Od paru dni Rosja jest na ustach wszystkich… bo kibice, bo zwycięstwo z Czechami, bo pseudokibice, bo mecz o wszystko. Gramy już wkrótce. A tymczasem zajrzyjmy na chwilę do kraju byłego (na szczęście!) Wielkiego Brata…
Plac Czerwony, bajkowe cerkwie, bliny, kawior, kolorowe matrioszki, strogonow i wódka… dużo wódki. To tylko niektóre, te co bardziej pozytywne skojarzenia z naszym dawnym sąsiadem. Są też i gorsze, ale dość o nich powiedziano, napisano, więc ja tutaj nie będę o nich wspominać.
Porzucając stereotypy, postanowiliśmy zobaczyć prawdziwą Moskwę AD 2012.
Przygotowania do wyjazdu trochę nas kosztowały. I czasu, i pieniędzy. Bo oprócz biletów i przewodnika, niezbędne są wizy. A ich koszt znacznie przekroczył koszt biletów! Więc jeśli kiedyś napalicie się na tanie bilety do Moskwy, doliczcie kilka stów na wizę. U nas dodatkowo była prośba do konsula na wjazd dziecka z paszportem ważnym krócej niż 180 dni, ale jako, że Maksymilian I Groźny został zaakceptowany, ruszyliśmy.
Moskwa powitała nas dłuuugim sprawdzaniem paszportów i wiz oraz mega, mega korkiem (droga z lotniska trwała 1,5 godziny!!). Potem mogło być już tylko lepiej. Hotel okazał się ładny i elegancki, położony całkiem niedaleko głównych atrakcji takich jak Kreml, Plac Czerwony z Mauzoleum Lenina i oczywiście bajkowy wręcz Sobór Wasyla Błogosławionego.
Sobór rzeczywiście na żywo jest piękny i baśniowy. Być może jest coś prawdziwego w legendzie głoszącej, że Iwan Groźny kazał oślepić budowniczych, by nie stworzyli już nic tak pięknego…
Sam Plac Czerwony nie rzucił nas na kolana – być może z tego względu, że na środku placu rozstawili jakieś sportowe instalacje i trwał tam festyn/ zawody czy coś podobnego i przez to Plac nie wydawał się tak imponujący jak sobie wyobrażałam.
Po obejrzeniu obowiązkowych straganów z cholernie drogimi matrioszkami, postanowiliśmy zderzyć z rzeczywistością wyobrażenia kulinarne.
Co wiecie o kuchni rosyjskie? Ja wiem, że bliny, że kawior i pielmieni, że strogonow i wódka. Postanowiliśmy dowiedzieć się więcej, zaczynając od Cafe Puszkin na Tverskoy bulvar 26A.
Tłum ludzi, wnętrze stylizowane na początki XX wieku i pyszne jedzenie. Z minusów dym papierosowy, od którego zdążyliśmy się odzwyczaić…
Niemniej carpaccio z dzika, podane niczym bukiet kwiatów oraz delikatne pielmieni z łososiem sprawiły, że zapomnieliśmy o minusach.
Usatysfakcjonowani, ale nadal żądni wrażeń następnego dnia trafiliśmy chyba w najbardziej nietypowe miejsce, w jakim byliśmy. Restauracja nazywa się Ekspedicija i znajduje się na Piewczeskij pierieułok 6 w dzielnicy Kitaj-Gorod.
Już po wejściu wiadomo, że jesteśmy w nietypowym miejscu. Na parterze informacje o wyprawach na Syberię, rajdach i innych wyprawach organizowanych przez właścicieli. A na piętrze? Tundra?
Sosny, biały niedźwiedź, pomarańczowy helikopter. W takim wnętrzu kuchnia Dalekiej Północy i Syberii na pewno smakuje wybornie.
My zdecydowaliśmy się na zestaw przystawek. Teoretycznie dla dwojga, a tak naprawdę dla minimum czwórki. Cenowo natomiast chyba dla dziesiątki! Ale czego się nie robi, by spróbować renifera, kawioru i mrożonych ryb Północy? 🙂
W zestawie dostaliśmy i kawior, i wędlinę z renifera, i języki, i mrożone ryby, i mrożone małże świętego Jakuba, suszone mięso, suszone ryby. Do wyboru, do koloru.
Mi jako tradycjonalistce najbardziej posmakowało… ciasto! 🙂 Stylem przypominało szarlotkę, ale w środku miało czerwone owoce leśne, a obok waniliowy sos. Podane w stylu zimowym, smakowało dziwnie swojsko… Czyżby nasze desery przypominały rzeczywiście te na dalekiej, mroźnej Syberii? Ciekawe, jak to o nas świadczy 😉
Jak ktoś nie ma ochoty na tak dziwaczne smakołyki (szczerze? ten zamarznięty renifer nie był moim ulubionym daniem)… na pewno warto zajrzeć do restauracji gruzińskiej Genacwale na Arbacie i zjeść proste i smaczne placki chaczapuri …albo rosyjskie bliny w restauracji Godunow, położonej w XVII-wiecznych piwnicach klasztornych, na Teatral’nyy 5.
Jedna uwaga: dla nie lubiących tłumów i przepłacania, ostrzeżenie – w Godunowie dużo turystów i proporcjonalnie do ilości turystów wysokie ceny… ale bliny smaczne:)
Najedzeni czy nie, będąc w Moskwie, musimy odwiedzić wujka Lenina. Mauzoleum otwarte jest tylko do 13.00, a wejście tam to konieczność pokonania licznych przeszkód – obejście Placu Czerwonego na około (jeśli zapytacie czemu, odpowiem w rosyjskim stylu: bo tak!), zostawienia aparatu fotograficznego i telefonów w depozycie, odczekania w kolejce (jednej do mauzoleum, drugiej do depozytu), itd. Potem krótki spacerek wokół Lenina i koniec.
Lenin leży i wygląda całkiem nieźle, jak na to, że zmarł w 1924 roku. Jak głosi Wikipedia, wokół niego, wykonywana jest cała masa zabiegów, które ten stan umożliwiają – “mumia dwukrotnie w ciągu tygodnia poddawana jest zabiegom zabezpieczającym, natomiast raz na 18 miesięcy przeprowadzana jest jej gruntowna konserwacja”.
Niemniej są tacy, dla których towarzysz Lenin jest nadal żywy. I nam udało się ich spotkać…
Po spotkaniu z Leninem, tuż przed wyjazdem, w niedzielne, ciepłe popołudnie, na zakończenie wybraliśmy się pospacerować wśród zabytków Kremla. Niewielkie cerkwie robią magiczne wrażenie i są w stanie wynagrodzić absurdy rosyjskiej rzeczywistości – brak informacji, konieczność wracania się z kolejki i poszukiwania nielogicznie oddalonej kasy, powrót inną trasą, bo ta, którą przyszliście 30 minut temu, została już zamknięta…
Piękno Kremla i cerkwi niestety nie zmyło negatywnych wrażeń związanych z rosyjską pseudo wolnością. Może to i dobrze? Czasem warto docenić to, co nasze 🙂















6 Comments
Michal Czaplicki
Pierwsze zderzenie z Rosja jest bolesne, szczegolnie dla nas, Polakow. Wydaje nam sie, ze znamy i rozumiemy ten kraj i jego kulture, przez co mnostwo rzeczy na kazdym kroku nas frustruje. Do Rosji trzeba sie przyzwyczajac powoli i nie probowac walczyc ze skrzeczaca a czasami blichtrowa rzeczywistoscia. Dobrze robi pobyt dwutygodniowy, poniewaz wowczas czlowiek sie zanurza w inna logike i powoli ja przyjmuje jako cos naturalnego. A co do Moskwy – Plac Czerwony kazdego rozczarowuje – jest mniejszy a szczegolnie wezszy niz sobie wyobrazalismy, a do tego jest krzywy, bo pod koniec spada w kierunku rzeki Moskwy. Dobrze, ze nie weszliscie do soboru Bazylego, poniewaz to najlepsza odtrutka by przestal byc magiczny. Szkoda, ze opisaliscie moskiewskiego metra, ktore wedlug mnie jest jednym z najwiekszych atutow Moskwy. Co do korkow z lotniska do centrum – polecam szybka kolej aeroekspress. Pozwala dotrzec do centrum miasta z kazdego z moskiewskich lotnisk w ok 30 minut. Ma dobre polaczenie z metrem. Noi posiada zdroworozsadkowa cene, co o moskiewskich taksowkach powiedziec nie mozna 😉
Natalia
Pewnie masz rację 🙂 my tak jak pisałam byliśmy krótko, ale na samą Moskwę na pewno na więcej ochoty nie mamy- wystarczy 😉 I chyba nie wynika to z tego, że wydaje nam się, że znamy i rozumiemy Rosję, tylko, że znamy inny system i nie rozumiemy już absurdów takich jak tam… chociaż mamy swoje 😉
Malwa
Zobaczyc Plac Czerwony, Lenina, zjesc w Puszkinie i Ekspedycji i powiedziec, ze jak na Moskwe to starczy, to jak postac pod Wieza Eiffle’a w kolejce, zjesc w turystycznej restauracji na Champs-Élysées i uznac, ze jak na Paryz to starczy. Moskwa jest 20 milionowym, ogromnym miastem z epokami historii i niezwyklymi miejscami w kazdej dzielnicy. Tak jak napisal Michal, wydaje nam sie, ze znamy Rosjan. Ja dodalabym swoje zdanie o tym, ze my Rosjan nie lubimy i jadac z takim nastawieniem do Moskwy, oczywiscie jej ocena jest negatywna. Mieszkam 5 lat w Moskwie i zawsze Puszkin i Ekspedycja wydawaly mi sie za turystyczne, w zwiazku z tym nigdy tam nie bylam. Zachecam Was do ponownego wyjazdu do Moskwy, bez negatywnego nastawienia tym razem, z wlasciwym przygotowaniem, na dluzej, moze w polaczeniu z Petersburgiem? Moze z Koleja Transsyberyjska? Wczesniej jednak radze przestac sie patrzec na Rosjan jako na Wielkiego Brata i Okupanta. Rosja, Moskwa sa jak Rosjanie, na poczatku zimni i oschli, a potem gotowi na wszystko dla nowopoznanego, zwlaszcza jezeli jest obcokrajowcem
Natalia
Hey Malwa 🙂 poza Placem Czerwonym i dwoma wspomnianymi restauracjami, po Moskwie sporo chodziliśmy, sporo spacerowaliśmy i takie były nasze wrażenia. Oczywiście po krótkim pobycie, a nie po byciu tam 2 tygodnie czy kilka miesięcy. Są miejsca, które w tak krótkim czasie są w stanie zachwycić jak choćby Istambuł. Z Moskwą tak nie mieliśmy, więc nie mamy potrzeby wracać (do Istambułu jak najbardziej). Bynajmniej nie wynika to z negatywnego nastawienia do Rosjan – podróżując tak często i do tak różnych miejsc jak my, zwykle nie mamy nastawienia przed.. w każdym miejscu szukamy tego, co piękne i pyszne 🙂 ale może masz rację, że Moskwa potrzebuje więcej czasu, by zachwycić przybysza 🙂 A Petersburg i Kolej brzmi super i kusi, więc może kiedyś zobaczymy też inną Moskwę 🙂
Aga
Ja wiem, ze to takie odgrzebywanie i zabawa w archeologa, i w ogole moze nie na temat do konca – Malwa, dalej jestes w Moskwie? Jak Ci sie tam zyje? zzera mnie ciekawosc, bo fascynuje mnie Rosja przeokropnie!
Sabina
Malwa wybieram się do Moskwy. Gdzie mam jadać?