Sporo się ostatnio mówi o tym, by doceniać. Sporo się mówi o wdzięczności za to, co mamy. Często mamy całkiem sporo, a i tak narzekamy, i tak jesteśmy zirytowani, niezadowoleni, chcemy więcej. Praktykowanie wdzięczności stało się wręcz modnym terminem. I wiecie co? Bardzo mnie to cieszy! Mam wrażenie, że ze mną docenianie i wdzięczność jest od lat… Nieświadomie praktykowałam ją, nim stało się to modne.. Wdzięczność jest ze mną od ponad 20 lat… to naprawdę sporo, zwłaszcza, że jeszcze nie jestem taka stara 😉 – w tym roku stuknie mi 36 lat! Doceniam, cieszę się, rzadko narzekam. Nie psuję sobie humoru głupotami, chociaż oczywiście czasem też mam gorsze dni, ale staram się szybko z nich wychodzić. Gdy mi się coś nie podoba, zmieniam to… lub przynajmniej staram się to zmienić.
Dlaczego teraz o tym piszę? Bo czytam sporo o tym, jak to koronawirus nauczy nas doceniać… Jak to świetnie, bo teraz rozumiemy, co jest ważne, bo teraz spędzamy czas z rodziną, bo dowiadujemy się, że mało nam potrzeba do życia… A ja myślę sobie, że wcale go do tego nie potrzebowałam, nie potrzebuję i mam nadzieję, że Wy też nie! W końcu jesteśmy dorosłe – chyba już nauczyłyśmy się doceniać to, co mamy??? Ja naprawdę nie potrzebuję do tego epidemii i izolacji!!
Ja wiem, że dla wielu z nas te artykuły o tym, jak to koronawrius zmienia życie na lepsze to totalny bullshit! Wiem, że bywa ciężko! Na przekór tego, co widzisz na Facebooku i na Instagramie, to więzienie wcale Cię nie cieszy. Wcale nie odkryłaś nowej siebie, wcale nie uczysz się języka norweskiego, nie haftujesz i nie masz czasu na jogę codziennie o poranku. Wiem, że bardzo chcesz wyjść, wyjechać, iść sama na kawę, iść na obiad z przyjaciółką. Bardzo chcesz iść do pracy, zawieźć dzieci do szkoły i myślisz sobie: ile jeszcze??? Wiem, że codziennie rano, zanim jeszcze otworzysz oczy, wydaje Ci się, że może to tylko sen… na pewno znacie to uczucie. Uczucie, które przychodzi w tych złych chwilach. Ten moment, gdy po obudzeniu jeszcze nie wiesz, gdzie jesteś i nie wiesz, że jest źle. Czasem pojawia się przy śmierci bliskiej osoby, czasem pojawia się przy rozstaniu z ukochanym. We śnie często jest inaczej i przez ten mały moment, gdy jeszcze jesteśmy między snem, a jawą, wierzymy, że jawa jest inna.. ale nie jest. Teraz to uczucie towarzyszy nam niemal codziennie od miesiąca i nie wiadomo, ile jeszcze.. Wiem, że masz dosyć bycia w tym samym czasie mamą, sprzątaczką, kucharką, pracownikiem i domowym centrum atrakcji. Wiem, że czasem masz wyrzuty sumienia, bo dzieci oglądają bajkę – przecież Ty naprawdę musisz popracować lub chociaż chwilę odpocząć… Masz dość tego, że nie możesz swobodnie iść na zakupy, tylko zastanawiasz się, jak zrobić to szybko i nie narażając siebie na kontakt z innymi. Ja też mam tego wszystkiego dość! Nie zamierzam dziękować koronawirusowi, że nauczył mnie doceniać życie. Najchętniej kopnęłabym go w tyłek!
Ale w tej całej irytacji na obecną sytuację, nadal staram się doceniać. Nie powiem jednak: Dzięki koronawirusowi doceniam. Powiem POMIMO TEJ CHOREJ SYTUACJI, DOCENIAM!Doceniam, że…
JESTEŚMY ZDROWI – MY, NASZE DZIECI, NASI RODZICE – bo wiem, co to znaczy śmiertelna choroba i wiedziałam to dłuuuugo przed koronawirusem
MAM RODZINĘ – bo wiem, co znaczy kogoś stracić…
MAM DZIECI – bo wiem, ile trudu kosztuje niektóre pary zajście w ciążę i jej donoszenie. Ale, ale… to, że kocham moje dzieci i cieszę się, że je mam, wcale nie oznacza, że nie marzę o wyjściu gdzieś bez nich – nie zamierzam się za to biczować!
MAM PARTNERA, KTÓREGO KOCHAM I KTÓRY KOCHA MNIE – bo wiem, że nie każdy żyje w szczęśliwym związku i dla takich osób izolacja w domu jest naprawdę trudna
ŻYJĘ W SPOKOJNYM I BEZPIECZNYM DOMU – przeraża mnie izolacja osób zamkniętych w domach ze swoimi oprawcami – to chyba jeden z głównych powodów, dla których marzę, by ograniczenia zostały poluzowane..
MOJE MACIERZYŃSTWO JEST ŁATWE – kilka osób krzyknie teraz: coooo? Macierzyństwo wcale nie jest łatwe! A ja nadal będę uważać swoje – moje jest łatwe, bo domyślam się, co może oznaczać macierzyństwo dla mam mających chore dzieci.. niektóre mniej, niektóre bardziej, niektóre śmiertelnie… Mogę być zmęczona moim macierzyństwem, dziećmi, ich jęczeniem, kłótniami i wszystkim tym, co czasem sprawia, że mamy dość, ale tak, nadal będę uważać, że moje macierzyństwo jest łatwe.. chociaż też mierzę się z dziecięcymi problemami, również tymi zdrowotnymi. Moja walka jednak jest zdecydowanie łatwiejsza!
MAM PRZYJACIÓŁ I ZNAJOMYCH – ale nadal jestem pewna, że wolę widywać ich face-to-face niż online! Fajnie jest pogadać online, ale wolę spędzać z nimi czas, patrzeć na nich, rozmawiać, widzieć oczy i uśmiech mojej przyjaciółki nie na ekranie!
MAM PRACĘ, KTÓRĄ KOCHAM I KTÓREJ NIE STRACĘ – doceniam to, co robię i doceniam to od lat. Wiem jednak, że dla wielu koronawirus nie będzie czasem na naukę haftowania i kolorowanki dla dorosłych, bo już nie wiesz, co ze sobą zrobić, ale czasem stresu, utraty pracy, utraty dochodów. Nie będę mu za to dziękować.
MAMY FIRMĘ, KTÓRA SOBIE RADZI – doceniam to bardzo każdego dnia, ale też włożyliśmy w to baaaaardzo wiele pracy, by tak było! Ilość trudności i kłód rzucanych pod nogi była naprawdę niesamowita!
PODRÓŻUJĘ – doceniam to od zawsze! Cieszę się tym od pierwszych wyjazdów zagranicznych! Skaczę z radości, gdy kupuję bilety! Nie potrzebowałam koronawirusa, by wiedzieć, jak fajne są podróże i że nie warto ich odkładać na..gdy dzieci dorosną, gdy wybuduję dom, gdy kupię nowy samochód, itd. Czy po koronawirusie docenię bardziej?? Nadal będę taka jak byłam!
CZAS SPĘDZANY NA MIEŚCIE – z przyjaciółką, ze znajomymi, we dwoje, z kim tylko chce – doceniałam i uwielbiałam! Nigdy nie trzeba było nas namawiać na wyjście z domu.. wręcz to my namawialiśmy innych! Nadal będę to uwielbiać!
Nie nauczył mnie niczego o życiu koronawirus. Nie nauczył mnie tego, że życie to największa wartość. Wiedziałam o tym! Nie zmieni mnie i mojego podejścia do życia. Nadal będę doceniać, nadal będę się cieszyć.. I powiem Ci tak – nie potrzebujesz go, by spędzać więcej czasu z dziećmi. Nie potrzebujesz go, by spędzać więcej czasu z rodziną. Nie potrzebujesz go, by zmienić swoje życie, jeśli obecne Ci nie pasuje. To wszystko zależy od Ciebie, od Twojej głowy i od Twoich wyborów. Nie potrzebujesz go!




14 Comments
Justyna
Bardzo w punkt! I tak bardzo moje:) Zgadzam się z każdym Twoim słowem, Natalia. Obecnie koronawirus zamknął nas w domu, z pracą zdalną, z dwójką nadaktywnych dzieci… Codzienne szaleństwo! Nas, rodzinę bardzo często podróżującą, tak naprawdę żyjącą od podróży do podróży, która codziennie musi tłumaczyć dzieciom, że nie wiadomo kiedy znów wyjedziemy chociażby nad nasze morze:) Na co dzień bardzo doceniam to, co mam i bardzo jestem wdzięczna za moje życie i “moich” ludzi wokół. I nie potrzebuję do tego koronawirusa. Potrzebuję normalności, całą resztę mam 🙂 Pozdrawiam ps. jestem wierną czytelniczką, dotychczas nie komentującą. Do dziś:)
Natalia
Hey Justyna! To ja przepraszam od razu, że nie odpisałam!! przyznam, że w dzisiejszych czasach większość komentarzy do nas spływa w social mediach i tu mi umykają czasem. Oby do normalności!!:)
Ola
Zgadzam się z Tobą. Wszystko leży w głowie. Rok temu byłam załamana sytuacja że kupiliśmy mieszkanie a nie dom, że mój synek ma Aspergera a drugi jest wcześniakiem z małymi problemami, mąż też nie najłatwiejszy. Rok temu w totalnej rozsypce, zła na świat jak to mnie doswiadcza. A dziś ? Całkiem zadowolona z tego jak jest po roku psychoterapii. Kluczem jest by pamiętać w tym wszystkim o sobie i swoich potrzebach oraz skupić się na tym co mam a nie tym czego nie mam 😉 uczę się tego codziennie. Niestety nie mam dobrego wzorca z dzieciństwa, ojciec pił co też nakłada się na spojrzenie na świat ale ciężka praca z terapeuta świat wydaje się dużo jaśniejszy 😉
Natalia
Hey Ola, faktycznie nie masz łatwo i nie miałaś 🙁 Cudownie, że udało Ci się znaleźć tą radość.. sporo osób właśnie chwali pracę z terapeutą.. niestety mam wrażenie że często osoby z poważnymi problemami się na to nie decydują i to błąd (np. przy problemie z alkoholem właśnie)… Wszystkiego dobrego dla Was!
Kuba
Natalia, ja mam dokładnie tak samo! Wkurza mnie to gadanie, że nas ma niby czegoś nauczyć, coś nam pokazać, czy za coś ukarać. Musimy dać radę, ale to jest epidemia, a nie jakaś nadprzyrodzona siła skierowana w nas w wyższym celu. Z opinią jednego z socjologów się zgadzam, że jak teraz nie sprawdzają się jakieś relacje, to trzeba je przerwać, bo po wszystkim lepiej nie będzie.
Nuśka
Natalia masz w 100 % rację. Kocham każdego dnia i cieszę się nie zmiennie z podejmowanych decyzji, choć czasem niektórych żałuję. Cieszę się, że wszystko idzie zgodnie z planem i doceniam, bo bardzo boję się, żeby tego wszystkiego nie stracić. Marzę by wyjść, wyjechać znowu, cieszę się, że z ostatniej podróży wróciłam niecały miesiąc przed zamknięciem w domu, choć mam wrażenie, że minęły już wieki;)
Natalia
My wróciliśmy 3.03 🙂 a też mam wrażenie, że to bylo w jakimś innym życiu ;))) Oby do końca i oby do normalności!!:)
Joanna
Napisałaś moje codzienne myśli 100% moich spostrzeżeń a nawet 200% kropka w kropkę??♀️?
Natalia
Hey 🙂 Cieszę się, że myślimy podobnie:)
Marta
Natalia,
Bardzo dziękuje ci są ten tekst? Zgadzam się absolutnie. Zupelnie nie należę do osób które lubią się zamartwiać na zapas, nawet w TYM czasie uważam, ze szkoda mojej energii na coś na co zupełnie nie mam wpływu. Od dawna jestem wdzięczna za to co mam: za to ze dzielę moje życie z niesamowitym męszczyzną, za to ze mam super syna ( choć nie ukrywam, ze w czasie kwarantanny przeszło mi przez myśl jeden czy drugi razy czy przyjmują 14latki w oknie życia), ze mam wielką głośną rodzine, mnóstwo przyjaciół i zawód,który po wielu latach poszukiwań jest spełnieniem moich marzeń. Doceniam i dziękuje.
Wczoraj przeczytałam, ze koronowirus odpowiedzialny jest za falę rozwodów i rozstań. Serio koronowirus?!
Agata
Mnie też ten wirus za wiele nie nauczył… przez to, że moje dzieci często chorują można rzec, że taką kwarantannę mam regularnie. Jedynie drażnią mnie już te jęczenia u większości blogerek jakie to są biedne, bo MUSZĄ siedzieć w domu z WŁASNĄ RODZINĄ. Szczerze współczuję, że ktoś nie potrafi spędzać czasu z teoretycznie najbliższymi/ukochanymi i przede wszystkim samodzielnie wybranymi do życia osobami. To jest dopiero smutne. Ja też czekam na możliwość swobodnego wyjścia, na wyjazdy, na spacery, na spotkania… Ale nie robię z siebie cierpiętnicy tylko czekam 😉
DobraFanfikcja
Dokładnie to samo mi przychodziło zawsze do głowy, gdy gdzieś widziałam, że ktoś odkrywa, że trzeba się cieszyć tym, co się ma – “Dopiero teraz na to wpadliście?” sobie wtedy myślę 😉 Ale lepiej późno niż wcale. Znam ludzi, którzy całe swoje życie przeszli zazdroszcząc wszystkim naokoło i ciągle narzekając, że mogło być lepiej, mogli mieć więcej, mogło być łatwiej, przyjemniej… co to za życie z ciągłym niezadowoleniem w myślach :/ Bardzo fajny artykuł, trzeba się cieszyć tym, co się ma i wtedy człowiek będzie szczęśliwy!
Natalia
Tego się właśnie powinniśmy trzymać:)