Chciałem o tym napisać już dawno… chciałem napisać o tym za każdym, no prawie, za każdym razem, jak wracamy do Polski z jakiegoś zagranicznego wyjazdu. Zawsze jednak odpuszczałem. Aż do wczoraj.

 

Usłyszałem w radio o aferze we francuskim parlamencie, w którym trwa śledztwo w sprawie korumpowania posłów przez koncerny tytoniowe. Francuscy posłowie głosowali za korzystnymi rozwiązaniami, będąc beneficjentami m.in. zagranicznych wycieczek wartych kilka tysięcy euro, skrzynek z drogimi szampanami i innych luksusowych prezentów. Od kogo pochodziły prezenty? Na pewno sami się domyślacie –  oczywiście od koncernów.

 

Wiem, jakie zażenowanie czują Niemcy zachowaniem ich byłego kanclerza, który podpisał kontrakt na Nord Stream, a następnie zasiadł w zarządzie rosyjskiego koncernu naftowego Rosnieft.

 

Nie wspomnę o opowieściach mojej profesor od włoskiego w liceum, która nie raz opowiadała nam, jak Silvio Berlusconi “stał się” jednym z najbogatszych ludzi na świecie.

 

I tak sobie pomyślałem, że my, Polacy, twierdzimy, że “tylko u nas”, “w tej chorej Polsce” jest korupcja.  A gdy tak dalej sobie o tym myślałem to przypomniałem sobie miliony sytuacji, w których przypadkowo spotkani Polacy wypowiadali te magiczne słowa:


” No taaaa, tak to, kurwa, tylko w Polsce”


Słyszałem je wielokrotnie w kolejce do odprawy bezpieczeństwa na lotnisku Chopina w Warszawie. Nieważne, że po przylocie do Londynu, Paryża, Monachium czy Dubaju staliśmy w jeszcze większej… tam już narzekania nie słyszałem.

 

Sami narzekamy i nie raz klniemy na dojeżdżanie autobusem do samolotu na lotnisku (zwłaszcza przy wielu dostępnych i pustych rękawach), a 5,5 godziny później z samolotu do terminalu w Dubaju jedziemy tak długo, że ostatnio wracając z Japonii, nie zdążyliśmy przez to na samolot powrotny do Warszawy.

 

Słyszałem wiele negatywnych słów o polskim LOT, a najmniej sympatycznie wspominamy podróż do Meksyku liniami Condor (Lufthansa)…. chciałoby się rzec “Tak to, kur**, tylko w Condorze”;)

 

Słyszałem to stojąc w korkach w Warszawie… nieważne, że chwilę później stałem w większych korkach w wielu europejskich stolicach…Oj, nie chcę nawet wspominać tych w Indonezji ze szczególnym uwzględnieniem Dżakarty. Kto był, ten wie, o czym piszę.

 

Słyszałem, jadąc zatłoczonym odcinkiem autostrady Warszawa – Łódź, nieważne, że od wielu lat staramy się jeździć po Niemczech nocą, bo większość autostrad jest zdecydowanie bardziej zatłoczonych niż u nas, a to nie niemieckie, austriackie, włoskie tak gloryfikujemy i gloryfikowaliśmy jak jeszcze w Polsce autostrad w ogóle nie było?

 

Słyszałem te słowa w toalecie na stacji benzynowej, jadąc na narty do Włoch, a następna toaleta na stacji benzynowej w Austrii była o zdecydowanie gorszym standardzie.

 

Słyszałem na drogach Warmii i Mazur, że “takie chu**** drogi to tylko w Polsce…”. Krótko po tym jechaliśmy po tak samo ‘chu******” we Francji, Walii, Szwecji czy Norwegii. Nie wspomnę o tych w Albanii czy Gruzji.

 

Słyszałem, że “taki syf to tylko w Modlinie” lądując 2 godziny później w prawdziwym syfie na londyńskim Stansted, gdy 2 miesiące temu leciałem z moim wspólnikiem na ważne spotkanie do naszego Bubbleology.

 

Słyszałem o “kiepskim internecie w Polsce”, a kilka dni później, będąc w Niemczech stwierdziliśmy z Natalką, że tam pod tym względem jest gorzej niż w Birmie.

 

Słyszałem te słowa w kontekście braku znajomości angielskiego w wielu regionach Polski, a kilka tygodni później w Niemczech, we włoskiej restauracji w Rudesheim Włoch nie chciał udzielić nam informacji ani po włosku, ani po angielsku, bo, niech go zacytuje:  “Jesteście w Niemczech, nie ma angielskiego menu, tu się rozmawia po niemiecku”.

 

Słyszałem te słowa w wiejskim sklepie na Podlasiu, gdzie nie dało się wyjątkowo zapłacić kartą płatniczą…spróbuj zapłacić kartą w Paryżu, a najlepiej spróbuj zapłacić Paypassem 😉

 

Słyszałem wielokrotnie te słowa w restauracjach z ust gości narzekających na warunki sanitarne, a wiele razy widziałem gorsze… w Hiszpanii, we Włoszech, w Japonii.

 

Słyszałem te słowa od gości narzekających na tiramisu w jednej z warszawskich restauracji, a tymczasem od kilku lat, będąc niemal co roku we Włoszech nie zjedliśmy lepszego tiramisu niż w warszawskiej Mamma Marietta. Ciężko też znaleźć we Włoszech włoską kuchnię lepszą niż w Le Chalet (Murzasichle).

 

Słyszałem te słowa w szpitalu w Polsce, a miesiąc temu chirurg w pięknym szpitalu w Szwecji nie umiał mi wyciągnąć haczyka z palca i musiałem mu “wygooglać”, jak to zrobić. Nie potrafił nawet znieczulić mi palca! Nie chcę zatem nawet myśleć, co by stało się z niemal odciętym palcem Maksa, który w Warszawie lekarze uratowali i dziś nie ma śladu po tym, że 2 lata temu prawie go stracił. Tego bym chyba nie znalazł w Googlu. Nie wspomnę o tym, że późnym wieczorem, w niemal pustym szpitalu czekałem na zabieg 3 godziny! A przecież kolejki do lekarza to tylko w Polsce.

 

Przypomniałem sobie te słowa w marcu tego roku, gdy w specjalistycznej przychodni ortopedycznej (prywatnej) we włoskim Południowym Tyrolu lekarz twierdził, że po upadku na nartach nic mi nie jest i “jutro będę już śmigał”, a kolano po pół roku wciąż nie jest do końca sprawne.

 

Słyszałem te słowa z ust gości narzekających na wielkość pokoju hotelowego w Polsce, którzy chyba nie nocowali nigdy w hotelach w Japonii czy Francji.

 

Słyszymy te słowa co roku podczas okresu wakacyjnego, gdy narzekamy na przaśność Władysławowa i aż się chce wykrzyknąć : “Chyba nie byłeś w Riccione we Włoszech!”

 

Słyszałem te słowa w kontekście rynku pracy w Polsce, a tymczasem wielu moich znajomych powracało z Hiszpanii czy Portugalii z uwagi na kiepską sytuację ekonomiczną tych krajów. I wiecie co teraz mówią? Że nigdzie nie chcą już wyjeżdżać, bo w Warszawie czują się szczęśliwi i wiedzą, że mogą tu osiągnąć więcej niż w Madrycie czy Lizbonie.

 

Słyszałem wreszcie nie raz te słowa pod adresem disco polo i od razu przypomniałem sobie zażenowanie, jakie czuli moje koleżanki i koledzy z wymiany do Włoch w liceum (1999), jak śpiewałem “Felicita…”, bo to ich disco italiano:

 

 

…i tak bym mógł te sytuacje wymieniać i mnożyć. I Wy pewnie też! Dlaczego więc tak często myślisz i mówisz, że “tak to, ku***, tylko w Polsce”???????”

 

P.S.

Ten artykuł nie ma charakteru politycznego, nie jest wyrazem uprzedzenia do jakiegokolwiek narodu, nie gloryfikujemy naszej ojczyzny, wiemy, że też ma wiele wad – jak każdy kraj na świecie. Jesteśmy normalnymi obywatelami tego fajnego kraju, który zwie się Polska, którzy jedynie trochę częściej niż zwykły obywatel jeżdżą po świecie i dzięki temu potrafią dostrzec więcej, również wad i zalet Polski.