Majówki na Suwalszczyźnie ciąg dalszy. Temperatura już w piątek zrobiła się iście „majówkowa” – w nocy 2 stopnie, w dzień sukcesem jest 10 kresek na plusie!  Wszelkie aktywności outdoorowe (rowery, długie spacery, place zabaw) odpadają, zwłaszcza, że za chwil parę czeka nas znacznie większa podróż (czy już pisałam jaka??) i musimy pilnować, by majówka Maksa nie przeziębiła. Poza tym – co tu dużo mówić: w ramach protestu nie wzięliśmy zimowych kurtek!   No to kombinujemy co robić, by się nie zanudzić, a zaraz  nie zamarznąć. Cały czas jeść kartaczy i chłodnika litewskiego nie można, więc w ciągu 2 dni zaliczyliśmy 2 aquaparki – w litewskich Druskiennikach, a dziś w Suwałkach. Po dzisiejszym pluskaniu, zgłodnieliśmy mocno i zachciało nam się jakiejś odmiany kulinarnej, a Maksowi zachciało się pizzy (też mi nowość!).

 

Łukasz wymyślił restaurację grecką w AugustowieGreek Zorbas.  Na początek trochę mnie zdziwiło, że mają tam pizzę. W greckiej restauracji?? Ale przyznaję, że tym razem polskie podejście „pod oczekiwania klienta” całkiem mnie ucieszyło, bo wiedziałam, że Maks będzie zadowolony… i najedzony. W drodze przeglądam opinie (ponownie na gastronautach), ale szybko przestaję, bo popadają ze skrajności w skrajność: „najlepsza restauracja” /”cudowne greckie jedzenie” lub  „nie polecam”/ „koszmar”. Udaje nam się natomiast ustalić, że restauracja brała udział w Kuchennych Rewolucjach Magdy Gessler. Jeśli mam być szczera, nie należymy do fanów Pani Gessler co najmniej od czasu, gdy Łukasz znalazł zszywkę w sznyclu wiedeńskim w warszawskiej Ale Glorii, ale cały czas żyję nadzieją, że jakiegoś totalnego koszmaru Gessler swoim nazwiskiem nie firmuje.

 

Dojeżdżamy do Augustowa. Restauracja mieści na ulicy Kościelnej 2. Widzimy budyneczek w biało (szaro) niebieskich barwach i „potykacz” z wizerunkiem Magdy Gessler. Ciekawe jest to, że program miał miejsce w grudniu 2011 roku, a restauracja nadal korzysta z jej twarzy jako zachęty do wejścia, a niektóre potrawy w menu opisane są jako „polecane przez Magdę Gessler”. Czy te odznaczenia nadawane są restauracjom dożywotnio? Czy w takim razie ktokolwiek sprawdza poziom, jaki reprezentują poszczególne lokale pół roku, rok czy 2 lata po programie? Przecież przez 2,5 roku wszystko może się zmienić o 180 stopni! Nawet my zawsze tłumaczymy naszym czytelnikom, że jeśli piszemy w 2012, że tu i tu była cudowna zupa, to nie zaświadczymy za nią w 2014! Nie zaświadczymy słowem na blogu, a co dopiero swoim nazwiskiem, twarzą i własną marką?  Tu jednak jest i pani Magda, i słowa „najlepsza grecka restauracja w Polsce”, najwidoczniej jej autorstwa. Od razu się krzywimy, bo znamy kilka naprawdę dobrych greckich restauracji…Wchodzimy!

 

Augustów, Greek Zorbas, Magda Gessler, Kuchenne Rewolucje

zachęca czy odstrasza?

 

Restauracja utrzymana w barwach biało-niebieskich, dość przyjemna, choć niektóre elementy tandetne. Tłoczno. Pies z kulawą nogą się nami nie interesuje, ale na szczęście znajdujemy wolny stolik. Nie jest to wcale takie proste, bo restauracja cieszymy się sporym powodzeniem, a stolików niedużo. Siadamy. Menu na kartkach-podkładkach, więc nie musimy czekać na kelnerkę. Dzięki Bogu! Na stole trochę brudno, strzepuję okruchy na podłogę. Przeglądamy. Są greckie przekąski, sałatki, dania główne, jest i jest pizza w przeróżnych odsłonach. Czekamy aż ktoś podejdzie  – kelnerki przechodzą obok nas chyba 3 czy 4 razy, ale żadna nawet nie spojrzy. Noszą talerze, czasem chyba chodzą bez celu, mamy wrażenie lekkiej dezorganizacji. Wreszcie ktoś nas zauważa i zamawiamy. Z uwagi na Maksa bierzemy pizzę prosciutto (średnią za 14 zł – wow, jak tanio!). Ja wybieram sałatkę grecką (16, 50 zł – polecaną przez Magdę Gessler ;)), Łukasz saganaki (13 zł) oraz również polecany przez MG tas-kebab z jagnięciny z pomm-craten (28 zł). Danie opisane jest jako oryginalne greckie kotleciki z siekanego mięsa jagnięcego w ziołach z zapiekanymi ziemniakami w sosie śmietanowym i z serem feta. Łukasz trzykrotnie dopytuje czy te kotleciki to kofty. Kelnerka nie sprawia wrażenia, jakby zrozumiała, ale w końcu przytakuje. Do picia decydujemy się na dzbanek wody z cytryną, mięta i lodem (9 zł za 1 litr). Po złożeniu zamówienia zaczyna się dłuuuuuge czekanie!

 

W ramach rozrywki wybieram się do toalety i to, co widzę szokuje mnie chyba najbardziej w tej restauracji. Rzadko mi się zdarza opisywać, co tu dużo mówić, kible (inaczej się tego nie da nazwać!), ale tym razem się nie powstrzymam. Wybaczam, że toaleta jest niewielka i mało elegancka, a w środku, dokładnie naprzeciwko sedesu, znajdują się otwarte drzwi do piwnicy i cały czas zastanawiam się, kiedy ktoś wejdzie. Ale nie wybaczam wielkiego kosza, z którego wprost wyłażą na ziemię zużyte ręczniki papierowe i papier! Leżą na około, piętrzą się na koszu! Oczywiście czystego papieru i czystych ręczników brak. Pięknie! Taka sytuacja trwa przez ponad 1,5h, które spędzamy w Greek Zorbas. Chyba trzeba ich wysłać nie do TVN,  na szkolenie czystości do McDonald’s albo na jakąś sieciową stację benzynową!

 

Po jakichś 5-7 minutach od zamówienia pojawia się nasza woda. Dzbanek wody z trzema plasterkami cytryny. Mięty i lodu nie stwierdzono. Co zabawne, kelnerka nawet słowa nie powiedziała: „przepraszam, mięta się nam skończyła”. Na pytania Łukasza o mięte, powiedziała tylko, że nie ma. O lód nawet nie pytaliśmy. Szkoda czasu! Czekamy dalej!

 

pizza, Augiustów, Greek Zorbas, kuchnia grecka

pizza i szynka po taniości

 

Pizza z szynką pojawia się chyba po 20 minutach. Jako pierwsza. To o tyle miłe, że prosiłam, by była jak najwcześniej, bo przecież dziecko wygłodniałe po basenie. No i jest. Jest dość smaczna i poprawna. Szału nie robi, szynka marnej jakości (można się spodziewać pewnie przy pizzy za 14 zł), ale całość smakuje OK. Może dlatego, że wszyscy jesteśmy wygłodzeni po basenie? Tak czy inaczej pizza rodzi nadzieję, że pomimo fatalnej obsługi, jedzenie będzie smaczne. Jako kolejna nadchodzi moja sałatka. Na plus: jest to prawdziwa grecka sałatka, czyli ogórki, pomidory, papryka, oliwki, oliwa, oregano i feta, bez sałaty. Na minus: fety to tam tyle, co kot napłakał, zresztą zobaczcie sami na zdjęciu! Zaczynam jeść – jest smacznie!

 

Łukasz tymczasem wychodzi z siebie, bo właśnie mija ponad 30 minut od zamówienia przystawki, on jej cały czas nie ma, a swoje dania dostają goście, którzy przyszli jakieś 15-20 minut po nas! Polityka „równy i równiejszy” czy co? Czas oczekiwania tym bardziej irytuje, gdy zobaczycie w karcie ostrzeżenie, że dania przygotowywane są ze świeżych składników, trzeba trochę poczekać, ale w oczekiwaniu rekomendują zamówić przekąskę. No właśnie zamówiliśmy, ale jak widać i tak nic z tego. Gdy saganaki wreszcie nadchodzą, Łukasz nie wytrzymuje i informuje pana kelnera, że czekał ponad 30 min na przystawkę! Reakcja rzuca na kolana. Żadnego „przepraszam”, tylko: „To co? Nie chce pan jej? Mam odesłać?”. Nie powiem, jakie słowa cisną się na usta po tym komentarzu!!;) Saganaki nie są tym, czego oczekiwaliśmy. Zamiast fety zapieczonej w sosie z pomidorów, jak zwykle są podawane, widzimy pieczoną fetę , a na niej 3 plasterki pomidora. Niech będzie. Danie główne, choć naszym zdaniem zdecydowanie mało fotogeniczne, smakuje przyzwoicie, szkoda tylko, że kotleciki jagnięce zdecydowanie przesolone.

 

Greek Zorbas, Augustów, kuchnia grecka, saganaki, przekąski, restauracje Suwalszczyzna

po dłuuugim czasie oczekiwania: przekąska

tas-kebab, pomm-craten, augustów, grek zorbas, kuchnia grecka

średni „model” nawet dla kulinarnych freaków – w smaku nieco przesolony

 

Pomimo marnej obsługi i długiego czekania na wszystkie dania, decydujemy się też na desery.   Deser grecki (jogurt grecki z miodem i orzechami – 8 zł) i deser migdałowy (prażone migdały z odrobiną ouzo, bita śmietana, płatki migdałów – 9 zł). Żyjemy nadzieją, że nałożenie jogurtu i posypanie go orzechami nie potrwa znów 30 minut. Na szczęście nie! Desery nadchodzą szybko i oba są bardzo smaczne.

Deser migdałowy ma pyszne uprażone migdały, chociaż nie czuć w nich ouzo i dużą dawkę prawdziwej bitej śmietany. Może ouzo skończyło się jak mięta i lód? 🙂 Kto wie! Mój deser to w sumie banał, który powinnam jeść w domu, a nie zamawiać w restauracji. Podany w mało atrakcyjny sposób: na talerzu, zamiast w jakimś pucharku, ale ja połączenie jogurtu greckiego, orzechów i miodu po prostu uwielbiam, więc dla mnie deser na 5!

 

deser migdałowy, Magda Gessler, Augustów, Greek Zorbas

deser migdałowy, również polecany przez Magdę Gessler

Greek Zorbas, Augustów

banalne wykonanie, domowy wygląd, ale smak pyszny!

 

Pomimo tych wszystkich minusów, podczas naszego pobytu do Greek Zorbas zmierzają tłumy. Co chwilę ktoś wchodzi i pyta o stolik, wiele osób odbija się od drzwi, bo stolików brak. Czym tłumaczyć popularność restauracji, która popełnia tak wiele błędów? Prawdopodobnie niestety wybór w okolicy marny, a i klient mało wymagający, że pozwala na żenujący poziom obsługi, brudne stoliki i  toaletę przypominającą szalet publiczny. Co do Kuchennych Rewolucji, hmmm, nie chciałabym być panią Gessler i pozwalać na firmowanie moją twarzą i nazwiskiem takiego bajzlu na kółkach. Wstyd. I wielka szkoda, bo jedzenie budzi nadzieję, ma perspektywy, ale cała otoczka dobija i zniechęca.  Czy naprawdę tak trudno zrozumieć kilka podstawowych zasad obsługi klienta ???

 

Informacje praktyczne:

Restauracja „Greek Zorbas”

ul. Kościelna 2

16-300 Augustów

tel. 87 643 29 39

mail: greekzorbas@o2.pl

godziny otwarcia:

pon – zamknięte

wt – pt 12-22.00

sob – nd 12-23.00