Spis treści
Planując naszą podróż Kambodża-Laos-Wietnam, właśnie na Wietnam nastawiałam się najbardziej. Smaki, widoki, egzotyka, najwięcej dni do wykorzystania na miejscu. Życie zweryfikowało plany, zweryfikowało też oczekiwania.
Zachwyciła nas Kambodża, a Wietnam niestety nie rzucił na kolana, chociaż wierzę, że jest to związane z tym, że byliśmy tam stosunkowo krótko i jedynie w Hanoi, Ho Chi Minh oraz Sa Pa i okolicznych wioskach na dalekiej północy. Hanoi i Ho Chi Minh nie zachwyciły, bo nie mogliśmy się tam dopatrzyć tej inności, odmienności, której zawsze szukamy. W Bangkoku pomimo, że wieżowców tam znacznie więcej niż w Warszawie, gigantyczne ulice i gigantyczne korki, podniebny pociąg i inne elementy wielkiego miasta, czuć tę różnicę, od razu jak wyjdziemy z hotelu. W Hanoi i Ho Chi Minh przez te kilka dni nie czułam się jakoś szczególnie inaczej niż w Polsce czy w krajach europejskich… Główna różnica to wszechobecne skutery i motory, które jeżdżą i stoją nawet na chodnikach i nie mają zwyczaju zatrzymywać się, nawet gdy na pasach idzie pieszy z dzieckiem w wózku. Ten rodzaj egzotyki akurat mi nie przypadł do gustu 🙂 Okolice Sa Pa to natomiast miejsce, które na pewno warto zobaczyć, ale deszcz, niska temperatura, nieustanna szarość i mgła pozytywnie na nastrój nie wpływały. Dodatkowo problemy z wizą, na dzień dobry nieuprzejmi urzędnicy na lotnisku i Wietnam spada na miejsce trzecie wśród odwiedzonych tym razem krajów.
Ale na pewno zasmakowało nam tutejsze jedzenie!
1) ZUPA PHO
Punkt całkowicie obowiązkowy. Niezależnie czy w Hanoi czy w Ho Chi Minh, tablice i menu z “PHO” (zwykle Pho Bo czy Pho Ga) zobaczycie na każdym rogu. Zupę pho je się w Wietnamie na śniadanie, obiad i kolację. Takie śniadania codziennie wybierał Łukasz, gdy byliśmy w Sa Pa… takie je również często w Warszawie, gdy udaje się na pobliski bazarek, do Wietnamczyka na duuużą porcję zupy na dobry początek dnia. Smakowo ta warszawska, bazarkowa całkiem dobrze się prezentuje w porównaniu z wersją z Hanoi! Więc jakby co, szukajcie w budce przy giełdzie kwiatowej na Bakalarskiej lub zgłaszajcie się po dodatkowe wskazówki 🙂
Pho to taki dość lekki rosół z makaronem ryżowym, duuuużą ilością zieleniny (głównie kolendra) oraz mięsem. Wersji do wyboru, do koloru: z kurczakiem (pho ga), wołowiną gotowaną /smażoną / podsmażaną (pho bo), z kulkami mięsnym, z rybą. Patrząc na to, co dostępne w Hanoi i Ho Chi Minh pho bo i pho ga wydają się być najbardziej popularne i najbardziej tradycyjne. Czasem też zdarzają się wariacje na temat pho jak chociażby ukochane przez Łukasza pho z foie gras i imbirem w restauracji łączącej kuchnię wietnamską z wpływami francuskimi, czyli w Madame Hien w Hanoi.
Zupkę przyprawia się sosem rybnym (nuoc mam), limonką, krojonym chili (to Łukasz!), czosnkiem w zalewie, dorzuca się do niej kiełki i gotowe! Wietnamczycy jedzą zupę korzystając zarówno z pałeczek, którymi łowią poszczególne kąski, jak i z łyżki, z której sączą bulion.
2) SAJGONKI – ŚWIEŻE, SMAŻONE, NA PARZE
Sajgonki to niewątpliwie moja wielka miłość podczas pobytu w Wietnamie. Smażone i chrupiące, świeże, lekkie, z dużą ilością warzyw lub te na parze, np. z wieprzowiną i grzybami. Moczone zwykle w sosie rybnym lub w chili. Idealna przystawka, by zaspokoić pierwszy głód.
Ja zwykle wybieram smażone, są bardzo delikatne i prawie rozpadają się w rękach, a już na pewno rozpływają się w ustach. Papier ryżowy delikatnie chrupie, do tego sos i jesteśmy w raju. Świeże to raczej domena Łukasza – zwykle mocno przyprawione świeżymi ziołami, głównie kolendrą, za którą ja nie przepadam. Co poza tym? Warzywa na czele z marchewką, makaron vermicelli i np. krewetki czy plastry pieczonej wieprzowiny.
Smakowały nam również lekkie sajgonki, również w papierze ryżowym, ale przygotowane na parze. Pierwszy raz spotkałam się z tą wersją, ale chętnie opatentujemy ją w domu – smażone i świeże mamy już przećwiczone! 🙂
Jednym słowem niby jedna potrawa, podobne składniki, a efekt bardzo różny i każdy może znaleźć coś dla siebie.
3) BUN CHA i BUN BO NAM BO
Kolejne danie, którego warto spróbować. W wersji tradycyjnej bun cha to makaron ryżowy (bun) oraz grillowane mięso wieprzowe (cha). Mój makaron “bun” zawierał pysznie przyrządzone mięso wołowe, orzechy, kiełki. Zieleninę, choć to podobno niezbędny składnik, wyjęłam 🙂 I tak smakowało! Do dania dostajemy sos rybny nuoc mam, w którym maczamy mięso i makaron lub najlepiej całość zalewamy i mieszamy. To jedno z tych dań, którego w budkach z wietnamskim jedzeniem w Polsce raczej nie uświadczymy, w każdym razie ja nie miałam przyjemności.
Bun cha podobno pochodzi właśnie z Hanoi i jest popularna głównie na północy kraju. Obowiązkowo!
4) SMAŻONY MAKARON Z KURCZAKIEM / WARZYWAMI/ WOŁOWINĄ
Fried noodles (smażony makaron) to wyrażenie, które wymawiałam chyba najczęściej podczas naszej podróży po Wietnamie! Od tego dania zaczęłam pobyt w Hanoi i wracało do mnie przez cały pobyt. Z wołowiną, kurczakiem, z warzywami. Makaron raz szeroki, raz nitki, raz lepszy, raz gorszy, ale jeśli dodamy sos chili, prawie zawsze pyszny. Do tego Coca Cola lub piwko i mamy zestaw idealny.
Jeden z ulubionych makaronów to ten z Hanoi, z Rainbow Cafe na ulicy Hang Hanh 37. Mała knajpka, przyjazna, przystępna cenowo, a w dodatku, jeśli podróżujecie z dzieckiem, poza kuchnią wietnamską, znajdziemy tam nieśmiertelne, całkiem smaczne spaghetti bolognese. Polecamy i my, i Maks 🙂
5) NIE TYLKO DLA DZIECKA: RYŻ SMAŻONY Z KURCZAKIEM
Ryż smażony z kurczakiem to pierwsze orientalne danie, jakie chyba kiedykolwiek jadłam. Rok 2001, czasy liceum, urodziny kolegi. Chińczyk na Ochocie. Nie budka, tylko mała restauracyjka i porady “Weź ryż smażony z kurczakiem, na pewno Ci posmakuje!”. Bo ryż smażony to taka podstawa. Dlatego od zeszłego roku w Tajlandii zajada się nim również Maks. Najlepiej z kurczakiem lub / i krewetkami. Znajdziemy go w prawie każdej knajpce i restauracji w Tajlandii, Wietnamie, Kambodży, a jeśli nie znajdziemy, to zwykle kucharz przyrządzi nam na życzenie.
6) BANH XEO, CZYLI VIETNAMESE PANCAKES
Wietnamskie naleśniki zobaczyliśmy pierwszy raz w Phnom Penh w naszej ulubionej restauracji Magnolia. Zainteresowały nas wielkie placki na talerzach innych gości. Zupełnie inne niż nasze, polskie.
Banh Xeo są chrupiące, a w środku wieprzowina, krewetki, posiekana zielona cebulka, groszek i duuużo kiełków. Podawane z talerzem zieleniny (kolendra, sałata, mięta) i obowiązkowo z słodko – kwaśnym sosem rybnym. Bardzo smaczne, a odrywanie chrupiących brzegów całkiem fajna zabawa 🙂
7) TOFU
Tofu w kuchni wietnamskiej całkiem duuużo. W przeróżnych sosach, też bardzo pikantnych lub np. smażone w cieście na przystawkę.
8) DESERY
W kategorii deserów w Wietnamie raczej ciężko poszaleć, zwłaszcza, jeśli ktoś tak jak ja nie lubi bananów. W dziale słodkości często znajdziemy naleśniki z bananami, banany smażone, banany z lodami kokosowymi, itd. W restauracjach łączących tradycję wietnamską z kuchnią np. francuską jest znacznie większy wybór i często są to ciekawe połączenia – np. ciastko o smaku zielonej herbaty, creme brulee o smaku sticky rice czy nawet swojskie gorące ciastko czekoladowe z lodami waniliowymi.
Z lodów polecamy kokosowe i na pewno taro – fioletowe, o pysznym, jakby ciasteczkowym smaku. Jeśli chcecie spróbować jak smakuje taro w Warszawie, wybierzcie się na bubble tea do Bubblejoy 🙂 To chyba mój ulubiony smak i właśnie jako bubble tea poznałam taro. W Azji jest popularnym składnikiem deserów, ciastek czy też dodatkiem do innych potraw.
Zarówno w Wietnamie, jak i w Tajlandii znajdziemy całą masę dość specyficznych jak dla nas deserów, czyli swoistych słodkich zup, zwykle z mlekiem kokosowym, na ciepło lub na zimno, w których pływają np. kulki taro, jakieś podłużne galaretki, perełki tapioki czy sago, czyli malutkie kuleczki, konsystencją przypominające tapiokę, znaną Wam być może właśnie z bubble tea.
Część z tych deserów smakuje jak ulepek, część jest dość nijaka, ale niektóre są smaczne, zwłaszcza, jeśli jak ja kochamy smak kokosa 🙂
Deserami kończymy przygodę z kuchnią wietnamską. Na co mielibyście największą ochotę ? 🙂 Niektórych dań warto szukać w warszawskich “wietnamcach”, pozostałe jak widać są całkiem inne niż się spodziewaliśmy, więc warto zaplanować kiedyś wycieczkę do Wietnamu! 🙂
PS1. Łukasz na pewno skusi się po powrocie na zupę Pho 🙂
PS2. Smacznego dnia!
















22 Comments
Andy
sałatkę bun cha (z wołowiną i orzeszkami) w Warszawie, można zjeść na Chmielnej, w Duża Miha na złotej i widok oraz na Marywilskiej 44. Najlepsza jednak jest na Chmielnej.
Natalia - tasteaway.pl
Ooo, dzięki! 🙂 super informacja! 🙂 myślisz o wietnamskiej na chmielnej, blisko Nowego Światu?? Łukasz tam bywa na pho, ale jakoś wcześniej nie interesowałam się bun cha, teraz nadrobię!:)
slodkokwasna.pl
bun cha to nie jest salatka z wolowina
salata z wolowina to bun bo nam bo
Natalia - tasteaway.pl
Słodkokwaśna, dzięki za doprecyzowanie!:) bo ja sama już się zgubiłam 🙂 wedle mojej wiedzy bun cha to makaron ryżowy z grillowaną wieprzowiną, tak jak napisałam powyżej.. zgadza się?
slodkokwasna.pl
zgadza sie bun cha to grilowana wieprzowina: boczek albo male wieprzowe kotleciki plus makaron bun jest jescze wersja wypasiona bun cha nem czyli to samo plus nem ran czyli sajgonki smazone
zamieszanie stad ze na zdjeciu jest bun bo nam bo czyli bun z wolowina i orzeszkami 😉
bun cha nem mozna bylo dostac w nam sajgon na brackiej
teraz chlopaki przeprowadzili sie na marywilska 44 do alejki z jedzeniem
na bakalarskiej calkiem niezla jest pho przy samym wejsciu na bazarek po lewej stronie biala budka, maja tez niezle nalesniki banh cuon ale nie zawsze sa, zupa raz bardzo dobra, raz troche gorsza, ale jest ok
w glebi jest dobrze zaopatrzony wietnamski sklpeik (po prawej)
duzo roslin i przypraw mozna kupic, plus jest tam tez do dostania fajna ksiazka mego autorstwa 😉
Natalia - tasteaway.pl
a widzisz 🙂 już rozumiem!:) zapamiętałam nazwę in English “noodles “bun” with beef, southern style”, a przyznaję, że klasycznej bun cha już się zjeść nie udało.. tyle tych smaków!! 🙂 To chyba ta sama budka, do której chodzimy (a głównie Łukasz)! naleśniki muszę spróbować:) w sklepiku też kiedyś udało nam się być – cały bazar na bakalarskiej to nieźle egzotyczne miejsce ;)… a książka super! poproszę tytuł to się może wyposażę jak będę w okolicy!:)
Mariusz
a która to budka na bakalarskiej ma dobrą zupę
pho??:) chętnie się tam wybiorę, zawsze jakoś się bałem wejść i tam coś zjeść 🙂
Natalia - tasteaway.pl
Mariusz, ja szczerze mówiąc byłam tam raz, ale Łukasz jest stałym bywalcem 😉 jadłam kilka razy kurczaka w 5 smakach, którego lubię bardzo i żadnych negatywnych konsekwencji nie było 😉 Łukasz Ci potem napisze tutaj, która to dokładnie budka 😉
Natalia - tasteaway.pl
Wywiedziałam się 😉 idąc od Alei Krakowskiej budka przy wejściu na bazarek, na przeciwko bankomatu 😉 powodzenia w szukaniu i smacznego!:)
Maciej
Ze wszystkich swoich wyjazdów do Wietnamu najcieplej wspominam krewetki. Po wietnamskich krewetkach od samego zapachu mrożonych dostaję mdłości.
Natalia - tasteaway.pl
Maciek, a to ciekawe! 🙂 my chyba prawie żadnych żeśmy nie jedli! poza tymi podawanymi z ryżem naszego synka… ale już chyba byliśmy krewetkami po Tajlandii przejedzeni 😉 fakt mrożone to inna bajka!
Maciej
No jak akurat w Tajlandii nie miałem okazji spróbować krewetek. W Wietnamie warte uwagi są też desery. Wietnamczycy nie jadają słodyczy w ogóle. Wszelkie formy deserów to wariacje owocowo-galaretkowo-musowe. Nie wiem czy zwróciliście na to uwagę, że czekolady się w Wietnamie prawie nie kupi (nie licząc może Hanoi gdzie na ulicach wystawia się modna ostatnio marka cukierków).
Natalia - tasteaway.pl
tak, tak, właśnie o tych deserach wspominałam! 🙂 są specyficzne!:) zresztą w Tajlandii też różne “zupki” kokosowe z taro, bananem czy chestnutem 😉 co kraj to obyczaj! a co do czekolady, masz rację, że batony jakieś były, ale czekolady to chyba tylko jakieś bardzo drogie, zagraniczne widziałam!;)
Maciej
W Tajlandii najbardziej zapadło mi w pamięć z deserów mango z jakimś cudnym sosem na ciepło. Nie wiem czy to kwestia gatunku czy też warunków klimatycznych, ale mango z tamtejszych rejonów ma konsystencję masła i boski aromat pinii, niczym zupełnie inny owoc niż mango dostępne u nas w Polsce.
Natalia - tasteaway.pl
Czy to przypadkiem nie sticky rice with mango?? 🙂 czyli mango + kleisty ryż polany właśnie cudnym sosem z mleka kokosowego i cukru palmowego:) niebo w gębie!! a mango w Polsce muszę spróbować, bo szczerze mówiąc jakoś przed tym deserem, nie bardzo mango lubiłam 😉
Maciej
Tak, dokładnie! Dosłownie om nom nom.
Natalia - tasteaway.pl
🙂 ja chyba będę szukać jakiegoś dobrego przepisu, by przenieść ten smak do Warszawy 🙂 myślę, że nie jest to jakieś bardzo trudne w wykonaniu, a smakuje wow!:)
Maciej
Wydaje mi się, że właśnie największym problemem będzie zdobyć to ichniejsze mango. Jak do tej pory tylko raz jeden dobre kilka lat temu udało mi się takie znaleźć w Polsce, ale życzę powodzenia i oczekuję relacji z efektów!
Wiktoria
Na szczęście każdy kolejny wyjazd do Wietnamu pozwala odkrywać kolejne jego sekrety. Już sama wycieczka do supermarketu pozwoli docenić jak bogaty w słodycze jest wietnamski rynek! Przez kandyzowane owoce, chrupiące ryżowe ciastka z orzechami, ciągutki kokosowe, chrupiące cukierki z orzechami w środku ręcznie robione na ulicach, gumowe kukurydziane słodkości, cukrowe “piramidy”, aż po najbardziej popularne – che w formie kremów, koktajli z galaretkami, nasionami fasoli itd. Należy też pamiętać, że oferta jest bogata również w słodycze sąsiednich krajów – chińskie, koreańskie, khmerskie, japońskie. Co do czekolad – w samej Sa Pa można kupić było Wedla, ale na pewno bardziej popularne są amerykańskie wyroby Hershey’s. Zapomnieć nie można również o jednej z najlepszych czekolad na świecie powstałej dzięki współpracy wietnamsko-francuskiej – Marou. W kwestii wietnamskich kulinariów warto zajrzeć na bloga: http://pyzamadeinpoland.pl/
Natalia - tasteaway.pl
Hey Wiktoria!!! 🙂 jak widać my byliśmy za krótko, bo jeszcze się tych deserów nie doszukaliśmy 🙂 next time!! Na pyzę zaglądałam – wow!!! 🙂 ile szalonych orientalnych przepisów!:)