniejsze problemy niż wyprasowana koszula i obiadek z 3 dań. Pozdrowienia i wszystkiego dobrego!
mama
Święta prawda. Będąc w ciąży powtarzałam wszystkim, że dziecko nie zamyka bram tylko wymaga przejścia przez nie z innej strony. Jestem mamą od 4 miesięcy, narazie nie rozstaje się z córkę, bo nie mam jej z kim zostawić, ale zabieram ją za to wszędzie. Jak miała 1,5 miesiąca zaliczyła ze mną swoją pierwszą wizytę u fryzjera, w kawiarni, podróże pociągiem. Za każdym razem miałam wiele obaw, ponieważ moje dziecko głośno wyraża swoje niezadowolenie czy znudzenie, ale dałyśmy radę, a ja zyskiwałam pewność, że dla chcącego nic trudnego. Więc mamy nie zapominajmy o nas samych i naszych potrzebach.
varka
uwaga – poniższy komentarz piszę z perspektywy matki 11-miesięcznego niemowlaka – nie chodzi, nie mówi, nadal nosi pieluchy.
Zaczynam mieć wrażenie, że z podejścia “musisz być matką polką”, która na szczęście odchodzi do lamusa, wchodzi “przymus” bycia matką wyzwoloną, której dziecko w niczym nie przeszkadza.
Otóż, moje dziecko mi przeszkadza, przykro mi – przeszkadza mi w wyjściu na całonocną imprezę co tydzień, przeszkadza mi w wyjściu do kina trzy razy w miesiącu, przeszkadza mi w wyskoczeniu na zakupy w środę o 12:00. SAMA podjęłam (z mężem oczywiście) ŚWIADOMĄ decyzję o posiadaniu dziecka. Jako matka mam obowiązek być przy nim w nocy, a nie wpadać na pomysł żeby wziąć babcię/nianię do opieki na noc, bo moi niedzieciaci znajomi wychodzą co tydzień i ja też chcę. Nie chodzę do kina, mimo, że są seanse dla mam z dziećmi, bo moje dziecko nie wytrzyma w takiej sali, a dla mnie będzie udręką odganianie go od schodów. Trzy razy w miesiącu nie będę podrzucać komuś dziecka, bo to mój obowiązek się nim zająć. Nie wyjdę na zakupy o tej godzinie o której ja mam ochotę, bo moje dziecko wtedy śpi.
Czy czuję się ograniczona? Każda matka powie, że tak. Czy czuję się tym skrzywdzona? NIE. Bo chciałam tego.
Czytam Twój post i nie wierzę, że chwalisz się tym, że Twoje dziecko nie ma rytmu dnia. Nie wiem czy teraz jest wypoczęte. Widzę dzieciaki u siebie w szkole, które w wieku 6-8 lata chodzą spać kiedy chcą. Wskażę je od razu, bo widać które dziecko chodzi spać wcześnie, a które wariuje, bo ma na to ochotę. Podziwiam, że wytrzymujesz bez rytmu, bo ja bym osiwiała nie wiedząc czy moje dziecko marudzi, bo jest śpiące, głodne czy ma po prostu podły charakter.
Trudno mi pojąć, że wyjeżdżałaś za granicę z trzymiesięcznym dzieckiem – ja bym tego nie zaryzykowała. Moja kuzynka w ten sposób otrzymała w prezencie od mamy salmonellę, bo wyjechała z nią w inne rejony jak dzieciak miał kilka tygodni, ups, nie sprawdziła co podała, stało się.
Nie mówię o poświęcaniu się domu całą sobą. Nie da się. Ja nie gotuję dwu-daniowych obiadów, nie piekę sernika co niedziela. Ale wiem, że dziecko jest moim obowiązkiem i przyjemnością, że jest mu przy mnie najlepiej.
Nie chcę być kobietą wyzwoloną co na pierwszym miejscu stawia siebie i swoje widzimisię, a na drugim potrzeby dziecka. Bo ja bym nie pojechała do Egiptu z rocznym dzieckiem, bo ja tak chcę – temu dziecku nie będzie tam dobrze. Dobrze mu będzie na polance nad polskim morzem. Ja nie wyjdę z raczkującym dzieckiem do eleganckiej restauracji, bo ja tak chcę. Pójdę do Ikei gdzie jest sterta zabawek. Nie pójdę ze znajomymi na wino, bo mam dziecko pod opieką i wolałabym żeby nie otrzymywał wzorca dobrze bawiącej się pijącej matki, a dzieciak niech robi co chce.
Opanujmy się z podejściem – robię to co chcę, a dziecko mi nie przeszkadza. Dziecko MA nam przeszkadzać, bo to jego dobro jest najważniejsze.
Najbardziej uśmiałam się jak post polubiła moja niedzieciata koleżanka…no cóż… perspektywa zmienia się po pojawieniu się dziecka.
Natalia - tasteaway.pl
No widzisz, a ja właśnie nie zgadzam się z tymi wszystkimi ograniczeniami, bo masz je w swojej głowie. Naprawdę świat się nie zawali jak dziecko zanocuje u babci – może zmienisz podejście jak skończy rok czy 1,5 roku. Nic się nie stanie jak pośpi w wózku, gdy Ty będziesz robić zakupy. W Egipcie może się bawić lepiej niż nad polskim morzem, gdzie może Cię zaskoczyć deszcz i 13 stopni ciepła i wrócisz z chorym dzieckiem z zapaleniem płuc… naprawdę myślisz, że w Polsce nie będzie chorować??
Ja z dzieckiem chodzę głównie do pro dziecięcych knajp i jest w siódmym niebie, na winie zdarzyło mi się być z niemowlakiem, ale nigdzie nie napisałam, że piłam, a reszta leżała pod stołem 😉 Od małego wie, że przychodzą do nas znajomi, robimy w domu małe imprezy, a on się tylko cieszy, bo wszyscy się z nim bawią i przynoszą prezenty 😉 a co do podróży, to naprawdę żałuj – podróżowanie z dzieckiem jest cudowne – polecam spróbować 🙂
A jeśli chodzi o rytm dnia.. nie wiem, gdzie mam się doszukać negatywnego wpływu – dziecko mamy pełne energii, a w przedszkolu chwalone za dyscyplinę i to, że cytuję Panią: “wszystko zapamiętuje i bryluje w grupie”, więc naprawdę życzę trochę więcej luzu 🙂
Beata
Varka Nie potrawie sobie wyobrazic, ze jestes szczesliwa w tym wszystkim. Nie wierze po prostu. Ja tez swiadomie zdecydowalam zostac w domu z dzieckiem dluzej ale nie mam wyrzutow sumienia jak przyjdzie mi pomoc babcia albo ja podrzuce do cioci na pare godzin a ja w tym czasie ide do kina lub kosmetyczki. Na wakacje polecielismy jak miala trzy miesiace i widzac jej szczescie i zabawy w basenie nie zamienilabym tego na siedzenie w domu, bo a nuz sie rozchoruje. Ludzie nie robmy z dzieci dzikusow a z siebie meczennic. Nie musisz siedziec w domu. Zajmujesz sie dzieckiem 24 godziny na dobe, zgadzam sie ze to twoj obowiazek ale dla babc, dziadkow itp przyjemnosc jak dostana raz za czas dziecko pod opieke! Dziewczyny wyluzujcie!
Natalia - tasteaway.pl
Zgadzam się z Tobą w pełni Beata! I dobrze, że napisałaś, bo mam wrażenie, że gdzieś zniknął mój komentarz odpowiadający na komentarz Varki.. a wcześniej tego nie zauważyłam! Co do męczennic i dzikusów, powiem tylko: AMEN! 🙂
Natalia - tasteaway.pl
A nie, jest!!! tak to jest jak się spało 3 godziny ;)))) bo uwaga dziecko chore i podła matka, co myśli tylko o sobie się nim zajmowała ;))
Natalia - tasteaway.pl
Dopiero zauważyłam, że dłuuuugi komentarz, który napisałam Ci w odpowiedzi na Twój kilka dni temu chyba się w ogóle nie opublikował! Napiszę zatem raz jeszcze… kluczowe jest chyba to, co napisała poniżej Beata: więcej LUZU!
Naprawdę to nie jest tak, że dziecko jest szczęśliwe tylko w domu, na placu zabaw pod blokiem albo na polance nad polskim morzem. Świetnie bawi się na basenie, niezależnie czy w Meksyku czy w Tajlandii czy w Egipcie. To Ty masz uprzedzenia związane z wyjazdem do bardziej egzotycznych miejsc, a nie ono. Podróż z trzymiesięcznym dzieckiem po Europie to jedno z naszych najlepszych doświadczeń – niemowlak to partner idealny! Ciężko też wyobrazić sobie skąd ma dostać salmonelli czy innych chorób, jeśli pije wtedy mleko mamy lub mleko modyfikowane na przegotowanej wodzie, nie chodzi, więc kompletnie sobie nie wyobrażam. I tak, byłam z 6 miesięcznym w Meksyk, z 1,5 rocznym w Tajlandii, z 2latkiem w Kambodży. Wiesz, gdzie dostał największej biegunki?? w Warszawie! :))) A nad polskim morze zdecydowanie większa szansa na chorobę, zwłaszcza z naszym przewrotnym latem- mam znajomego z trójką dzieciaków, który wszystkie leczył po wakacjach w Jastarni, bo padało i było 13 stopni.
Co do zakupów: gdy Maks nie był mobilny, chodziliśmy sobie o różnych godzinach. Gdy spał w wózku, tym lepiej, mogłam rzeczywiście coś obejrzeć 🙂
Co do zostawiania na noc – ja też nie zostawiałam na noc niemowlaka. Na nocowanie zaczał zostawać u dziadków jak miał rok i bardzo to lubi. Tak samo lubią to dziadkowie. Polecam spróbować 🙂
PaniAgata
Dlaczego większość blogerek, blogów parentingowych ma tylko JEDNO dziecko???
Natalia - tasteaway.pl
Hey Pani Agata,
Czy ja wiem?? Chyba niekoniecznie większość.. ja sama potrafię wymienić chociażby Mamygadzety.pl, Blog Ojciec, Mama Trójki z trójką dzieci; i choćby Makóweczki, Nishka, Lena i Kuba, Vivi i Oli, Tata w Pracy, wkrótce Matka Tylko Jedna z dwójką dzieci… z naszej podróżniczej działki The Family Without Borders to też dwójka, a w kulinarnych Czosnek w Pomidorach ma trójkę w tym bliźniaczki.. Większość tych blogów jest dość znana, niektóre zdobywają nagrody i wyróżnienia, a wszędzie wiecej niż jedno dziecko;)
Marigo Charter
Zgadzam się w 100% – tez mam 4 latkę i czasami wariuję, bo staram się sprostać wszystkim “mądrym” wskazaniom. Wiem, że trzeba odpuścić, ale jeśli chodzi o gotowanie , to nie dam rady, bo mimo, że nie lubię, to wyrzuty sumienia mnie zjedzą, gdy dziecko będzie musiało jeść byle co, a już najgorzej jeśli tzw junk food. No więc, zostaje mi gotowanie po nocach 🙁
Natalia - tasteaway.pl
Hey Marigo, mój w sumie w tygodniu je śniadanie, obiad i 2 podwieczorki w przedszkolu, więc na kolację nie musi mieć trzydaniowego posiłku, tylko coś szybkiego i prostego 😉 a Wy pod tym względem nie jesteście zadowoleni z przedszkolnego menu?
Marigo Charter
Niestety nie jestem zadowolona 🙁 To sa klimaty typu najtańsza margaryna na chlebie, jakaś marnej jakości wędlina lub pasztet, słodki kompocik do popicia – masakra.
Natalia - tasteaway.pl
No tak, to może rzeczywiście nie najlepiej.. u nas jest dość zróżnicowane menu i spory wybór, więc dziecko wybiera to, co chce – jeden je więcej kanapek, inny jabłko, banana, chałkę.. nie jest może mega zdrowotnie, że tylko ciemny chleb i bakalie do pogryzania na deser, ale nie ma też dramatu, że za dużo słodkości.. a Maks to hmm.. w domu ja mu raczej pasztetu nie daje, a w przedszkolu się zajada, więc co poradzę 😉
Magda
Chciałam napisać więcej … ale tak w skrócie – podpisuje się dwoma rękami pod tym co napisałaś:) Same narzucamy sobie taki kierat a przecież mamy (myślę, że w większości przypadków) męża czy partnera na którego możemy przerzucić część obowiązków. I wtedy możemy być sobie idealnymi matkami. Jeśli tylko się chce i pomyśli wszystko się da. Ilość dzieci, ich rodzaj – znaczenie prawie żadne (dla mnie!) jeśli same nie umiemy się zorganizować.
Natalia - tasteaway.pl
Hey Magda! 🙂 Ciekawą rzecz napisałaś, że czasem nie chodzi o ilość i o rodzaj dzieci, tylko o nasze podejście i organizację.. Bo przecież czasem znamy matki z jednym dzieckiem, które gorzej sobie radzą niż te z dwójką lub trójką! A cedowanie części obowiązków na innych też ważna umiejętność!:) serdeczne pozdrowienia dla Was! Mam nadzieję, że święta miło i radośnie Wam minęły!:)
Magda
Dziękujemy 🙂 Mam nadzieję, że Wam również! Nasza młodsza po raz pierwszy nocowała poza domem bez nas i przespałam (ja!) całą noc pierwszy raz od 2010 roku – grunt to dobra organizacja 😉
Natalia - tasteaway.pl
:)))) dobre! 🙂 to prawdziwe święta:) wow, pierwsza przespana noc od 2010 – nieźle! twarda jesteś 😉 jak się spodobało nocowanie bez rodziców? Bo nasz Maks to lubi do dziadków od czasu do czasu się wynieść 😉
Magda
Nasza starsza to typ “powsinogi” – Ona nawet na obiad do dziadków jedzie z wypakowanym plecakiem z nadzieję, że babcia będzie miała wolne w poniedziałek i ją przygarnie 😉 Młodsza niby odważniejsza ale … babcia tę ich pierwszą noc miała ciężką – Lena dopiero o 2 w nocy pozwoliła się babci położyć obok. No bo przecież mama z tatą zaraz przyjadą więc babcia nie może 😉 Właśnie dzieci są różne – Maks mógłby sobie rękę z Weroniką podać 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Hahaha, na obiad z plecakiem, dobre 🙂 Maks czasem ma humorki, że mamusia ma przyjść, ale generalnie zwykle lubi i się dopytuje kiedy pojedzie na nocowanie 😉 wiadomo – dziadkowie rozpieszczają – więcej bajeczek puszczą, ulubione parówki na kolację, a u babci po zjedzonym obiadku ptasie mleczko 😉
Magda
Nie ma jak u dziadków 🙂 Nasi podobnie robią.
Ola
Czy ktoś może mi wytłumaczyć kto to jest ta “Matka Polka”? Czy to każda kobieta, która posiada dzieci, czy tylko spełniająca jakieś określone warunki? Rozumiem, że nie każda skoro autorka opowiada się po jakiejś “drugiej stronie” czyli pewnie nie myśli o sobie jako o “Matce Polce”. Kim się wtedy jest, kiedy się nie jest “Matką Polką”? Nazwijmy ją roboczo “Matką Wyluzowaną”. Czy to też nie jest spełnianie wymagań, tylko trochę innej części społeczeństwa? Która nie rozumie/nie akceptuje takiego modelu bycia matką? Ja robię wiele z tego, co zostało wymienione i wcale nie czuję, że spełniam czyjekolwiek wymagania, robię to z własnego przekonania bo:
– po co mam zabierać dziecko w miejsce, które lubię chodzić ale bez niego? Po to, żeby się na nie denerwować i ciągle je musztrować bo jest oczywiste, że będzie zmęczone, znudzone itd. Jaką mam mieć z tego przyjemność? Jeżeli lubię zumbę to mam wziąć dzieciaka i posadzić go pod ścianą bo mamusia teraz chce potańczyć a ty masz się dostosować? Wtedy jestem MatkąWyluzowaną?
– gotuję prawie codziennie bo mogę. Zrobienie zupy zajmuje 10 minut a dzieci zjadają codziennie porcję warzyw, co nie znaczy, że nie wiedzą w ogóle co to są słodycze. A jak jemy na mieście to żeby być MW to muszę zjeść w Maku bo jak wybiorę restaurację ze zdrowym jedzeniem to już jestem MP? To że ogarnia mnie przerażenie na widok dwulatka pijącego colę też czyni ze mnie MP?
– a co mam odpowiedzieć, jeżeli ktoś pyta co u mnie? Jeżeli nie chcesz słuchać, że wychowuję dwoje małych dzieci a trzecie zaraz się urodzi to nie pytaj bo tym akurat się zajmuję od kilku ostatnich lat.
– nie ma Facebooka bo wolę moich znajomych takich, jacy są w kontaktach bezpośrednich.
– nie mam potrzeby się przed nikim pokazać dlatego też nie mam Facebooka) i na dwudaniowy obiad jadę do mamy albo teściowej a ciasta piekę i owszem bo lubię je ja, mój mąż i moje dzieci i jeszcze mają frajdę z pomagania albo ozdabiania ich.
– to, że nie chodzę co weekend na imprezy z piciem i tańcem na stole robi ze mnie MP bo nie mam przyjemności w zachlaniu mordy i bólu głowy następnego dnia? To że mając 30 lat nie bawi mnie robienie z siebie 15stki to też czyni mnie MP? To że się czuję zrelaksowana i odprężona, kiedy przy winie przed telewizorem mąż mi masuje stopy czyni ze mnie MP, ale kiedy robiliśmy tak nie będąc małżeństwem to wtedy się nazywało romantycznym wieczorem dwojga zakochanych. To, że wczoraj zabraliśmy dzieci na parapetówkę do znajomych i trochę się zasiedzieliśmy czyni ze mnie MW? Ale nikt nie pomyśli, że nie robię tak co weekend nie przez wzgląd na moje dzieci, z których młodsze nie mogło zasnąć przez pół nocy a drugie przywiezione na śpiocha i nie odsikane przed spaniem zmoczyło łóżko, tylko ze względu na siebie, bo im się nic nie stało, a ja praktycznie zarwałam całą noc i następnego dnia bolała mnie głowa z niewyspania.
– a dlaczego obiadek, spacer i basen nie jest również weekendem dla mnie? Kiedy po całym tygodniu wieczornego widywania się z mężem możemy w końcu spędzić razem 2 dni na wygłupach, bieganiu za piłką, skakaniu na trampolinie i właśnie pływaniu, które uwielbiamy i mamy na twarzach nie mniejsze uśmiechy z tego powodu niż nasze dzieci.
– akurat koleżanki bezdzietne mają większy problem ze zorganizowaniem swojego czasu, tak, żeby iść na kawę niż ja. I owszem spotykamy się ale wieczorem, po ich pracy – czyli to ja się dostosowuję, więc kto tu jest bardziej przywiązany?
– co do następnego punktu to współczuję, bo mój mąż jest akurat moim partnerem i realizujemy wspólną wizję.
– zrobiłam sobie 3 dzieci, a raczej całkiem przyjemnie zrobił mi je mąż, i wcale się nie dziwię, że nie śpię po nocach a na plaży się opalam co sezon i wcale mi nie przeszkadzają biegające wkoło dzieci, które mają zaspokojone wszystkie potrzeby po pierwsze z miłości i dbałości o nie a po drugie dlatego, że ten wysiłek właśnie daje mi to, że mogę beztrosko gapić się w słońce, ale kiedy przyjdzie maluch z wiaderkiem to chętnie wstanę i potaplam się z nim w piachu a nie będę na nie fukać jak leżąca obok sfrustrowana przerwanym opalaniem swojej trzeci raz schodzącej skóry w tym sezonie Matka Wyluzowana z piwem w ręku.
I w związku z tym, że to wszystko jest moim wyborem nie wolno mi absolutnie ponarzekać czasem, że jestem zwyczajnie zmęczona bo zaraz usłyszę “sama sobie to zrobiłaś”. Za to ktoś kto wybrał karierę zamiast dzieci ma prawo narzekać na swojego szefa, zarobki, natłok obowiązków i nikt mu nie powie “to się zwolnij” bo on jest przecież bardziej wartościowym człowiekiem bo spełnia się zawodowo i definiuje przez swoją pracę.
Zatem jeżeli jesteś Matką Polką to znaczy że “męczą cię społeczne wymagania” i nie robisz nic dla siebie. A jak jesteś singielką ze świetną figurą i w modnych ciuchach to wcale cię w to nie wpakowały społeczne wymagania dotyczące idealnego wyglądu. Co za bzdura! Społeczeństwo ma wymagania do lekarzy, nauczycieli, młodzieży itd a to czy temu ulegasz to tylko i wyłącznie kwestia twojego charakteru.
Marigo Charter
W sumie ,to dzieci są największym moim sukcesem życiowym (tym bardziej, że nie obyło się bez poważnych problemów z ciążami) dopiero potem jest praca i moje zainteresowania i osiągnięcia… Podejrzewam, że tez zaczęłabym na takim szkoleniu od dzieci hi hi 😉 choć zdecydowanie uważam się za bizneswoman niż za matkę polkę i kurę domową.
KRZYSIEK Z MISJĄ
Ja jako ojciec też czasem miewam dylematy na zasadzie: “iść na imprezę, czy w końcu odpocząć”.. sam nie wiem, czasem tęsknie za czasami beztroski, chociaż czasem mam wrażenie, że tęsknić mi nie wypada 🙂 w wolnej chwili zapraszam na mojego bloga, trochę rozpisałem się na ten temat 🙂 http://www.simed.pl/blog/gdzie-sie-podzialy-tamte-prywatki-gdzie-te-dziewczyny-gdzie-tamten-swiat/
Natalia - tasteaway.pl
Coś w tym jest 😉 ale z tym pakowaniem do dziadków to kwestia wprawy + wieku dziecka 😉 Nasz od czasu jak ma jakieś 2,5-3 lata to tylko piżama, jeden zestaw ciuchów, parę zabawek (jeśli już nie ma swoich zasobów u dziadków;)), pielucha na noc i gotowy 😉 ja jednak lubię czasem poczuć tę beztroskę, chociaż wiadomo, że kiedyś ona się kończy.. albo o 12.00 albo 16.00 w niedzielę 😉 a telefon oczywiście zawsze ze sobą 😉 pozdrowienia!
elka
tak, zgadzam sie, ale jednak trzeba znalezc granice miedzy byciem dobra matka i posiadaniem czasu dla siebie, a udawaniem ze nic sie nie zmienilo i ze dziecko to nic! bo o dzieci jednak trzeba dbac, i czasami naprawde nie ma czasu na imprezy i zakupy!
Monika l Mamainspiruje.pl
Zgadzam się z tymi kajdanami, które czasem sobie same narzucamy, bo chcemy być perfekcyjne. I zwykle prędzej czy później przychodzi taki moment, że składamy broń i stwierdzamy, że bycie ‘chujową’ panią domu daje więcej satysfakcji (i czasu na przyjemności) niż idealnie wyprasowane firany czy dwudaniowy obiad. W końcu mąż też ma 2 ręce, a jedzonko na wynos smakuje nie najgorzej 🙂 Choć zapewne najtrudniej do zmiany naszego podejścia jest przekonać rzeczoną teściową, której wizja macierzyństwa równa się kura domowa z dzieckiem wiecznie przyklejonym niczym w torbie kangurzycy ;p
Ja jeszcze 4 lata temu miałam obsesję na punkcie pracy, kariery języków obcych i jakieś tam mba mi się marzyło ;p Ale po porodzie jakoś totalnie na tym mi przestało zależeć. Milion razy więcej satysfakcji daje mi spędzanie czasu z dzieciakami, podróże z nimi, śledzenie literatury pedagogicznej i dziecięcej. Czuję się bardziej spełniona, dzięki temu że udało mi się zmienić priorytety i mam odwagę robić to co lubię, a nie to co wydawało mi się, że lubię 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Pod tym względem to ze mną jest podobnie ;)) nie wiem czy obsesję, ale na pewno duuuużo pracowałam, chciałam awansować, języki obce a jak, ciągle nowe i o doktoracie albo o podyplomowych studiach też myślałam..;) a teraz też mam inne podejście.. nadal pracuję, nadal lubię swoje mniejsze i większe zawodowe sukcesy, sukcesy blogowe itd., ale nie chciałabym już, by praca zajmowała mnie codziennie do 20.00 i chodziła za mną w weekendy.. ale to chyba popularna zmiana priorytetów po urodzeniu dziecka;) gratulacje dla Ciebie, że robisz to, co lubisz:) niech będzie nas coraz więcej :)))
Aśka Bo
Zgadzam się z wieloma aspektami tego,co napisalas,ale uwazam, że brakuje tu jednak rzeczy szalenie istotnej, kwestii osobowosci dziecka,jakie sie ma.Ja mam dziecko tak ruchliwe i żywe,ze kawa z koleżanką w mieście odpada( dziecko się nudzi i nie ma szans pogadać),powiem wiecej, rozmowa telefoniczna trwająca wiecej niż 45 sekund także, bo moja dwulatka wchodzi wtedy na kanape i skacze z niej lub robi inne zakazane,niebezpieczne rzeczy,bo wie,jak zwrócić na siebie uwagę,a babcie boją się opieki nad nią,bo nie nadążają:) Mam koleżanki,które piją kawę,a ich dzieci godzinę rysują lub bawią się klockami.Myślę, że wiele z naszych wyborów jest funkcją temperamentu naszych dzieci
Natalia - tasteaway.pl
Hey Aśka, masz rację oczywiście 🙂 chociaż poznałabyś mojego – to wulkan!!;) więc faktycznie jak zrobił się mobilny nie chodziłyśmy na kawę do kawiarni dla dorosłych, ale jego ciach do sali zabaw, a my kawa 😉 tak samo mam z sushi – systematycznie chodzę z przyjaciółkami na sushi, a on ze mną (bo uwielbia!), ale oczywiście nie usiedzi, więc wybieramy miejsce, gdzie są zabawki i drewniany 3-piętrowy parking do zabawy, więc Maks aż jest zły jak go nie biorę ;)) i tak, czasem też zazdroszczę tych spokojniejszych dzieci, które rysują i chodzą ładnie za rączkę ;)) ale z drugiej strony uwielbiam tę energię.. zresztą ma ją po rodzicach 🙂 Twoja pewnie też;)
Chica Mala
Faktycznie kolejny rewelacyjny tekst! Ja dostaje szału na “Matkę Polkę” w mojej pracy i za każdym razem zastanawiam się czy ona nie ma nic w swoim życiu poza swoim dzieckiem.
Ja nie czuję potrzeby ciągle gadać o swojej ciąży. Rozmawiamy z Diabłem o sprawach z tym związanych jak przemeblowanie mieszkania, szczepienia (na co szczepić?) i kolejne wizyty, ale zajmuje nam to kilka minut, jak się komuś coś przypomni. Poza tym jakoś wolę inne tematy i mam wrażenie i nadzieję, że po porodzie też mi się to nie zmieni, bo podejście na razie mam takie jak Ty 🙂
Natalia
Ano właśnie, czyli też taką / takie spotkałaś 🙂 grunt to zachować zdrowy rozsądek :)) powodzenia dla Was 🙂
Jusia
Także kocham zajmować się moim Maluszkiem, ale też wiem, że jestem ważna ja. Inaczej się wypalę, popadnę w rutynę, a tego nie chcę. Ciąża była zagrożona, więc musiałam leżeć, uważać. Urodzenie dziecka było dla mnie wybawieniem. Zajmowanie się małym jest fajnym zajęciem, lubię patrzeć na tego małego odkrywcę. Ale postanowiłam też rozwijać swoją dawno skrywaną pasję. Fotografię. Już idę na kurs. Ruszę się z domu. Będzie super. Poznam ludzi z pasją podobną do mojej. Kocham Maluszka, ale kocham też siebie. Ważna, żeby się ruszyć z domu. Dzięki za ten artykuł. Myślę podobnie 🙂
Natalia
Kocham Maluszka, ale kocham też siebie – myślę, że to kwintesencja 🙂 cieszę się, że myślimy podobnie 🙂 powodzenia na kursie i we wszystkich innych pasjach 🙂
halomatka.pl Monika
I własnie takich matek w Polsce brakuje! Brawo.
halomatka.pl Monika
I takich matek własnie brakuje! Brawo.
Natalia
dzięki 🙂
matka
Mam 4 dzieci, CHCIALAM TYLE MIEC!! Czy w sklepie, czy w autobusie, czy nawet na ulicy, non stop ludzie zadaja mi dwa pytania. Pierwsze z wielkimi oczami “to pani?” i drugie “jak to pani ogarnia?”. Jak widac czasem to nie matka sie nad soba uzala, tylko wszystkim w kolo sie wydaje, ze ona taka biedna i umeczona. A ja nie jestem zmeczona (chyba, ze rotawirus dopada wszystkich jednoczesnie, tak, wtedy jestem zje….chana). Gotuje BO LUBIE, ale nie spedzam w kuchni pol dnia.
Zrobic “cos dla siebie” tez moze oznaczac rozne rzeczy, dla jednej pofarbowanie wlosow i manicure, ja tego nie lubie, dla siebie biore dzieci i ide do lasu BO TO LUBIE. A znam takie laski, co sprzatanie traktuja jak “dla siebie” bo lubia sprzatac.
Najwazniejsze to zyc po swojemu i nie interwsowac sie tym, co inni radza, mysla o nas i naszym sposobie na zycie, i tak bedzie ktos, kto bedzie nas krytykowal.
Natalia
Masz 100% racji 🙂 gratulacje 4 dzieciaków i zdrowego podejścia:)
Agnieszka
a bierzecie pod uwagę to, że ktoś WYBIERA takie życie? i nie ‘nie ma życia’ tylko cieszy się z każdej chwili spędzonej z dziećmi (i nie jednym jak autorka z tego co rozumiem)? i chce być przy nich w ważnych, pięknych chwilach (np. występy, pierwsze nurkowanie itp) jak i tych trudnych (cięższa choroba). nie chce by niania była wtedy z nimi…
ja tak mam. byłam super spełniona w pracy, 14h na dobę też. ale teraz są rzeczy DLA MNIE ważniejsze. i czasem marudzę. ale robiłam to również gdy pracowałam…po prostu każdy czasem ma gorszy dzień/tydzień. niezależnie od zawodu, rodziny itd….wychodzę niezbyt często ale to akurat u nas nie jest zbyt łatwe ze względu na wyjątkowo częste choroby. ale jeśli jest okazja to i owszem. i z nimi i bez nich. ale w domu też nam dobrze. i znajomym naszym też u nas dobrze 🙂 i z dziewczynkami i bez nich.. a jeśli ktoś chciałby TYLKO mnie bez dzieci – to takiej mnie nie ma. bo one w tej chwili są największą częścią mojego życia…..
i nie zamieniłabym tego na nic. odkładam powrót do pracy jeszcze o kilka miesięcy bo tego czasu z córkami nikt mi nie odda. a to daje i mnie i im mnóstwo radości…
na pracę, zabawę bez jednej myśli o dzieciach był czas… i niedługo wróci. aż za szybko…..
Agnieszka
aha, przyznam że nie czytałam wszystkich komentarzy 🙂
Natalia
Jasne, że bierzemy:) ja też się cieszę z każdej chwili spędzonej z dzieckiem i też jestem na każdym występie, zawsze u lekarza, na zajęciach z piłki i z gimnastyki, na placu zabaw i w domu. Ale jak raz na dwa tygodnie zanocuje u dziadków się cieszę wolnością i czasem we dwoje / we dwoje + ze znajomymi. Myślę czasem o sobie. Uczę moje dziecko, że gdy jesteśmy razem na wyjeździe każdy ma prawo do swoich przyjemności – do pływania razem na basenie, ale też do poczytania książki. Lubię matki z 3 dzieci, które się z tego cieszą, nie lubię tylko narzekania i umęczania się. aha, i nadmiernego poświęcania tam, gdzie nie trzeba 😉 masz rację, że ten czas warto wykorzystać.. póki dzieci są małe 🙂
MQ
Hej, . Jestem mamą i chcę nią zostać po raz kolejny ale równocześnie rozkręcam swoją firmę, interesuje się wszystkim dookoła. Wiadomo nie na
wszystko jest czas ale nie przeszkadza mi że dziecko zje czasem zupe ze
słoiczka. Mąż ma 2 ręce i potrafi sam zrobić sobie kanapkę a i coś dla
nas czasami. To chyba kwestia dojrzałości – każdy kto wie jak chce żyć (on sam i jego rodzina), nie pozwoli sobie na to aby inni mieli wpływ na to życie i nim sterowali (presja otoczenia? mama? teściowa?). Asertywność – to ja decyduje o swoim życiu :). Życzę Wam abyście w Nowym Roku sami sterowali swoim życiem 🙂
Natalia
Masz rację w 100% 😉
Magda Książek
Tak odległy dla mnie punkt widzenia, że skoczyłam czytać w połowie 😉
#toniehejt 😉
Natalia
Ale rozumiem, że ta Matka Polka jest Ci odległa, tak?;)
Ewelina Terazinaczej
Witam, dobrze sie mówi, kiedy maż i rodzice popierają takie podejście. Ja staram sie miec jakieś zycie pozadzieciowe, ale mnie to dużo kosztuje. czasem dosłownie, bo musze zapłacić niani B-) Niestety rodziców juz nie mam, a mąż z czasem okazał sie miłośnikiem 2daniowych obiadków i pieczonych ciast. Moge sie sama wyrwać tu czy tam, al eto juz nie jest taki fun.
Natalia
No tak, racja… generalnie fajnie jak i my, i mężowie / partnerzy lubią to samo.. U nas jak na razie jest zgodność i symbioza. A co do opieki – mamy czasem pomoc dziadków, gdyby jej nie było, też bym czasem kombinowała z nianią.. powodzenia z niedzieciowymi rozrywkami! Może i męża da się z domu wyciągnąć 🙂
Ania
Dobrze powiedziano! Bycie matka to nie jest synonim bycia z dzieckiem 27/7 i koniec rozwoju osobistego!
Jestem fanką twojego bloga, długo już śledzę go również na Instagram 🙂
Zainspirowałaś mnie też na moje studia magisterskie,postanowiłam że dam sobie rady pójście na studia! Bardzo prosiłabym wszystkich fanek bloga o wypełnienie ankietki dotyczącej oceny poszczególnych marek odzieżowych. Bardo by mi to pomogło w napisaniu pracy magisterskiej
Podam niżej link do ankiety.
http://goo.gl/forms/2LSmTYij4B
Z góry dziękuję i życzę jeszcze więcej fajnych postów!!
Ewa
Czytam te wszystkie artykuły w WO czy Mamadu o ciężkim macierzyństwie (moda jakaś?), oczekiwaniach społeczeństwa, jakiejś ogromnej presji itp. i tak jak bym czytała o innej planecie. Rozumiem, że może gdzieś tak jest, są takie kobiety. Tylko czemu ja nie znam ani jednej takiej? Jestem z Polski B, ani ja ani nikt ze znajomych nie pracuje w korpo, nikt z nas się “nie dorabia”, nie buduje domów, nie ma aspiracji życia na “pewnej stopie”, nikt z nas nie nie potrzebuje mieć drogiego samochodu, ani 2 razy do roku wyjeżdżać na tropikalne wakacje, wiemy jak zdrowo żywić dzieci ale i tak często kończy się na parówkach … może o to chodzi? Sami narzucamy sobie wymagania i oczekiwania, którym nie dajemy rady sprostać. Napatrzymy się na kolorowe blogi, otaczamy się znajomymi “którym się powiodło” i chcemy tak samo, wierząc że ich świat, którego widzimy tylko fasadę może stać się też naszym światem.
Natalia
Mamadu chyba generalnie kocha się w takich artykułach 🙂 a ja mam znajomych w korpo, budujących domy i lubię tropikalne wakacje, ale też kompletnie się z tym nie zgadzam, by wszystko pokazywać jak orkę na ugorze… a z tą fasadą również masz rację – wiem, bo nawet nas to dotyczy – niektórym się wydaje, że my tylko w podróży, tylko rozrywka, wszystko pięknie idzie, a problemy, praca, nerwy związane z własnym biznesem to już tylko nasze 😉 ale pomimo to zawsze patrzymy pozytywnie 😉 mieszkasz gdzieś na wschodzie Polski? my oboje wschód uwielbiamy 🙂
Nihiru
Natalia, wybacz ale to takie samo gadanie jak np. Jak ktoś się męczy w korpoharowce to niech założy bloga albo jedzie w Bieszczady hodować kozy?.
Natalia
nie rozumiem analogii 🙂 myślę, że jednak łatwiej trochę wyluzować ze swoim podejściem do życia i macierzyństwa niż zdecydować się na rzucenie źródła przychodów, zwłaszcza, gdy ma się rodzinę/ dzieci 🙂 zmiany podejścia i myślenia nie powodują ryzyka, że zostaniemy bez środków do życia, a nieroztropne rzucanie pracy bez planu co dalej może się tak skończyć;)
Katarzyna Ka
Matka Polka to nie wybór, tylko stereotyp, który przypisuje się kobietom od wieków. Według niego najważniejsza rola kobiety wiąże się z wypełnieniem roli rodzinnej, prywatnej, a nie zawodowej. To od lat kobiety walczyły o swoje prawa, o możliwość pracy, głosowania, o równouprawnienie (przykł sufrażystki).
Natomiast jedna rzecz jest niepokojąca, dzisiaj dzieci traktuje się jak dorosłych, ja jestem z pokolenia, w którym o dzieci się dbało, ale nie odgrywały one pierwszoplanowych ról, tzn. dziecko było dzieckiem. A teraz jak widzę jak matki traktują niektóre dzieci to jest przesada, dziecko ma swój dziecięcy świat, ono ma dorosnąć, a nie udawać dorosłego, to się odnosi później do szacunku dla Rodziców, tak wychowuje się małych egoistów. Nie byliśmy o wszystko pytani, czy nam się podoba, czy nie, czy taki sweterek czy siaki, fakt że wyboru nie było i czasy były inne, ale powyrastaliśmy na normalnych i porządnych ludzi, jak robiliśmy coś źle zwracano nam uwagę, a nie kwitowano uśmiechem. Teraz się słyszy na każdym kroku, jak to dzieci podnoszą rękę na rodziców, kiedyś takie przypadki to były na prawdę typowo marginesowe, teraz zdarza się to w ”normalnych” domach. Dopiero co w wiadomościach przytoczono kolejny przypadek ataku matki na córkę, który jeden z profesorów skwitował, że jest to wynik traktowania dzieci jak dorosłych, a ich psychika za tym nie nadąża.
Z tego co wszędzie się czyta, każdy ma gorzej, mało kto się cieszy z tego co ma, matka 2ki dzieci mówi do matki jedynaka, jakbyś miała dwójkę to byś się przekonała, ale o czym? Znam ludzi, którzy mając trójkę twierdzą, dwójkę wychowujemy, karmimy, opieramy, to i trzecie też się wychowa i nakarmi, nawet łatwiej niż przy dwójce. Czyż to nie pierwsze dziecko przewraca świat do góry nogami? Dlatego myślę, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I za bardzo marudzimy, zamiast cieszyć się z tego co mamy.
Co do tego stereotypu Matki Polki, to dzisiaj, mimo że on nadal istnieje to mówmy, że mamy gorzej, kiedyś kobiety umierały przy pracach w przemyśle będąc w ciąży, dzieci chorowały od szkodliwych warunków, a dzisiaj? Dzisiaj mamy opiekę, wybór. Niestety nadal na rynku pracy jest zbyt mały dostęp do elastycznych form pracy. Kobiety nadal są dyskryminowane w zawodowym świecie męskim. Zakładają firmy jednoosobowe, ale po 2latach zabija je wysoki Zus, który nie przekłada się na przyszłe emerytury. Prawda jest taka, że opuszczając dom rodzinny każdy musi się utrzymać i wyżywić, to samo jest w związkach i tu kobieta podejmuje decyzję, czy będzie usłużna w stosunku do mężczyzny, czy będzie jego partnerką. Większość kobiet chce zachować niezależność finansową, co jest mądre, gdyż nigdy nie przewidzimy przyszłości naszego związku, plany planami, a życie życiem. Dzisiaj kobieta wsiada z dziećmi do samochodu i jedzie załatwiać sprawy i robić zakupy, kiedyś ta kobieta targała do domu zakupy pieszo, w domu była nie raz więcej niż 5ka dzieci, prała i wyżymała we frani, dzisiaj wrzuca do automatu. Czy kiedyś i dzisiaj Matka Polka znaczy to samo? Śmiałabym powiedzieć luksusowa Matka Polka, bo jeżeli kobieta chce poświęcić się wychowywaniu dzieci i pracom domowym to jest jej wybór, pamiętajmy, że czasy dawnych kobiet siedzących w domach się zmieniły, dzisiaj jest więcej kobiet pracujących, więcej rozwodów i bardzo szybko zmienia się sytuacja na rynku pracy i ogólnie tempo życia jest inne, zmienia się mentalność, ale to co włożymy w głowy naszym dzieciom zaprocentuje w przyszłości dla nich i dla nas. Kobieto, odpowiedz sobie na pytanie jak chcesz żyć? Chcesz związku partnerskiego, czy chcesz być dla męża usłużna? Bo dużo mężczyzn taki model rodziny wyniosło z domu. Niech mężczyzna Cię szanuje i będzie wdzięczny, a niech nie uważa, że to jest normalne, bo do tego jesteś stworzona (notabene jak jego matka). Życzę nam aby nasze wysiłki były szanowane i doceniane 🙂
Natalia
Dzięki Kasia za wiele cennych uwag. Co do większości zgadzam się z Tobą 🙂 Oczywiście, że my jako mamy mamy teraz łatwiej niż było kiedyś. Mamy moc ułatwień, dzięki którym wiele spraw załatwia się prościej i szybciej – u mnie w domu np. moja mama zawsze dużo pracowała (informatyk w banku), a samochodem nie jeździła.. pomimo to zwykle to ona odwoziła mnie autobusem do szkoły i odbierała, nosiła zakupy itd. Ja mogę je zapakować do samochodu albo nawet zamówić online. Dlatego tym bardziej nie lubię tekstów o tym, że matkom ciężko, trudno i jęczą, że takie przemęczone… tutaj wszystko zależy od nas i naszego podejścia. co do dzieci też staramy się zachować zdrową granicę między tym, że to dziecko, które ma prawo do własnego zdania, ale też dziecko, które musi słuchać dorosłych 😉 pozdrowienia!:)
Katarzyna Ka
Moja wypowiedź to ogólne przemyślenie do tematu, komentarzy, do codzienności. BDB tekst 🙂 pozdrawiam
Natalia
dzięki 🙂 pozdrowienia dla Ciebie 🙂
Agnieszka MT
Najwyraźniej nie jestem Matką Polką ???
Lilu_Melody
Nikt nam nie kazał, to prawda, ale czasem świat nie jest taki różowy, czasem ograniczenia narzuca nie koleżanka, teściowa czy mąż, ale Dziecko, które nie chce się tak jak Twoje ‘dostosować’ do mamy. Dziecko, z którym w ciąży musisz leżeć w szpitalu na patologii, nawet w Boże Narodzenie, Dziecko, z którym wychodzisz ze szpitala po 3 tygodniach po porodzie (więc nie wyjeżdżasz z nim za miasto), by po tygodniu znów wrócić do szpitala i spędzić z nim tam kolejne tygodnie, bo choruje. Dziecko, z którym biegasz po lekarzach, specjalistach, rehabilitacjach. Nie pójdziesz z nim na sushi czy do znajomych, bo drżysz o jego odporność (nie chcesz znów tygodniami spać na szpitalnej podłodze i ‘kąpać się’ w umywalce (bo jedna łazienka na oddział). Stajesz się Matką Polką bo już nie potrafisz myśleć o niczym innym, bo po tak trudnych początkach chcesz Dziecku to ‘wynagrodzić’, chronić je, żeby więcej nie musiało cierpieć – robisz się bardzo ostrożna. Czasem Matki Polki to nie wariatki czy męczennice, ale te, które miały po prostu mniej szczęścia, mają Dzieci ‘po przejściach’, które płaczą w niebogłosy przy obcych, mię schodzą mamie z rąk, nie potrafią jeść z butelki (więc nie ściągniesz pokarmu i nie zostawisz ich z ojcem). Nie każda jest taka z wyboru – odrobina empatii 🙁
ananimowa
Prześwietny post! Uwielbiam wpaść na Waszego bloga, żeby właśnie odpocząć od tych wszędobylskich memów i artykułow o wiecznie umęczonych matkach, które to głównie tworzyły u mnie taki smutny obraz macierzyństwa. Teraz widzę, że naprawdę wszystko jest kwestią naszych chęci, spontaniczności, szaleństwa, bo właśnie to pozwala nigdy się nie zesarzeć i być tym, kim się chce. A fragment: “Kto Ci powiedział, że matka nie może pić i tańczyć na stole???” to po prostu złoto!!! Buziaki dla Was i życzę jeszcze więcej podróżniczych i imprezowych wariacji!
Natalia
Dziękujemy 🙂 miód na nasze serca :)) tańczyć na stole – ZAWSZE:)
Alicja
Wiem, że artykuł jest sprzed kilku lat. Jednak tak bardzo mi pomógł! Jestem przy końcu pierwszej ciąży i wizje zamknięcia w domu, poświęcenia się dziecku w 100%, braku podróży i wyjazdów chodzą za mną jak widmo od kilku tygodni. Dobrze wreszcie od kogoś dowiedzieć się, że tak nie musi być!
Natalia
Hey Alicja!! 🙂 Artykuł ma swoje lata, ale nadal jest aktualny!! 🙂 Trzymam kciuki, a jakbyś potrzebowała porad w temacie podróży z maluchem, wiesz gdzie mnie szukać 🙂