Spis treści
Kto mnie zna lub chociaż czyta, ten wie, że życia bez słodkości i czekolady nie widzę. Uparcie wyznaję tezę, którą kiedyś usłyszałam chyba na okoliczność dnia kobiet czy innego miłego święta, która głosi, że lepiej zakończyć życie z czekoladą w jednej dłoni, z winem w drugiej, z nieco zniszczonym organizmem, ale również z uśmiechem na twarzy i niecenzuralnym okrzykiem, jak świetnie jest! 🙂
Również uparcie będę głosić kolejną sławną teorię, że jeśli czekolada jest z kakaowca, a kakaowiec to drzewo, a drzewo to roślina, czekolada liczy się jako sałatka. Nie wiem jak Wy, ale ja małą “sałatkę” jem prawie codziennie – przestać nie zamierzam, najwyżej w razie potrzeby odpalę Ewę Chodakowską i ćwiczyć zacznę, co by miejsce na te sałatki na pewno było 🙂
Zatem w ramach “nie odmawiajmy sobie przyjemności” bierzcie w rękę sobotnią kawkę / herbatkę, do tego ciasteczko i zapraszamy na subiektywny przegląd niemieckich słodkości, które można skosztować podczas jarmarków świątecznych i nie tylko. Subiektywny głównie z uwagi na fakt, że podczas naszych kilku dni tu nie udało się wszystkiego spróbować i zrobić bardziej pogłębionego researchu 🙂 no to startujemy od tego, co można zakupić na jarmarkach!
1) PIERNIKI I FRÜCHTEBROT
Pierników na świątecznych stoiskach cała masa! Te kolorowe, zdobione, w kształcie serca kupowaliśmy już podczas Oktoberfest – świetna dekoracja do domu lub mały prezent dla kogoś z bliskich.
Znajdziemy również mniejsze i większe pierniki z lukrem czy w czekoladzie oraz to, co nas najbardziej urzekło, czyli früchtebrot – bakaliowy chlebek wigilijny. Fruchtebrot można kupić również w różnych rozmiarach, a jeśli nie wiemy czy nam zasmakuje za 1 czy 1,5 euro kupić 1 dużą pajdę i ocenić. W chlebku znajdziemy m.in. orzechy, morele, daktyle, figi. Smakuje wybornie! 🙂 i chociaż kalorii ma całą masę, przynajmniej mamy poczucie, że jemy stosunkowo zdrowy deser!
2) MARCEPAN
Mi marcepan kojarzy się zwykle z przyjaciółką mojej mamy z dzieciństwa, która od lat mieszka w Niemczech. Bo prawie zawsze, gdy coś przywoziła do Warszawy, była to jakaś wersja marcepanu. Mały, duży, w czekoladzie, a może talarki w opakowaniu z Mozartem? Kiedyś uwielbiałam marcepan, zwłaszcza pyszne tzw. kartofelki marcepanowe. Potem jakoś mi przeszło i na dłuuuugi czas o nim zapomniałam! W Niemczech warto sobie przypomnieć, zwłaszcza, że znajdziemy całe stoiska wyspecjalizowane w smakołykach z marcepanu w połączeniu z czekoladą, nugatem i całą masą innych pyszności!
My wybraliśmy torebeczkę małych kartofelków, odeszliśmy, zjedliśmy może 5 i wróciliśmy po 2 kolejne torebeczki… Na prezent, bo takie pyszne! 🙂
3) STOLLEN czy też STRIEZEL
Ciasto zwane stollen czy striezel to ciężkie ciasto drożdżowe, przygotowywane specjalnie na święta Bożego Narodzenia, a wywodzące się z Drezna – stąd chociażby nazwa drezdeńskiego jarmarku – Striezelmarkt. Ciasto w wersji tradycyjnie jest pełne bakalii i przygotowywane kilka tygodni przed świętami. Następnie na wierzchu polewa się je masłem i posypuje grubą warstwą cukru pudru. Rzeczywiście jest ciężkie i stosunkowo zapychające, ale warto spróbować!
My zakupiliśmy niewielki kawałek stollen do domu, nie tylko ze względu na smak i coś nowego przy świątecznym stole, ale głównie dlatego, że kiedyś, kiedyś rodzice Łukasza i mały Łukasz mieszkali w Dreźnie i właśnie striezel jest jednym z tych smaków, które zapamiętuje się na długo. Tym razem wprowadzi podczas Gwiazdki ducha przeszłych świąt 🙂
4) KRÄPPELCHEN
Gdy dotarliśmy do Lipska i przeszliśmy się po centrum miasta od początku fascynowało mnie, co znajduje się w papierowych torebkach, przypominających te na frytki, a które widzieliśmy w ręku wielu osób. Okazało się, że to małe pączuszki kräppelchen posypane cukrem pudrem. Mi trochę przypomniały podobny smakołyk, które nie tak dawno jedliśmy na ulicach Chinatown w Bangkoku – tylko te w Tajlandii polane były sosem kokosowym, a te tutaj posypane swojskim cukrem pudrem. Jeśli mam być szczera nie okazały się jakimś hitem, ale w Lipsku są dość popularne – pewnie dlatego, że wiele osób kojarzy je ze smakiem dzieciństwa 😉
5) APFELSTRUDEL
Poza słodkościami, które można kupić na jarmarkach, zostają jeszcze desery “restauracyjne”. Oczywiście obowiązkowo niemal w każdej restauracji znajdziemy i musimy zjeść niemiecką wersję naszej szarlotki, czyli apfelstrudel. To, co chyba najbardziej w nim lubię to cudowny sos waniliowy, który sprawia, że jabłkowe ciasto zyskuje zupełnie inny smak i który ja osobiście uwielbiam! Najbardziej razem z tzw. germknödel, czyli wielkim knedlem z śliwkami w środku, polanym właśnie sosem waniliowym i posypanym makiem – ten knedel niezmiennie kojarzy mi się z Austrią, ale w Berlinie czy Norymberdze również go widzieliśmy, choć już miejsca nie starczyło na próbowanie..
Inne desery? Serowe placuszki z Drezna całkiem przyjemne oraz śliwki w zalewie z lodami piernikowymi w Norymberdze – dobre, ale nieco za słodkie… nawet dla mnie 😉
PS. zupełnie zapomniałam o bardzo prostym, jarmarcznym deserze, który u nas też czasem można spotkać, czyli o owocach w czekoladzie 🙂 Banalne, a pyszne!
PS 2. Co u Was dziś na deser? Słodkiego dnia!













6 Comments
Michal Czaplicki
A slynny tort schwarzwaldzki? A ciasta rabarbarowe wszechobecne w Niemczech wiosna? A Baumkuchen, protoplasta naszego polskiego sekacza? A ledwo mieszczace sie w ustach Schneeballen z Rothenburg ob der Tauber? A slynne na calym swiecie berlinskie paczki? A kruchutkie Monschauer Dutchen? Niemieckie desery domagaja sie kolejnej wizyty i kolejnego wpisu! 😉
Natalia
No to faktycznie mamy co jeść w Niemczech :)) u nas było mocno zimowo, świątecznie i jarmarcznie, stąd wybór 🙂 ale przyznam, że nigdy nie słyszałam o berlińskich pączkach – co w nich specjalnego??? 🙂
Michal Czaplicki
Co specjalnego w berlinskich paczkach? Moim zdaniem, jezeli chodzi o smak, to nic specjalnego, ba – wole polskie paczki, bo berlinskie wydaja mi sie za suche. Ale to wlasnie berlinskie paczki zawojowaly kulinarny swiat i staly sie symbolem berlinskiego deseru (paczek po niemiecku to “ein Berliner”, a po francusku “boule de Berlin”), tak wiec kazdy kto mieni sie podroznikiem kulinarnym paczki berlinskie znac powinien.
Przydaje sie to, gdy chcesz opisac nasze paczki obcokrajowcom (Anglikom, Francuzom, Amerykanom), poniewaz na pewno beda je porownywali albo do anglosaskiego donata albo wlasnie do paczka berlinskiego.
Gosia Cz.
Witam serdecznie, tu Żona 😉 Opisany przez Michała “boule de Berlin” jest w kulturze frankofońskiej (czyli także w części Belgii) bardzo popularny- nasza czteroletnia córka je uwielbia :-). Wygląda tak, że pączek przecięty jest na pół i wypełniony ogromną ilością waniliowego kremu – i właśnie wylizywanie tego kremu to największa radość dla dzieci i nie tylko ;-). Klasyczny niemiecki pączek jest za to – tak jak w Polsce – z nadzieniem. Ciasto i w wersji niemieckiej i francuskiej jest mniej tłuste od polskiego.
Kasia
Mieszkam w Monachium i tu tradycyjne desery to Bayerische Creme, Kaiserschmarrn i Germknödel. 🙂 Polecam.
Natalia
Uwielbiam i ten omlet (nazwa jest koszmarnie trudna;))) i germknodel! Ale zawsze byłam pewna, że to króluje w Austrii tylko 🙂 Nawet pisałam o tych smakołykach w naszych relacjach z Austrii – o tu: https://www.tasteaway.pl/2016/04/07/austria-5-potraw-ktore-musisz-sprobowac/ 🙂