Jesień 2013 roku spędzaliśmy w Azji – Bangkok, Kambodża, Wietnam aż wreszcie beztroskie lenistwo w jednym z cudownych resortów na Phuket. Beztroskie poranki z widokiem na palmy, błękitne niebo i turkusową wodę, basen dla dzieci, gofry z nutellą i dżemem kokosowym na śniadanie, pad thai na obiad. Sielanka. Idealny czas, by wziąć do ręki jakieś babskie czasopismo i zasiąść na leżaku z gazetką w ręku… i przeczytać artykuł skłaniający do refleksji…
Nie jestem idealna, nie chcę i nigdy nie będę. Choć czasem wydaje mi się, że wokół wszystko mówi, że idealni być powinniśmy. A na pewno POWINNYŚMY. My, kobiety. Mamy swoje kolorowe gazety, reklamy, programy telewizyjne i Internety, które ciągle mówią, jak lepiej żyć, wyglądać, jak być lepszą matką, kochanką, żoną i kobietą sukcesu. Mamy mężów, partnerów, matki, teściowe i znajome, którzy najlepiej wiedzą, jak być powinno. Mamy być doskonałe. W każdej dziedzinie życia. Zachwycać figurą jak Ewa Chodakowska, czarować w kuchni jak Amaro, za dnia odnosić sukcesy zawodowe, a po pracy z uśmiechem idealnej matki przecierać eko-warzywka na zupkę dla swojego wiecznie uśmiechniętego i grzecznego dziecka, które niewiele wymaga, nigdy nie choruje i wszystkim się cieszy. Mamy mieć zawsze czas i ochotę, by bawić się z dzieckiem w edukacyjne gry, NIGDY nie włączać mu bajek w telewizji, a w domu mieć perfekcyjny porządek, gotowy na test białej rękawiczki. Wczesnym rankiem lub późnym wieczorem ćwiczyć Skalpel na przemian z Turbo Wyzwaniem, biegać na 10 km lub pływać na basenie. Przyrządzać smaczne śniadania dla całej rodziny, najlepiej z chlebem własnego wypieku, świeżo upieczoną wędliną i domową granolą. W pracy zawsze wyglądać jak milion dolarów, nawet po nieprzespanej nocy z zakatarzonym dzieckiem. Po pracy… rozwijać własne zainteresowania, spędzać kreatywny czas z dzieckiem, dbać o związek, a po północy przemieniać się w boginię seksu, której zawsze się chce, zawsze wygląda świetnie i nigdy nie jest zmęczona. Czy to ideał kobiety czy może już… robot? Ile razy miałyście wrażenie, że musicie zbyt wiele? Że oczekiwania przerastają? Gdy mnie dopada nadmiar oczekiwań, przypominam sobie o Brené Brown, o której czytałam właśnie wylegując się na leżaku w Tajlandii. Brown, amerykańska psycholog, po wieloletnich badaniach, trochę przypadkiem, odkryła, że nic nie robi człowiekowi tak dobrze jak porzucenie dążenia do doskonałości, zaakceptowanie własnej bezbronności, porażek i tego, że nie zawsze wszystko wychodzi tak jak byśmy chcieli.
Nie jestem idealna, nie chcę i nigdy nie będę. Po co mi to? Kim chcę być? Robotem, zmęczonym ciągłym dążeniem do perfekcji czy sobą? Prawdziwą, autentyczną z własnym atutami, ale też wadami, słabymi stronami, małymi i dużymi porażkami…

Nie jestem idealna, nie chcę i nigdy nie będę. Nie gotuję, bo nie mam czasu. Nie potrafię przyrządzać dań z niczego, ani zachwycać improwizacją na talerzu… Obiecuję sobie, że kiedyś wezmę się za gotowanie. W nowym roku, po urlopie, przy potencjalnej kolejnej ciąży, na potencjalnym macierzyńskim, jak skończę projekt, jak wrócę z wakacji, ale potem znów wolę iść z przyjaciółką na sushi lub na makaron, z Łukaszem odkrywać nowe restauracje albo w pośpiechu zjadać chińskie pierożki na lunch. Nie jestem Matką Polką Wiecznie Cierpliwą – włączam bajki, daję czekoladę, a gdy Maks był niemowlakiem, kupowałam mu słoiczki. Podobno go rozpieszczam i za bardzo pobłażam. Nie zawsze jestem konsekwentna, bo wolę łapać chwile radości niż całe życie trzymać się zasad. Nie potrafię malować paznokci. Nie prasuję. Nie ćwiczę i nie biegam, a jeśli wreszcie wezmę się za Chodakowską to zrobię to nie po to, by mieć idealną figurę, tylko, by bez wyrzutów cieszyć się pysznym jedzeniem w doborowym towarzystwie. Nie mam idealnej figury, ale wolę jeść z Maksem lody, a gdy wychodzę „na miasto” pić wino bez umiaru i jeść niezdrowe „śniadania” o 4 rano. Nigdy nie miałam i mieć nie będę rozmiaru 34, ani 36. I co z tego? Wiem, że mam całą masę innych, dobrych stron.
Więc jeśli Ty też czasem patrzysz w lustro i masz do siebie pretensje o to czy o tamto, daruj sobie! Nie musisz być we wszystkim idealna. Choć czasem wydaje Ci się, że tak być powinno. Mi też się tak czasem wydaje. Chcę, by doba miała 30 godzin, bo może wtedy zdążę spełnić wszystkie oczekiwania. Swoje lub innych. Gdy zapominam, że nie warto, zaglądam do artykułu o Brené Brown i wiem, że nasze małe przegrane NIGDY nie oznaczają końca świata. Że nie musimy schudnąć i mieć idealnego brzucha, nie musimy zmieniać pracy na lepiej płatną, ani szukać faceta pokroju Brada Pitta, by czuć się ze sobą dobrze. Nie musimy być ani perfekcyjną panią domu, ani mieć wymiarów modelki. Nie musimy być Matką Polką, które z uśmiechem na twarzy wszystko poświęca dzieciom. Brown mówi, że dopasowywanie się do tego, czego od nas oczekują inni, walka o bycie „fajnym” i perfekcjonizm prowadzą nas tylko na skraj przepaści. Ja jej wierzę. Nie bądźmy Miss Perfect. Rzućmy czasem wszystko w cholerę. Nie spełniajmy oczekiwań, myślmy o SOBIE, pozwólmy sobie na błędy. Przypomnę sobie o tym, gdy następnym razem przegram projekt, gdy popełnię błąd w pracy, gdy nie wykąpie wieczorem dziecka, a zamiast obiadu home-made, dam mu pizzę i włączę bajkę, gdy znów zjem pół tabliczki czekolady o 22.00. Pamiętaj o tym, gdy Ty poczujesz, że przegrałaś. Pamiętaj o tym, gdy Twoja przyjaciółka będzie narzekać, że dziecko niegrzeczne, gdy łamiącym się głosem powie, że czasem ma dość, gdy ze wstydem wyzna, że nie potrafi dogadać się z mężem lub nie rozumie swojego chłopaka, gdy szef da jej popalić albo wtedy gdy na wspólnym wyjściu zamówi tylko kilka liści sałaty, bo stwierdzi, że przytyła. Powiedz jej: Ja też tak mam! Tak mało, a tak wiele. Brown mówi: Pogódź się z tym, że każdego dnia coś spieprzysz. Pogodzę się, ale dodam, że każdego dnia na pewno znajdzie się choć kilka rzeczy, które zrobię dobrze. Ty też.





24 Comments
Agnieszka R.
oh wszystko to prawda i kazdy/kazda z nas ma dobre i zle dni i nikomu nie uda sie nigdy dojsc do perfekcji, bo chocby nie wiem jak sie kto staral to wad sie nie pozbedzie, zawsze cos zostanie a zmieniac sie na sile i robic cos dla osob ktore sa epizodem lub chwila w naszym zyciu nie ma sensu, trzeba otaczac sie ludzmi, ktorzy nas akceptuja i rozumieja 🙂 a i samemu trzeba tez miec odpowiednie nastawienie i nie ulegac modzie na rozne dziwne rzeczy 🙂 pozdrowionka
Natalia - tasteaway.pl
hey Aga!:) dokładnie tak!:) moda na różne dziwne rzeczy – to też dobrze powiedziane! Ale nie wiem czy zauważyłaś na Facebooku, że jedna dziewczyna skomentowała, że mieszka w Hiszpanii i uważa, że tam presja jest znacznie mniejsza niż w PL 😉 ciekawa jestem czy Ty też tak sądzisz? 🙂
Agnieszka R.
o wiele mniejsza! nikt sie tu niczym nie przejmuje jedynie czy jestes zdrowy i szczesliwy i czy nic zlego ci sie nie dzieje, nie wiem jak w duzych miastach bo ja mieszkam na typowej hiszpanskiej wiosce gdze jest normalnie z 60 osob co mieszka na stale i wszyscy sa bardzo mili i nikt od nas nie oczekuje cudow i dziwow, a ze sie juz przyzwyczailam do tego to przyjazd do polski zawsze mnie stresuje bo kazdy musi cos skrytykowac, dodac od siebie, poradzic itd. Jak wracam do domu w hiszpanii o czuje nieziemsko bloga ulge psychiczna 😀 na prawde!
Natalia - tasteaway.pl
hahaha, no więc coś w tym jest 🙂 ja też miałam takie wrażenie, jak byłam w Hiszpanii. Że nawet jak nie masz kasy, to siedzisz nad 2 piwami i tapasami za grosze i cieszysz się takimi prostymi przyjemnościami.. a u nas jakaś taka większa pogoń, większa chęć, by mieć więcej, lepiej, by wszystko na tip top robić – może to specyfika dużego miasta, chociaz nadal mam wrażenie, że w Madrycie więcej luzu niż w Warszawie 🙂 może jeszcze kiedyś w Hiszpanii wylądujemy na dłużej 😉
Agnieszka R.
no a ja wlasnie za ludzmi z Madrytu, urodzonych w Madrycie nie przepadam bo sa troszke tacy podobni do polakow chociaz nie az tak 😉 co do kasy no wlasnie tu nie odczujesz kto ja ma kto nie ma kazdy chce ci cos kupic i na imprezach czy wyjsciach nie ma znaczenia kto ile ze soba ma w portfelu 😉 w polsce zawsze pamietam upominanie kto placi albo czy ty zaplacisz tu sie nie pytaja sami placa chybaze ty peirwszy sie wychylisz to tez sie nie kloca 😉
Agnieszka R.
a jeszcze mi sie przypomniala polska mysl sasiedzka : on ma ja tez moge i to lepsze:D zazwyczaj jak ktos sobie kupi samochod hehe
Natalia - tasteaway.pl
hahaha, coś w tym jest :)) ja mam trochę znajomych z Madrytu, którzy studiowali na Erasmusie w Warszawie i to naprawdę super ludzie 🙂 a moja przyjaciółka mieszkała tam prawie 7 lat, ostatnio brała w PL ślub i przybyli właśnie przyjaciele z Madrytu – jak oni się potrafią bawić!! laska w 5 miesiącu ciąży dłużej wytrzymała na weselu niż niejedna nieciążowa 😉 pozdrowienia z Warszawy 🙂
Agnieszka R.
heheh no zależy właśnie, ale zazwyczaj jak tu przyjeżdżają z MAdrytu w czasie różnych fiest, to albo kradną co popadnie, albo rysują samochopdy, przecinaja hamulce w rowerach i tak co roku, eh wszyscy tylko czekaja aż sie skonczy czas fiest i jest spokój, ale co do bawienia sie to hiszpanie nie mają sobie gównych, czy to dziadek czy małe dziecko czy 20 latek, kazdy ma pełno energii:)
Natalia - tasteaway.pl
Oj tak!!!! za to ich uwielbiam!!!! :)))
Ania
Oj super post, naprawdę! Widzę w nim dużo mojego zachowania. Choć część z tych rzeczy sprawia mi przyjemność kiedy myślę że w pewnych aspektach jestem perfekcyjna to zawsze coś zostanie niezrobione i mam wyrzuty sumienia. To jest błędne koło. Dzięki ze trochę otworzyłam mi oczy.
Ania
http://london-lavender.com
Natalia - tasteaway.pl
Hey Ania! 🙂 dziękuję 🙂 cieszę się, że post Ci się spodobał i myślę, że na pewno mamy coś wspólnego.. też myślę, że czasem to bycie perfect może sprawiać przyjemność, zwłaszcza, jeśli człowiek wybierze sobie kilka dziedzin, w których jest najlepszy 🙂 gorzej, jeśli próbujemy we wszystkim być świetne i nie dajemy sobie prawa do błędów.. a niestety we wszystkim świetnym być się chyba nie da 😉 pozdrowienia:)
obserwatore. eu
I właśnie dlatego warto czasami spokojnie usiąść, najlepiej w cudnym, relaksacyjnym miejscu i dać sobie czas na refeleksję… 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Oj tak!!! jakoś w takim cudnym miejscu refleksje lepiej przychodzą niż w warszawskim codziennym pędzie 😉
obserwatore. eu
🙂
annette
Natalia, świetny tekst….też nie jestem idealna i zawsze denerwowało mnie jak ktoś próbował uczynić ze mnie idealną kobietę…nie da się…jest mi dobrze z moim brakiem idealności 😉
Natalia - tasteaway.pl
Hey Annette!! 🙂 dzięki wielkie!:) cieszę sie, że nie tylko ja się w nim odnajduję!! 🙂 mi też jest z tym dobrze i niech już nam tak zostanie!!! 🙂 pozdrowienia 🙂
T.
Oglądanie telewizji czy czytanie kolorowych magazynów w 2014 roku, kiedy mamy już świadomość że jakie jest to pranie mózgu i co to uczyniło (przed wszystkim) współczesnym kobietom uważam za totalne umysłowe lenistwo.
Mamy dzisiaj tak fantastyczny dostęp do informacji, sztuki i wartościowych treści dzisiaj że wybieranie takiej rozrywki i tracenie naszego życia na głupią konsumpcje uważam za bardzo smutne i jak się okazuję także szkodliwe dla poczucia własnej wartości.
Bądzcie dobrzy dla swojej głowy! 🙂 Czytajcie książki a nie magazyny, chodzcie do teatru zamiast na mainstreamowe hollywodzkie kino, Nauczcie się czegoś nowego (choćby z kursów z Youtube-a), zamiast oglądać telewizję Wybór należy do Was!
Natalia - tasteaway.pl
Witaj T.
Myślę, że zarówno telewizja, jak i kolorowe magazyny nie są monolitem i reprezentują różny poziom. Wspomniany artykuł był bodajże w Wysokich Obcasach Extra i opowiadał o psycholog Brene Brown i jej przydatnym dla kobiet właśnie odkryciu, czyli o tym, o czym jest tekst- o NIE BYCIU idealną. Co do moich rozrywek umysłowych, wierz mi, że mam ich całkiem sporo i nie jest mi smutno 🙂 a czegoś nowego uczę się każdego dnia – dzięki pisaniu bloga również:) pozdrowienia!
T.
Obawiam się że ta dobra telewizja jak i kolorowe magazyny są sprawą tak marginalną że właściwie pomijalną.
Szczególnie telewizja kiedy dzisiaj – kiedy dzięki internetowi możemy dokładnie filtrować swój “intake” informacji – powoli traci sens. Kiedy mamy doczynienia z telewizją komercyjną to zawsze będzie to wpływąć na sposób przedstawiania świata. Nawet jeśli jest to program dokumentalny!
Na zachodzie widać już zmiany, gdzie ta bardziej świadoma część młodszego pokolenia, już nie kupuje swojego “pierwszego telewizora” i odwraca się od kablówek.
Może jest to czymś co może umknąć uwadze ale wspomnianie przez Ciebie “Wysokie Obcasy” są tworzone w duchu, który stwarza.
te ideały w głowach ludzi. Dobór okładek, retusz, wizerunki ludzi i wiele podawanych treści ma wywołać poczucie bycia nieadekwatnymi. To napędza całą eknomią obracjącą wokół “bycia idealnymi”.
Są więc oni częścia problemu, może nie aż taką ja te mniej ambitnie wydawnictwa ale nie zmienia tego faktu.
A co do umiejętność pIsania bloga to świetna sprawa i gratuluję zacięcia!
Pozdrawiam również.
Maggy
W punkt! lepiej bym tego nie ujęła i właśnie nad tym pracuję:) Bo tylko RÓWNOWAGA może Nas przed tym uratować… 😉 Pozdrawiam
Natalia
Dzięki Maggy 🙂 widzę, że się zgadzamy zatem 🙂
Annia
Świetny tekst, proste acz powiedziane szczerze i bez cukru. Więcej takich! Dość już blogerek Miss perfect z perfekcyjnym makijażem, drogimi ciuchami i samym lansem pt. “patrzcie jakie mam super życie, nie mam żadnych problemów, siedzę w domu, nic nie robię i zarabiam na blogu”. Takie cukrowe życie, które ma inne nieidealne kobity chyba tylko zdołować. Polecam też książkę “Ch^%$#owa Pani Domu” – w tym samym duchu! Natalia, interesujesz się psychologią? Jeśli tak to więcej taki autentycznych tekstów. Don’t sugercoat it, please! Brawa:)
Natalia
:)))) dzieki:) bardzo mi miło, ze ten tekst wywołał taki komentarz 🙂