Spis treści
1 października za nami… oficjalnie możemy powiedzieć, że za nami już lato i wakacje… Za nami majówki, czerwcówki i sierpniówki, wszystkie spędzone w świetnym towarzystwie czasem zaplanowanym, czasem przypadkowym 🙂 (pozdrowienia dla znajomych spotkanych przypadkiem na gruzińskich szlakach w maju! :)). Za nami polskie morze, gofry z bitą śmietaną, zimne piwo z sokiem, bieganie z Maksem po plaży i szalone wyprawy na clubbing do Władysławowa (nie pytajcie ;)). Za nami też cudowny, gorący tydzień relaksu na Gozo, śmigania po wyspie rozklekotanym samochodem i zajadania się owocami morza. A co przed nami?
Przed nami oczywiście jesień… Zimny wiatr, trochę deszczu, ale też melancholia spadających i szeleszczących pod stopami liści. Ja szeleszczenie liści uwielbiam i zawsze kojarzą mi się z wierszem Tuwima: “Zawsze mi się w życiu szczęściło i szczęści, los nie pożałował mi ni darów, ni pieszczot, tylko śnieg pod stopami nigdy mi nie chrzęści, ani jesienne liście nie szeleszczą”. Mi na szczęście szeleszczą… przed nami ponure dni i wymówka, by wypić gorącą kawę lub czekoladę albo by zakopać się pod kocem i obejrzeć ulubiony serial. Ale przed nami nie tylko takie jesienne dni z kocem, deszczem i kubkiem czekolady, bo 31 października machamy Warszawie na do widzenia i ruszamy na miesiąc do Azji: Wietnam, Kambodża, Laos, witajcie!
Październik zatem upłynie nam pod hasłem wzmożonej pracy zawodowej (chociaż parę wyjazdów również się zdarzy) i pod hasłem przygotowań – wiz, pakowania, kupowania, szykowania, lekarzy i szczepień.
Dlatego dziś kilka słów o przygotowaniu do podróży egzotycznej od najważniejszej strony, czyli ZDROWOTNEJ. Szczególnie istotne, gdy podróżujemy z maluchem. Podczas wcześniejszych podróży egzotycznych (Meksyk, Tajlandia) nie szykowaliśmy się jakoś szczególnie. Do Meksyku leciałam po raz drugi, wcześniej z biurem podróży, niczego się nie obawiałam, nie zalecano też żadnych konkretnych szczepionek. Podobnie do Tajlandii, do której ponadto systematycznie lata nasz znajomy, więc obaw nie było…
Teraz ogarnął mnie lekki popłoch po przeczytaniu komunikatów i zaleceń MSZ – polecam “Polak za granicą” – znajdziecie tam opis kraju, informacje na temat wizy, przepisów drogowych, celnych, obowiązkowych szczepień oraz ostrzeżenia co do obecnej sytuacji. My zwykle od tego zaczynamy przygotowania.
Zatem czytam i czytam, co trzeba zaszczepić. Informacje nieco sprzeczne: czytam o szczepionce na dengę, w innym miejscu czytam, że takowej nie ma i tylko repelenty w sprayu przed dengą mogą uchronić. Czyta, co trzeba, co powinnam, co dobrze zrobić i mam mętlik w głowie!
Kolejny krok: po raz pierwszy decyduję się na wizytę u lekarza medycyny podróży. Czy warto? Cały czas się zastanawiam – lekarz rozwiał nieco moich wątpliwości, ale czy ta wizyta była warta aż 150 zł?? Hmm, nie sądzę! Może zależy od konkretnego lekarza! Pani doktor, u której byłam, popytała o wiek, cel podróży, sposób podróżowania, choroby przewlekłe, o wiek i wagę dziecka. Sprawdziła, jakie miałam wcześniej szczepionki i jakie szczepionki miał Maks. Wyszło na to, że nasza sytuacja jest całkiem niezła i brakuje nam tyfusu i meningokoków, na które Maks i tak miał się szczepić na dniach.
O wściekliznę i japońskie zapalenie mózgu, o którym wyczytałam na stronie MSZ, musiałam zapytać sama, co nie będę ukrywać, nie spodobało mi się. Liczyłam, że lekarz wszystko mi opowie i będę czułam moc autorytetu 🙂 Niestety tak nie było…
Nie będę Wam jednak takich wizyt odradzać, bo wszystko zależy i od kierunku, i od lekarza i myślę, że czasem naprawdę warto – najlepiej 6-8 tygodni przed, bo w przypadku niektórych szczepionek trzeba podać 2-3 dawki (np. wścieklizna).
SZCZEPIENIA
Szczepić czy nie to już indywidualne pytanie do każdego. My szczepimy, bo nie lubimy ryzykować. Szczepiliśmy Maksa, oddaliśmy krew pępowinową, na podróż szczepimy również siebie i uważamy. W ramach tej ostrożności dbamy o higieniczne warunki w podróży, nie śpimy z przysłowiowymi karaluchami, nie jemy w złych warunkach, nie ryzykujemy. Podróż to dla nas też wakacje, a zatem nie chcemy z nich wrócić chorzy, wychudzeni i do leczenia. Nie chcemy również, by Maks zamiast biegać po plaży i cieszyć się słońcem w listopadzie cierpiał z powodu biegunki czy, nie daj Boże, czegoś gorszego. Po prostu nie chcemy na to marnować cennego życia, więc wolimy zapobiegać!
Co do szczepień w podróży:
Jeśli wybieraliście się gdzieś dalej, pewnie zwróciliście uwagę na podział szczepień na obowiązkowe i zalecane. Niech Was to nie zmyli 🙂 Szczepienie “obowiązkowe” ma na celu ochronę mieszkańców danego kraju przed epidemiami, które mogą zostać przywiezione przez turystę. Szczepienia “zalecane” to te, które chronią nas. Nie można zatem się sugerować tym, że coś “nie jest obowiązkowe”, a zatem mnie nie dotyczy! To nie szkoła 🙂
To, co na pewno warto rozważyć to:
(oczywiście wszystko zależy od regionu, sposobu podróżowania, aktualnych zagrożeń, więc przed wyjazdem, zawsze szukajcie dokładnych informacji. My piszemy jedynie o naszych doświadczeniach, które komuś mogą się przydać / kogoś zainspirować:))
– tężec, błonica, polio (raz na 10 lat) – szczepione w dzieciństwie, następnie powtarzane ok. 19 roku życia
– tyfus (dur brzuszny) – raz na 3 lata, zalecone również dla Maksa
– wirusowe zapalenie wątroby typu A (żółtaczka pokarmowa) – odporność wieloletnia – przed Tajlandią była to jedyna szczepionka, którą pediatra zalecił dla Maksa
– wirusowe zapalenie wątroby typu B – odporność wieloletnia
– zakażenia meningokokowe – zależnie od szczepionki, u mnie raz na 3 lata, Maks szczepi się wkrótce po raz pierwszy 🙂
My rozważamy też japońskie zapalenie mózgu, przenoszone podobnie jak malaria i denga przez zakażone owady. Jednak znów są sprzeczne opinie: większość źródeł mówi o dwóch dawkach w odstępie miesiąca, a na to już czasu nie mamy 🙂
Kolejny punkt do rozważenia to wścieklizna…
Czy szczepić? Gdy pojechaliśmy w 2010 roku do Indii, nie zrobiliśmy tego. Dopiero na miejscu usłyszeliśmy, że warto i faktycznie hordy bezpańskich psów były tam całkiem częstym widokiem. W przypadku Wietnamu, Laosu i Kambodży wścieklizna jest zalecana u wybranych osób, ale.. UWAGA!.. podobno (muszę to sprawdzić!) w Warszawie ciężko dostać szczepionkę, bo z magazynów wszystkie wykupiło… wojsko, jadąc do Afganistanu! Takie plotki można usłyszeć w gabinecie lekarskim:) Temat szczepionki na wściekliznę badam zatem dalej.
KOMARY…
Eh komary, w Polsce na nie narzekamy, ale to nic przy komarach w krajach tropikalnych. Tutaj musimy bardziej uważać i bardziej się bać komarów, bo chodzi nie tylko o swędzące bąble i brzydki wygląd pogryzionych nóg.
Komary to głównie malaria i denga. Na żadną z tych chorób nie ma szczepionek. By uchronić sie przed malarią, najlepiej przyjmować lek zapobiegawczy jak Malarone – zaczynamy jeden dzień przed wyjazdem. Przed dengą ratują repelenty, najlepiej DEET jak chociażby Mugga. Są kluczowe i na pewno będą z nami – są najbardziej skuteczne, bo blokują receptory węchu komara.
Planujemy również zabrać ze sobą moskitierę, zwłaszcza dla Maksa, bo jeśli chodzi o komary jesteśmy nieco przewrażliwieni – znacie historię Maksa i jego 50 ugryzień z Meksyku? Jeśli nie, zajrzyjcie tu.
BIEGUNKA
Najmniej poważna z dolegliwości, ale bardzo uciążliwa i najczęściej spotykana wśród podróżujących.
Warto o niej wspomnieć, choć pojawić się MOŻE, ale NIE MUSI. To kluczowe dla wszystkich niedowiarków i osób podważających nasze podróże z dzieckiem – NIE, nasze dziecko NIGDY nie miało biegunki w podróży. Tak, my mieliśmy – głownie w Indiach i Meksyku. Wiemy też, że wiązało się to prawdopodobnie z poluzowaniem zasad, na które to poluzowanie sobie pozwoliliśmy – zaczęliśmy pić drinki z lodem (na Goa) i pyszne, kokosowe koktajle w Campeche (Meksyk). W Tajlandii nie mieliśmy żadnych problemów – ani zdrowotnych, ani brzusznych, chociaż piliśmy wyciskane na ulicy soki z granatu, Łukasz na ulicy jadł, piliśmy napoje z lodem i nie zastanawialiśmy się aż tak mocno, co można, a co nie.
W Wietnamie, Laosie, Kambodży nim się nie “zadomowimy”, planuję przestrzegać poniższych zasad i polecam do rozważenia przed każdą egzotyczną podróżą:
– pijemy napoje w zamykanych butelkach, nie kupujemy wyciskanych na ulicy soków (chociaż Łukasz na pewno się z tej zasady wyłamie 🙂 ), nie jemy świeżych owoców sprzedawanych na ulicy – jesteśmy ostrożni, chociaż nie tak obsesyjnie jak Charlotte z “Seksu w Wielkim Mieście” na wycieczce do Meksyku, gdy zamiast pysznej kolacji, jadła zamykany jogurt 🙂 – kto nie pamięta lub nie zna, możecie zobaczyć tu – moment “poluzowania zasad” 🙂
– nie pijemy drinków z lodem nieznanego pochodzenia – to mnie urządziło i w Indiach, i w Meksyku
– myjemy zęby wodą butelkowaną – zalecane w Indiach, teraz również zalecił mi to lekarz medycyny podroży – zobaczymy czy finalnie będziemy przestrzegać
– często myjemy ręce, dezynfekujemy żelem antybakteryjnym – takim jak np. Carex – polecam wersję dziecięcą Splash Penguin lub Splash Delphin – najlepiej mieć go zawsze przy sobie!
– myjemy dokładnie owoce, jeśli już chcemy je zjeść – ja znając życie na początku nie będę ryzykować 🙂
– wybieramy stosunkowo bezpieczne potrawy – nie jemy surowego mięsa, jajek, etc.
– wybieramy bezpieczne miejsca na posiłki – najlepiej zatłoczone, gdzie potrawy są świeże i na bieżąco przygotowywane
To nasze podstawowe zasady, które jak na razie pozwalają nam cieszyć się z wyjazdów. Kolejna kwestia to apteczka. Zarówno ta dorosła, jak i ta dla dziecka... Taka apteczka przyda się zarówno daleko, w Wietnamie, jak i na Malcie czy w Hiszpanii. Co zawsze jest w naszej apteczce i co zawsze się przydaje, napiszę już wkrótce 🙂
A gdy mamy szczepienia, zalecenia i apteczkę, pozostaje tylko cieszyć się z wyprawy i zwiedzać, poznawać, pochłaniać!! 🙂










10 Comments
Agnieszka Rutkowska
oj biedny Maks z tymi komarami 🙂 cenne porady jak zawsze i przyjemnie się czyta;) urywek z filmu wymiata;D Juz zawczasu życzę milej podroży i zazdroszczę 😉
Natalia - tasteaway.pl
Haha, uwielbiam “Seks w Wielkim Mieście” za trafność niektórych sytuacji 🙂 Nie mogłam znaleźć wczoraj momentu, gdy Charlotte rozmawia z przyjaciółkami i jedna mówi: “Nie pijesz drinka?? Przecież to 5-gwiazdkowy hotel!!!”, a ona na to: “ale jesteśmy w MEKSYKU!!”.. dokładnie takie rozmowy miałam z moją mamą, gdy byłyśmy tam na wycieczce 😉 Dzięki za miłe słowa!!:) Ja tam zazdroszczę Hiszpanii na co dzień 🙂 a Maks.. okazał się mega twardzielem, bo w ogóle się tym nie przejął 😉 tylko trochę na nas się dziwnie patrzyli, zwłaszcza Amerykanie – chyba obawiali się, że jakiegoś wirusa rozsiewamy 😉
Agnieszka Rutkowska
hehe no tak jak się jedzie w jakieś nieznane nam miejsce to wszystko wydaje się niebezpieczne 🙂 Ale człowiek uczy się na błędach, czasem swoich, czasem cudzych 😉 Dobrze, ze wasz syn tak wszystko znosi, ale mimo wszystko oby jak najmniej cholerstwa się jego czepiało 😛 Zazdrościsz Hiszpanii, no jak mówią wszędzie dobrze gdzie nas nie ma 😉
Natalia - tasteaway.pl
Racja 🙂 na szczęście Maks w podróży spisuje się rewelacyjnie – oby tak dalej 🙂 … może masz też rację z Hiszpanią, ale niezmiennie jak tam przyjeżdżam, to uwielbiam.. nawet powietrze jakoś inaczej pachnie;) cieszę się, że częściowo zaraziłam miłością Łukasza, bo inaczej byłoby ciężko 😉
Agnieszka Rutkowska
hehe mnie mój chłopak namawiał rok czasu bym tu przyjechała, a zresztą inaczej nasz związek nie miałby za bardzo sensu heh ale nie żałuję, tylko w takim czasie jak teraz, gdy zbliża się zima i święta to chce się do domu i jakoś co roku tam jeździmy bo jednak magia Bożego Narodzenia to tylko w Polsce 😉 a resztę czasu mogę być tu 😀 racja powietrze tu inne i tez uwielbiam tu być, ale niestety nękają mnie czasem migreny, bo jesteśmy w bardzo wysokim punkcie w porównaniu z PL, ale dam rade:D
Natalia - tasteaway.pl
A chłopak Hiszpan czy Polak zadomowiony w Hiszpanii? 🙂 Masz rację, ja też lubię święta w Polsce!:) ja akurat pamiętam, że jak mieszkałam pół roku w Bilbao, to akurat mi bóle głowy przeszły, ale pewnie na takie sprawy wpływają też inne czynniki 🙂
Agnieszka Rutkowska
hehe no widzisz ja jak jadę do Polski na miesiąc to nie mam żadnych dolegliwości, z kolei w PL zawsze chorowałam na zatoki i uporczywy kaszel non stop! a tu jeszcze ani razu chora nie bylem nawet przeziębienia nie miałam – odpukać 🙂 mój chłopak jest Polakiem i w PL tez mieszkamy od siebie tylko 20 km drogi 🙂 On jest tu już 8 lat ja dopiero dwa 🙂 i jakoś to leci:)
magda
Zazdroszczę!! Bawcie sie dobrze i bezpiecznie!!! :):)
Natalia - tasteaway.pl
Dziękujemy!:) oby tak było!!:)