O zaproszeniu do “Pytania na Śniadanie” w telewizyjnej Dwójce wiedzieliśmy już od jakiegoś czasu, ale aż do ostatniej chwili nikogo o tym nie informowaliśmy, by nie zapeszać 🙂 W poniedziałek wszystko było już potwierdzone na 100%, więc informacja wylądowała na naszym Facebooku, a my zaczęliśmy szykować się psychicznie i fizycznie – bo przecież: w CO się ubrać?? jak ubrać Maksa? Banalne pytania, które nagle przy wizycie w “telewizorze” robią się bardzo ważne… zwłaszcza, jak ktoś dwa dni wcześniej skończył lekturę książki Kominka vel Jasona Hunta i wyczytał, że przed występem w TV najlepiej dopytać, jakich kolorów na siebie nie zakładać. No to dopytaliśmy i na wszelki wypadek już wieczorem zaczęliśmy kompletować garderobę, bo pobudka o 6.00, wyjście z domu o 7.00, a w międzyczasie wybudzenie i przygotowanie Maksa to dla nas całkiem spore wyzwanie! Wiem, wiem, miliony osób o tej godzinie wstają, miliony już pracują, ale my zazwyczaj zasypiamy o 2 czy 3.00 w nocy i 6.00 to zdecydowanie nie nasza pora 😉

 

 

Znajomi pytali nas przed i po występie głównie o jedno: “Był stres? Trema była? Stresowaliście się?”. Dla mnie największym generatorem stresu był… MAKS 🙂 Bo gdy idziesz sam na ważne spotkanie, kluczową prezentację, do radia czy nawet do telewizji skupiasz się na sobie: na tym czy dobrze wyglądasz, na tym czy jesteś odpowiednio przygotowany, na tym, czy mądrze mówisz i nie robisz “yyyyyy, eeeee, nooooooo”. Gdy wychodzisz na ważne wydarzenie z dzieckiem, ZAWSZE musi się coś wydarzyć. Albo bobasowi uleje się na Twoją najlepszą bluzką albo starszak wyleje na siebie sok, wpadnie w kałużę, pobrudzi bluzę pastą do zębów, a o poranku zrobi Ci awanturę “bo bluzka była za ciasna”. Całkiem jak Maks przed “Pytaniem na Śniadanie”. Koszulka polo nie taka, bluza nie taka, butów tych to on absolutnie nie zamierza zakładać. Krzyki, wrzaski, awantury, a matka biega z kolejnymi ubraniami cała spocona, wkurzona jak 150 i szlag trafił świeżo wyprasowaną koszulę.  Potem jeszcze będzie a to siku, a to pić, a to “mi się nudzi i chcę już stąd wyjść!!!!” i wtedy rzeczywiście masz STRES:)

 

 

Na szczęście Maksa humory zamknęliśmy szczelnie za drzwiami mieszkania, a potem było już tylko lepiej! Budynek telewizji mu się spodobał, były schody ruchome i bajki. Obyło się bez awantur, z jedną wyprawą na siku i na szczęście bez  “Mama, kupkę” w chwili wejścia do studia 😉 Atmosfera była przemiła, wymalowali nas, uczesali, dopięliśmy “strażackie” (wg Maksa) mikrofony i ruszyliśmy na telewizyjne kanapy. A o tym jak wypadło nagranie, co najbardziej podobało się Maksowi w Azji i co mu najbardziej smakowało, przekonajcie się sami 🙂

 

 

 

MIŁEGO OGLĄDANIA 🙂

 

PS.  Wracając tego dnia z przedszkola, zagadałam Maksa:

Ja: wszyscy mówią, ze byłeś bardzo grzeczny w telewizji,wiesz Maksiu?
Maks: to znaczy, ze będę chodził do telewizji częściej?? [z nadzieją w głosie] Ja: a chciałbyś??
Maks: tak, było bardzo fajnie! Były takie telewizory i czasem leciała moja ulubiona bajka!! 🙂

 

No więc TAK… 🙂