Spis treści
- 8 “STRASZAKÓW”, KTÓRE MOŻESZ PUŚCIĆ MIMO USZU!
- 1) Cesarka??? Wiesz, że długo nie dojdziesz do siebie i nie będziesz mogła się zajmować dzieckiem tak jak po porodzie naturalnym. / Po cesarce podobno są problemy z karmieniem piersią.
- 2) Nie jedz tego, mały na pewno będzie mieć kolki!!
- 3) Pierwsze miesiące to masakra, potem to już z górki!!
- 4) Nie dawaj mu smoczka – zobaczysz, jakie będą potem histerie!
- 5) Przecież dziecko musi mieć rutynę i swój plan dnia!
- 6) Dziecko ogranicza, już nie będziesz mogła wychodzić z domu tam, gdzie chcesz.
- 7) Teraz to się skończą się te Wasze podróże! Chyba nie sądzisz, że będziecie tak jeździć z dzieckiem??
- 8) Nie wsiądę z dzieckiem do samolotu, będzie ryczeć!
- Podobne wpisy
– Wiesz co, byliśmy ostatnio z Tomkiem na szkole rodzenia – powiedziała mi koleżanka z liceum, która pod koniec grudnia rodzi swoje pierwsze dziecko. Za oknem deszcz i listopadowa wichura, a my siedziałyśmy nad rozgrzewającym indyjskim thali – I jak posłuchaliśmy innych par, to aż się przeraziliśmy! Wszyscy pytani o pierwsze skojarzenia z porodem od razu rzucali same negatywne słowa: krew, ból, łzy, masakra, strach. Ja wiem, że poród jest bolesny, ale gdy o nim myślę, myślę przede wszystkim o tym, że poznam wreszcie swoje dziecko, że je zobaczę, że to będzie radosna i pozytywna chwila. Tomek uważa tak samo.
A Ty??? Jak wyobrażałaś sobie poród? A jak pierwsze chwile z dzieckiem? Widziałaś oczami wyobraźni nieprzespane noce, zimne jedzenie, swoje tłuste włosy i brudny dres? Czy może szykowałaś się na nadludzkie zmęczenie, które nie daje Ci oddychać? Na noszenie godzinami, krzyk, histerie i Twoją bezsilność?
5 lat temu ja trochę tak myślałam. Zaszłam w ciążę trochę przypadkiem i chociaż cieszyłam się bardzo, czułam, że skończy się dotychczasowe, beztroskie życie. Gdy myślę o tym teraz mam wrażenie, że naczytałam się za dużo, nasłuchałam się za dużo. Mam wrażenie, że wbrew temu, co się mówi o pokazywaniu nadmiernie pozytywnego obrazu macierzyństwa, uroczych, uśmiechniętych bobasów i mam z rozanieloną buzią, stała się rzecz dziwna. Macierzyństwo bez lukru wygrało. Uwierzyliśmy, że jest ciężko, że pierwsze miesiące to masakra i tak musi tak być. ZAWSZE. Musi być ryk, płacz, kolka, matka styrana, ledwo żyje, w domu uwięziona, zła, zmęczona, przytłoczona, poświęcająca się. Mówi głośno, że macierzyństwo „to nie je bajka” i głośno sprzeciwia się oblewaniu go szklanką lukru.
A wiesz co ja powiem? Mnie macierzyństwo zaskoczyło na plus! Pierwsze miesiące były łatwe, proste i przyjemne. Wspominam je jak sielankowy czas z moim dzieckiem. Próbuję przypomnieć sobie momenty z życia Maksa, w których czułam się tak źle, w których macierzyństwo mnie dusiło i nie mogę ich znaleźć. Ktoś powie: „co Ty tam wiesz?! Przecież masz tylko jedno dziecko!” Tak, to prawda. Ale straszenie macierzyństwem, przestrogi i czarne wizje zwykle dotyczą tych, którzy jeszcze nawet nie zaczęli. Starają się lub są w pierwszej ciąży. To im się wmawia „Będziesz miał dziecko, to zobaczysz!!”. To ich straszymy, to u nich wprowadzamy obawy i niepewność. Przy drugim dziecku już wiesz, z czym to się je. Nie musisz słuchać dobrych rad i przestróg, a to czy masz 2, 3 czy 4 dzieci rok po roku i nie dajesz rady, to już Twój wybór.
Więc na przekór wszystkim będę lała lukier na całego! Powiecie: „takie dziecko Wam się trafiło!!!” A skąd wiesz, że Tobie się takie trafi??? A skąd wiesz, że
8 “STRASZAKÓW”, KTÓRE MOŻESZ PUŚCIĆ MIMO USZU!
1) Cesarka??? Wiesz, że długo nie dojdziesz do siebie i nie będziesz mogła się zajmować dzieckiem tak jak po porodzie naturalnym. / Po cesarce podobno są problemy z karmieniem piersią.
Tak, miałam cesarkę. Ze względów medycznych, chociaż były momenty, kiedy rozważałam cesarkę na życzenie. Wiem, że to operacja i to zawsze może być groźne. Ale problemy z dochodzeniem do siebie i problemy z karmieniem?? Nie wiem, nie znam. Karmiłam od początku, 3 dni po porodzie byliśmy na pierwszym spacerze. Wstawałam w nocy, nosiłam, przewijałam, robiłam wszystko. Nie mówię, że nie bolało. Trochę tak, ale czy utrudniało mi to codzienne życie i zajmowanie się dzieckiem?? Nie!
2) Nie jedz tego, mały na pewno będzie mieć kolki!!
Dieta matki karmiącej. Ten mały potwór, który najbardziej mnie przerażał, bo wiecie, że kocham jeść! A tu nagle tego nie można, tamtego nie można, z tym uważać. Wiem, że są dzieci, przy których musisz jeść ryż i bułki, bo po wszystkim innym mają czerwoną, szorstką buzię i wysypkę. Bardzo mi żal i tych maluchów, i ich rodziców, ale jest też cała masa dzieci, która nie ma kolek, wysypek i innych atrakcji. Zjadłam sushi, jak Maks miał tydzień. Naszpikowana informacjami o diecie…I co?? I nic. Ale już wcześniej zdążyłam usłyszeć „nie dodawaj cynamonu do jogurty, bo to niemowlętom szkodzi”. Oki, szkodzi, ale jak???? Nie widziałam żadnych konsekwencji… chyba, że ten cynamon z pierwszych dni życia ujawni się tajemniczą chorobą w wieku 20 lat??
3) Pierwsze miesiące to masakra, potem to już z górki!!
Masakra? Nie zauważyłam! Pierwsze miesiące z Maksem wspominam sielankowo. Spacery, dużo czasu, oglądanie seriali przy karmieniu. Pierwsze miesiące to spotkania z koleżankami z maluchami, fitness z bobasem, wyprawy na sushi i do dziecięcych kawiarni. Podróże z Łukaszem. Wieczorne spotkania u nas na balkonie. Często goście. Oczywiście, wstawałam w nocy. Karmiłam, przewijałam, nosiłam i czasem myłam się popołudniu, ale zdecydowanie częściej spędzaliśmy wspaniałe dni, które wspominam jako najbardziej wypoczynkowe od czasu podstawówki 🙂 I wiesz co? Mam całkiem sporo koleżanek, które podobnie wspominają macierzyński. Więc dlaczego u Ciebie to musi być masakra??
I nie, nie miałam 5 osób do zajmowania się dzieckiem. Od rana do wieczora w pierwszych miesiącach ZAWSZE byłam z Maksem sama. Łukasz pracował do 18, 19.00, 20.00, podobnie jak babcie. Ale czy to znaczy, że musiałam spędzać czas samotnie, zamknięta w domu?? Miałam luksus, by czasem wyjść na trochę bez niego, ale z uwagi na karmienie piersią do czasu, jak skończył rok, nie korzystałam aż tak często jak korzystam teraz. Wolałam zabrać Maksa ze sobą.
4) Nie dawaj mu smoczka – zobaczysz, jakie będą potem histerie!
Dałam. Zabrałam, gdy uznaliśmy za stosowne. Sposobem, nie awanturą, histerii brak.
5) Przecież dziecko musi mieć rutynę i swój plan dnia!
Moje ulubione. Bez rutyny dziecko nie da rady. Musi spać w swoim łóżeczku o 13.00 i mieć zawsze kąpiel o 19.23. Jeśli to ułatwia Ci życie, bo lubisz mieć wolne wieczory z mężem codziennie od 20.00, trzymaj się tego. Ale jeśli rutyna Cię dobija, sprawia, że rezygnujesz z tego, co lubisz, na wakacjach od 18.00 jesteś w hotelowym pokoju, a ze spaceru musisz pędzić do domu, bo zbliża się pora drzemki… hmm… wcale się nie dziwię, że dostajesz szału i głośno głosisz „macierzyństwo bez lukru”. My od małego pakowaliśmy Maksa w wózek lub nosidełko i szliśmy tam, gdzie mieliśmy ochotę. Nasze dziecko spało w barze w Tajlandii, chodziliśmy z nim po Madrycie do 1.00 w nocy i na długie kolacje, gdy podróżowaliśmy po Europie. Czy było mu gorzej niż w domu? Nie skarżył się, nie płakał, spokojnie spał… Może nawet lepiej niż ten, co się położył o 19.23 w swoim łóżeczku? 😉
6) Dziecko ogranicza, już nie będziesz mogła wychodzić z domu tam, gdzie chcesz.
Oczywiście ogranicza… szalone imprezy do 7.00 rano, włóczenie się z klubu do klubu, picie ze znajomymi do świtu. Trzeba odpuścić. Wszystko inne da się zorganizować z dzieckiem. Jeśli nie potrafisz, to może nie chcesz? Nie próbujesz? Nie daj się zastraszyć tekstom o matkach uwięzionych w domu z dzieckiem. Ja ostatnio przeczytałam jeden i aż się przeraziłam. Miałam wrażenie, że matka z dzieckiem tylko czeka na powrót męża o 18.00, a czas dłuuuuuży się w nieskończoność. Kurka, czy przed dzieckiem też nie robiłaś nic bez faceta obok??? Roczne wykluczenie ze społeczeństwa??? Czemu?? A jeśli twierdzisz, że Twoje dziecko non stop płacze w domu i po prostu NIE DA SIĘ z nim wyjść, zabierz je do centrum handlowego, do kawiarni przyjaznej dzieciom, do znajomych. Może właśnie wtedy przestanie płakać? Nie dowiesz się póki, nie spróbujesz.
7) Teraz to się skończą się te Wasze podróże! Chyba nie sądzisz, że będziecie tak jeździć z dzieckiem??
Kto choć raz usłyszał coś takiego, ręka do góry. Tylko powiedz swojej Mamie, Babci czy Teściowej, że planujesz jechać gdzieś z niemowlakiem, i od razu rozpacz w oczach i rwanie włosów z głowy. Powiedz znajomym: nie uwierzą! Uznają Cię za wariata, egoistę, a może patologię, co nie dba o dziecko?? Naprawdę nie potrafię zrozumieć po 4,5 roku życia z Maksem, czemu podróże mają szkodzić dziecku???? Chętnie posłucha!
Jeśli rezygnujesz z czegoś, co lubiłeś, bo masz dziecko, to wcale mnie nie dziwi, że jesteś niezadowolony i sfrustrowany. Oczywiście podróż z dzieckiem jest inna, bardziej męcząca, mniej relaksująca, ale ma całą masę innych zalet. Chyba, że należysz do grupy „Jasne JEŹDZIĆ MOŻNA nawet z miesięcznym brzdącem ale to GÓWNO A NIE URLOP Nie oszukujmy się.”*, to znów Twój wybór.
My taplamy się w gównie od 4,5 roku i całkiem mi się to podoba!:)
8) Nie wsiądę z dzieckiem do samolotu, będzie ryczeć!
Kolejny hit. Jeśli jeszcze nie leciałaś, skąd wiesz??? Może Twoje dziecko polubi podróże i będzie najgrzeczniejszym pasażerem.?? Tak jak nasze 🙂 Pamiętaj tylko, że musisz mu w tym pomóc. I czasem nie wystarczy mówić: „Kochanie, uspokój się, nie płacz”. Czasem przydadzą się zabawki, przekąski, książka, smoczek, butelka czy bajka dla starszaka. Ale przecież jesteś mamą, powinnaś to wiedzieć. Nie tracisz nagle tej wiedzy, gdy wsiadasz do samolotu.
Gdy teraz o tym myślę, macierzyństwo zaskoczyło mnie na plus. Miała być masakra, a kompletnie jej nie pamiętam. Miałam być zamkniętą w domu, zmęczoną matką, a nie czułam się tak nawet przez chwilę. Nie bój się, nie słuchaj tych, co straszą. Będzie super!:) Oczywiście może trafi Ci się mały krzykacz z kolką 24 h, ale może nie??? Nie nastawiaj się źle, nie daj sobie wmówić. Próbuj, nie rezygnuj ze swojej wizji. Macierzyństwo z lukrem też jest fajne!:)




141 Comments
AG
super napisane, or razu chce się rodzić dzieci i organizować czas ‘po Twojemu’ 🙂 dzieki!
Natalia
Dziękuję bardzo!! 🙂 Czyli post wpłynie na zwiększenie przyrostu naturalnego? 🙂 Wchodzę w to! 🙂
Gadulec
Świetny test! Odniosę się głównie do ostatnich punktów, bo mam tak zakręconych rodziców, że jakoś specjalnie macierzyństwa się nie boję. Z moją mamą i 10-letnią siostrą jeździłam stopem po Korfu. Jak miałam kilka miesięcy to maluchem pojechaliśmy na Sylwestra zagranicę. Jak moja siostra miała pół roku to byliśmy na kajakach, spaliśmy pod namiotem i było super (nic jej się nie stało, jest zdrowa i niebawem będzie nastolatką :)). Przez kilka lat jeździłam z Tatą, jego kolegami i ich dziećmi na Tatowisko, czyli wyjazdy tatusiów z dziećmi (pisałam o tym nawet na blogu – polecam! ;)). To rodzice zarazili mnie pasją do podróży, za co jestem im dozgonnie wdzięczna (pewnie z Waszym Maksem będzie podobnie skoro już uwielbia latać). Wątpię, żebym zmieniła swoje życie całkowicie, jak zostanę mamą. Bo widzę, że po prostu da się realizować swoje pasje wspólnie, chociażby patrząc na Was czy moją rodzinę. Oczywiście, że są różne dzieciaki, ale chyba najwięcej zależy od podejścia, nawyków, nastawienia.
Natalia
Extra!!! 🙂 wielkie gratulacje dla rodziców :)) nawet trochę zazdroszczę!:) a Tatowisko brzmi super!! 🙂 myślę, że będziesz super Mamą, z pełnym pasji życiem 🙂 Też wierzę, że wiele zależy od podejścia i nastawienia!:)
CoPiesNaTo Blog
Bardzo dobry tekst! Pokutuje przekonanie, że dziecko mocno ogranicza i trzeba całkowicie zmienić swoje życie, kiedy się pojawi. Fajnie widzieć, że u Was jest inaczej, bo jesteście żywym przykładem na to, że jeśli się chce – to można. 🙂
Natalia
Dzięki! 🙂 Oj tak! U nas największa zmiana to chyba to, że nie możemy iść na imprezę do rana zawsze, kiedy mamy ochotę ;)) Wszystko inne da się robić z dzieckiem 😉 a jeśli chodzi o imprezy, to można trochę poczekać, a potem to zawsze mogą być dziadkowie / nianie.. 😉 U nas teraz noc u babci to atrakcja dla wszystkich – dla Maksa (zabawki, babcia skupiona tylko na jego atrakcjach i oczywiście rozpieszczająca), dla Babci (moja mama od lat mieszka sama, więc Maks to też atrakcja), dla nas (impreza, znajomi, kolacja:)). pozdrowienia:)
CoPiesNaTo Blog
Imprezy i opiekę nad dzieckiem można zaplanować. Dzieci jeszcze nie mam, ale mam szczerą nadzieję, że kiedy już się pojawią, nie wpadnę w histeryczny amok zamykania się w 4 ścianach. 🙂 Pozdrowienia!
Natalia
Dokładnie tak 🙂 my planujemy:) mamy szczęście mieć dziadków w Warszawie, ale gdybym nie miała, poszukałabym niani / znajomej / cokolwiek – rozwiązania zawsze są 🙂 pozdrowienia!!:)
Kasia (HoTellMeMore)
Kocham Cię za te teksty o byciu rodzicem podróżującym. Rodzę za 9 dni, a od pół roku słyszę, że koniec z wycieczkami, hotelami, restauracjami – koniec ze wszystkim – hitem było stwierdzenie, żebym kupiła sobie coś teraz bo potem to już nic dla mnie wszystko dla dziecka 🙂
Natalia
hahaha, dobre!!! 🙂 9 dni!! już za chwilę!!!:) życzę zatem przyjemnego porodu, grzecznego bobo i obyś za 3 miesiące powiedziałam, że się ze mną zgadzasz:)))
Króliczek Doświadczalny
Dziękuję Ci bardzo, bardzo za ten tekst.
Więcej takich głosów w Internecie poproszę!
Natalia
Proszę bardzo!!:) Cieszę się, że przypadł Ci do gustu!!:)
Joanna O.
No z doświadczenia też mogę obalić wszystkie mity, choć teraz powoli zaczynają się u nas problemy z wychodzeniem i z punktem 6 zaczyna być coraz gorzej. Kiedyś shopping i wszystkie spacery to była sielanka, a teraz Galerie Handlowe naszpikowane są wabikami w postaci autek, samolocików czy kolejek i młoda pomimo jest na to za mała, to nawiewa z wózka na śmierć czy życie.
Czasami to jest złote dziecko, ale jak wstanie lewą nogą to strach się bać.
Poza tym pomimo cc, karmię piersią do dziś ,a planu dnia nie mieliśmy nigdy i pewnie dlatego chodzi wieczorem spać, kiedy się jej zachce i każdy nasz dzień to totolotek.
Pierwsze miesiące to bajka. Ale jak to mówią… małe dzieci mały kłopot 😉
Natalia
Oj masz rację, wyprawy do centrum handlowego kiedyś były łatwiejsze 🙂 Ile ma Twoja mała?? Maks to ma fazę teraz “muszę mieć wszystko, co jest na półce” 😉 Czasem nawet, gdy wchodzę po wodę do Carrefoura czy do Żabki, musimy negocjować co kupujemy 😉
Joanna O.
Moja ma 21 miesięcy. Ale do spożywczaka chodzą z nią najczęściej w Tuli, bo z wózkiem jest masakra.
Natalia
No i to jest sprytny plan!!! 😉 szkoda, że 4,5 latka nie da się przywiązać, bo w ramach pokazania jaki jest uroczy i bezproblemowy wczoraj zrobił mi dziką historię w sklepie, bo nie chciałam kupić wstążek do pakowania prezentów ;)) (dodam, że wcześniej wybrał małą choineczkę, a tydzień temu specjalne taśmy klejące w choinki) 😉
Mama
Czyli sama widzisz, że dzieci lubią rutynę. Kupiłaś jemu coś dwa razy i za trzecim też chce. Dzieci sie latwo przyzwyczajają. Może jakby miał więcej rutyny w życiu to by nie urządzał histerii w sklepie (jest już duży)? A może taki ma temperament. Nie wiadomo. Jednak rutyna jest wazna w życiu małego dziecka, bo dzięki niej czuje się bezpiecznie. Jej brak mały rekompensuje sobie np. noszeniem wszędzie ze sobą ulubionej zabawki czy przytulanki – to jego “rutyna” 🙂 Oczywiście nie można dać się zwariować. Dla dziecka najwazniejsza jest miłość i akceptacja rodzica.
Natalia
Naprawdę podziwiam przenikliwość: dziecko urządziło histerię w sklepie o wstążeczki, bo nie ma rutyny 🙂 a może mu się podobały?? a może był zmęczony, bo wcześniej był na ulubionych zajęciach z gimnastyki? a może po prostu miał gorszy humor?? Z tego, co wiem, to większość dzieci od czasu do czasu się awanturuje i urządza histerie, te, co chodzą spać o 19.00 też 😉 pozdrowienia 🙂
Tak naprawdę nie mama :-)
Dzięki za odpowiedź. Jestem studentką i badam reakcje. Pozdrawiam.
Natalia
Nic z tego nie rozumiem, ale oki 😉
Kasia
Dzięki, takie teksty podnoszą na duchu jak się jest w ósmym miesiącu ciąży:)
Natalia
oooo super:) cieszę się!!! 🙂 Pozostaje życzyć udanego i bezbolesnego rozwiązania i współpracującego dzieciaczka 🙂
AnuŚka Bąbik-Daniło
Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo jestem Ci wdzięczna za ten tekst. Własnych dzieci jeszcze nie mam, ale ostatnio kilka blogów totalnie mnie przeraziło, bo jak Ty ciągle myślałam, że z niczego nie będę musiała rezygnować, że da się zorganizować wyjścia i wyjazdy również z małym dzieckiem. Długo w to wierzyłam i zapierałam się rękami i nogami przed tymi odlukrowanymi tekstami. Aż w końcu czara się przebrała i serio zaczęłam się zastanawiać czy nie za dużo dobra sobie wyobrażam. Tak, wiesz, żeby się nie rozczarować kiedyś, że miała być sielanka, a jest do dupy. Przypomniałaś mi, że wierzę we wspaniałe macierzyństwo i utwierdziłaś w tym, że takie istnieje. Dziękuję!
Natalia
Cieszę się zatem 🙂 Wiem, że pod tekstem pojawiło się też trochę komentarzy, że nie wszystkie dzieci takie są, że są tzw. high need babies. Wierzę, że są, ale myślę, że nie stanowią większości. Trzeba być gotowym na pracę i zmęczenie, ale myśleć pozytywnie i przede wszystkim pozbyć się irracjonalnych ograniczeń w głowie:) Tego Ci życzę jak już będziesz mieć własne dziecko :))
AnuŚka Bąbik-Daniło
Dziękuję! 🙂
Marta Bruska
Podpisuję się pod tym wszystkimi rękami! 😉
Mama dwójki dzieci 🙂
Natalia
czyli z dwójką też można tak myśleć 🙂 super:)
Marta Miklinska
Dzięki za super tekst! Ja jestem dopiero w 7 tygodniu ciąży, ale tak się
już nasłuchałam od koleżanek, że odechciewa mi się całego macierzyństwa
choć dzieciaczek wystarany przez 4 lata! Będę śledziła Twój blog bo
takich właśnie pozytywnych artykułów brakuje na co dzień! Super robota
Kochana! Pozdrawiam Was bardzo serdecznie z Zielonej Wyspy! 🙂
Natalia
cieszę się strasznie w takim razie, że dodałam trochę pozytywnego spojrzenia!!! 🙂 trzymam kciuki w takim razie za bezproblemową ciążę i bezproblemowe bobo!:)
A Zieloną Wyspę bardzo lubimy.. gdzie mieszkacie? 🙂