Spis treści
- BO… CHYBA ZWARIOWALIŚCIE, BY JECHAĆ DO MEKSYKU Z DZIECKIEM!
- 1) Nie pojadę z małym dzieckiem w egzotyczną podróż, bo nie wytrzyma lotu trwającego 10-12 godzin!
- 2) Może rozchorować się na miejscu, a z dostępem do opieki zdrowotnej tam kiepsko…
- 3) Co on będzie tam jadł? Na pewno się zatruje!
- 4) Przecież tam jest niebezpiecznie!
- 5) Wysoka temperatura i mocne słońce mu zaszkodzi!
- 6) Mogą go zaatakować “tropikalne” komary i inne bliżej nieokreślone potwory!
- 7) Przecież i tak nic nie zapamięta! Jesteście egoistami!
- Podobne wpisy
Ostatnio na jednym z blogów podróżniczych pojawił się ciekawy post na temat wymówek dotyczących podróżowania. Czytaliśmy, czytaliśmy i całkiem jakbyśmy słyszeli niektóre osoby ze swojego otoczenia: nie mogę wziąć urlopu, nie mam czasu, mam tyle do załatwienia, nie mam kasy, nie mamy z kim psa zostawić, może innym razem, itd, itp… Nas jednak najbardziej zainteresował wątek dziecięcy.
Jako, że na podróżach z dzieckiem znamy się chyba całkiem nieźle postanowiliśmy dorzucić swoje 3 grosze do dyskusji… 🙂
Na początek mała retrospekcja: gdy jeszcze nie mieliśmy na pokładzie Maksa, a już lubiliśmy wyjechać tu i ówdzie (od początku lubiliśmy!) zdarzało się słyszeć od nielicznych wtedy dzieciatych znajomych, jak to dziecko zmienia życie, że już nie można sobie tak imprezować jak wcześniej, że nie można ot tak sobie wyjeżdżać, jednym słowem najlepiej kanapa, pilot, ewentualnie plac zabaw pod domem…Co więcej, zawodowo (jako socjolog i badacz rynku) często, podczas rozmów z ludźmi, słyszałam opinie: tak lubiliśmy wycieczki, objazdówki, ale teraz to wiesz, jak z dziećmi to tylko na jakieś leżenie na plaży…
Nie mieliśmy swoich doświadczeń i troszkę nas zastanawiało: może rzeczywiście tak jest? może mają rację?
Imprezy faktycznie zmieniły swój wymiar – bo ktoś musi zostać z maluchem, bo trzeba pilnować godziny (bo Babcia wiecznie siedzieć nie będzie), bo rano trzeba się nim zająć, bo wreszcie impreza dla matki karmiącej to, uwierzcie, z kilku powodów nie jest szczyt marzeń!;) Ale czemu mielibyśmy przestać podróżować?
Postanowiliśmy sprawdzić sprawę na własną rękę, jak to jest z tym podróżowaniem:
– gdy Maks miał 3 tygodnie wybraliśmy się na weekend do Kazimierza, potem do Łodzi, Trójmiasta i Krakowa
– gdy miał 2,5 miesiąca ruszyliśmy w miesięczną, samochodową podróż po Europie – cudowne czasy spędzone na północy Francji, Hiszpanii, w Portugalii, Andaluzji, Cinque Terre – moment na podróż idealny, bo mama zastępuje wtedy maluchowi świat cały…
– gdy Maks miał 5 miesięcy ruszył w pierwszą podróż samolotem – na początek krótką (do Włoch!) i już zaliczył odwołane loty, opóźnienia i inne atrakcje
– gdy miał niecałe 7 miesięcy ruszyliśmy do Meksyku…i wtedy rozpętała się burza!;)
BO… CHYBA ZWARIOWALIŚCIE, BY JECHAĆ DO MEKSYKU Z DZIECKIEM!
Bo przecież z dzieckiem, jak już jechać, to najlepiej nad morze i nie ruszać się z hotelu oraz pobliskiej plaży…
Rozwiewamy zatem mity związane z tym, że dziecko nie powinno jechać w egzotyczną podróż – pewnie do ukończenia minimum 7 roku życia 😉
1) Nie pojadę z małym dzieckiem w egzotyczną podróż, bo nie wytrzyma lotu trwającego 10-12 godzin!
Jeśli nie leciałeś ze swoim dzieckiem, to skąd wiesz?
Większość dzieci grzecznie śpi przez wiele godzin lotu, bo samolot przyjemnie szumi… W przypadku niemowlaka, zwłaszcza karmionego piersią szanse na sen są jeszcze większe, tylko mama musi się przygotować na uziemienie, ale w sumie i tak nie ma zbyt wiele ciekawego do roboty.
W przypadku starszego dziecka, mamy książeczki, zajmujące przekąski, filmy, rysowanie, puzzle na tablecie czy co maluch lubi. A jeśli znudzi mu się siedzenie, to co? przecież nic się nie stanie, jak po samolocie pospaceruje! A potem, zmęczony, w końcu zaśnie!
Oczywiście nie będę kłamać: słyszałam w samolocie dzieci płaczące przez 80% lotu, ale z ręką na sercu powiem, że stanowiły mały odsetek. Pozostałe nie miały z lotem żadnego problemu, niektóre wręcz traktowały podróż jak przygodę. Grunt to wcześnie zacząć i przyzwyczajać, przyzwyczajać!
2) Może rozchorować się na miejscu, a z dostępem do opieki zdrowotnej tam kiepsko…
Jedna z najczęściej powtarzanych obaw, zwłaszcza przez moją mamę. Oczywiście gwarancji nie ma nigdy, małe dziecko rozchorować może się zawsze! Ale jak sądzicie prędzej zachoruje podczas zimnych listopadowych dni w Polsce czy w gorącym Bangkoku? Chyba każdy rodzic, którego dziecko spędza zimy w polskim żłobku / przedszkolu, zna odpowiedź na to pytanie!
W razie mniejszych dolegliwości – katar, jednodniowa gorączka, kaszel – mamy ze sobą apteczkę, o której pisałam tu.
W razie większych szukamy lekarza i taki na pewno się znajdzie, jeśli oczywiście nie pojedziecie do totalnej dżungli. My wolimy mieć świadomość, że opieka zdrowotna jest stosunkowo niedaleko i jesteśmy w stanie tam dotrzeć. Testowaliśmy już pediatrów w Meksyku na Jukatanie i w Istambule, gdzie naszym tłumaczem w kontaktach z lekarzem była hotelowa manager. Da się? Da!
3) Co on będzie tam jadł? Na pewno się zatruje!
Co moje dziecko zje w Tajlandii / Meksyku / Gruzji? Boję się, że się zatruje! To również opinie, z którymi się spotykamy. Pół biedy, gdy podróżujemy z niemowlakiem (tak jak my do Meksyku), bo mały je mleko, słoiczki i kaszki, które MOŻNA bez większego problemu dostać na miejscu. Ale potem mamy malucha w wieku 1,5 roku lub 2 lat i co? Słoików większość już nie lubi, gotować raczej nie będziemy, więc stołujemy się na mieście..
Stołowaliśmy się w Tajlandii, Izraelu, Turcji… o innych nie wspominam, bo zakładam, że włoskiego makaronu i paelli w Hiszpanii się nie boimy 😉 Nasz raczej średni-jadek zajadał aż mu się uszy trzęsły i w każdej kuchni znalazł coś dla siebie – za ryż smażony z kurczakiem dałby się pokroić! (jak mamusia za pad thaia!) ANI RAZU nie miał problemów z brzuchem, ani jakichkolwiek innych negatywnych wrażeń.
Więc o co się boicie? Może Wasze dziecko też pokocha kuchnię tajską, meksykańską czy chińską? Pamiętajcie tylko, że grunt to zachowanie rozsądku i umiarkowania – czyli nie rzucamy pierwszego dnia pobytu małego brzuszka na uliczne jedzenie w Bangkoku, w temperaturze 40 stopni 😉
4) Przecież tam jest niebezpiecznie!
No właśnie, w TAKIE niebezpieczne miejsce z dzieckiem??!!?? OK, zgoda, nie lubimy narażać ani siebie, ani Maksa – za bardzo kochamy życie. Jedziemy zatem przygotowani – czytamy informacje na stronie MSZ, nie odwiedzamy miejsc powszechnie uznanych za niebezpieczne (patrz np. północne regiony Meksyku), nie kusimy losu. Ale zarazem pamiętamy, że jedziemy do kraju,w którym żyją ludzie tacy jak my, i RÓWNIEŻ MAJĄ DZIECI!
5) Wysoka temperatura i mocne słońce mu zaszkodzi!
Są kremy z filtrem, chustki, czapki i kapelusiki na głowę. Są zacienione miejsca, w którym maluch może odpocząć. Nasz jak miał 3 miesiące spędził końcówkę sierpnia w Andaluzji. Zadowolony korzystał z ciepłej pogody. Negatywne rezultaty? Kilka malutkich niemowlęcych potówek, które mogą się pojawić również w Polsce. Zatem kolejny mit: ciach! obalony!
6) Mogą go zaatakować “tropikalne” komary i inne bliżej nieokreślone potwory!
Mogą. Maksa zaatakowały. I co? Nawet nie zapłakał, nawet się nie zadrapał. Meksykańskie komary miał głęboko gdzieś, tylko dziwnie spoglądali na niego amerykańscy turyści zwiedzający okolice Tulum na Jukatanie;)
Tymczasem synka znajomych komary tak pocięły u dziadków pod Warszawą, że maluszek trafił do szpitala. To co? Może w ogóle nie jeździć i nie wychodzić wieczorem z domu? Wychodzić i jeździć, tylko pamiętać o środkach przeciw i po ugryzieniach – my od czasu Meksyku pamiętamy zawsze!
7) Przecież i tak nic nie zapamięta! Jesteście egoistami!
To też można usłyszeć. Po co jedziecie? Przecież to dziecko nic nie zapamięta! Po pierwsze, nie wiemy czy to prawda: my wierzymy, że podróże kształcą, otwierają umysły, pokazują różnych ludzi, różne sposoby życia, uczą tolerancji.
Po drugie, nawet, jeśli to prawda, że nic nie zapamięta, to co? Przecież spędza ten czas z rodzicami! Czas w wielu przypadkach lepszy niż ten w domu, bo nie ma pracy, zaległego raportu do napisania, maili do odebrania, prania, prasowania, gotowania, mycia podłogi, mycia łazienki, zakupów, zmywania i tysięcy rzeczy, które sprawiają, że czasem musimy posadzić malucha przed bajką, bo nie mamy wyjścia innego…
Po trzecie, zgodnie z teorią “szczęśliwi rodzice to szczęśliwe dziecko”, warto być na co dzień troszkę egoistą…:)
Podsumowując niby łatwo znaleźć milion powodów przeciw egzotycznym podróżom z dzieckiem, ale “zwycięzca widzi rozwiązanie w każdym problemie”, więc jeśli jeszcze jakieś powody macie, poproszę je na “pożarcie” !:)








84 Comments
Katarzyna
Rewelacja- dzielny maluch!!
Natalia - tasteaway.pl
Dziękujemy! 🙂 Oj tak!:) A co do odwagi malucha polecam ostatnie zdjęcie wpisie na temat wyprawy z dzieckiem do Tajlandii 😉 https://www.tasteaway.pl/2012/12/06/podrozowanie-z-dzieckiem/
Małgorzata Zaremba
Podróżowanie z dziećmi jest nie lada wyzwaniem – i dla dziecka i dla rodziców. Nie ma się co okłamywać- wymaga kompromisów, poświęceń , cierpliwości i zrozumienia. I to właśnie jest w takim podróżowaniu najcenniejsze, że MUSIMY nauczyć się siebie. Nasz synek podróżuje z nami od momentu kiedy ukończył 4 miesiące – a jest wcześniakiem z masą urodzeniową 1 kg. Był z nami w Afryce, Azji, dużej części Europy. Tosia – jego siostra wyruszyła w pierwszą podróż w zeszłym roku też jak miała 4 miesiące – od razu pod namiot nad Gardę. W tym roku zaliczyli z nami 6 tygodniową wyprawę po Birmie i Tajlandii. I W Rangun Tosia postawiła swoje pierwsze kroki sama – bezcenne wspomnienie. I nie ukrywam, że czasami brakuje sił i pomysłów, a Janek na widok świątyń i pagód dostaję kręćka:-), ale to jest czas kiedy jesteśmy tylko dla siebie- RAZEM. W świecie, który za moment może przestanie istnieć takim jakim jest jeszcze teraz. Warto to zobaczyć i dać dzieciom podróżniczą przepustkę w dorosłość, która spowoduje, że będą otwarci na ludzi, różnorodność i gotowi na wyzwania, które postawi przed nimi los. Amen:-)
Natalia - tasteaway.pl
Właśnie AMEN chciałam napisać czytając Twój komentarz!!:) w pełni się zgadzam!:) podziwiam, że odważyliście się tam szybko na podróż z wcześniaczkiem! Ale rozumiem, że synek wyszedł z wcześniactwa obronną ręką? 🙂 Na nas Afryka jeszcze czeka, ale już w listopadzie ponad 4 tygodnie Wietnam, Laos, Kambodża i nie mogę się doczekać!:) Napisałaś, że Tosia pierwsze kroki postawiła w Rangun- ja też wszystkie wydarzenia łączę z podróżami:) np., że pierwszy raz podniósł się na nogi w łóżeczku w San Cristobal de las Casas w Meksyku 🙂 ostatnie zdanie jest piękne, podpisuję się rękami i nogami 🙂
Karolina
Dokladnie!!! My rowniez podrozujemy ile sie da z nasza krolewna! Na pierwsza wycieczke pojechalismy jak Isabelle miala 4 dni!!! W Maju tez jedziemy do Meksyku!!! Dziecku trzeba pokazywac swiat!
Pozdrawiam podrozujaca mama xxx
Natalia - tasteaway.pl
Pierwsza wycieczka w wieku 4 dni brzmi doooobrze!;) Ile teraz ma Isabelle? 🙂 Ja uwielbiam Meksyk- chętnie bym jeszcze wrociła!:) Gdzie się wybieracie dokładnie? 🙂
Łukasz - Rowerowe Porady
Może i dziecko nic nie zapamięta, ale pozostaną zdjęcia! I święcie w to wierzę, że zostanie mu zaszczepiony duch podróżniczy i ciekawość świata.
Natalia - tasteaway.pl
Też w to wierzę! Mam nadzieję, że taki maluch w przyszłości równie chętnie będzie odkrywał świat z nami, z kolegami, sam! A zdjęcia z podróży uwielbiam!;) nawet łączę wydarzenia z życia Maksa z miejscem, gdzie byliśmy: kiedy pierwszy raz stanął w łóżeczku? W San Cristobal de Las Casas, Meksyk i od razu pamiętam, ile wtedy miał 😉
Pozytywne Rodzicielstwo
Fajnie, że obalacie mity :)Podróże z dzieckiem są tak samo fascynujące! Ważne jest nastawienie z jakim wyruszamy 😉
Natalia - tasteaway.pl
Zgadzam się w pełni!:) U nas z nastawieniem bardzo pozytywnie – zresztą tak jak u Was 😉 a ze stereotypami, że z dzieckiem najlepiej w domu siedzieć na pewno będziemy walczyć 😉
Justa
🙂 Mi się wydaje, że jak ktoś ma ogromna pasje do podróży, to po prostu naturalnie przekazuje ją dziecku, jako część życia rodziny. Dziecko naprawdę jest baaardzo elastyczne i większość ograniczeń leży w głowie rodziców. Jako kolejny punkt można by dodać np 8) Bo jest to męczące 🙂 Owszem, jest trudniej, bo trzeba czasem dźwigać na plecach, czasem pchać wózek po wertepach….ale z dzieckiem gdziekolwiek trzeba być uważnym, nawet nad Bałtykiem trzeba mieć energię na zabawy w piasku itd. 🙂 Pozdrawiamy !!!
Natalia - tasteaway.pl
Masz rację Justyna!:) nie wyobrażam sobie, że mielibyśmy przestać podróżować, bo nagle mamy dziecko.. Jestem raczej za poglądem, że dziecko przychodzi do nas, do rodziców, którzy mają określone pasje i fascynacje i nie chodzi o to, by z nich (i z siebie) zrezygnować…
Co do punktu 8, masz rację! masa rzeczy do spakowania, do ogarnięcia, na objazdówce zmiany miejsc i wiadomo, że nie jest tak, że wchodzisz do hotelu/ hostelu, rzucasz rzeczy i masz czas na relaks tak jak jest, gdy podróżujecie sami 😉 Ale baaaardzo warto:)
Thor
Ciekawy attykul ale przedstawia tylko jeden, właściwy autorowi punkt widzenia. Mozna sie usmiechac i to bagatelizowac ale dziecku w wieku kilkunastu miesiecy nie można zaszczepić miłości do podróży bo nic z nich nie zapamieta. Pokazywani zdjęć jak dorosnie to argument tak smieszny ze az szkoda to komentowac. Moze to troche bedzie nieuprzejme ale z artykulu bije troche egoizm rodzica, bede podrozowal bo tak mi sie podoba i pokażę wszystkim dookoła ze sie da. Ostatnie zdanie – pamietajcie tez o innych podrozujacych gdy wsiadacie z malym dzieckiem do samolotu, pociagu, autobusu. Czy oni tez aby na pewno chcieli tak spędzić urlop….
Marta
Uwielbiam Was! Długo przekonywałam męża żeby zabrać młodszą córkę na planowane wakacje. Ostatecznie przystał, ale to dlatego, że wciąż karmię i dlatego, że wraz ze starszą córeczką są bardzo ze sobą zżyte (jednego dnia nie potrafią bez siebie wytrzymać). Ale też słyszałam od rodziny, że z małym dzieckiem w ciepłym kraju…bo będzie za gorąco, bo będzie się przez to źle czuć itd itd
Natalia - tasteaway.pl
Marta, dzięki wielkie za miłe słowa!:) Mam nadzieję, że wyjazd się uda!:) gdzie się wybieracie? 🙂 W końcu w tych wszystkich ciepłych krajach są całe masy małych dzieci i bez problemu dają radę 😉 A jak jeszcze ciepłe morze w pobliżu to najlepiej!:)
Pan Soniak
witajcie. a co powiecie na tę stronę medalu http://podroze.gazeta.pl/podroze/1,114158,14157926,Bezdzietni_na_wakacjach___Urlop__Zawsze_z_dziecmi_.html#TRrelSST?
też jesteśmy podróżującą rodziną, ale potrafię zrozumieć tych frustrujących się. patrząc na niektóre dzieci mam wrażenie, że całym sobą mowią, że im się tu/to nie podoba. rzecz w tym, że podróżowania trzeba uczyć, od małego, a nawet najmniejszego.
Natalia - tasteaway.pl
Pan Soniak, oczywiście jest w tym trochę racji – wszystko zależy od dziecka, ale i też od innych podróżujących. Jestem w stanie zrozumieć złość przy ryczącym non stop dziecku (też nie lubię!) albo innym ingerowaniu w przestrzeń innych pasażerów. Ale osobom, którym przeszkadza bawiące się czy nawet biegające dziecko polecam hotele, które dzieci nie przyjmują… Nie jestem za przesadnym odgradzaniem się od dzieci, bo ktoś zaraz stwierdzi, że na plaży to nie lubi starszych ludzi, bo np. głośno kaszlą.. więc póki dziecko zachowuje się w granicach rozsądku, jestem za odrobiną wyrozumiałości;)
PS. nam podczas wszystkich podróży, wyjść do restauracji, lotów raz tylko zdarzyła się sytuacja, gdy ktoś jawnie wyraził niezadowolenie z zachowania Maksa – nie płakał, nie krzyczał, po prostu przebiegł koło stolika;) w innych sytuacjach spotykamy raczej uśmiech i chęć nawiązania kontaktu 🙂
Pan Soniak
Bynajmniej nie jestem fanką odgradzania się i tworzenia sztucznych światów “bez dzieci”, “bez psów”, “bez kurzu” itd. Niektórzy to lubią, ale nie o nich tu mowa.
Chodzi mi bardziej o to uczenie podróżowania. Dziecko, które się tego uczy jest świetnym towarzyszem podróży dla rodziców i otoczenia. Ale dziecko wychowywane pod przysłowiowym “kloszem” niczym pępek świata i nagle rzucone w świat lotniska, wielu godzin w samolocie, innego niż w domu jedzenia, łóżeczka, obcych ludzi itd. pokazuje swoje niezadowolenie. I całkowicie je rozumiem. Tak samo jak tych, co są tego świadkami.
Ech, chyba mi się weszło w kwestie wychowania, a to zawsze delikatny teren 🙂
Masz rację, zdrowe rozwiązanie jest zawsze gdzieś pośrodku. Jak do tego dodać wyrozumiałość i szacunek dla innych to jest super. Na szczęście, właśnie podróże tego uczą 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Widzę, że w pełni się zgadzamy!:) też uważam, że nauka podróży od małego procentuje – dziecko akceptuje samochód, samolot, bardziej wie jak się zachować (chociaż wiadomo, że dwulatek nawet, jeśli wie, zawsze może nam zrobić niespodziankę;)). Tak samo jeśli chodzi o innych ludzi – spotyka osoby mówiące w innym języku, wyglądające inaczej niż my, ale jest to dla niego normalne 😉
Masz też rację, że ktoś może być niezadowolony jak dziecko przez 5h płacze w samolocie.. nam się zdarzyło takie dziecko w drodze do Tajlandii, podczas której na szczęście Maks był grzeczny;)
I też się zastanawiałam, po co oni to dziecko tak męczą?;) BTW ciekawe rozwiązanie tego problemu stosuje Finnair – wszystkich z dziećmi wrzuca do rzędów obok siebie;) Fajnie dla bezdzietnych, ale gorzej dla nas: jeśli inne płaczą, jest ryzyko, że nasze również nie będzie spokojne 😉
Pan Soniak
p.s. nam personalnie również żadna nieprzychylność ze strony otoczenia jeszcze się nie przytrafiła. ale nauczyłam się w pewnych sytuacjach bacznie obserwować reakcje. gł w hotelach
http://marywplecaku.blogspot.com/2013/03/hotele-hostele-i-fotele.html i w Wlk Brytani, która mnie w tym temacie mocno rozczarowała, by nie powiedzieć że zszokowała http://marywplecaku.blogspot.com/2013/06/dogs-kids-not-allowed.html
By nie rozwlekać daję linki gdzie się o tym uzewnętrzniałam. BTW zapraszamy czasem do nas 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Wieczorem sobie poczytam!:) My byliśmy z Maksem w Irlandii i było OK, ale ta oburzona para z restauracji (akurat w Tallinie) to chyba byli Brytyjczycy 😉 Będziemy zaglądać!:)
Maluszkowe Inspiracje
Fantastyczny post i blog! Pozdrawiam 🙂
http://maluszkoweinspiracje.blogspot.com/
Natalia - tasteaway.pl
Gracias!!:) pozdrawiamy serdecznie z Malty!!! 🙂
Domi
Jak to się stało, że znalazłam Wasz blog dopiero dziś???
Świetnie napisane! Z tymi wszystkimi powyższymi mitami non stop się spotykamy, ale mimo to jeździmy z maluchem to tu to tam 😉 I nie wyobrażamy sobie, żeby mogło być inaczej 🙂
Przypomniałam sobie właśnie, że znam kolejny powód, dla którego niektórzy ludzie nie wyjeżdżają z dziećmi: “Bo jak JA wypocznę?!” ;))))
Pozdrawiam!
Natalia - tasteaway.pl
Masz rację!:) ostatnio właśnie o tym myślałam, że wielu osobom po prostu się NIE CHCE – przecież łatwiej do piaskownicy zejść niż pakować “klamoty” 😉 pozdrawiamy serdecznie chcących!;)