Kraków. Dworzec PKP. Piątek popołudnie, tuż przed majówką. Szał, tłum ludzi. Za nami 40 minut w taksówce, bo nie dość, że leje, to jeszcze korki. Jagoda na rękach albo w nosidle. Lawiruję pomiędzy ludźmi. Chcemy wymienić bilety i jechać wcześniejszym pociągiem – kasy lub biuro obsługi. Wszędzie kolejki. Dopytuję, gdzie można to załatwić. I tu, i tu. Jagoda w nosidełku, stajemy w kolejce. Obsługują kobiety, w kolejce panowie, w różnym wieku, dziadków z laską brak.  Nikt nie widzi, że z dzieckiem, że może by tak przepuścić w kolejce. Jestem z Mamą. Wtrąca się i pyta kogoś z obsługi, czy matka z małym dzieckiem nie ma przypadkiem pierwszeństwa? Nie ma, nie mają takich zasad. Czekamy. Jagoda spokojna, ale jest gorąco, jest tłoczno. Co byś powiedział, gdyby właśnie zaczęła płakać wniebogłosy? Gdyby zaczęła marudzić i się wyrywać? No tak, ciągają dziecko po dworcach, to płacze! Nieodpowiedzialni rodzice! Ale o tym, by przepuścić w kolejce, by pomóc już byś nie pomyślał, prawda?

 

Warszawa. Lidl albo Biedronka. Albo i to, i to. A może też Tesco, Carrefour, i osiedlowy u Zbyszka? Stoję w kolejce. Koszyk z zakupami, obok niecierpliwy pięciolatek, przede mną ciążowy brzuch – nie sposób już go schować, nie sposób uznać, że troszkę przytyłam albo najadłam się za dużo czereśni. Sierpień, upał i zaduch. I ten facet, który podchodzi do mnie i mówi: “Przepraszam, ja tylko 2 piwa mam, mogę przed Panią?”… czy spojrzenie może zabijać? Takich sytuacji w ciąży miałam co najmniej 2!

 

Janki. Ikea. I moja bliska znajoma, która z jeszcze większym brzuchem człapie do kasy, a z nią jej kilkuletnia córeczka. I szept innej kobiety: “Szybciej, wyprzedź tę Panią w ciąży!”. Naprawdę??? Nawet kobieta kobiecie??? I od razu uczymy tego dzieci, że jeśli idzie wolniej i w ciąży to trzeba po cwaniacku wyprzedzać???

 

I ten samolot, w którym z większym oburzeniem i niesmakiem patrzy się na niegrzeczne dziecko i matkę karmiącą piersią niż na 30-latka, który właśnie wypił kilka buteleczek z wódką za dużo. Samolot, w którym częściej zwrócisz uwagę niesfornemu bachorowi niż temu nachlanemu typowi obok, bo przecież jego troszkę się boisz, prawda? Samolot, w którym wydanie alkoholu jest większym priorytetem niż wydanie posiłków dla dzieci, a potem dziwimy się, że dzieci niecierpliwe i płaczą. I ta restauracja, w której czekasz na zupę dla dziecka 30 minut, po czym próbujesz ją ostudzić kolejnych 20 minut. Ta, w której posiłek dla dziecka nie przychodzi wcale, bo ktoś zapomniał. I ta, gdzie prosisz o łyżeczkę i o krzesełko do karmienia tak długo aż sama, z dzieckiem na ręku, idziesz je sobie zorganizować. I ten kelner, który prawie stopy całuje parze obok, a Ciebie wyraźnie omija, bo przecież masz ze sobą niemowlę. I lotnisko, na którym po 11 godzinach lotu z dwójką maluchów stoisz godzinę w kolejce, by pokazać paszport. I autobus albo metro, w którym miejsce dla matki z dzieckiem jest zajęte, a gdy prosisz, by ktoś Ci ustąpił, widzisz obrażone spojrzenie i pretensję.

 

Takie sytuacje można mnożyć w nieskończoność. Takie sytuacje na pewno zna każda z nas. Sytuacje, w których zamiast ułatwić życie matce z dzieckiem, rodzicom z dzieckiem, ktoś będzie Ci to życie utrudniać.  Sytuacje, w których jeśli Twoje dziecko się rozpłacze, zacznie marudzić, jęczeć, zachowywać się niesfornie, zostanie to zwykle skwitowane oburzonym spojrzeniem, grymasem na twarzy lub wręcz komentarzem “a po co to dziecko ciągać do samolotu / restauracji / do pociągu! nieodpowiedzialni rodzice! Dziecka wychować nie potrafią”. Nikt nie będzie myślał, że ten mały człowiek jest równie zmęczony jak Ty (albo bardziej), tylko okazuje to nieco inaczej. Nikt nie pomyśli: A może gdybym przepuścił ich w kolejce? A może gdyby mogła usiąść z dzieckiem, a nie stać w tym tłumie? Nikt nie pomyśli, jak spędził dzień i czy nie potrzebuje odpocząć. Zobaczy w nim niegrzeczne dziecko albo płaczliwego niemowlaka.

 

A przecież można inaczej. Można pomóc, można ułatwić komuś życie choć troszkę. Są na to świetne rozwiązania instytucjonalne. Są kasy pierwszeństwa,w  których rzeczywiście powinny być obsługiwane w pierwszej kolejności kobiety w ciąży i matki z małymi dziećmi bez obaw ze strony kasjerki, że inni na nią naskoczą (real story!). Są kasy na dworcach, gdzie obsłużą Cię poza kolejnością, bo właśnie człapiesz w 8 miesiącu ciąży. Są sklepy z widoczną dla wszystkich tabliczką i napisem, że mamy mają pierwszeństwo (brawo Rossmann, brawo H&M!). Są wreszcie lotniska, na których rodziny z dziećmi mają osobne stanowiska do odprawy, a wózków dla maluchów nigdy nie zabraknie (brawo Dubaj!). Są restauracje, w których może nie ma kącika dla dzieci, ale obsługa potrafi sprawić, by dziecko czuło się tak samo ważne jak rodzic. Restauracje, w których obsługa MYŚLI i wie, że fajnie, gdy dziecko nie czeka na zupę 40 minut, że fajnie przynieść mu soczek ze słomką i nie ignorować próśb rodzica. Że fajnie, gdy dostanie swoje danie trochę przed rodzicem, by ten mógł je spokojnie nakarmić. A poza rozwiązaniami, jesteśmy też MY. Możemy pomóc, możemy ułatwić, możemy sprawić, że dzieciak nie będzie ryczał jak opętany, a jego mama spojrzy na nas z wdzięcznością. Dlaczego ta odrobina empatii tak bardzo nas boli???

 

Powiesz: “a po co? Ja też jestem zmęczony! Ja też mam za sobą ciężki dzień! Mi też się nie chce stać w kolejce!” Ja już wiem, po co. Wiem, że lot bez dziecka jest 100 razy bardziej relaksujący niż z dziećmi. Wiem, że łatwiej stać w kolejce samemu niż, gdy masz na rękach 7 albo 15 kg. Wiem, że ciążowy brzuch to czasem też ból, zmęczenie i brak sił.  Oczywiście –  nie musisz ustępować, ale może następnym razem to Ty będziesz kobietą w ciąży, która w upale i z 2 latkiem u boku musi kupić bilety na pociąg? Może to Twoja żona będzie chciała zrobić szybkie zakupy, chociaż tak słabo się dziś czuje, bo zostałeś dłużej w pracy? Może wreszcie to Ty kiedyś byłeś tym zmęczonym i niecierpliwym maluchem, który bardzo chciał już dostać swoją zabawkę czy swój obiadek?

 

Możesz powiedzieć jeszcze jedno: “nie będę ustępował matkom, bo one i tak zachowują się skandalicznie! Panoszą się z tymi wózkami, dzieci głośne, dzieci płaczliwe, pieluchy, kupy, itd.” OK, ja wiem, że są matki uciążliwe dla otoczenia, że nie każdy potrafi się zachować, że nie każdy potrafi wychować dzieci, ale dlaczego chcemy karać za to całą resztę? Znam masę mam. Wiele przychodzi też do nas, do DESEO. Nie spotkałam jeszcze nigdy takiej, co dziecko chce przewinąć na stole. Nie spotkałam takiej, która pozwala dziecku niszczyć to, co w restauracji.

 

Ostatnio usłyszałam takie mądre zdanie: “Every little help makes a difference“. Myślę, że prawie każdy z Was je zrozumie. W wolnym tłumaczeniu.. “Każda mała pomoc ma wielkie znaczenie”. Może weźmy sobie to do serca i chociaż czasem wprowadzajmy w życie, a nie będziemy musieli ciągle narzekać na płaczące, niegrzeczne i niecierpliwe dzieci?