Kilka miesięcy temu, a może rok przeczytałam artykuł o matkach. Jechałam po Maksa do przedszkola, stałam w korku, coś wyskoczyło na Facebooku. Artykuł, o którym jakoś zapomnieć nie mogłam i o którym myślę jeszcze więcej od czas, gdy kilka tygodni temu w naszym domu znów zawitał noworodek, a nasze życie znów nieco się zmieniło. Artykuł, który wtedy mnie zmroził, zirytował, zdziwił. O matkach uwięzionych w domach, o zimnej kawie, o czekaniu na męża przez cały dzień, o patrzeniu przez okno, o dłużących się godzinach, o spacerze wokół bloku. O tym, że tworzenie rodziny zaczyna się od roku izolacji… Jej! Gdybym była w pierwszej ciąży, chyba właśnie obleciałby mnie porządny strach! Gdybym dopiero planowała dziecko, chyba bym się jeszcze raz zastanowiła, a może nawet powiedziała: „dobra, poczekam jeszcze 2-3 lata, ja chcę ŻYĆ, a nie siedzieć tylko w domu!”. Bo jak to tak: ja, zawsze aktywna, zawsze z masą zajęć i pomysłów miałabym zamknąć się w domu??? Czekać na męża/ faceta, bo inaczej tylko ja, dziecko, pielucha, cycek, ja, dziecko, pielucha, cycek…?
Na szczęście, gdy czytałam, ja już jedno dziecko miałam i wszystko we mnie krzyczało: „Nie, tak wcale nie jest! Tak nie musi być!”…. Zwłaszcza w mieście, zwłaszcza w Warszawie. Rozumiem, że tak może się czuć młoda mama, gdy mieszka w domu w lesie, 30 km od jakiegokolwiek miasta czy innych oznak cywilizacji, bez samochodu, ale w mieście ??? W dużym mieście???? W stolicy??? Samotność? Izolacja? Czekanie na męża? Co to ma być? Dorosła kobieta czy bezwolna księżniczka uwięziona w średniowiecznej wieży???
Wiedziałam, że gdy Maks miał kilka tygodni czy kilka miesięcy, nigdy nie spotkałam się z takim uczuciem. Teraz mam Jagodę – zaraz skończy 8 tygodni i również się tak nie czuję. Nigdy się tak nie czułam z prostej przyczyny: NIGDY NIE CHCIAŁAM SIĘ TAK CZUĆ. Wiedziałam, że macierzyństwo nie oznacza dla mnie końca aktywnego życia, końca tego, co lubię, tylko wprowadzenie niezbędnych zmian i dostosowanie aktywności do tego, co można robić razem z maluchem. A można robić naprawdę spoooooro! A gdy słucham o tym, że cały dzień w domu, że wyjść się nie da, że na męża trzeba czekać, że szczyt możliwości to spacer po pobliskim parku, to szlag mnie trafia! Hey dziewczyny, czy nie mając dziecka, też nigdzie nie ruszałyście się bez faceta? Czy nie podejmowałyście same żadnych decyzji? Czy nie miałyście swoich zajęć, marzeń, planów, koleżanek??? Czy po pracy czekałyście tylko na to, co ON Wam zaproponuje? Nie? No to co się teraz stało??? Siedzicie w domu, bo co? Bo z dzieckiem się nie da… ? Bo nie lubi wózka? Bo nie lubi samochodem? Bo nie masz czasu między jednym karmieniem, a drugim? A może drzemka o godzinie X utrudnia wyjście z domu?
Zamiast narzekać i straszyć wizją uwięzienia w domu te, które dopiero mamą planują być, weźcie sprawy w swoje ręce. Jesteście na macierzyńskim, nie na chorobowym. Macie maleńkie dziecko, ale kto powiedział, że musicie je non stop izolować??? Możecie robić maaaaasę rzeczy, zwłaszcza, gdy mieszkacie w dużym mieście. Zwiedzać nowe miejsca, chodzić codziennie do innej kawiarni, jeść śniadania z przyjaciółką, iść na kawę, na lunch, na ciastko, możecie szukać miejsc przyjaznych dzieciom, iść na fitness dla mam, do kina dla mam, zapisać się na zajęcia językowe z dzieckiem i znaleźć całą masę innych rzeczy, które naprawdę można robić z maluchem zamiast siedzenia w domu, bo „mam dziecko”.
Wymówek można mieć mnóstwo – to tylko Twoja decyzja, czy się im poddasz czy będziesz sama kształtować swoją rzeczywistość z dzieckiem. Nie masz samochodu? OK, jeśli tylko nie mieszkasz 30 km od miasta, spokojnie dasz radę autobusem i piechotą z wózkiem. Ja się tak przemieszczałam z Maksem przez pierwszy rok i nikomu korona z głowy nie spadła. Twoje dziecko ciągle jęczy, jest wrażliwe, w domu ciągle chce być na rękach? A może w kawiarni będzie jęczeć mniej niż w domu? Albo na zajęciach albo na zakupach w centrum handlowym? Nie próbowałaś – nie wiesz. Nie lubi wózka? Spróbuj z chustą albo z nosidłem. Nie lubi samochodu? To już omówiłyśmy – masz autobus i własne nogi. Musisz być w domu na karmienie? A dlaczego? Dziecko można nakarmić wszędzie! A może nie masz z kim? Rozejrzyj się, na pewno ktoś z dzieckiem się znajdzie… może dalsza koleżanka, z którą odnowisz znajomość? Może ktoś z dawnych lat?
A jak powiesz, że tak fajnie, że duże miasta możliwości mają mnóstwo, ale w mniejszych to już nie… Prawda jest tak, że zwykle też się coś znajdzie. A jeśli nie, to może to właśnie Wasza rola? By coś fajnego dla siebie i innych mam zorganizować. Błagam, nie stawajmy się zamkniętymi w domach matkami, które tylko czekają na powrót swoich facetów czy mężów z pracy. Nie dziwię się, że wtedy nic nam się nie chce, że czujemy się przytłoczone pieluchami, karmieniem i dzieckiem. Wyjdź z domu, odetchnij, zrób coś. Dla siebie, ale też dla dziecka. Twoje dziecko wcale niekoniecznie będzie szczęśliwsze, jeśli będzie siedzieć tylko w domu z przerwą na 2 godzinny spacer po okolicy, niekoniecznie będzie zdrowsze, niekoniecznie będzie się lepiej chować i lepiej rozwijać.
Ktoś powie: Ty masz łatwe dziecko, moje to… Wiecie co? Moje dziecko w domu wcale spać nie chce, też kwęka i stęka i co ją odłożę na trochę i próbuję coś zrobić to po 10-15 minutach słyszę pojękiwania i kwękania…. Na wyjściu niemal nigdy J Może Waszego malucha też irytuje ciągłe siedzenie w domu??? Póki nie spróbujesz, to się nie dowiesz J Spróbuj. Odpuść teorie, co możesz, a czego nie możesz z dzieckiem. Zrób coś, na co masz ochotę! Wykorzystaj ten macierzyński też dla siebie. Zobaczysz – warto!
PS. wspomnianego na początku artykułu nie linkuję z prostej przyczyny – mocno wierzę, że autorka miała po prostu gorszy dzień i nie chciałaby być utożsamiana głównie z tym tekstem 😉




82 Comments
Grochem o Garnek | Anna Sudoł
Natalia, wyglądasz super na tym zdjęciu! <3 Świetny, bardzo potrzebny post 🙂 Zgadzam się ze wszystkim i przyznaję, że sama też czasami zbyt często siedzę w domu, usprawiedliwiając to tym, że mieszkam daleko od miasta 🙂 Chociaż u nas jest trochę inaczej, bo Łuki pracuje z domu to jednak zawsze warto wyjść i fajnie spędzić czas!
Natalia
🙂 Dzięki Ania 🙂 to zdjęcie z 2011 – młodość kochana, młodość!:) + północna Francja i pewnie po tygodniu wspaniałej podróży z 2,5 miesięcznym Maksem – jak widać podróż służy :)) czyli jesteście razem zawsze? też super!:) zresztą Ty to zakładam, że w domu robisz inne super rzeczy – zawsze zazdroszczę tych pięknych przepisów 🙂
Ilona
Mnie akurat nie przeszkadza siedzenie z dzieckiem w domu. Zimą nawet nie wychodzę z dzieckiem na spacer, tylko idę z nim na 20 minut na balkon. Ja lubię czasami wyjść z domu, ale bez dziecka, wtedy czekam na swojego męża i sama idę do biblioteki, kawiarni, czy do sklepu, albo spotkać się z przyjaciółkami, oczywiście bez dzieci. Wtedy mam okazję odpocząć od dziecka. Ponadto gdy jest śnieg, albo deszcz nie ruszam tyłka z domu. Spacery lubię albe od marca do października. Zima = balkon.
Martyna
Artykuł jest fajny, ale niestety niedostosowany do realiów ekonomicznych wielu młodych matek. Z rozrywek dostępnych bez pieniędzy w portfelu pozostaje spacer i windowshopping 😉 I tak, jest w tym kraju wielu ludzi, dla których kawa w kawiarni jest nieosiągalna, a bilety na autobus to pewien luksus.
Natalia
Myślę, że dla matek w dużym mieście kawa i bilet na autobus jednak jest osiągalna… wnoszę po tłumach w kawiarniach, problemach z zarezerwowaniem stolika w restauracji i masie ludzi w centrach handlowych 😉 nie mówmy zatem, że siedzenie w domu to tylko efekt ograniczeń ekonomicznych 😉
aga
dziecko nie ogranicza, to raczej brak finansów na wyjście do kawiarni na kawę czy ciastko i uczestnictwo w zajęciach i wyjazdy. Ja z dziećmi mogę jeździć wszędzie i robić wszystko, ale niestety najpierw trzeba ostro na to nazbierać.
Justyna
Jeszcze nie mam dzieci, ale czytając Twoje artykuły jestem bardzo pozytywnie nastawiona do macierzyństwa. Myślę, że sedno tkwi w tym, by mieć zainteresowania. Pracuję w bibliotece – u nas oferta bezpłatnych zajęć jest ogromna, więc są dla każdego (bez względu na wielkość portfela). Oprócz wypożyczenia książki/filmu/audiobooka, można uczestniczyć w spotkaniach dla młodych rodziców z dziećmi, posłuchać ciekawych prelekcji, zapisać się do klubu kulinarnego czy klubu podróżnika (zapraszamy gości, którzy opowiadają o swoich podróżach, czasem są to nasi czytelnicy) itp. Mogłabym wymieniać bez końca. Nawet w mniejszych miastach (ja w takim mieszkam) jest mnóstwo możliwości – po prostu zamykając się w czterech ścianach nie wiemy, jak wiele się dzieje dookoła. Pozdrawiam 🙂
Natalia
Ooo super! 🙂 no widzisz, a zwłaszcza na Facebooku pojawiła się maaaasa komentarzy, że w małym mieście nic się nie da robić… a mi się właśnie wydaje, że to jest kwestia szeroko otwartych oczu, uszu i też chęci, bo nawet z koleżankami można urządzić klub kulinarny u którejś w domu 🙂 cieszę się, że moje posty nastawiają pozytywnie i mam nadzieję, że Twoje macierzyństwo okaże się równie pozytywne jak moje 🙂 pozdrowienia 🙂
Kasia
Bardzo fajny tekst i choć zgadzam się z Tobą co do samej zasady to niestety muszę to napisać – jesteś trochę oderwana od polskiej rzeczywistości.
Nie mam na celu Cię obrazić ani pisać z zazdrości, bo wiem, że pozycję finansową zawdzięczasz swojej ciężkiej pracy i z całego serca Ci tego gratuluję 🙂 Ale, nie każdy jest Tobą. Co więcej, większość Polski żyje w zupełnie innych realiach. W realiach, gdzie za cenę kawy ze Starbucksa można zrobić obiad dla czterech osób. W realiach, gdzie przyjaciółka pracuje na kasie albo w przedszkolu i niestety, ale co najwyżej może spotkać się w parku w sobotę ze swoimi dziećmi. Gdzie na kurs języka dla dziecka zrzuca się cała rodzina, a co dopiero mieliby się zrzucać na Twój. Ubrania dla siebie kupujesz w SH, bo inaczej zabraknie Ci na pampersy, a szczytem marzeń jest wyjazd na tydzień do Chorwacji zamiast nad polskie morze.
I jasne, można napisać, że pieniądze to nie wszystko. Ale najpierw policz ile zostaje rodzinie z dwójką dzieci, gdzie rodzice zarabiają po 2-2,5 tys. na rękę (dominanta zarobków w Polsce to chyba jakieś 1,8-2 netto?), wynajmują mieszkanie za 1,5k, za przedszkole płacą 500 zł. A macierzyński przez rok obcina mamie pensję o 20%.
Jeśli faktycznie chciałabyś, żeby Twój tekst coś zmienił – to zaproponuj rozwiązania dla kobiet, które do dyspozycji mają zero albo kilkanaście złotych miesięcznie na takie aktywności 🙂 Bo niestety, ale tekst “wymyślcie coś w swojej okolicy” jest trochę lekceważeniem tych, których nie stać na to co wymniełaś albo nie mieszkających w dużych miastach.
Pozdrawiam Cię serdecznie!
Natalia
Hey Kasia 🙂 dzięki za kulturalny komentarz – jak widać można się nie zgadzać, ale spokojnie o tym dyskutować 🙂
To może po kolei:
1) wiem, że nie każdy ma takie możliwości finansowe, jakie mamy my i większość naszych znajomych. wiem, że mieszkamy w wielkim mieście, w stolicy i czasem wydajemy kwoty na obiad czy wyjazd absurdalne dla innych. Przyznaję się do tego – tak jak napisałaś to efekt ciężkiej pracy.. wiem, że łatwiej wymyślać rozrywki, gdy się na nie ma pieniądze..
ale:
1) zachowanie “siedzę w domu z dzieckiem i czekam na męża, bo z dzieckiem to się nie da” obserwuję też u osób, których finanse nie ograniczają i mam wrażenie, że to kwestia zmieniającej się mentalności po urodzeniu dziecka, a nie kasy…
2) jestem socjologiem / badaczem rynku i zdarza mi się robić badania w małych miasteczkach i pomimo, że możliwości są tam mniejsze, nadal spotykam osoby, które są bardziej stacjonarne, bez pomysłów, jak i te pełne energii i pomysłów, co by tu zrobić pomimo, że nie mają rewelacyjnej sytuacji – takie miałam odczucia jak robiłam wywiady np. w Świebodzinie – jakieś 20 tys. mieszkańców?
3) co do propozycji, wiadomo, że mi jest ciężko wczuć się w sytuacji kogoś w małym mieście tak jak komuś w małym mieście ciężko np. zrozumieć, że w dużym mieście pracujesz czasem 15 godzin na dobę, a komputer odkładasz o 3 w nocy ;)… ktoś jednak poniżej pisał o bezpłatnych zajęciach w bibliotece, czasem są takie w domach kultury -można zebrać koleżanki i samemu zrobić sobie klub kulinarny – raz na tydzień spotykać się na obiadkach u jednej, można się umawiać na bieganie z wózkami (kurka, ja to bym chciała mieć na to czas!!!), można zorganizować fitness z dzieckiem u którejś w domu włączając płytę na komputerze, nawet języka można się uczyć przez Internet…
4) inna kwestia jest taka – niby tak źle, niby pracy nie ma, a jeśli miałabym powiedzieć, jak nam jest ciężko znaleźć pracowników to bym chyba elaborat napisała 😉 a nie wyzyskujemy ludzi, płacimy na czas, praca miła, warunki miłe… a wymagania często nieadekwatnie duże – i niestety nie jest to tylko opinia warszawska – problemy ze znalezieniem ludzi do pracy mają znajomi i w Bieszczadach, i na Podlasiu….
Kasia S
Rozumiem intencje tego tekstu, ale zabrzmiało jak: “jesteś sfrustrowana macierzyństwem? – idź do kawiarni na ciasto lub odnów znajomość z kimś przypadkowym z podstawówki i namów,żeby zaopiekował/a się Twoim dzieckiem”. O kursie języka z dzieckiem nie wspominając, bo znam lepsze metody marnowania kasy i lepsze sposoby na naukę języka. Jak się ma znajomych z dziećmi lub dużo kasy na zbyciu lub klub fitness z basenem koło domu, to pierwsze miesiące z dzieckiem nie są problemem. Dla pozostałych, należałoby spłodzić troszkę konkretniejszy tekst, z których słyniesz: kilka miejsc/ aktywności (miejsca, adresy, telefony) dla mam i niemowlaków. Czekam z niecierpliwością! Pozdrawiam
Natalia
A chętnie taki tekst spłodzę 🙂 szczerze? to miałabym ochotę taki tekst płodzić od urodzenia małej, ale za dużo czasu mi praca pochłania – taki ten mój macierzyński ;))) co do fitnessu – ja jeździłam z Maksem autobusem kilkanaście przystanków na fitness z bobasem, nie miałam nic koło domu 🙂 a i znajomość odnowiłam na tym fitnessie i nadal się spotykamy 😉 fitness to Puella na Kabatach, teraz zamierzamy z Jagodą testować Calypso Europlex 🙂
Ania Kwaśny
Popieram ☺ siedzenie w domu z dzieciątkiem to błąd. Ale czytam poniższe komentarze muszę powiedzieć “NIE”. To nie chodzi tylko o pieniądze. Można wyjść na spacer z książką i kawą w kubku termicznym i nie wydać ani złotówki. Jest mnóstwo darmowych spotkań, szkoleń dla mam z dziećmi i to niekoniecznie w dużym mieście (sama w takim mieszkam). Nawet głupie wyjście po chleb i kwiaty może być oderwaniem od rzeczywistości, bo zawsze spotkamy jakieś mamy, z którymi można pogadać. Ja ze swoim maluchem pracowałam, chodziłam na fitness, na kawę. Wszystko jest kwestią chcenia ?
Natalia
Dzięki Ania!!! 🙂 myślimy dokładnie tak samo 🙂
Katarzyna
A ja się muszę z Tobą nie zgodzić nie wszystko zależy od chcenia. Bo ja chcę bardzo dużo niestety zaraz potem zdezam sie z twardą ścianą rzeczywistości bo moje dziecko np od początku nie spało w wózku ba każde zatrzymanie sie podczas spaceru kończyło się wrzaskiem jakby ja rozdzierali. Patrzyłam że łzami w oczach na te matki na ławeczkach czytające książkę czy gazetę, na te które spokojnie robiły zakupy a dziecko smacznie spalo. I nie jestem z tym jedyna. Teraz córa ma niemal 2 lata i wyjście z nią gdziekolwiek indziej niż na plac zabaw dalej graniczy z cudem i jest bardzo dalekie od błogiej przyjemności. I wybaczcie ale jak czytam takie zaprzeproszeniem pierdzielenie o szopenie i wrzucanie wszystkich do wora pod tytułem bo “im się nie chce” to mnie krew zalewa i mam wrażenie, że macie anioły nie dzieci (albo dzieci nie macie)
Joanna Kieres
Moj tez nauczony ze spanie tylko w jadacym wozku, nie powiem czasem z zazdroscia patrzylam na mamy na laweczkach, ale na pewno nie ze lzami. Zwiedzilam wiele nowych miejsc, opalilam sie jak nigdy, schudlam i nabilam setki kilometrow. Chodzilam tez na baggygym idealne zajecia dla takich “wymagajacych” maluchow 🙂 A w koncu tez czasem sie budzil i mozna bylo usiasc na kawie czy lemoniadzie 🙂
Katarzyna
Też nabijalam kilometrów i sporo schudła ale mimo iż uwielbiałam i uwielbiam chodzić to mazylo mi się choćby usiąść i w spokoju wypić 2 łyki wody. Po nieprzespanej nocy i całych dniach na nogach przy problemach z kręgosłupem czasem trzeba usiąść i chwilę odsapnąć.
bobu
Co Wy z tą kawą? Karmicie piersią i kawę pijecie? Gratulacje! Ja nie wypiłam ani kropli od porodu a dziecko niedługo kończy 3-miesiące. Jak mała prawie nie śpi w dzień to nie będę ryzykować, kawa dla mnie nie istnieje. No chyba że macie dzieci na butli, to inna sprawa. Ale życie na butli generalnue jest łatwiejsze. W tekście jest “karmić można wszędzie”, na pewno? Wyciągasz cycek na mrozie? U mnie te karmienia trwają 40 min i są co półtorej godziny, jakoś nie wyobrażam sobie marznąć 40 min.
Mum
Są takie mamy, które znajdą milion powodów do tego aby z dzieckiem nie wyjść. Tak zwane marudy i ‘ nie da się’ tak jak zauważyłaś. Są też i takie ( i jest to większość – sądząc po ilości wózków ‘na mieście’ 🙂 ) , które chodzą ze swoim dzieckiem bez ograniczeń wszędzie. Moim zdaniem zdecydowanie zależy to od charakteru i poziomu aktywności mamy. W końcu nie każdy lubi spacery , wyjścia z dzieckiem, na fitness , itp. Myślę że to sprawa bardzo indywidualna 🙂
Natalia
Masz rację – jak ktoś ma ochotę na siedzenie w domu, spełnia się w tym i spędza każdy dzień z uśmiechem na twarzy, to jak najbardziej:) to jest raczej tekst zachęcający do zmiany te, które liczą godziny do przyjścia męża, bo czują się uwięzione w domu… też uważam, że aktywne przeważają 🙂 ale niech będzie nas jeszcze więcej 🙂
Katarzyna
A są też takie i jest ich masa (nawet jak ostatnio widzę więcej niz tych co wg was im sie chce) które lecą biegiem z wózkiem sfrustrowane i zmęczone słuchaniem ciągłego placzu, które bardzo chcą i próbują ale i tak są przez postronnych wrzucane do wora “im sie nie chce”
Ewelina
Sporo tu odniesień do sytuacji finansowej młodych mam, a wpis przecież nie o tym! Ja widzę w nim zachętę do niedopuszczania, zachętę do życia tak jak wcześniej bez względu na fakt posiadania małych dzieci. I pod tym się podpisuję obiema rękami. Za jedno z moich ważniejszych życiowych osiągnięć uważam fakt, że w (podwójnym już) macierzyństwie nie zgubiłam siebie.
Pieniądze owszem ułatwiają, ale przecież wszystko jest w naszych głowach!
A jesli mama ciekawa świata nie ma kasy, to polecam np. muzea – każde publiczne muzeum ma obowiązkowo 1 dzien bezpłatnego zwiedzania w tygodniu.
Natalia
Ooo, i to jest kolejna świetna propozycja!!! 🙂 Muzea! myślę, że można sporo wymyśleć – chyba faktycznie jak ktoś niżej napisał trzeba się wziąć za konkretny post 🙂 fajnie też, że piszesz z perspektywy mamy dwójki 🙂 ja niby też już dwójkę mam, ale od niedawna, to zaraz mi ktoś zarzuci, że nic nie wiem 😉 a jaką masz różnicę wieku? 🙂
Ewelina
Ja też z tych świeżych wielomatek – starszy ma 3 lata, młodszy 4 miesiące :). Ale tym bardziej jestem zdeterminowana by w tym codziennym szaleństwie robić coś dla siebie. Trudno mi ocenić na ile moje dzieci są łatwe w ogarnięciu i stąd udaje mi się wychodzić z nimi na wystawy, do restauracji, na bliższe i dalsze wycieczki (niektóre mamy w dyskusji podnosiły, że z ich dziećmi się tak nie da). Wiem za to napewno, że ja jestem dużo lepszą mamą jeśli mogę przy okazji opieki nad chłopcami robić to co lubię:)
Kasia Kulesza | Zorganizowana
Zgadzam się z Tobą w 100%! Moja córka ma 2 latka, syn 4 miesiące, a ja absolutnie nie czuję się zamknięta w domu i sfrustrowana. A od niedawna mieszkam w małym mieście, więc teoretycznie mam tu zdecydowanie mniej rozrywek. Z moimi dziećmi da się iść wszędzie (cud?przypadek?szczęście?), nie widzę problemu z wyjściem do restauracji czy do sklepu (o spacerze nie wspominam nawet, bo nie wiem co to za filozofia ubrać się i wyjść…). Mam czas na treningi trzy razy w tygodniu (trenuję przy dzieciach w domu i jakoś nie widzę w tym kolejnego problemu i powodu do wymówki), mam zrobiony manicure i pedicure, przeczytaną książkę i zrobione wpisy na bloga. Dwa razy w tygodniu wychodzę wieczorem na nordic walking z koleżanką – bo chcę! Proste 🙂 Wszystko zależy od podejścia 🙂 I również uważam, że dzieci na tym korzystają, bo nie mają sfrustrowanej mamy. Pozdrawiam!
Natalia
Czuję, że byśmy się dogadały :))) muszę tylko te treningi wpisać w swój plan, ale praca na swoim mi to utrudnia – chociaż to pewnie też trochę wymówka 🙂 chodakowska czy coś innego u Ciebie? 🙂
Kasia Kulesza | Zorganizowana
Zdecydowanie byśmy się dogadały! 🙂
U mnie modyfikowana Chodakowska, bo po ciążach mam rozejście mięśni brzucha, więc nie wszystko mi wolno 🙁 Ale odkryłam też niedawno na YouTube kanał POPSUGAR Fitness i coraz częściej robię treningi tam pokazane, dla odmiany 🙂 A jeśli szukasz czegoś szybkiego, to polecam Blogilates :*
Natalia
Kusisz, kusisz!! 🙂 właśnie zajrzałam do Ciebie – ten opis
“Jeśli je jogurt to na pewno puste opakowanie wraz z łyżeczką zostawi tam, gdzie jadł, czyli zazwyczaj w salonie.
Jeśli ma jakieś ubranie do prania to położy je NA koszu na brudy,
a nie DO tego kosza. (UPDATE: po interwencji z mojej strony zaczął
wkładać brudy do kosza, ale nie zamyka pokrywy…).
Jeśli przebiera się w trakcie dnia to wszystkie elementy
garderoby lądują na fotelu w salonie, nigdy w szafie. Podobnie piżama –
znajduję ją POD ozdobnymi poduszkami w salonie, nigdy w sypialni…”…. to totalnie mój Łukasz ;))) on jeszcze skarpetki pod poduszki w salonie wkłada;)))
i jaki instagram piękny!:) ale się cieszę, że się tu odezwałaś! idę po te patenty organizatorskie, bo ja też to lubię chociaż nie zawsze mi starcza czasu przy pracy na swoim 😉 ale coś czuję, że Twój blog mi pomoże 🙂
Kasia Kulesza | Zorganizowana
Haha no to zgadnij, gdzie dziś rano znalazłam skarpetki mojego Tomka? 😛
Tydzień temu się wściekłam i wszystkie takie porozrzucane rzeczy wrzuciłam do worka na śmieci i schowałam w garderobie. Chciałam mu dać nauczkę. I wiesz co? Nawet nie zauważył ich braku! No niereformowalny! 😉
Cieszę się, że Ci się u mnie podoba, zapraszam częściej 🙂 :*