To się zaczyna już w ciąży. Nagle przez wiele lat niezależna i niepodległa, stajesz się częściowo własnością wspólną. Przecież nie jesteś już tylko sobą, jesteś przyszłą MAMĄ! Nosisz w brzuchu dziecko swojego męża, wnuka swojej mamy i teściowej, prawnuka dziadków. I się zaczyna… jeszcze niedawno nikogo nie interesowało co jesz i kiedy. A tu nagle: „Teraz powinnaś dobrze się odżywiać, jesteś przecież w ciąży!”, „Jedz więcej warzyw”, „Idziecie na sushi???? Ale jak to??? Przecież w ciąży nie można jeść surowego!”, „Ja w ciąży jadłam za dwoje, a potem byłam szczuplutka jak osa, karmienie wszystko wyciąga! No zjedz jeszcze, zjedz!”, „A te szynki takie surowe to kupujesz?? Przecież tego w ciąży nie powinno się jeść!”.
Nagle każdy staje się ekspertem ds. żywienia kobiet w ciąży. To można, tego nie. Na to uważaj, tego mąż nie pozwala… albo teściowa krzywo patrzy. A Ty masz to wszystko gdzieś, bo właśnie dręczą Cię mdłości i jedyne, na co masz ochotę to pizza i szklanka Coli. Z czasem „życzliwi” nieco milkną. Trochę w tej ciąży chodzisz, brzuch Ci rośnie, z dzieckiem wszystko OK, to może jednak te sushi i ostre indyjskie dania Ci nie zaszkodzą… Może nawet te kilogramy czekolady Ci nie zaszkodziły i cukrzyca w ciąży już Ci nie grozi. Uff, chwila spokoju.
Nie na długo. Rodzisz i się zaczyna! Teraz już nie TY, tylko dziecko. Nie oszukujmy się – w ciąży też chodziło o dziecko. Karmisz piersią? To się szykuj! „Płacze, czemu mu nie dasz piersi??” (nieważne, że jadł godzinę temu!) albo odwrotnie: „Nie za rzadko go karmisz, może go trzeba obudzić?”, „Czy on się na pewno najada? Skąd wiesz?”. Karmisz butelką? „ A dlaczego nie piersią?”, „To jednak nie to samo, co mleko matki!”. A idźcie w cholerę! Jeśli karmisz butelką, przynajmniej masz trochę spokoju – nikt już nie wnika w Twoją dietę. Możesz od razu po porodzie zjeść miskę bigosu, wypić litr gazowanego napoju i zagryźć podobno mocno uczulającymi truskawkami. Tu wygrywasz!
Jeśli karmisz piersią, specjaliści ds. żywienia nie odpuszczą. Dieta. Powinnaś, nie powinnaś. Czasem o tym, czego nie powinnaś, słuchasz nawet od osób, które nawet nie mają dzieci! Ani w ciąży nie są! Informacje są sprzeczne. Jedz jabłka, to nie uczula, nie jedz jabłek. Najlepiej tylko sucha bułka, ryż i gotowany kurczak. I OK, zdarzają się dzieci z poważnymi alergiami i wtedy rzeczywiście czeka Cię bułka i ryż przez kilka miesięcy lub przejście na mleko modyfikowane. Ale na miłość boską: jest też cała masa dzieci, które możesz karmić swoim mlekiem, jedząc wszystko! Pierogi z kapustą i grzybami, sushi, tajskie, meksykańskie, indyjskie.. wszystko, na co masz ochotę! Nie cierpią z tego powodu, nie bolą ich brzuchy, nie ryczą godzinami. Może właśnie do takich potraw przyzwyczaiłaś je w ciąży??
Do kulminacji dobrych rad dochodzi jednak, gdy Twoje dziecko też zaczyna jeść coś więcej niż mleko. Teraz już do dających rady oprócz rodziny i koleżanek, dołączają nawet obcy ludzie. Każdy ma swoją wizję. Czujesz to na własnej skórze zwłaszcza, gdy zostawiasz dziecko z dziadkami lub z nianią. Każdy też swoją wizję musi głośno wyartykułować. Koniecznie przy Tobie!
„Co on tak te słoiczki je? Dałabyś mu normalnie kotleta, przecież widać, że chce! Za moich czasów, dzieci normalnie jadły!”
„Na pewno nie słoiczki, gotuje sama, przynajmniej wiem, co dziecko je. Tylko wyrodne matki dają słoiczki! Lenistwo górą!”
„Każdy pediatra wam powie że na początek najbezpieczniej jest dawać słoiczki, bo ich skład jest przebadany na obecność metali ciężkich i innego syfu oprysków i nawozów. Ja bym się bała dawać małemu dziecku pędzone warzywko z warzywniaka, ale to wasz wybór”
„Więcej warzyw powinien jeść.”
“Nie lubi marchewki. No szkoda, szkoda. Jego tatuś jak był mały to wszystko jadł! Taka mała kuleczka!”
„Więcej mięsa musisz mu dawać?”
„dlaczego mu nie dajesz jogurtów?”
„Bez przesady, trochę cukierków nikomu jeszcze nie zaszkodziło!”
„Dajesz mu Nutellę? Przecież to taki syf”
„TY w jego wieku to już jadłaś….(wyliczanka)”
„Może on za dużo tego mleka pije?”
„Może za mało?”
„Czy w tym żłobku to oni ich w ogóle karmią???”
„Oj coś bledziutko wygląda, zobacz, jaki synek Kasi pulchny i dorodny”
„Czy on powinien te krewetki jeść? Czy mu to nie zaszkodzi?”
„Dziecko powinno….”
„A co on je te kulki z mlekiem na śniadanie??? Nasz to omlet je albo jajecznicę jak prawdziwy chłop!”
„Za moich czasów to dzieci jadły wszystko, a nie wybrzydzały!”
„Nie chce wody? To może dosyp mu cukru? Może mu soczku z kartoniku naleję?”
“Kupujesz to gówno? Przecież to sam cukier!”
“I on tak je w tej Azji??? No nie wiem – czy dzieci powinny jeść takie dania!”
I tak w kółko. Zawsze je za dużo albo za mało. Za mało warzyw lub za mało mięsa. Nie takie jogurty, nie takie soczki. Słodycze to skandal albo cukier krzepi. I jeszcze te wyścigi. „Bo mój to już je schabowego z kapustą”, „A mój kocha brokuły! Ulubione danie!”, „Ja już swojego wcale nie karmię – sam je łyżeczką i widelcem!”. A sam po zakupy nie chodzi i nie gotuje może w Masterchefie????
Nie wiem, kiedy to się kończy… Jak ma 6 lat? 8 czy 10? A może nigdy??? Przecież przy świątecznym stole znów usłyszysz: “Czemu pasztetu nie jesz??? Przecież tyle narobiłam! I sałatki jarzynowej sobie nałóż! nie lubisz? Nie jadasz mięsa? Co to za nowomoda?? Wymysły jakieś!”
Dajmy sobie nawzajem spokój i wolność. Nie zaglądajmy w talerze NIE naszych dzieci. Nie stresujmy się, że Tomuś je wszystkie warzywa i właśnie urósł 10 cm, a przytył 3 kg. Nie dajmy się zwariować. Też jedliśmy słodycze. Też jedliśmy czekoladowe kulki z mlekiem. Parówek na tony. Zapychaliśmy się chipsami, wracając ze szkoły. Zajadaliśmy drożdżówki w szkolnych sklepikach, najlepiej z dużą ilością lukru, a potem zapijaliśmy je Colą lub mocno słodzonym sokiem. Na obozy zabieraliśmy słoik Nutelli, która ratowała życie, gdy na śniadanie nie było nic dobrego (czyli codziennie!:)). Robiliśmy sosy z proszku, a na Erasmusie kupowaliśmy najtańsze produkty, bo przecież ważniejsze było wino na wieczór. Piliśmy granulowaną herbatę z dużą ilością cukru, a najlepsze imprezy w podstawówce to te w McDonald’s czy w Burger Kingu.
Popełnialiśmy całą masę żywieniowych przestępstw, których nasze dzieci prawdopodobnie nigdy nie popełnią, bo wiedza poszła na przód, bo zmieniliśmy podejście, bo za 10 lat nie będą mieć pewnie pomysłu, by w jednym kubku zmieszać 2 zupki w proszku, by były bardziej pożywne (true story!). Pomimo tego całego zła, tego tłuszczu, cukru i soli, żyjemy i mamy się dobrze. Nie dajmy się zwariować również w temacie naszych dzieci. Nie umrą od tej Nutelli, od tego soczku z cukrem, od parówki. Nie umrą przez nienawiść do marchewek i brokułów.
Słuchajmy siebie, a nie innych. Róbmy swoje i nie patrzmy innym w talerze. I dzieciom, i dorosłym. Twój przyjaciel może być wege, może je tylko steki, może nie je glutenu, laktozy i cukru, może je tylko organiczne mięso i dzikie ryby, a Ty nie wiesz, co widzi w puddingu chia i koktajlach. I co z tego? To nie Twoja sprawa, nawet jeśli uważasz, że totalnie mu odbiło. Zajmij się swoim talerzem. Tak samo jak z Tobą. Twoja dieta nie jest sprawą Twoich znajomych i przyjaciół. Nie jest ich sprawą Twój kebab z budki na rogu i butelka Coli, którą stawiasz na biurku w pracy. Ktoś komentuję, że powinieneś się zdrowiej odżywiać, że złe nawyki dzieciom przekazujesz, że przytyjesz. Cóż, powiedz mu jedno: Nie zaglądaj mi do talerza, a jak nie będę zaglądać do Twojego!




49 Comments
Sylwia | taomama.pl
Mistrzowski tekst!!! Piszesz, że czasami uwagę zwracają osoby, które nawet same nie mają dzieci. Ja poszłabym dalej – to najczęściej one mają najwięcej do powiedzenia w kwestii diety i wychowania. Piłam w ciąży jedną kawę dziennie. Wszystkie dzieciate koleżanki tylko potakiwały, że rzeczywiście, nie zaszkodzi. Wszyscy bezdzietni – na pomoc, toż to czarna śmierć!
Potem oczywiście jeszcze ciekawiej. Raz dałam córce chrupka w sklepie, miała chyba z 9 miesięcy. Pewna pani zaczepiła mnie, czy nie boję się podawać tego dziecku, bo może obkleić sobie tchawicę, udusić się i umrzeć.
Czasem mam wrażenie, że kobiety w ciąży i dzieci powinny żywić się energią słoneczną, bo tak najzdrowiej.
Agata
“czy nie boję się podawać tego dziecku, bo może obkleić sobie tchawicę, udusić się i umrzeć. ” – najlepiej w ogóle nie oddychać to się człowiek nie udusi :D. Ja w takich momentach zawsze marzę o turbo ciętej ripoście, ale nie zawsze wychodzi ;).
Sylwia | taomama.pl
Mam to samo! Zwykle w takich sytuacjach po prostu mruczę coś pod nosem i szybko się oddalam 😀
Natalia
Panie zaczepiające w sklepach to chyba najbardziej irytująca kategoria doradzających ;)))
TysiaBlondi
Bezapelacyjnie :)) Najbardziej irytujące są Panie wtrącające się jak toczysz z dzieckiem wojnę w sklepie o coś co próbuje na Tobie wymusić wrzaskiem, płaczem i mówisz stanowcze NIE, a taka Pani podchodzi i swoim wspaniałomyślnym, cudownie spokojnym głosikiem mówi “Ja mogę mu kupić” to masz ochotę udusić… Stać mnie żeby dziecku kupić słodycze, ale nie jak mi się rzuca na podłogę albo tupie piszczy i płacze.
Natalia
Oj tak!!! Albo te pytanie: “I czemu tak biedactwo płacze???”, a mój się właśnie rzuca w histerii, bo chciał mieć 3 szczotkę do zębów, w dodatku elektryczną, za 120 zł ;)))) i te spojrzenia…najlepsze 😉
Dorota Mordaka
Powinni ten tekst dawac kazdej mamie. Wszedzie sami eksperci.
Bizimummy
Amen! Wszyscy mają dużo do powiedzenia, a biedna świeżo upieczona mama wariuje od sprzecznych informacji. Najważniejsze to ufać własnemu instynktowi i tyle.
Natalia
Oj tak, jakby każdego słuchać, to nie wiadomo kompletnie, co robić 😉
Lena Sobe Mach
Wspaniały tekst. Dziękuję. Ja mam swoje zasady i jeśli ktoś się mnie pyta, to wtedy wygłaszam opinie o SWOIM dziecku, o tym co JA jem. Jeśli ktoś ma inne zwyczaje żywieniowe – co mi do tego?
Natalia
Dokładnie tak 🙂 zgadzam się 🙂
Agata
Świetnie powiedziane! Ja w dziewiątym miesiącu ciąży przeprowadziłam się jakieś 1000 km dalej – tęsknimy za przyjaciółmi i rodziną, ale bardzo doceniamy to, że ominęła nas większość uwag związana z rodzicielstwem. Chociaż elementy terroru dalej do nas docierają :D.
I zazdroszczę, że Twoja młodzież znosiła jak jadłaś ostre – mimo ciążowej aklimatyzacji z hinduskim jedzeniem teraz niestety nie przechodzi. A teraz najbardziej nie możemy się doczekać aż będziemy w Polsce i zabierzemy 8-miesięcznego Leośka na nigiri w Izumi Sushi ;).
Natalia
Maks za małolata często chadzał z nami do Izumi na sushi dla bobasów za 1 zł :)) teraz to już taki fan sushi, że jak w sobotę z nim byłam, to dawałm sushi masterowi wytyczne, jak ma mu sushi przygotować ;)))
Kala
To ja chyba jestem po drugiej stronie barykady… Chciałabym by dziecko jadło zdrowo, pożywnie i co najśmieszniejsze ono to lubi, a mimo to wszyscy mu wciskają słodycze, niezdrowe przekąski, napoje, a jak odmawia bo zwyczajnie nie lubi gazowanego czy czipsów to patrzą z politowaniem, jakbym mu krzywdę zrobiła dobrymi nawykami.
Natalia
Ale przecież ten post nie jest o tym, żeby dzieci jadły niezdrowo 😉 tylko o tym, by się nie wtrącać 🙂 Bo sama widzisz, że do Twojego sposobu żywienia też się wtrącają, proponując mu na siłę niezdrowe przekąski 😉 Zwłaszcza, że przekonanie o tym co powinno jeść jest bardzo różne – starsze pokolenie nadal pewnie dałoby do picia wodę z cukrem 😉
Więc ja jestem przeciwko terroryzowaniu, bynajmniej nie przeciw zdrowemu jedzeniu 😉
Kala
Końcowa część wpisu ma jednak bardziej wydźwięk “my też jedliśmy niezdrowo i żyjemy” 🙂 Bardziej do tego się odnosiłam.
mądra mateczka
Brawo. Pierwsza mądra matka. Raczej krzywdzimy złymi nawykami A nie odmawiając im ich..
mika
u nas była inna ciekawa wariacja na temat żywienia, bo syn przez pierwsze ponad 3 lata życia nie mógł jeść w ogóle nabiału i to też była jazda bez trzymanki “co to za moda z tym nie jedzeniem nabiału”, “kiedyś to sie nikt takimi pierdołami nie przejmował”, “ale jak to sera nie może jeść”, “jakby zjadł jogurt to by mu się przecież nic nie stało”, “i co, nawet normalnego loda mu nie możesz dać? inne dzieci jedzą i nic im sie nie dzieje” – i nikogo nie obchodziło, że kontakt z nabiałem kończył się w najlepszym wypadku wysypką a zwykle jednak dziką biegunką 😉
Natalia
No właśnie, kazdy wiedział lepiej :/ chyba nawet mieliśmy taką sytuację gdzieś wśród znajomych, że niania chciała być mądrzejsza i w takiej sytuacji po kryjomu próbowała dziecko karmić Danio, itd. :/ nigdy tego chyba nie zrozumiem, czemu nie można się skupić na własnej diecie;)
Kasia Grysko
Tak tak tak i raz tak!!! Tekst master class! To samo dotyczy każdego aspektu naszego życia. Sami decydujemy, sami ponosimy konsekwencje – zwycięstwa lub porażki. Owszem, jeśli życzymy sobie porady – proszę bardzo. Prośmy o nią. Jeśli nie – nikt nie ma prawa włazić buciorami. Nasze wybory żywieniowe (o ile nie poimy się denaturatem, choć i to przecie wolno, jak i wodą brzozową hehe) nie są morderstwem! Zjem maka, uwielbiam i mój syn także – ale za to codziennie spacer bieganiec albo rower albo godzina wygłupów w pokoju! I kto mi zabroni?? A do tego jeszcze nagonka na to, że podaje dziecku syrop pełen cukru zamiast srebra koloidalnego! Oh no! I do tego wszystkiego gramy na swoich tabletach w gry!! I myjemy zęby pastą z SLS… No nie wiem. Nie lubię gadki szmatki wszechwiedzących matek, babć i koleżanek. Jestem mamą. Nie dam skrzywdzić mojego dziecka, dlatego nie odmówię mu kremu czekoladowego i chipsów 😀 I jeszcze to – na tych wszystkich forach dzieciaki doskonałych mam chyba nie mają imion. Same Młode, Małe i Jakieś Zdrobnienia typu Fi, Pi, Lu. A kobitki boją się słowa “pierś” bo same “cyce” widzę. Młody na cycu. To mnie irytuje. Ale ok, niech tam sobie mówią i piszą jak chcą. Tylko niech nie sugerują, że jestem gorsza, bo robię coś inaczej. Cukier i sól – tak. Mięsko – tak. I nawet – tak – fast food od czasu do czasu. I dobrze nam z tym. Nie mam zamiaru brać udziału w zawodach na idealne dziecko. I na idealną mamę. Pozdrawiam i dzięki za super wpis!! Ps. Dwulatek w namiocie – sprawdzone tak. I sucha buła z ogórkiem zielonym zamiast obiadu w trasie – też sprawdzone, szczęśliwe tak 🙂
Agata Smółko
Hehehe Ty niedobra Kobieto!!! Tyle “złotych zasad” łamiesz?? I żyjecie??? Niemożliwe 🙂 A tak poważnie to jakby każdy stosował się do zasady żyj i pozwól żyć innym to życie byłoby piękniejsze… 🙂 Ja słysząc swego czasu te wszystkie dobre rady stwierdziłam, że szkoda życia i mam to wszystko w d****! Wychowujemy i karmimy Córkę według własnych zasad i nikomu nic do tego!
Natalia
życie jest za krótkie i za piękne, by ciągle sobie stawiać ograniczenia!!:) widzę, że Ty nie masz takich problemów!!!:) i dobrze!!! 🙂 Mnie te wszystkie “ciuciuciu dzidzi” itd. też wkurzają 😉 też już kiedyś o tym pisałam 😉
Agnieszka Krupińska
Dwójka moich dzieci ma problemy z jedzeniem. Problemy, czyli mój syn zajada się zupami, ale nie tknie mielonego, a moja córka zamiast schabowego z ziemniakami woli pesto z krewetkami. Oj, nasłuchałam się tego w życiu i pewnie jeszcze nie raz nasłucham 🙂
Natalia
Bezczelni! Jak można nie jeść mielonego i schabowego z ziemniakami??? ;)))) Mój dziś najadł się ukochanego sushi 😉
Agata Smółko
Oj Natalia stawiam wirtualne wino! Oczywiście jak będziecie w okolicy to i prawdziwe postawię!! Tekst w samo sedno! Żeby jeszcze tylko trafił do tych najmądrzejszych… Ale na to nie ma szans :/ W każdym bądź razie miło, że nie tylko ja mam takie zdanie 🙂 Może kiedyś wszyscy zrozumieją, że każdy sam decyduje o sobie i swoich dzieciach! 🙂
Natalia
Wirtualne wino też dobrze smakuje!!! 🙂 cieszę się, że się zgadzamy 🙂 pozdrowienia!:)
Szwecjoblog
Kolejny tekst u Was, który warto podsyłać dalej!
Nawet jeśli nie ma się własnych dzieci – przecież każdy nie raz to słyszał w towarzystwie przyjaciół z maluchami czy nawet przypadkiem, jak to ktoś we wcześniejszym komentarzu wspominał – w sklepie czy w autobusie.
Natalia
Dzięki 🙂 Tak, to chyba uniwersalny problem 🙂 zawsze znajdą się doradcy i eksperci od wszystkiego 😉
Aneta
Święta prawda! Ja co prawda dzieci nie mam, ale pozwolę się wypowiedzieć. Życie nauczyło mnie nie oceniać. Jeszcze kilka lat temu widząc rodzinę z dzieckiem w fast foodzie myślałam “O la boga! Co za wyrodni rodzice, śmieciowe żarcie dla szkraba!” 🙂 Teraz myślę sobie, a może to jest właśnie ten jeden jedyny raz w roku, gdy dziecko ma szansę zjeść hamburgera 🙂 Masz rację, że nie należy ludziom zaglądać do talerzy, gdy ich nie znamy. Mamy swoje życie i na tym się skupmy. Z jedną rzeczą się tylko nie zgodzę. Czy faktycznie trzeba być matką, aby wiedzieć co nieco o zdrowym odżywianiu. Myślę, że wiedza o zdrowym odżywianiu to po prostu wiedza, a nie coś co się nabywa wraz z urodzeniem dziecka 🙂
Natalia
Dokładnie 🙂 Fajnie, że nie jesteś mamą, a już zrozumiałaś, by nie oceniać innych rodziców 😉 To tak samo jak krzywe patrzenie, że dziecko w restauracji dostaje tableta / smartfona z bajką… może to jedyne chwile, gdy ogląda, bo wtedy wszyscy są zadowoleni z wyjścia?? (u nas tak jest, bo w domu nawet TV nie mamy obecnie;))….
A oczywiście wiedza o zdrowym odżywaniu nie ma nic wspólnego z byciem matką.. kurka, czy ja gdzieś tak napisałam? może się źle wyraziłam 🙂 na pewno nie to miałam na myśli 😉 chodziło mi tylko o to, że wraz z ciążą i urodzeniem dziecka wiele kobiet wariuje pod wpływem setek dobrych rad z otoczenia;)
Lilka
Oj, tu się nie zgodzę. Hamburgera można zjeść w porządnej burgerowni, gdzie smaży się mięso wołowe, a nie mielonkę z tablicy mendelejewa, gdzie frytki są robione z ziemniaków, a nie z bliżej nieokreślonej masy.
Natalia
Jak zje takiego hamburgera raz na miesiąc, to na pewno przeżyje 😉
Co pies na to?
Tekst jednocześnie zabawny i przerażająco prawdziwy. Zaglądanie w cudze talerze to już chyba nasza cecha narodowa. 😉
Natalia
🙂 chyba tak 🙂 zwłaszcza przy rodzinnych uroczystościach…”no nałóż sobie!” “czemu ona nie je mięsa?” “powinien więcej jeść, a nie tylko…” ;)))
Emilia Sz
fajny tekst, ale to już wiadomo, sama
moglabym dodać do niego kilka “perełek”, które usłyszałam w ramach żywieniowych dobrych rad. Ale dodatkowo swietnie brzmi ta pochwała żywieniowego luzu na blogu, który jest o jedzeniu w różnych miejscach.
Muszę jednak uzupełnić, że co do jedzenia mamy podczas karmienia piersią, to specjaliści ds. żywienia z prawdziwego zdarzenia, czyli kierujący się aktualną wiedzą potwierdzają, że można jeść w zasadzie wszystko (jasne, pewnych rzeczy warto unikac, ale to też dla własnego zdrowia i raczej są to rzeczy takie jak konserwanty czy inne sztuczne dodatki niż konkretne produkty, typu truskawki czy ser.
Są też na szczęście tacy, którzy próbują walczyć z panującym wciąz mitem “diety matki karmiącej”, która nie istnieje i nie ma uzasadnienia przy większosci przypadków (są nietolarancje lub alergie pokarmowe, ale rzadziej niż się wydaje, no i nie trzeba się ograniczać na tzw wszelki wypadek). Ale jak wiadomo, wokol jest wielu tak zwanych “specjalistów ds żywienia”, którzy wiedzą lepiej, oraz całkiem niekompetentych osob, które coś tam słyszały (albo i nie) i koniecznie chcą “oświecić” swoją wątpliwą pseudo-wiedzą wszystkich wokół. Sorki za ten wtręt, to trochę “zboczenie zawodowe”. Pozdrowienia i smacznego 🙂
Natalia
:))) dzięki za wtręt 🙂 dokładnie potwierdza to, co mówię wszystkim o diecie matki karmiącej 🙂 z Jagodą wcale się nie pilnowałam z niczym, od początku wszystko – ma prawie 2 miesiace, nie zauważyłam jakichkolwiek efektów. ale oczywiście… nawet moja mama, pomimo, że ciągle jej nakładam do głowy, że właśnie nie ma to wpływu, to jak np. mała robi kupę (sorry za dosłowność;)), to potrafi skomentowac: “o, może jej nie pasuje, co mama zjadła”… kurka, jakby dorosły kupy nie robił 😉
Majk
Jak matka pali w ciąży to nikt nie podejdzie bo “nie będę się wtrącał” a jak karmisz z butelki zamiast z piersi to od razu każdy z ulicy podchodzi i jest znawcą tak? Dobrze rozumiem? Do póki dziecku się nie dzieje krzywda to w sumie co komu do tego jak go rodzice karmią. Jak jest jakaś poważna sytuacja to nikt wtedy nic nie powie, nie pomoże. Ale wymądrzać się każdy chce.
Natalia
niestety mam wrażenie, że masz sporo racji :/ zdecydowanie częściej życzliwi zwracają uwagę normalnym, dobrym matkom, dbającym o dziecko niż matce z butelką piwa w ręku i papierosem .. podejrzewam, że takiej się boją 😉
qwerty
Mnie irytuje jak wszyscy komentuja smoczek u mojego dziecka. I w dodatku tyle obcych osob. Syn – w miare smoczkowy, obecnie 17 miesiecy, smoczka uzywamy do zasypiania. Ale jak idziemy do sklepu to w torbie zawsze mam, bo za przeproszeniem moje dziecko drze japke 🙂 No i laze po sklepach (tak, z dzieckiem, bo nie mam go komu zostawic). Po jakims czasie na dziecko juz nic nie dziala, drze sie rzuca wszystkim co mu daje,, a jeszcze dwa sklepy zostaly. No to ja wyrodna matka daje mu smoczek by sie uciszyl oczywiscie. Wchodze do superpharm a tam Pani ekspedientka na sklepie “oooo jaki duzy kawaler… I smoka ma, taki duzy?!” No ma i co? Wiem, ze zle robie, wiem, ze samolubnie… Tez sobie to inaczej wyobrazalam, ale tak wyszlo. I co kmu do tego?
Paulina - Biały Jack
U nas jeszcze to terminu “rozsypki” trzy miesiące, a ja już słyszę, że powinnam jeść więcej (bo nie jem za dwoje i nie wyglądam jak tocząca się kulka), że jem za mało mięsa (jem zdrowo, regularnie, i niekoniecznie codziennie mięso) i że jak będę kp, to juz nic nie będę mogła jeść. O chlebie i wodzie. Uważam to za naturalny sposób eliminacji toksycznych osób z grona znajomych i sygnał, z kim z rodziny trzeba ochłodzić stosunki 😉
Natalia
:))) sprytne podejście 🙂 faktycznie z doradcami czasem ciężko wytrzymać 🙂 miłej ciąży i wielu smakołyków :)))
Anna Grzybowska
Znam to doskonale. Przerabiałam w pierwszej ciąży z Młodym, a później jego żywieniem. Ciągle było: “za dużo kawy”, ” “czemu jesz smażone?”. A jak Młody zaczynał z BLW to byłoby “Boże, on się na pewno udławi” albo “co za bałagan przy tym Stasia jedzeniu”. Teraz jestem ten w drugiej ciąży i już wystarcza moje spojrzenie, żeby wszyscy co mają dla mnie jakieś “dobre rady” byli cicho.
Natalia
;)))) hahaha, najlepiej 🙂 prawda, że przy BLW wszystko jest brudne ;))) chociaż czasem jak daję Jagodzie słoik to też cała okolica ma kolor marchewki, bo np chce łapką pomacać i nałożyć sobie do buzi ;)))
Beata Dąbrowska
No kurka znów do końca się nie zgodzę. Ja nie jestem dumna, że jadłam za młodu czipsy, czekoladę liczoną na tabliczki i hamburgsy zwane “syfem” (pani z budki nie miała toalety a tylko wiaderko…). Ty, Moja Droga, jesteś szczupła i piękna (why, oh, why?) a ja walczę z nadwagą od kilkunastu lat. Nie wariuję w sprawach diety dzieci, ale jednak trzymam się pewnych zasad i nie daję im śmieci do jedzenia. Co więcej, uczę je że jedzenie jest ważne – musi być smaczne i zdrowe, musimy wiedzieć co mamy na talerzu. Za to zazdroszczę Wam wszechstronnych smaków, jakie poznają Wasze dzieci. Wiem jednak jedno na pewno – nigdy nie jest za późno, żeby zacząć urozmaicać dietę. Ale nie mogę patrzeć, kiedy mama pasie niemowlaka w sklepie czipsami serowymi…. I jeszcze jedno – jestem logopedą i zaglądam codziennie w małe buźki pełne kolorowych plomb… ;( oj, temat rzeka…..
Natalia
Z tą szczupłością tym nie przesadzała ;))) ale mnie blog i deseo wykańcza, nie dzieciństwo ;))) Ja jestem na stanowisku równowagi – wiadomo też bym nie chciała, by jadły tylko chipsy, ale od odrobiny chipsów (w wieku 5-6 lat, nie roku) czy czekolady nie umrą, generalnie żywiąc się rozsądnie 🙂 Co do plomb,… muszę iść i zobaczyć, jak zęby Maksa się mają 😉 ja odpukać bardzo długo nie miałam żadnych ubytków 😉 swoją drogą – w ramach diety ja bym się wyniosła do Tajlandii – tam jem wszystko co chcę i zawsze chudnę!!! polecam 😉
Pati
Super tekst. Dodatkowo, na poparcie Twojej opinii, że mama karmiąca może normalnie jeść (co więcej, podobno nie tylko gdy ma dzieci bez alergii ale zawsze) polecam artykuł Mamyginekolog:
https://mamaginekolog.pl/dieta-okresie-karmienia-piersia/
Jak widać w miarę zdrowe odżywianie zawsze się chwali. Ale jedzenie przez mamę np. kapusty i innych “wyklętych” dań zdecydowanie nie powoduje wzdęć u dziecka 😉
Natalia
tak, tak 🙂 ja to już praktykowałam przy Maksie, a przy jagodzie to już generalnie hulaj dusza i żołądek ;))) a Mama Ginekolog własnie prowadziła moją ciążę z Jagodą, więc tym bardziej cenię jej opinie 🙂
Jusia
Ojej! Jeden jedyny raz kiedy się nie zgadzam z tym co napisałaś 🙂 Co prawda – nie obchodzi mnie co jedzą cudze dzieci ale uważam, że stwierdzenia typu “my kiedys też…” nie są prawdziwe. Niestety gdy patrzy się na jakość żywności obecnie a kiedyś – to “obecnie” wypada dużo gorzej. Osobną kwestią jest dostępność – teraz w sklepach na kązdym kroku maluchy są kuszone przez kolorowe, bogato napakowane cukrem i i solą smakołyki. OCzywiście, że każdy ma prawo wychowywać swoje dziecko jak chce i mnie nic do tego. Ale rosnąca ilość dzieci otyłych (to są fakty) nie bierze się znikąd – a rodzice często nie mają świadomości, że krzywdzą swoje dzieci. Uważam, że jest to spory problem naszych czasów. Nikt nigdy nie mówi alkoholikowi – pij to nic takiego skoro dobrze siez tym czujesz… A dlaczego mamy zwyczaj pocieszania osób otyłych, że to nic takiego – masz się dobrze czuć w swoim ciele?
Natalia
Hey Jusia 🙂 Wiesz jak jest – nie trzeba się zawsze zgadzać!!! :)rozumiem Twoją opinię i jest w niej również jakaś racja 🙂 Zwłaszcza w przypadku tych mniej odpowiedzialnych rodziców:)