Rzadko mi się zdarza pisać takie posty, chociaż bardzo je lubię. Piszę je rzadko, bo chcę byście z podróżniczych artykułów mogli “wyciagnąć” jak najwięcej dla siebie – co zobaczyć, gdzie zjeść, jak spędzić weekend, co wybrać, gdy na dany kraj masz 2 tygodnie, a na dane miasto 2 dni. Chcę, by to, co piszę, przydało Wam się do planowania i do tego, by fajnie spędzić czas w podróży. I takich artykułów zawsze znajdziecie u nas całą masę! 🙂

 

Tym razem postanowiłam jednak nie czekać i dzielić się z Wami na bieżąco wrażeniami. Japonia to dla nas marzenie, wyśniona, odległa kraina. Inna, wyjątkowa. Będziemy chłonąć każdy jej fragment i dlatego będziemy spisywać też te z pozoru błahe wrażenia. Zobaczymy czy je też będziecie chcieli czytać czy postawicie na konkrety 🙂

 

No to już. Tokio. Yokohama. Dolecieliśmy. Lot z Warszawy do Dubaju upłynął bez większych problemów, chociaż nie było już tak sielankowo jak podczas lotu do Tajlandii – półroczny bobas śpi mniej niż 3miesięczny 🙂 A i nie mieliśmy szczęścia, bo przez turbulencje często trzeba było Jagódkę wyjmować z kołyski. W Dubaju spaliśmy w hotelu na lotnisku. Nowe i dość dziwne doświadczenie, a zarazem irracjonalnie drogie. Ale jeśli samolot ląduje ok. 23.00, a następny masz o 8.00 rano, jesteś z dwójką dzieci, to nie masz zbyt wielkiego wyboru. I tak spałam 3 godziny! Dziwacznie było obudzić się i zobaczyć taki widok z okna 🙂 Jednym słowem spaliśmy nad knajpą, a tuż obok stały samoloty szykujące się do wylotu. Maksa najbardziej dziwiło, że niezależnie od pory zawsze pod naszym oknem ktoś coś jadł.

 

Dubaj, Tokio, nocleg na lotnisku, hotel na lotnisku, przesiadka, podróżowanie z dziećmi

 

Szybki poranek i już biegniemy do Gate’ów. Plus hotelu na lotnisku – za 15 minut jesteśmy na miejscu. Łapiemy croissanty na śniadanie w PAUL, a Maks szaleje w KIDS Zone (w okolicy B1-B7 jest bardzo fajny plac!). Co z tego, że dopiero 7 rano!

 

Japonia, Tokio, Dubaj, podróżowanie z dzieckiem, podróżowanie z niemowlakiem,

 

Do Tokio mamy 9 godzin lotu! Lot upływa w całkiem niezłej atmosferze, trochę śpimy, trochę siedzimy na Internetach (wielkie brawa za Internet na pokładzie – czas leci szybciej), są bajki i książeczki, i przytulanki dla Maksa, kołyska dla Jagódki. Są dwa posiłki, miliony chrupków i naprawdę smaczny deser ze słonym karmelem! Tak, smaczny deser. Tak, w samolocie. Jedna z pań siedzących obok kwituje na koniec lotu, że mamy “cute kids.both”, więc chyba nie było tak źle! 😉 Maks czuje się w samolocie jak w domu – “Mamo, a jak jest deser po angielsku?” “Dessert” “Dessert?Ok!” … znika i sam domawia sobie u załogi dokładkę.

 

W Tokio, na lotnisku Haneda lądujemy po 22.00. Na lotnisku kociokwik – przyznam, że liczyłam na lepszą organizację 😉 A tu szał, tłum, duszno. Rozpuszczeni Tajlandią szukamy osobnego przejścia dla rodzin z małymi dziećmi. E tam, brak! Na szczęście udaje nam się za radą zabieganej Japonki przedostać do stanowiska dla CREW i innych ważniaków. Wypełniamy papierki, skanujemy palce (dzieciom nie skanują), czekamy na bagaż (dłuuuuugo! czyli takie oczekiwanie nie tylko w PL), zwiedzamy pierwszą japońską toaletę (u Maksa notuję fascynację) i przez puste ulice śmigamy do hotelu w Yokohamie, 30 minut pociągiem od Tokio. Czemu tutaj śpimy? A o to już pytajcie Kamila, mózg tej operacji… 😉

 

Wnioski? Tłoczno na lotnisku, pusto na czyściutkich ulicach. Dzieci nie są tu raczej tak bardzo kochane jak w Tajlandii, ale damy radę! Maks już żądał 10 nigiri z łososiem i sushi na śniadanie. Zobaczymy czy to marzenie się spełni. Jutro zaczynamy zwiedzać i JEŚĆ!!