Dzień dobry! 🙂 Mostar, Bośnia i Hercegowina.. i wreszcie jest Internet! Wreszcie możemy podzielić się pierwszymi wrażeniami z podróży! W sobotę wczesnym wieczorem ruszyliśmy na Bałkany trip. Tak jak lubimy – samochodem, hen, daleko przed siebie. Warszawę pożegnaliśmy, jedząc na szybko Harbińskie Pierożki, co powoli staje się naszą świecką tradycją. Przed długą trasą lubimy zjeść coś smacznego, pożywnego, ale w miarę lekkiego. Na gotowanie w domu, ani na zasiadanie się w restauracji nie ma czasu, więc pierożki idealnie się sprawdzają! 

 

A potem komu w drogę, temu czas! Długo myśleliśmy, gdzie zrobić pierwszy przystanek. Nasz wstępny plan zakładał przede wszystkim Bośnię i Hercegowinę, Czarnogórę, Albanię i Macedonię. Początkowo pierwszą noc mieliśmy spędzić w Belgradzie, rozważaliśmy też Zagrzeb, ale Łukasz uznał, że po 1 300 km nocą w samochodzie, należy się nam większa nagroda! Warto wylądować w miasteczku niewielkim, uroczym, gdzie można spokojnie wypocząć po podróży, leniwie pospacerować, zjeść coś smacznego i napić się wina, grzejąc się w słońcu. Gdy zaproponował Rovinj w Chorwacji, mi wystarczyły dwa argumenty: cudowne widoki i…  kalmary!

 

Nad ranem dotarliśmy do Rovinja – starówka jak z pocztówki i górująca nad miastem katedra od razu rzucały się w oczy. Cel podróży wybraliśmy dość spontanicznie (już w drodze!), więc nie mieliśmy zarezerwowanego noclegu – robiliśmy tak wielokrotnie: w Europie, w Azji, w Meksyku. Zwykle jednak nie szukaliśmy lokum o 5 rano!  Tym razem trochę się przeliczyliśmy:  niemal na co drugim domu widzieliśmy szyld “apartamenty/ sobe”, ale w większości nikt nie reagował. W kilku usłyszeliśmy bardzo bolesne po tylu godzinach podróży „we are full”. Krążyliśmy po Rovinju chyba 1,5 godziny, powoli tracąc wiarę i nadzieję aż wreszcie się udało! Właścicielka trochę marudziła, że jak to tak na jedną noc, że posprzątać trzeba, ale dała się przekonać!

 

Rovinj, Chorwacja, wakacje, urokliwe miasteczka

kolorowe miasteczko niczym z pocztówki

katedra św. Eufemii, Rovinj, Rovigno, Chorwacja, bałkany

katedra św. Eufemii z XVIII w. – tu przechowywane są szczątki świętej

Rovinj, Rovigno, Chorwacja, papryka, targ

na lokalnym targu

 

Krótka drzemka, regeneracja sił, a potem spacer, relaks, przepiękne wąskie uliczki, smażone kalmary, które jak żadne inne danie kojarzą mi się niezmiennie z wakacjami, latem, chwilami spędzonymi w Hiszpanii czy we Włoszech. I nigdzie nie smakują tak dobrze jak w jakimś południowym miasteczku! Rovinj szybko dopisałam do mojej listy miejsc, które zachwycają. Tu czuć południowy styl życia, który uwielbiam: wieczorne biesiadowanie, nieśpieszne przesiadywanie przy karafce wina czy filiżance kawy. W Rovinju tym bardziej czuć tę atmosferę, bo w 13-tysięcznym miasteczku 1/3 mieszkańców to Włosi! Na każdym kroku spotkamy pizzę i pastę, na deser obowiązkowo lody lub panna cottę, a w wielu miejscach obok nazwy Rovinj funkcjonuje Rovigno. W takich miejscach najbardziej tęsknię za naszym ukochanym Positano i klimatem południowych Włoch. Pod względem kulinarnym Rovinj niestety sprawuje się zdecydowanie gorzej niż Włochy – jak to zwykle w mocno turystycznych miasteczkach, ale szukajcie, a znajdziecie! Nam udało się zjeść kolację w Balbi, niewielkiej knajpce na starówce, gdzie przez cały czas na wolny stolik czeka kolejka chętnych! Jedzenie jest proste, ale smakowite – pasta, risotto i oczywiście moje ukochane fritto misto – mix smażonych kalmarów, krewetek i małych rybek. Bajka!

 

Chorwacja, Rovinj, Bałkany, podróżowanie z dzieckiem

malowniczy port

Chorwacja, Rovinj, co zobaczyć w Chorwacja, katedra św. Eufemii

kąpiele w okolicach górującej nad miastem Katedry im. św. Eufemii

 

Tak po babsku, Rovinj zachwycił mnie nie tylko południową atmosferą, wąskimi uliczkami i malowniczym portem, ale również wszechobecnymi sklepikami i stoiskami z lawendą, która w Chorwacji jest bardzo popularna, a ta z wyspy Hvar podobno należy do najlepszych w Europie. Małe woreczki z suszonymi kwiatami lawendy wiszą niemal przy każdym sklepiku z pamiątkami, a niektóre są tak urocze, że najchętniej kupiłabym wszystkie! I ten zapach! Obowiązkowy zakup z Chorwacji – mój już leży w walizce… i pachnie!

 

Rovinj, Rovigno, Chorwacja, lawenda, pamiątki z Chorwacji

najpiękniejsza lawendowa półka

 

Rovinj to nasz pierwszy, dość spontaniczny postój podczas dwutygodniowej podróży na Bałkany.

 

Z Chorwacji udamy się do Bośni i Hercegowiny, następnie do Czarnogóry, Albanii, Macedonii. Już nie możemy się doczekać! W poniedziałkowy wieczór zobaczyliśmy Mostar i już jesteśmy zachwyceni! To nasza pierwsza wyprawa na Bałkany! To również nasza pierwsza podróż, podczas której zdjęcia będziemy robić tylko/ głównie telefonem! Nie byle jakim, bo HTC One (M8). Nowość, bo zwykle mamy ze sobą aparat, lampę, 3 obiektywy, a wieczorami statyw – dzięki Bogu, na długich spacerach nadal korzystamy z dziecięcego wózka i nie musimy tego taszczyć!

 

Teraz HTC One nosimy w kieszeni i nie pytam trzy razy przed każdym wyjściem: “Wziąłeś obiektyw?”. Będziemy sprawdzać, jak sprawuje się w podróży i jak radzi sobie ze zdjęciami w przeróżnych sytuacjach. Zobaczymy też, jak sprawdzi się w rękach zagorzałych “iPhone’owców”, którzy od kilku lat nie mieli w rękach telefonu innej marki. Na razie zdradzę, że pierwsze wrażenia są baaaardzo pozytywne – a Wy efekty zobaczycie już wkrótce, chociażby na zdjęciach z niesamowitego Mostaru (Rovinj to jeszcze iPhone)! A potem zabieramy Was do takich perełek jak Budva, Kotor czy Sveti Stefan w Czarnogórze i będziemy odkrywać Albanię i Macedonię.

 

Jeśli macie coś do polecenia w tych okolicach, dawajcie znać! 🙂 Jeśli nie, stay tuned  – my będziemy szukać i mam nadzieję, polecać 🙂