Spis treści
- ZRÓB TAK:
- PO PIERWSZE: NIE DAJ SOBIE WMÓWIĆ, ŻE JESTEŚ ZŁĄ MATKĄ / ZŁYM RODZICEM, BO PODRÓŻUJESZ Z DZIECKIEM
- PO DRUGIE: PRZYGOTUJ SIĘ JESZCZE PRZED ROZMOWĄ Z LEKARZEM
- PO TRZECIE: SKONSULTUJ TEMAT Z LEKARZEM – NAJLEPIEJ DOBRZE GO WYBIERZ!
- PO CZWARTE: POSZUKAJ INNYCH ŹRÓDEŁ INFORMACJI
- PO PIĄTE: PODEJMIJ DECYZJĘ NA PODSTAWIE WSZYSTKICH DOSTĘPNYCH INFORMACJI
- PO SZÓSTE: UWAŻAJ I KORZYSTAJ Z LOKALNYCH ŚRODKÓW
- PO SIÓDME: BĄDŹ UWAŻNY
- PO ÓSME: JEŚLI POMIMO TO DZIECKO ZACHORUJE, NIE DAJ SOBIE WMÓWIĆ, ŻE JESTEŚ ZŁĄ MATKĄ – DZIECI W POLSCE TEŻ CHORUJĄ!
- Podobne wpisy
Kilka dni temu napisała do mnie Justyna. Mail. Zostawiam je zawsze na potem, zwłaszcza te długie. Długie maile czytam na spokojnie, staram się odpisać na każdy, choć czasem się gubię. Czasem długo mi zajmuje, nim do nich siądę. Bo w podróży z dziećmi często o 23.00 padam na twarz, a mam jeszcze X rzeczy do zrobienia. Odpisywanie na Wasze wiadomości i maile to jeden z najprzyjemniejszych obowiązków. Lubię je czytać z wolną głową. Lubię doradzać, skupiając się na każdej sytuacji z osobna, a nie pędząc gdzieś i robiąc 15 rzeczy na raz.
Czytam. „(…)No więc we wrześniu wybieramy się do Chin na 20 dni. To pierwsza tak daleka i egzotyczna podróż dla nas wszystkich i naszej dwulatki.” Oki, już wiem, na jakie tory się przestawić. Już wiem, że nie będziemy rozmawiać o knajpach w Warszawie, ani o magicznych miejscach w Polsce, ani nie o hotelu przyjaznym dzieciom na Krecie. Egzotyka z dzieckiem. To taka kategoria pytań, które pojawiają się bardzo często. Pewnie będzie o szczepieniach, o tym, co spakować, o łóżku dla dziecka, a może o jedzeniu. Czytam dalej…
„(…) dziś byliśmy u lekarza medycyny podroży i powiem szczerze, że jestem mega rozczarowana. Oczekiwałam jakiejkolwiek porady, rozmowy czegokolwiek. Spotkało nas zwyczajne chamstwo, brak chęci na rozmowę. Chciałam zaszczepić nas wszystkich na dur brzuszny a tylko w sanepidzie zgodzili się zaszczepić w (Miasto X) na to dziecko. Spotkał nas pośpiech, brak informacji i poganianie “to szczepimy czy nie”. A ja chciałam najpierw zasięgnąć fachowej porady!!! Zostałam wręcz oskarżona o bycie wyrodną, że chcę na to dziecko szczepić (czytałam, że Wasz Maks też był szczepiony w okolicy jak miał dwa lata). Zasugerowano nam również, że to głupota jechać do Chin z dzieckiem. Powiem szczerze, że czuję się z tym okropnie”
…Ten mail przypomniał mi moją wizytę u lekarza medycyny podróży przed wyjazdem z 2,5 letnim wtedy Maksem do Tajlandii, Kambodży, Wietnamu i Laosu. Ten mail przypomniał mi masę innych, w których ktoś pyta o szczepienia przed wyjazdem w egzotyczną podróż. I te, w których ktoś narzeka, jak został przez lekarza potraktowany, mówiąc mu o dalekiej podróży z dzieckiem. Hey Dziewczyny, Hey Rodzice – to nie z Wami jest coś nie tak! To nie Wy robicie coś złego, prosząc o fachową poradę, oczekując wsparcia i kompetencji! To lekarze, na których trafiacie / trafiamy nie wykonują swojej pracy w odpowiedni sposób! To oni popełniają błąd, nie Wy! Sugerują, że jesteście wyrodnymi rodzicami, zabierając dziecko do Chin, Tajlandii, Malezji? Dlaczego? Może właśnie dlatego, że nie potrafią doradzić, jak powinniście przygotować się do wyjazdu? Może dlatego poganiają? Wciskają wszystkie możliwe szczepionki i leki? A na Wasze pytanie „czy powinienem się na to zaszczepić?” mówią: „nooo, można się zaszczepić”. Wiem, że nie tego oczekujecie. Ja również nie tego oczekiwałam. Gdy przed pierwszą dużą egzotyczną podróżą, postanowiłam iść do lekarza medycyny podróży, liczyłam na kompetencję, na konkrety, na porady. Byłam świadoma, że pani dr X raczej nie zwiedziła wszystkich krajów świata, ale może wie o nich i wymaganych szczepieniach coś więcej niż tabelka, jakie szczepienia, gdzie. Tabelka, którą każdy może przeczytać… Co zatem zrobić w takiej sytuacji? Jak podejść do egzotycznego wyjazdu z dzieckiem, by być jak najlepiej przygotowanym, a zarazem, by nikt nie wmawiał Ci, że jesteś wyrodną matką, która zabiera maleńkie dziecko na koniec świata???
ZRÓB TAK:
PO PIERWSZE: NIE DAJ SOBIE WMÓWIĆ, ŻE JESTEŚ ZŁĄ MATKĄ / ZŁYM RODZICEM, BO PODRÓŻUJESZ Z DZIECKIEM

To po pierwsze. Jesteś świetną mamą. Jesteś świetnym rodzicem. Sam fakt, że szukasz informacji, że chcesz zaszczepić dziecko przed daleką podróżą, że idziesz do lekarza medycyny podróży, to znak, że się troszczysz, przygotowujesz, chcesz jak najlepiej. Jeśli dziś dasz sobie wmówić, że podróż z dzieckiem do Chin czy do Tajlandii, to Twoja nieodpowiedzialność i Twoja głupota, pewnie nie wyjedziesz z nim nigdzie przez najbliższych 5 czy 10 lat. I jeszcze jedno: tam, gdzie jedziesz też mieszkają dzieci – zawsze to powtarzam i zawsze się to sprawdza 🙂
I jeszcze jedno, co powinniśmy wszyscy zapamiętać: poza skrajnymi sytuacjami (pobicie, przemoc), lekarz NIE JEST od tego, by oceniać jakim rodzicem jesteś. Tym bardziej, jeśli sam jest niekompetentny w swojej dziedzinie.
PO DRUGIE: PRZYGOTUJ SIĘ JESZCZE PRZED ROZMOWĄ Z LEKARZEM
Nie licz tylko na lekarza. Poszukaj informacji wcześniej. Ja zwykle zaczynam od strony Ministerstwa Spraw Zagranicznych – www.msz.gov.pl. Tam znajdziesz każdy kraj – ostrzeżenia i informacje o szczepieniach i innych kwestiach zdrowotnych. Niekoniecznie trzeba im ufać w 100%, ale można potraktować jako pierwszy drogowskaz i wstępny wykaz, nad czym się zastanawiać i jakie tematy / jakie choroby / jakie szczepienia bardziej drążyć.
PO TRZECIE: SKONSULTUJ TEMAT Z LEKARZEM – NAJLEPIEJ DOBRZE GO WYBIERZ!
Pomimo dość negatywnego początku, nie będę Was namawiać, byście całkiem rezygnowali z kontaktu z lekarzem. Ja zwykle o każdym wyjeździe mówię pediatrze, do której chodzi Maks i teraz Jagoda. To ona doradziła mi szczepienie przeciw meningokokom, bo często podróżujemy. To ona poleca nam wszystkie leki osłonowe i probiotyki, by mały brzuch lepiej zniósł inną florę bakteryjną. Reaguje ze spokojem na każdą informację – nawet wtedy, gdy powiedziałam jej, że jedziemy do Tajlandii z niespełna 3 miesięczną Jagodą. NIGDY nie skomentowała naszych podróży negatywnie, NIGDY nie oceniała. Dzięki Niej zawsze będę zdania, że warto konsultować wyjazdy i apteczkę dla dziecka z pediatrą.
Inny temat to lekarze medycyny podróży – ja nie mam dobrych doświadczeń, Justyna nie miała dobrych doświadczeń, ale wierzę, że są kompetentni lekarze medycyny podróży, którzy oprócz informacji „trzeba brać malarone”, opowiedzą o skutkach ubocznych tego leku i polecą sprawdzić, czy w regionie, w który jedziesz rzeczywiście istnieje zagrożenie malarią. Podpytaj, poszukaj info w necie, zobacz, do kogo warto iść. Może ktoś zna, może ktoś był, może w innej przychodni jest ktoś naprawdę sensowny. Sprawdź!
PO CZWARTE: POSZUKAJ INNYCH ŹRÓDEŁ INFORMACJI

Jeśli wyszedłeś od lekarza przerażony lekami, które musisz brać lub zdruzgotany, bo właśnie zostałeś najgorszym rodzicem świata, możesz zrobić kilka rzeczy. Od tego, że odwołasz wyjazd aż do punktu, w którym uznasz, że opinię lekarza masz w dupie, a leków nie weźmiesz. Najlepiej wybrać rozwiązanie pośrednie – posłuchać, co mówi lekarz, a potem poszukać dodatkowych info. Może ktoś ze znajomych był w tym kraju, może ktoś mieszkał, a może na Facebooku trafiłeś na bloga, który o tym pisze? Czasem nie ma lepszego źródła niż blogi osób, które w danym miejscu mieszkają / mieszkały. One wiedzą wszystko. Są tam na co dzień. Pojechana to znakomite źródło informacji o Chinach, Ania z Wazji.pl o Indonezji. Jeśli nie znajdujesz tych informacji, których szukasz, zapytaj. Ja o komary w Kambodży czy na Filipinach, podpytywałam koleżankę, która na Filipinach mieszkała rok i sporo wtedy jeździła po Azji – miała kontakt z lokalsami, wiedziała znacznie więcej niż my w Polsce.
Jeśli więc słyszysz od lekarza coś jak Justyna: “Dodatkowo Pani doktor zaleciła nam brać Malarone. Nie wiem czy to ma sens….jedziemy do prowincji Guangxi gdzie ryzyko jest niskie. Ciężko mi to zweryfikować na jakichkolwiek stronach. Łudziłam się, że lekarz coś będzie wiedział. Ale Pani doktor jak tylko usłyszała Tarasy Ryżowe powiedziała brać i kropka. Co Wy robiliście w takich sytuacjach?” – weź na wstrzymanie. Nie decyduj o braniu tak silnego leku po opinii 1 lekarza, szukaj informacji. Ja o Chiny spytałam znajomej, która od kilkunastu lat prowadzi wycieczki po Chinach i jest tam kilka razy w roku – powiedziała, że Malarone to większe ryzyko dla zdrowia niż malaria w Chinach, która występuje tylko gdzieś w dżungli, w jednym regionie.
PO PIĄTE: PODEJMIJ DECYZJĘ NA PODSTAWIE WSZYSTKICH DOSTĘPNYCH INFORMACJI

Dopiero mając te wszystkie informacje, podejmuj decyzję czy jechać czy nie. Czy szczepić czy nie. Decyzję, którą podejmiesz na swoją odpowiedzialność, a nie na odpowiedzialność dr X. Jeśli się boisz, jeśli zagrożenie jest zbyt duże, wybierz inny kraj. Nikt nie powiedział, że koniecznie musisz jechać do kraju X – jest cała masa innych pięknych i cudownych 🙂 Jak szukasz fascynującego miejsca, ze świetnym jedzeniem, ale bez żadnych zagrożeń – wybierz np. Japonię 🙂 Ale nie rezygnuj z wyjazdu, bo ktoś nie znający sytuacji w regionie, w danym kraju, powiedział, że jesteś wyrodną matką!
Podobnie ze szczepieniami – to Ty podejmujesz decyzję. Ja wolałam zaszczepić na to, co mogę niż się denerwować. Tak radziła nam nasza pediatra – o naszych doświadczeniach ze szczepieniami możecie poczytać TU.
PO SZÓSTE: UWAŻAJ I KORZYSTAJ Z LOKALNYCH ŚRODKÓW

Często lokalne środki, choćby na komary, to najlepszy wybór. Jeśli w danym kraju ryzykiem są choroby przenoszone prze komary, zachowaj środki ostrożności – moskitiera, żele / spraye chroniące przed ugryzieniami, długi rękaw wieczorami. Dla małego dziecka weź i moskitierę na wózek i moskitierę na łóżko. Będziesz spokojniejszy. By uniknąć chorób przenoszonych przez brudne ręce, unikaj podejrzanych miejsc z jedzeniem, krojonych owoców, napojów z lodem, wody nie z butelki, myj ręce, noś ze sobą żel antybakteryjny. Lepiej być “świrem” niż ryzykować. Ja przecieram ręce w Azji milion razy dziennie – sobie i dzieciom. Łukasz uważa mnie za wariatkę – ja czuję się wtedy pewniej 🙂
PO SIÓDME: BĄDŹ UWAŻNY

Nie bagatelizuj. Obserwuj objawy. Jeśli coś u Ciebie lub dziecka niepokoi Cię, idź do lekarza. Jeśli jesteś już w Polsce, od razu powiedz, gdzie byłaś wcześniej. Zasugeruj badanie pod kątem chorób, które tam są zagrożeniem. Nie panikuj, ale nie olewaj. Na zdjęciu 7-miesięczny Maks w Meksyku – po pierwszej nocy w Akumal w okolicach Tulum wyglądał właśnie tak (pomimo, że mieliśmy za sobą już 2 tygodnie w podróży po Jukatanie, Tabasco i Chiapas) – pojechaliśmy do lekarza, wypytaliśmy, co od komarów może mu grozić i co robić. Lekarz, najlepiej znający lokalne realia, nas uspokoił. Nic mu nie groziło. Maks nawet się nie drapał. tylko Amerykanie masowo odpoczywający w tych okolicach dziwnie na nas patrzyli w restauracji… 😉 Chyba obawiali się, że to Maks przenosi jakąś zakaźną chorobę 😉
PO ÓSME: JEŚLI POMIMO TO DZIECKO ZACHORUJE, NIE DAJ SOBIE WMÓWIĆ, ŻE JESTEŚ ZŁĄ MATKĄ – DZIECI W POLSCE TEŻ CHORUJĄ!
Typowa reakcja otoczenia: “No tak, zachorował, a po co dziecko ciągaliście tak daleko?”. Reakcja zbędna i wprowadzająca u rodziców wyrzuty sumienia, które i tak mają. Dzieci w Polsce też chorują. Niektóre lekko, niektóre poważnie. Szpitale są pełne. Ludzie giną w wypadkach, umierają. Tak jak wszędzie. Możesz odwrócić się na minutę w mieszkaniu, a dziecko w tym czasie zrobi sobie poważną krzywdę – zje rtęć z termometru, napije się Domestosa, przytnie sobie palec, spadnie z wysokiego parapetu (real stories). Jeśli uważałeś, pilnowałeś, stosowałeś środki zapobiegające, po prostu miałeś pecha. Wypadki się zdarzają. Wszędzie. Nie z Twojej winy. Zdecydowanie więcej osób podróżuje szczęśliwie i wraca bez problemów niż wraca chorych. Czasem jednak coś się dzieje. Jak to w życiu. Jeśli to sprawi, że następnym razem zrezygnujesz z podróży – OK, jest cała masa całkowicie bezpiecznych zdrowotnie miejsc.
Podróżuj zawsze, ale bez stresu i rozsądnie. Boisz się – zmień kierunek. Wakacje w stresie to żadne wakacje 🙂 Pamiętaj o tym!



26 Comments
mariposa linda
Dzięki za ten post! We wrześniu lecimy z 3-miesięcznym bobasem do Kalabrii, w lutym planujemy już wypad do Azji (Wietnam, Tajlandia) i pewnie jeszcze inne wyprawy nas czekają, więc warto taki post przeczytać 🙂
Natalia
🙂 super 🙂 PS. jaki masz piękny podpis 🙂 Mariposa 🙂 uwielbiam to słówko – nawet tak nazwaliśmy jedno z ciastek w naszej cukierni, notabene DESEO, więc też z hiszpańskiego 🙂
no i uwielbiam tę piosenkę – https://www.youtube.com/watch?v=vItGyY3gxG0 🙂
mariposa linda
Dziękuję 🙂 Ja w ogóle uwielbiam hiszpański 🙂 Spędziłam pół roku na wymianie w Buenos Aires, stąd też linda zamiast bonita 🙂
Natalia
:))) ja tez uwielbiam 🙂 ja na erasmusie w kraju basków 🙂 byli te ż meksykanie – oni też mówili linda:) i to ich charakterystyczne “ustedes”:)
Kinga Łądkiewicz
Super post, garść przydatnych i uspokajającuchwyty porad. Rozsądek i pewność siebie jako rodzice przede wszystkim ☺
Kinga Łądkiewicz
Super post! Garść przydatnych i uspokajających porad. Rozsądek i pewność siebie jako rodzica, który chce dla dziecka najlepiej i najbezpieczniej☺
Natalia
dzięki 🙂 cieszę się bardzo – jeśli przyda się choć kilku osobom wybierającym się w daleką podróż z maluchem, będę przeszczęśliwa: )
Justyna Sniezek
W Polsce w ogóle dziwne podejście panuje do takiego podróżowania. Tak, jakby w Chinach czy w Tajlandii nie mieszkały żadne dzieci. Jak kiedyś się w Warszawie szykowalam do wyjazdu do Ugandy, to dopiero się nasluchalam od lekarza jaka jestem głupia (a przecież jestem dorosla). Wolę sobie chyba nie wyobrażać, jak podchodzą do rodziców, którzy przychodza zaszczepic dziecko…
Natalia
A Ty jeszcze tam dziecko urodziłaś!!! 🙂 ale przyznam Ci, że ja się bym właśnie bała Afryki z dziećmi z uwagi na malarię… może to też stereotyp? Jak Ty to widzisz będąc na miejscu?:)
Justyna Sniezek
Rzeczywiście, jest to jakieś zagrożenie, chociaż jak się tu mieszka, to nie myśli się o tym na co dzień. Prawda jest jednak taka, że komary pojawiają się jedynie o zmroku i nocą (do tego malaria jest bardziej prawdopodobna nad wodą, albo w slumsach), a mała zawsze śpi pod moskitierą… no i w wózku zamontowaliśmy siatkę. Tutaj też żyją dzieci i wbrew pozorom jest strasznie dużo ekspatriatów z maluchami 🙂 I z tego, co widzę, to nikt jakoś specjalnie nie narzeka 🙂
Natalia
Nie znasz jakichś mrożących krew w żyłach opowieści o malarii u maluszków podróżujących do Afryki albo właśnie u dzieci ekspatów? Ja ostatnio od czytelniczek słyszałam o 2-3 sytuacjach, gdy dzieci (raz dorosły) przywieźli choroby z Tajlandii – denga i chyba salmonella:/
Justyna Sniezek
Nie, na szczęście nie znam takich historii o dzieciach. Już chyba więcej takich straszków usłyszałam od dorosłych (ostatnio moja koelżanka przepprowadziła się do Ugandy i złapała malarię w przeciągu tygodnia. Inna złapała jakiegoś pasożyta od pływania w jeziorze. Mnie, odpukać, przez 3 lata nic się nie stało). Ale własnie chciałam napisać też, że przecież malaria i inne okropności to nie tylko w Afryce, ale i w Azji, i w Ameryce Płd… Nie bójcie się tak tej Afryki – wpadnijcie kiedyś 🙂
Natalia
Eh, no właśnie różnie bywa.. chyba ciężko znaleźć regułę, ale przyznam, że jakoś wewnętrznie nadal się obawiam tej malarii w Afryce, ale może jak Jagoda trochę podrośnie ruszymy 🙂
Majka
Ja trafiłam na fajną lekarkę podróży w Warszawie, sama kiedyś podróżowała z dzieckiem, które zresztą było chorowite więc miała swoje doświadczenie. Nie odradzała nam podróży, a jedynie zasugerowała miejsca, które są egzotyczne ale względnie bezpieczne (jeszcze wtedy nie bylismy zdecydowani co do celu naszego wyjazdu). Ale najważniejsze wyposażyła nam apteczkę w przeróżne specyfiki na podstawowe choroby (w tym antyki, inne dla męża, inne dla dziecka 14 miesięcznego, inne dla mnie czyli mamy karmiącej), szczegółowo wypisała dawkowanie oraz opisała i wypisała co robić, a czego nie robić w przypadku poszczególnych możliwych preblemów, od zatruć pokarmowych po zapalenie ucha. Podała także swój adres e-mail na wypadek gdybyśmy się chcieli poradzić będąc w podróży.
Natalia
super, taki lekarz to skarb!!!:)
Karolina
Hej, ja jestem z Warszawy. Mogłabyś przesłać proszę na maila: knowak_home@o2.pl namiary na tą lekarkę. Dzięki, Karolina
Weronika
Hej!czy ja tez moglabym prosic o kontakt do tej pani Doktor?moj mail to kedracka@gmail.com. Dziekuje!Weronika
Majka
Dodałabym, że w kwestii zagrożenia malarią zwykle sprawdzam amerykańską stronę rządowej organizacji CDC, gdzie statystyki są na bieżaco aktualizowane i często podane z podziałem na regiony danego kraju.
Natalia
O super informacja! nie znałam tego! masz link? czy po prostu wpisujesz CDC?
Izabela Witorzeńć
Julek jest dzieckiem niepełnosprawnym, tzn ma bardzo poważną wadę serca i tylko jedną nerkę, na dodatek nie do końca wydolną. Mimo to, udało nam się pomiędzy kolejnymi wizytami w szpitalu i operacjami zwiedzić z nim już 4 kontynenty i pół Polski. A do tego pracujemy zawodowo. Chciałam napisać o tym na blogu, ośmielić ludzi z chorymi dziećmi, pokazać że też można, ale boję się reakcji. Ale wiesz, chyba się odważę i może w styczniu z okazji jego trzecich urodzin zrobię taki post podsumowujący.
Natalia
Hey, nie miałam pojęcia, a miałam pojęcie, że podróżujecie 🙂 koniecznie napisz taki post… myślę, że warto! ja kojarzę rodzinkę z chłopcem, który jeździ na wózku i dziewczyna pisze bloga, pokazuje ich wyjazdy – zawsze podziwiam 🙂 Nakółkach się nazywają 🙂 wielkie brawa dla Was, że jesteście tacy aktywni pomimo ograniczeń czy trudności 🙂
Weronika
Napisz koniecznie! Przeczytamy z przyjemnoscia.
Izabela Witorzeńć
A napisalam! Zobacz tu: http://www.pozycjeobowiazkowe.pl/2018/01/z-dzieckiem-w-podrozy-podsumowanie.html (mam nadzieję, że Natalia wybaczy tę mini reklamę)
Natalia
Wybaczy i sama chętnie przeczyta 🙂
Beata Wodejko-Kucharska
Moim zdaniem bardzo ważna jest zasada- jedź z dzieckiem tam, gdzie wiesz czego się możesz spodziewać lub byłeś tam bez dziecka. Do Indii nigdy bym nie zabrała małego dziecka, ale do Malezji i Singapuru myślę, że mogłabym się zdecydować.Jeżeli dla kogoś wszystkie kraje Azji brzmią po prostu egzotycznie, to niech może poczeka kilka lat, przecież jeszcze zdąży zwiedzić cały świat 😉 A jest tyle pięknych miejsc w Europie i Ameryce Północnej do zobaczenia!
PS. Jestem lekarzem i moja wyobraźnia co do egzotycznych chorób jest rozbudowana. Kiedy wszystko jest dobrze, to wycieczka jest super, ale w momencie, kiedy dziecko zarazi się jakąś egzotyczną, ciężką chorobą, to matka będzie sobie to wyrzucać do końca życia. Nieważne , co będzie mówił lekarz, co myślał, ważne, co sama matka będzie przeżywała.
W Europie też oczywiście może zachorować, ale to tak samo jak w domu-zdarza się.
życzę tylko zdrowych i bezpiecznych podróży zagranicznych 🙂
Natalia
Masz rację, to rozsądne podejście 🙂 Też na razie nie wybieramy się do Indii z dziećmi, nie za bardzo też jestem otwarta na wybranie się z nimi do Afryki (jednak obawiam się malarii)… Jako pierwszy kraj na podróż z Maksem wybraliśmy Meksyk, bo byłam ta w erze przed dzieckiem, miałam tam znajomych. No i mówię po hiszpańsku – to sprawiało, że uznałam, że właśnie tam z niemowlakiem będę czuła się lepiej… Pamiętajmy też, że część krajów azjatyckich to kraje bardziej rozwinięte niż PL i nie ma co ich wrzucać do jednego worka – dokładnie tak jak piszesz 🙂