O tym, że Wojciech Modest Amaro wystartował w lipcu ze swoim nowym projektem w Zakopanem wiedzieliśmy już od jakiegoś czasu. Słyszeliśmy o przygotowaniach, słyszeliśmy o otwarciu. Czy jednak od razu wpisaliśmy Heart by Amaro na listę miejsc do odwiedzenia? Wcale nie… Ostatnio niezbyt często miewamy ochotę na fine dining. Jeśli uważnie śledzicie bloga, czytacie nasze recenzje, widzicie, że zdecydowanie częściej można nas spotkać na dobrej pizzy neapolitańskiej, na smacznym lunchu, na zupie pho czy na ramenie w niewielkiej dziupli niż na eleganckiej kolacji w restauracji specjalizującej się w fine diningu.

Nie śpieszyło nam się do Heart by Amaro. W Atelier Amaro byliśmy dwa razy i pomimo, że zawsze docenialiśmy ogromną kreatywność i kunszt Wojtka Amaro jako Szefa Kuchni, nie zawsze wszystko nam smakowało. Niektóre połączenia smaków wydawały nam się przesadzone i wydumane. Nie mieliśmy również ochoty na obiad w atmosferze pełnej zadęcia i zadufania, która często towarzyszy polskim restauracjom tego typu. Ale ostatecznie – jesteśmy w Zakopanem, nie wracamy tu co tydzień, tę okazję chyba jednak warto wykorzystać, by poznać nowy projekt “by Amaro”.

Przyznaję, że ja byłam dość sceptyczna… Ale gdy zaczęłam czytać menu, spodobało mi się. Spodobało mi się również, że do Heart nie trzeba przychodzić na menu degustacyjne.. więcej: tu wcale nie ma menu degustacyjnego! I dobrze – sam wybierasz na co masz ochotę, jak bardzo jesteś głodny i ile pieniędzy chcesz na obiad czy kolację w Heart wydać. Spodobało mi się również to, że restauracja jest otwarta również dla rodzin z dziećmi. Tym razem nas to nie dotyczyło, bo weekend spędzaliśmy bez bombelków. Ale wiem, że przecież większość z nas wybiera się w góry z dziećmi – fajnie, że również z nimi jest szansa posmakować, co Amaro wykombinował w Zakopanem.

 

Stolik na niedzielny obiad zarezerwowaliśmy w sobotni wieczór. Na pewno warto zrobić wcześniej rezerwację – na sobotnią kolację może nie być bez tego szans. Udało się jednak – 13.00 w niedzielę. Ruszamy! Jesteśmy nawet chwilkę wcześniej.

 

Heart by Amaro znajdziecie w Zakopanem, niedaleko dworca PKP, na przeciwko działającego w tej okolicy od lat Hotelu Stamary. Sama restauracja znajduje się w budynku, który niegdyś nosił nazwę Villa Marilor. Teraz chyba już tak się nie nazywa – jest częścią nowego hotelu, który tu powstał – hotelu Nosalowy Park.

 

Heart by Amaro_Zakopane_2

Heart by Amaro_Zakopane

 

Cieszę się, że jesteśmy chwilę przed otwarciem, bo mamy czas, by na spokojnie przyjrzeć się wnętrzu (i zrobić zdjęcia jeszcze bez Gości ;)). Wnętrze jest przyjemne i pełne harmonii – nie ma tu zadęcia i nie czujesz się dziwnie w dżinsach i trampkach. To dla mnie bardzo ważne! 🙂 Są akcenty regionalne, jest muzyka, która przypomina mi ścieżkę dźwiękową Watahy i jest obsługa.. zachwycająca swoim luzem. Nie ma tu sztywnych kelnerów, białych koszul i podejścia ąę, które często sprawia, że w takim miejscu goście nie czują się komfortowo. Są beżowe spodnie, koszule w kolorze zgniłej zieleni i u większości czerwone trampki. Dla niektórych to być może szok, dla nas to wprowadzenie przyjemnej atmosfery do fine diningowej restauracji. Obsługa ma nie tylko czerwone trampki, ale też idealny miks życzliwości, profesjonalizmu i wiedzy o tym, co Heart serwuje. Brawo! Tym bardziej w czasach, gdzie o dobrego pracownika w gastronomii wcale nie jest łatwo! Od obsługi w Heart wielu mogłoby się uczyć! Ale wiem, że i tak najbardziej interesuje Was jedzenie! 🙂 Już zaraz Wam o nim opowiem! 🙂

 

Heart by Amaro_wejście

Heart by Amaro_1

Heart by Amaro_2

Heart by Amaro_3

 

Na początek na stole ląduje POWITANIE opisane w menu jako zawijaniec na dziko i parfait z nieczarnej owcy. To pyszny, ciepły chlebowy zawijaniec, a do tego aromatyczny parfait z jagnięcych wątróbek, ale.. jak podany! Parfait podawany jest w totalnie niesamowitej formie – to niewielka, biała owieczka! 🙂 Coś czuję, że gdybyśmy byli tu z dziećmi, takim wstępem byłyby totalnie zachwycone 🙂 Zajadamy zawijanie posmarowany parfait, popijamy lemoniadę z liści porzeczek i rewelacyjną domową Colę i wybieramy, co dalej 🙂

 

powitanie_nie czarna owca

zawijaniec chlebowy i parfait z wątróbek

lemoniada z liści porzeczek i cola domowej produkcji

 

Menu składa się z 4 kategorii plus desery. Najpierw pieczywo, potem niewielkie przekąski na raz, potem dania do dzielenia opisane w menu jako “w stół” i na koniec dania główne, czyli “od serca”. Jest też menu dla dzieciaków, zwane małe serduszka. I desery, czyli sweethearts. Jak widać motyw tytułowego serca przewija się wszędzie! 🙂 My zamawiamy naprawdę sporo – ciężki los kulinarnego recenzenta 😉 Ale brak menu degustacyjnego sprawia, że wcale nie musicie aż tak szaleć 🙂 Chociaż powiem Wam jedno – wszystko jest tak dobre, że naprawdę ciężko się zdecydować, czego nie zamawiać 😉

 

Na początek bierzemy pieczywo. Do wyboru 2 opcje – chałka orkiszowa z palonym masłem świerkowym (15 zł) oraz chleb na zakwasie z oliwą łąkową z hal (15 zł). Oba boskie, ale gdybym miała doradzić Wam jedną z opcji, wybieram chleb z idealnie chrupiącą skórką. Pieczywo zostaje zaserwowane razem z przekąskami “na raz”  – do wyboru 10 różnych pozycji. My testujemy sześć z nich. Łukasz wybiera słodko – kwaśnego śledzia (10 zł), bigos z myśliwskim mole (12 zł) i tartę ze słoniną (9 zł). Ja idę w przypalanego drzewcem węgorza (18 zł), w kozi ser z trawą żubrową (14 zł) i w świerkowy croissant (14 zł). Wszystkie przekąski są malutkie – takie właśnie “na raz”, niemal na jeden gryz.

 

Mnie chyba najbardziej zachwyca węgorz z cudownie wędzonym aromatem, Łukasza natomiast cieniutka tarta ze słoniną. Kozi ser idealnie smakuje rozsmarowany na chlebie, a croissant chyba najbardziej zaskakuje – to mocno świerkowy zawijas, który z klasycznym wyobrażeniem o croissancie niewiele ma wspólnego 🙂 Całość – zarówno z uwagi na smaki, jak i sposób podania, zachwyca! To jest ten moment, w którym już jesteśmy pewni, że przyjście tu było dobrą decyzją.

 

na raz i pieczywo

węgorz przypalany drzewcem

kozi ser z trawą żubrową

tarta ze słoniną

świerkowy croissant

 

Po przekąskach, pora na większe dania. W dziale “w stół” znajdziecie 7 pozycji, czasem o zagadkowych nazwach.  Jest mleczna łąka z krokusami i pomidorem, jest wypas wołowy z truflami i musztardą (68 zł), nie pizza z selekcją wędlin (78 zł), ryba z naszej dojrzewalni z imbirem i morelą (89 zł) i obłoki z boczkiem, czarnym czosnkiem i piklami (48 zł). My decydujemy się na wypas wołowy, który okazuje się wołowym tatarem z dodatkiem awokado, trufli i… “krówek” zrobionych z bulionu lub z żółtka oraz na obłoki – tu również czeka nas niespodzianka – obłoki to tutejsza wersja bao z rozpływającym się w ustach boczkiem, ogórkiem i świetnym sosem z czarnego czosnku.

 

wołowy wypas_tatar

obłoki boczek

 

Jako dania główne już na początku kolacji wybieramy troć na złoto z żentycą i szczawiem (68 zł) oraz kopytka z owczym serem, grzybami i szałwią (59 zł). Troć to świetnie skomponowane danie i jak mówi Łukasz najlepiej przygotowana troć, jaką jadł ever. Kopytka zaskakują niesamowitą delikatnością – po prostu rozpływają się w ustach! Razem z dużą ilością owczego sera i rydzami idealnie sprawdzają się jako jesienne, górskie danie… taki comfort food, którego nie spodziewasz się w tego typu restauracji.

 

troć z żentycą

kopytka z owczym serem

 

Ledwo żyjemy, ale recenzja nie byłaby pełna bez deserów. Menu z deserami można znaleźć w tajemniczej kieszonce sweethearts. Do wyboru kilka pozycji – pączek z lodami chałwowymi (28 zł), gofry, czyli sernik z kasztanami i kajmakiem (36 zł), kokosowa rozkosz z rumem i słodem (36 zł) czy tort czekoladowy z bukwicą (28 zł).

Jest też opcja dla miłośników serów o bajkowej nazwie – Ul pełen miodu i sera – mała selekcja kosztuje 45 zł, a duża – 85 zł. My jednak zdecydowanie idziemy w słodkie! Rozważamy pączka, gofry i kokosową rozkosz. Kokosowa rozkosz to pięknie prezentująca się monoporcja – bez zbędnych mazów, pianek, jadalnej ziemi – ot pięknie podane ciastko z urokliwymi szczegółami jak zdobiące je goździki z czekolady. Na górze aksamitny kokosowy krem na bazie mascarpone i creme patissiere, a dalej wilgotny biszkopt nasączony rumem i mleczkiem kokosowym. Teksturą przypomina nam cudowne Tres Leches, które mieliśmy okazję próbować w Belgradzie. Drugi deser, który wybraliśmy to gofry. Przyznam, że akurat ta pozycja chyba najmniej mnie zachwyciła, pomimo, że kocham gofry i była mega ciekawa ich fine diningowej wersji 🙂 Dla mnie jednak ten deser w porównaniu do reszty dań był dość… zwykły. Ot gofry jak gofry, kajmak (fakt, że z niespodzianką w środku) i serowy gofr na górze. Urokliwa forma serduszka, ale smakowo bez wielkiego wow. I dla mnie, i dla Łukasza. Trochę więc żałowałam, że jednak nie poszłam w pączka z lodami chałwowymi, ale może jeszcze będzie okazja 🙂

 

kokosowa rozkosz

gofry

 

Czy muszę jeszcze coś pisać, by podsumować wrażenia czy już wszystko wiecie, czytając opis poszczególnych dań i patrząc na zdjęcia? 🙂 Byłam  nastawiona nieco sceptycznie, przyznaję 😉 Ale było bardzo waaaarto!!! To miejsce, które każdy foodie, każdy smakosz powinien odwiedzić, a ja bardzo chciałabym zabrać tam kiedyś naszą zagraniczną rodzinę. Bo takimi miejscami warto się chwalić, nie tylko w Polsce, ale również poza nią! Heart by Amaro – wielkie brawa dla Chefa i dla całego Teamu!!

 

INFORMACJE PRAKTYCZNE:

HEART BY AMARO

ul. Kościuszki 18

ZAKOPANE

telefon:

18 200 06 80 – pamiętajcie, że lepiej zarezerwować stolik!!

godziny otwarcia:

pon – środa – ZAMKNIĘTE

czwartek – piątek 17.00 – 22.00

sobota 13.00 – 22.00

niedziela 13.00 -18.00

 

rachunek

niesamowita uczta dla 2 osób