Kilka miesięcy temu, a może rok przeczytałam artykuł o matkach. Jechałam po Maksa do przedszkola, stałam w korku, coś wyskoczyło na Facebooku. Artykuł, o którym jakoś zapomnieć nie mogłam i o którym myślę jeszcze więcej od czas, gdy kilka tygodni temu w naszym domu znów zawitał noworodek, a nasze życie znów nieco się zmieniło. Artykuł, który wtedy mnie zmroził, zirytował, zdziwił. O matkach uwięzionych w domach, o zimnej kawie, o czekaniu na męża przez cały dzień, o patrzeniu przez okno, o dłużących się godzinach, o spacerze wokół bloku. O tym, że tworzenie rodziny zaczyna się od roku izolacji…  Jej! Gdybym była w pierwszej ciąży, chyba właśnie obleciałby mnie porządny strach! Gdybym dopiero planowała dziecko, chyba bym się jeszcze raz zastanowiła, a może nawet powiedziała: „dobra, poczekam jeszcze 2-3 lata, ja chcę ŻYĆ, a nie siedzieć tylko w domu!”. Bo jak to tak:  ja, zawsze aktywna, zawsze z masą zajęć i pomysłów miałabym zamknąć się w domu??? Czekać na męża/ faceta, bo inaczej tylko ja, dziecko, pielucha, cycek, ja, dziecko, pielucha, cycek…?

 

Na szczęście, gdy czytałam, ja już jedno dziecko miałam i wszystko we mnie krzyczało: „Nie, tak wcale nie jest! Tak nie musi być!”…. Zwłaszcza w mieście, zwłaszcza w Warszawie. Rozumiem, że tak może się czuć młoda mama, gdy mieszka w domu w lesie, 30 km od jakiegokolwiek miasta czy innych oznak cywilizacji, bez samochodu, ale w mieście ??? W dużym mieście???? W stolicy??? Samotność? Izolacja? Czekanie na męża? Co to ma być? Dorosła kobieta czy bezwolna księżniczka uwięziona w średniowiecznej wieży???

 

Wiedziałam, że gdy Maks miał kilka tygodni czy kilka miesięcy, nigdy nie spotkałam się z takim uczuciem. Teraz mam Jagodę – zaraz skończy 8 tygodni i również się tak nie czuję. Nigdy się tak nie czułam z prostej przyczyny: NIGDY NIE CHCIAŁAM SIĘ TAK CZUĆ. Wiedziałam, że macierzyństwo nie oznacza dla mnie końca aktywnego życia, końca tego, co lubię, tylko wprowadzenie niezbędnych zmian i  dostosowanie aktywności do tego, co można robić razem z maluchem. A można robić naprawdę spoooooro! A gdy słucham o tym, że cały dzień w domu, że wyjść się nie da, że na męża trzeba czekać, że szczyt możliwości to spacer po pobliskim parku, to szlag mnie trafia! Hey dziewczyny, czy nie mając dziecka, też nigdzie nie ruszałyście się bez faceta? Czy nie podejmowałyście same żadnych decyzji? Czy nie miałyście swoich zajęć, marzeń, planów, koleżanek??? Czy po pracy czekałyście tylko na to, co ON Wam zaproponuje? Nie? No to co się teraz stało??? Siedzicie w domu, bo co? Bo z dzieckiem się nie da… ? Bo nie lubi wózka? Bo nie lubi samochodem? Bo nie masz czasu między jednym karmieniem, a drugim? A może drzemka o godzinie X utrudnia wyjście z domu?

 

Zamiast narzekać i straszyć wizją uwięzienia w domu te, które dopiero mamą planują być, weźcie sprawy w swoje ręce. Jesteście na macierzyńskim, nie na chorobowym. Macie maleńkie dziecko, ale kto powiedział, że musicie je non stop izolować???  Możecie robić maaaaasę rzeczy, zwłaszcza, gdy mieszkacie w dużym mieście. Zwiedzać nowe miejsca, chodzić codziennie do innej kawiarni, jeść śniadania z przyjaciółką, iść na kawę, na lunch, na ciastko, możecie szukać miejsc przyjaznych dzieciom, iść na fitness dla mam, do kina dla mam, zapisać się na zajęcia językowe z dzieckiem i znaleźć całą masę innych rzeczy, które naprawdę można robić z maluchem zamiast siedzenia w domu, bo „mam dziecko”.

 

Wymówek można mieć mnóstwo – to tylko Twoja decyzja, czy się im poddasz czy będziesz sama kształtować swoją rzeczywistość z dzieckiem. Nie masz samochodu? OK, jeśli tylko nie mieszkasz 30 km od miasta, spokojnie dasz radę autobusem i piechotą z wózkiem. Ja się tak przemieszczałam z Maksem przez pierwszy rok i nikomu korona z głowy nie spadła. Twoje dziecko ciągle jęczy, jest wrażliwe, w domu ciągle chce być na rękach? A może w kawiarni będzie jęczeć mniej niż w domu? Albo na zajęciach albo na zakupach w centrum handlowym? Nie próbowałaś – nie wiesz. Nie lubi wózka? Spróbuj z chustą albo z nosidłem. Nie lubi samochodu? To już omówiłyśmy – masz autobus i własne nogi. Musisz być w domu na karmienie? A dlaczego? Dziecko można nakarmić wszędzie!  A może nie masz z kim? Rozejrzyj się, na pewno ktoś z dzieckiem się znajdzie… może dalsza koleżanka, z którą odnowisz znajomość? Może ktoś z dawnych lat?

 

A jak powiesz, że tak fajnie, że duże miasta możliwości mają mnóstwo, ale w mniejszych to już nie… Prawda jest tak, że zwykle też się coś znajdzie. A jeśli nie, to może to właśnie Wasza rola? By coś fajnego dla siebie i innych mam zorganizować. Błagam, nie stawajmy się zamkniętymi w domach matkami, które tylko czekają na powrót swoich facetów czy mężów z pracy. Nie dziwię się, że wtedy nic nam się nie chce, że czujemy się przytłoczone pieluchami, karmieniem i dzieckiem. Wyjdź z domu, odetchnij, zrób coś. Dla siebie, ale też dla dziecka. Twoje dziecko wcale niekoniecznie będzie szczęśliwsze, jeśli będzie siedzieć tylko w domu z przerwą na 2 godzinny spacer po okolicy, niekoniecznie będzie zdrowsze, niekoniecznie będzie się lepiej chować i lepiej rozwijać.

 

Ktoś powie: Ty masz łatwe dziecko, moje to… Wiecie co? Moje dziecko w domu wcale spać nie chce, też kwęka i stęka i co ją odłożę na trochę i próbuję coś zrobić to po 10-15 minutach słyszę pojękiwania i kwękania…. Na wyjściu niemal nigdy J Może Waszego malucha też irytuje ciągłe siedzenie w domu??? Póki nie spróbujesz, to się nie dowiesz J Spróbuj. Odpuść teorie, co możesz, a czego nie możesz z dzieckiem. Zrób coś, na co masz ochotę! Wykorzystaj ten macierzyński też dla siebie. Zobaczysz – warto!

 

 

PS. wspomnianego na początku artykułu nie linkuję z prostej przyczyny – mocno wierzę, że autorka miała po prostu gorszy dzień i nie chciałaby być utożsamiana głównie z tym tekstem  😉