No to stało się! W drodze z Ho Chi Minh w Wietnamie na wyspę Phuket zaliczyliśmy jedną z większych wpadek podczas naszych podróży.. Bilety lotnicze zamiast na 25 listopada kupiliśmy na 25 grudnia! :/ Dowiedzieliśmy się o tym dopiero na lotnisku, gdy zadowoleni i zrelaksowani oddaliśmy bagaż do odprawy. Myśleliśmy, że czeka nas miła, przyjemna i całkiem krótka podróż Ho Chi Minh – Bangkok – Phuket. Loty kupione, hotel zarezerwowany i opłacony. Późnym wieczorem mieliśmy już leżeć na hotelowym łóżku i spoglądać na bajeczne widoki…

Pomyłka kosztowała nas trochę nerwów, duuuużo biegania po 3 lotniskach (Ho Chi Minh, Bangkok Don Muang, Bangkok Suvarnabhumi) i jakieś 2 200 zł :/ bo… bilety do Bangkoku musieliśmy kupić w Air Asia za jakieś 450 dolarów – nie udało się po prostu zmienić daty. Biletów na Phuket nie udało się zdobyć ani w Air Asia, ani w Nok Air, które latają z lotniska Don Muang, obsługujące loty krajowe i czarterowe. Na żaden z samolotów 25.11 nie było już miejsc! Ruszyliśmy zatem taksówką (kolejne koszty!) na główne lotnisko Bangkoku, Suvarnabhumi i tam w Thai Airways się udało!

Na szczęście! Jeśli byśmy nie zdążyli, do kosztów pomyłki musielibyśmy doliczyć: koszt noclegu w Bangkoku, kolejnych taksówek lotnisko-hotel-lotnisko, koszt zmarnowanego noclegu na Phuket.. oraz starty moralne 🙂

Coś pozytywnego? Pomyłka okazała się inspirująca… bo w podróży, na wakacjach, na urlopie często jest nam tak dobrze, tak świetnie się czujemy, relaks, inne miejsce, inne smaki, plaża, nowi znajomi, że przestajemy myśleć i tracimy czujność. Dlatego dziś o tym, że w podróży pełne rozprężenie jest niedozwolone i niezależnie od zmęczenia długim lotem, jet lagiem czy przeglądaniem tysięcznej strony z biletami lotniczymi, trzeba MYŚLEĆ! A przede wszystkim uważać na 5 pułapek, które czyhają na nas podczas podróży..

GOTOWI?

1)      WŁASNE ZMĘCZENIE / BRAK SNU

Na początku winy za nasze pomyłki, brak czujności, podatność na oszustwa ze strony osób, które spotykamy na naszej trasie, możemy szukać w sobie. Zmęczeni lotem lub kilkoma, jet lagiem, zwiedzaniem do utraty tchu w upale i duchocie, długą podróżą nocnym pociągiem w średnich warunkach tracimy czujność. Nie zastanawiamy się, nie jesteśmy ostrożni, nie możemy się skupić, nie myślimy.

Nie potrzebujemy wtedy „pomocy” osób trzecich, by zgubić portfel czy paszport, zapomnieć biletu, zostawić telefon w samolocie… Chcemy przecież jak najszybciej załatwić sprawę i znaleźć się w domu, w hotelu czy w samolocie, by wreszcie odpocząć i zasnąć! Jeśli podróżujemy z dzieckiem, zmęczenie tym bardziej staje się naszym wrogiem. Nie zawsze jest szansa na drzemkę w samolocie, nieraz za nami nieprzespana noc, a w dodatku i zgubić coś łatwiej, gdy oprócz paszportu, pieniędzy i telefonu, pilnujesz ulubionego misia, pieluch, mleka, chusteczek, butelki, kubka-niekapka z wodą, itd, itp.

U mnie z braku snu i zmęczenia na koncie telefon zostawiony w samolocie po locie Tel Aviv – Warszawa, kiedy z uwagi na izraelskie środki ostrożności na lotnisku musieliśmy być o 2.00 w nocy, lot około 6.00 rano, liczba godzin przespanych przed odlotem 1,5. Brak snu spowodował też, że dawno temu, w 2006 roku, zaspałam na samolot.. I chociaż obie historie skończyły się dobrze: telefon odzyskany, na samolot mimo pobudki 55 minut przed odlotem zdążyłam (love Bilbao!), do dziś, gdy rano mam samolot czy ważne spotkanie, zrywam się w nocy kilka razy, bo wydaje mi się, że już zaspałam!

Tym razem również „załatwiło nas” zmęczenie czy znużenie. Podczas miesiąca w Azji zaliczyliśmy 10 lotów oraz 6 hoteli. Szukanie wśród kilkudziesięciu lotów i podobnej liczby hoteli, liczne zmiany planów, rozważanie lotów z Kambodży do Laosu czy z Kambodży do Wietnamu, a potem, gdy okazało się, że wizy nie można przedłużyć, nerwowe szukanie, co, jak, gdzie.. a może Bali? A może Krabi? Singapur? Malediwy? Phuket? Bangkok?… i mamy efekt: zła data i straty finansowe. Trzymajcie kciuki, by chociaż częściowo zwrócili nam za loty 25.12 i uważajcie. Chowajcie rzeczy, zwłaszcza cenne, do torebki, słuchajcie uważnie, sprawdzajcie kilka razy, bądźcie ostrożni, nawet gdy zmęczenie sprawia, że oczy same się zamykają. Gdy jesteście na dworcu, lotnisku, na mieście i po długiej podróży pilnujecie 2 walizek i 3 plecaków, bo koleżanka poszła kupić bilety, włączcie dodatkową czujność. Nie odpoczywajcie, nie zaglądajcie na Facebooka, nie piszcie smsów. Oczy i uszy szeroko otwarte, bo właśnie tak w Barcelonie moje koleżanki straciły plecak z laptopem, paszportami i wieloma innymi, wartościowymi rzeczami…

ostrożne podróżowanie, podróżuj z głową

taksówkarz – czasem zbawienie, czasem największa pułapka

2)      TAKSÓWKARZE, TUK TUKI, RIKSZE

Niezależnie, czy w Warszawie, czy w Bangkoku czy w Hanoi taksówkarze i inni „przewoźnicy” to jedno z podstawowych zagrożeń dla każdej podróżującej osoby. Nie zrobią nam krzywdy, nie pobiją, nie wywiozą do lasu, nie okradną.. w każdym razie nie bezpośrednio, bo bardzo chętnie oszukają.

Taksówka z lotniska do centrum Warszawy za 150 – 200 zł? (uczciwa cena około 30 zł) Proszę bardzo! Przecież zagraniczni turyści nie mają pojęcia o cenach! Przewiezienie po całym Hanoi z dworca do hostelu, pomimo, że odległość to kilkaset metrów? Wywiezienie do restauracji-rudery, gdzie zjemy niesmaczny posiłek, stracimy kasę i wydamy kolejne pieniądze na powrót? Kto z Was ma za sobą jakąś historię z tej branży? A może inaczej: kogo choć raz nie oszukał taksówkarz, kierowca tuk tuka czy rikszy? Chyba tylko tych baaardzo ostrożnych lub mało korzystających z takich usług, bo gdy jesteśmy w obcym miejscu, trudno nam się przed oszustwem bronić.

Jak sobie z tym radzić?

* nie przystawać na cenę, którą podają.. zwykle jest zawyżona. Przedwczoraj na lotnisku na Phuket usłyszeliśmy koszt dojazdu do hotelu 1900 bahtów (około 190 zł), pomimo, że w hali przylotów wisi tablica z rozpisanymi cenami do poszczególnych lokalizacji na wyspie! Cena do Rawai Beach, gdzie mieszkamy, widnieje jak wół: 1000 bahtów! Czyli o połowę mniej!

Ilu turystów spojrzy jednak na tablicę cen, zwłaszcza, jeśli (patrz punkt 1) lądują na Phuket po kilkunastu godzinach podróży? Niewielu!
A taksówkarz zarobi dwa razy tyle…

* podawać dokładny adres miejsca, gdzie jedziecie – nazwa hotelu / nazwa zabytku / ulica – nie reagować na pytania „Dlaczego chcesz tam jechać? Przecież jest zamknięte!”. NIGDY nie przyjmować propozycji kierowcy, że zawiezie Was do super restauracji, super sklepu, itd. Naszą historię pierwszych dni w Bangkoku możecie przeczytać tu… Pamiętajcie, że prawie żaden kierowca nie zawiezie Was w fajne miejsce, zawiezie tam, gdzie ma prowizję od „dostarczonych” klientów, a Wy możecie wylądować na odludziu, dostać zawyżony rachunek i nie mieć innego wyjścia, jak tylko zapłacić i grzecznie złapać kolejnego tuk tuka / taksówkę

* nie przysypiać w taksówce – podstawowy błąd – niby banał, ale czasem trudno zrealizować, zwłaszcza, gdy połączymy z punktem 1 (zmęczenie) lub z punktem 3 (alkohol)..  Drzemka w taxi po wyjściu z imprezy może nas tyle, co niezły hotel. W końcu przecież tak słodko spaliśmy, że kierowca nie chciał nas budzić! I nagle zamiast 30 zł, które zwykle płacimy do domu, zapłacimy 200!

* jeśli macie czas, najlepiej trochę zorientować się w topografii miasta, do którego jedziecie – wtedy możecie obserwować trasę i zorientować się, gdy coś jest nie tak. Zwrócić uwagę, poprosić o zmianę trasy, zażądać zatrzymania taksówki / tuk tuka / rikszy.. Przeważnie działa, przyłapany raczej się nie kłóci.

3)      ALKOHOL

Jeden z największych wrogów. Najpierw udaje naszego przyjaciela, a potem ciach..  Tracimy czujność, jesteśmy rozbawieni, ufni, kochamy wszystkich wokół. Świetnie się bawimy z nowo poznanymi znajomymi. Wszystko pięknie. Tylko niejednokrotnie potem okazuje się, że nie mamy portfela, paszportu, pieniędzy, torebki lub kurtki. W wersji bardziej dramatycznej okazuje się, że nie pamiętamy połowy nocy, a następnego dnia czujemy się podejrzanie źle..

Pod wpływem % łatwo stajemy się łupem taksówkarzy, kierowców, kieszonkowców, podejrzanych typów. Jak przeciwdziałać? Nie powiem: nie pić, bo przecież na wyjeździe trochę relaksu być musi… Pić ostrożnie 🙂

*  tzw. picie „ do odcinki” zostawmy na imprezy z dobrymi znajomymi na naszym terenie. Na obcym terenie bardziej niż kiedykolwiek musimy kontrolować, co się dzieje.

*  gdy wychodzimy na nocną wyprawę w miasto, nie bierzmy zbyt wielu wartościowych przedmiotów, kart kredytowych, paszportów – my na imprezy, nawet w Warszawie, zabieramy tylko dowód, 1 kartę i telefon. I trochę pieniędzy.. I starczy. I nam i Wam.

nie dajemy się skusić na różne „special drinki” proponowane przez barmanów i nieznajomych – cholera wie, czy chcą być mili, zaprzyjaźnić się, sprawić nam przyjemność czy właśnie do owego wyjątkowego drinka coś nam dosypali? Ja w takich kwestiach jestem raczej nieufna i skłaniam się do opcji nr 2. Najlepiej również, gdy patrzymy na barmana, stosunkowo trzeźwym okiem, co wlewa do naszej szklanki.

* nie zostawiamy torebki komuś do popilnowania – w czasach licealnych na klubowych imprezach torebki zwykle lądowały w kółeczku, a wokół nich tańczyły dziewczyny. Obciach, to prawda. Ale i wtedy, i teraz rozwiązanie „zostawmy torebki kolegom, a my chodźmy potańczyć” jakoś się nie sprawdza – czy kolega jest w stanie ogarnąć, jak wygląda 5 różnych torebek jego koleżanek? Czy nie padnie ofiarą obcej dziewczyny, która podejdzie i z pełnym przekonaniem wmówi mu, że to przecież JEJ torebka? Padnie. Na 80%.

* pamiętamy nazwę hotelu i ulicę, przy której się znajduje…

* nie śpimy w taksówce… patrz punkt 2 🙂

podróżowanie z głową, ostrożne podróżowanie, turcja, istambuł

jedno z najbardziej zatłoczonych miast, w jakich byliśmy – Istambuł

4)      PODEJRZANI ZNAJOMI I NADMIERNA UFNOŚĆ

Podejrzani znajomi zwykle pojawią się przy punkcie 3. Ale czasem mogą się przyplątać na ulicy. Wskazać drogę, zaproponować pomoc. Uważajmy – otwartość i życzliwość wobec ludzi tak, zbytnia ufność nigdy nie. Nie chodźmy do domu do nowo poznanych przyjaciół, nie wsiadajmy do samochodu. Zwłaszcza, gdy czujemy, że mają nad nami przewagę liczbową lub płciową..  Zresztą przewagę mają zawsze, bo przecież są u siebie, a my jesteśmy tu obcy – nikogo nie znamy, nie znamy języka, nie wiemy, gdzie się udać w razie problemów.

Chcemy być mili i kontynuować znajomość? Why not! Następnego dnia w knajpie, barze, restauracji. Tylko znów uważajcie na punkt 3 🙂

5)      TŁOK / ZAMIESZANIE

Tłok to pułapka nie tylko w podróży, ale również w autobusie, gdy jedziemy do pracy. Wiadomo, że wtedy najłatwiej stracić dobytek, ktoś nas popchnie, ktoś przygniecie i nagle telefonu nie ma.. Znacie?

Zasada prosta: rzeczy trzymamy bardzo blisko siebie, nie obnosimy się z wystającym plikiem pieniędzy, super-hiper-nowym-extra telefonem i innymi gadżetami. Uważamy. I reagujemy! Na to, co przydarza się nam i na to, co przydarza się innym w naszym otoczeniu. Mi kilka late temu przydarzyło się spotkanie z kieszonkowcem w metrze w Madrycie. “Nerka” przewieszona na plecach, chwila nieuwagi, rozmowa z przyjaciółką i nagle ktoś majstruje przy suwaku! Uratował nas refleks i szybka reakcja – odstraszyłyśmy złodzieja!

Gdy jesteśmy tam, gdzie tłoczno, uszy i oczy szeroko otwarte. Pełna czujność, pełne skupienie.. I chociaż czasem będziemy się nerwowo odwracać i niepotrzebnie kogoś podejrzewać to lepsze rozwiązanie niż tzw. pełen luz. Czasem zamiast złodzieja może nas spotkać miła niespodzianka – kiedyś w Indiach czułam, że ktoś ociera się o mój łokieć. Mając już wtedy na koncie historię z Madrytu, gwałtownie się odwróciłam i złapałam za torebkę. Jakie było moje zdziwienie, gdy o łokieć ocierała się… krowa! Ale takie rzeczy to tylko w Indiach 🙂 W każdym innym wypadku, gdy ktoś nienaturalnie się ociera, coś na pewno jest nie tak!

podróżowanie, podróżuj z głową, tajlandia

czasem wygląd złodzieja może zaskoczyć

Zmęczenie, brak snu, taksówkarze, tłok, alkohol, zbytnia ufność…  Na wszystkie te pułapki musimy uważać. A najbardziej, gdy połączymy je w jedno. Wtedy ostrożność 200% niezbędna. Wpadki zdarzają się nawet najlepszym 🙂 Grunt wyciągać z nich wnioski! Moje wpadki już znacie -trochę przez lata podróży i wyjazdów się uzbierało 😉  Kto się przyzna do swoich?  W końcu razem raźniej …:)