Czy Wam też rodzice od małego mówili, że trzeba się uczyć języków? Dodatkowy angielski? Szkoła językowa? Hiszpański, francuski, niemiecki, włoski? Zdawaliście egzaminy, wkuwaliście słówka i próbowaliście zrozumieć, po co jest czas zaprzeszły? I co? Godziny nad książką przydały się w dorosłym życiu czy kompletnie zapomnieliście języków, których uczyliście się za małolata?
Moje wspomnienia z nauką języków obcych są przeróżne! Chyba zawsze lubiłam się ich uczyć, chociaż jak każdy czasem trafiałam na nieodpowiednich nauczycieli, nudziłam się na lekcjach i przeklinałam, czemu muszę jechać do British Council w sobotni poranek. Z drugiej strony uwielbiałam uczyć się hiszpańskiego, zarówno w Warszawie, jak i potem praktykując na co dzień podczas Erasmusa w Bilbao. Każda chwila nauki, każdy lepszy czy gorszy nauczyciel, każdy stresujący egzamin doprowadził mnie do miejsca, w którym jestem obecnie. Mam klientów z Londynu, w Barcelonie czy Madrycie czuję się prawie, jak w domu, a we Włoszech bez problemu przeczytam menu w knajpie i zapytam „Dove possiamo mangiare?”.
Języki obce przydają mi się w pracy, ale obecnie jeszcze bardziej przydają się w podróży! Są niezbędne! Nie bez powodu wiele osób, które nie znają żadnego języka, woli wyjazdy z biurem i all inclusive w hotelu. My właśnie ze względu na język na pierwszą egzotyczną podróż z Maksem wybraliśmy się do Meksyku – wiedziałam, że będę czuć się pewniej z półrocznym dzieckiem tam, gdzie bez problemu mogę się dogadać. Hiszpański przydawał mi się nie raz – i w Meksyku, i w Hiszpanii, gdzie bez niego byłoby ciężko wybrnąć z niejednej kryzysowej sytuacji.
Ale nie oszukujmy się: zawsze będą miejsca, w których będziemy musieli dogadywać się na migi, pokazując, rysując i machając rękami lub posługując się kilkoma słowami, przeczytanymi w rozmówkach. I wcale nie trzeba jechać do Wietnamu czy do Indonezji…
Jeśli nie znasz francuskiego, wystarczy wybrać się do Normandii czy Bretanii. A tam francuskie menu i obsługa rozkładająca ręce, że in English nie ma. Taką sytuację przeżywaliśmy wielokrotnie, gdy zwiedzaliśmy północną Francję. Ani angielski, ani hiszpański, ani włoski (który Łukasz też trochę zna) nam nie pomagał… Czytaliśmy więc francuską kartę i zgadywaliśmy, co jest co. Coś wygrzebaliśmy z Internetu, coś wnioskowaliśmy na zasadzie podobieństwa: bo przecież, jeśli po hiszpańsku jamón to szybka, to jambon po francusku pewnie też? Ja wbiłam sobie do głowy magiczne chevre chaud i zawsze wiedziałam, jak poprosić o sałatkę z ukochanym gorącym kozim serem. Ale nie brakowało też zabawnych sytuacji, choćby gdy Łukasz chciał zamówić deser w Paryżu i pytał „Can I have some dessert with strawberry?”, a kelnerka zdziwiona dopytywała “Strawberry, strawberry? Banana”?

W Hiszpanii nie jest wcale lepiej! Spróbuj załatwić jakąś trudniejszą sprawę w Barcelonie! Najlepiej po hiszpańsku! Nie mówiąc już o Kraju Basków, gdzie prędzej dasz radę porozumieć się w euskera (język baskijski niż po angielsku). Do dziś śmieję się z jednej z moich koleżanek, która usilnie starała się uczyć Basków angielskiego, pytając „Can I have a tea?” i rezygnując z naszej hiszpańskiej pomocy, a oni patrzyli na nią jak na kosmitę 😉 Swoją drogą w Hiszpanii nawet jak po hiszpańsku prosisz o herbatę, jesteś kosmitą!:)
Takich sytuacji czeka na każdego z nas w podróży cała masa! Nie tylko jak pojedziemy do Tajlandii, Chin czy Indonezji, ale również tuż obok: w Niemczech, Hiszpanii, Francji. Między innymi z tego względu zawsze uwielbiałam przeglądać przed wyjazdem rozmówki! W domu mam i rozmówki portugalskie, i włoskie, i hiszpańsko-włoskie dorwane gdzieś w „taniej książce” w Walencji! A jak nie mam rozmówek, to często z przewodnika uczę się nazw potraw, by wiedzieć, co zamawiam 🙂
Dlatego od razu, gdy usłyszeliśmy o pomyśle PizzaPortal, wiedziałam, że musimy Wam o tym napisać!:) PizzaPortal wyszła naprzeciw wszystkim tym, którzy kochają jeść i kochają podróżować, ale nie zdążyli nauczyć się wszystkich języków Europy. Już nie trzeba kombinować z rozmówkami czy przewodnikiem. Ze specjalnej strony możecie gratis pobrać właśnie rozmówki ukierunkowane na słownictwo związane z jedzeniem i restauracjami! Na chwilę obecną do wyboru: angielski, hiszpański, francuski, niemiecki. Można na szybko przejrzeć w telefonie, jeśli właśnie siedzicie nad menu i nie wiecie, co oznacza „poulet” albo jak zamówić jajecznicę. Na stronie znajdziecie mały słownik, trochę przydatnych zwrotów i mały przewodnik po regionalnych daniach takich jak choćby patatas bravas czy paella. Można nawet przeczytać, kiedy powstał pierwszy przepis na francuskiego croissanta, którym teraz zajada się cały świat!



Ze słowniczka można korzystać również na komputerze albo jeśli wolicie tradycyjnie i analogowo, wybieracie opcję: WYDRUKUJ. Wersje drukowane znajdziecie też w Empik School!
To co? Na jakie potrawy macie ochotę? 🙂 Ja na pewno skorzystam z tej aplikacji we Francji! Lub w Niemczech!:)
* post powstał we współpracy z PizzaPortal
![]()




8 Comments
Olga / Uczę się francuskiego
Fajny pomysł! Trochę tylko, moim zdaniem, niedopasowana nazwa? 😉
Nie doczytałam się nigdy wcześniej że byłaś na Erasmusie w Bilbao 😉 (czytam bloga jak zobaczę wpis na FB, ale już dodaję do bloglovin;)
Natalia - tasteaway.pl
Hey Olga! 🙂 Mi też się podoba, dlatego uznaliśmy, że warto napisać o tym 🙂 ja zwłaszcza lubię czytać o potrawach regionalnych, a nie zawsze mam czas na grzebanie w książkach i przewodnikach – tu jest na szybko 🙂
A nazwa która? Rozmówki kulinarne? Czy mój tytuł?:)
Wspominałam już kiedyś o Eramusie w Bilbao, ale kiedy to było!! zaraz będzie 9 lat jak pojechałam, a seems like yesterday!!:) O swoich eramusowych “przeżyciach” odrobinę pisałam tu – https://www.tasteaway.pl/2011/10/21/pintxos-calamares-i-chipirones-czyli-uroki-polnocnej-hiszpanii/ – a Kraj Basków zawsze każdemu będę polecać 🙂
Evangelina
Ja też polecam i polecać będę:) Co prawda byłam tam tylko tydzień, ale zakochałam się niezmiernie! Koniecznie muszę tam wrócić…
Natalia - tasteaway.pl
Hey Evangelina! Ja do Sanse jeździłam niemal co tydzień w czasach Erasmusa, więc to była big love!!!:) ostatnio byłam latem 2011 i zdecydowanie bym wróciła 🙂 generalnie ja kocham Hiszpanię (pomimo, że Sanse to Kraj Basków;)) – ostatnio byliśmy 2,5 dnia w Barcelonie i nie mogłam się przestać uśmiechać:)
Olga / Uczę się francuskiego
Acch już rozumiem, myślałam o Pizza portal, myślałam, że to jest nazwa!! A to się okazuje że nie :))
(Twój tytuł super!)
Ja mieszkam w Hiszpanii, więc z ciekawością czytam szczególnie wpisy o Hiszpanii i o hiszpańskim jedzeniu. Wchodzę powoli na eksperckie poziomy, umiem odróżnić dobrą tortillę od takiej sobie i nawet stwierdzić czy paella ma “buena pinta” 😉
Natalia - tasteaway.pl
A, to i ja rozumiem 🙂 Pizzaportal.pl to generalnie strona do zamawiania jedzenia na wynos 🙂 i te rozmówki to ich pomysł – o tu: http://blog.pizzaportal.pl/rozmowki-kulinarne/ 🙂
Co do tytułu, dzięki 🙂
Co do Hiszpanii – bosko!!!:) A gdzie mieszkasz?? 🙂 Ja (już napisałam poniżej, ale się powtórzę) uwielbiam Hiszpanię i gdy teraz wpadliśmy do BCN, od razu uśmiech z twarzy mi nie schodził 🙂 Tapasy, clara, ten zapach, pozytywni ludzie i zakupy na rebajas ( u nas nigdy nie ma takich “rebajas”!!!) 😉 uwielbiam to wyrażenie “tiene buena pinta” 😉
Olga / Uczę się francuskiego
Mieszkam w Zaragozie. Jest fajnie pod pewnymi względami, ale nie zawsze tak różowo, jak by się mogło wydawać. Jak będziesz kiedyś w Hiszpanii, chętnie się spotkam (do Barcelony czy gdziekolwiek, zawsze mogę dojechać), oczywiście nie narzucam się, luźna propozycja.
Rebajas, no tak, właśnie muszę iść i skorzystać 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Bardzo chętnie! 🙂 ale kiedy nas tam znów rzuci to nie mam pojęcia 😉 zobaczymy! Wiadomo, wszędzie są plusy i minusy, nigdy nie jest całkiem różowo.. ja mam właśnie na sobie i spodnie i bluzkę z rebajas w Stradivariusie;)