Z Hanoi ruszyliśmy do Sa Pa na północy Wietnamu, bo już w Meksyku zakochaliśmy się w mniejszościach etnicznych zamieszkujących górskie tereny. Podobnie  było w Tajlandii, gdy w okolicach Chiang Rai jeździliśmy między innymi po wioskach zamieszkanych przez plemię Hmong. W Wietnamie zatem wyprawa do Sa Pa była obowiązkowa!

Dlaczego lubimy takie miejsca i zawsze je polecamy? Przede wszystkim dlatego, że patrzymy tam na życie całkiem inne niż nasze.. Z wielu powodów trudniejsze, bez bieżącej wody, wygód, bez dywanu na podłodze, bez iPadów i innych gadżetów, których my nawet już nie zauważamy.  Z drugiej strony czasem łatwiejsze – bez problemów z szefem, użerania się z klientami, deadline’ów, terminów.. spokojne, trochę “poza czasem”. Takie miejsca zawsze skłaniają do refleksji, o czym pisałam już przy okazji pływających wiosek na Tonle Sap w Kambodży.  Z bardziej prozaicznych powodów wszędzie, gdzie dotychczas byliśmy mniejszości etniczne to najbardziej kolorowe grupy społeczne – odrębne stroje, zwyczaje, nietypowe nakrycia głowy, odróżniające poszczególne plemiona. W takich miejscach najbardziej czuć egzotykę, nie zaś w Hanoi, które na dobrą sprawę wcale jakoś bardzo się od Warszawy nie różni..

Sa Pa to takie trochę wietnamskie Zakopane – wiem, że niektórych może to zniechęcić, ale w końcu Sa Pa to baza wypadowa na trekking lub wyprawę do Tavanh, Cat Cat czy Ta Phin. Miasteczko targowe, dużo hoteli, restauracji, bazar, gdzie miejscowi kupują kurczaki, a turyści wyszywane torby i dziergane zabawki dla maluchów (są świetne!). W Sa Pa po ulicach krążą przedstawicielki plemion Hmong, Tay i Dao, najliczniejszych mniejszości.  Są pięknie ubrane, nawet kolorowe kalosze za 10 zł komponują się z ich strojem.. Zwykle na plecach noszą wielkie kosze lub swoje maluchy. Turystów zapytają „Shopping from me?” i z kosza na plecach wyciągną cały obwoźny sklep! Targowanie pożądane jak w całym Wietnamie. To, co zaskakuje to fakt, że mówią po angielsku lepiej niż chociażby taksówkarze z Hanoi i zadają straasznie dużo pytań: skąd jesteś, jak masz na imię, ile masz dzieci, czy masz rodzeństwo, itd. Po 3 dniach w Sa Pa robi się to nieco uciążliwe.

Z Sa Pa można wyruszyć na trekking po okolicznych wioskach, wypożyczyć motor lub samochód z kierowcą i przewodnikiem. My z uwagi na Maksa i ciągle siąpiący deszcz wybraliśmy opcję nr 3. Koszt wycieczki 2-3 godzinnej to około 30 dolarów za nas troje, ale innej opcji raczej nie ma. Taksówkarze za samo podwiezienie do Tavanh czy Ta Phin życzą sobie podobnie.. W mieście za to można spać za grosze – u nas 60 zł za dwuosobowy pokój z łazienką i śniadaniem (omlety, Pho, naleśniki) w Sapa Elite Hotel. Jeśli jedziecie w okresie listopad – styczeń przygotujcie się tylko, że w Sa Pa i okolicy jest zima, a więc będzie chłodno, mgliście i mokro! Zimno było również w naszym pokoju hotelowym, na szczęście można wypożyczyć grzejnik, a kalosze kupić na każdym rogu :)Peleryny też!

Klimatu okolicy i miejscowych wiosek nie da się opisać… najlepiej to zobaczyć!:) Dawno nie było u nas relacji wideo, więc to idealny moment! Chodźcie z nami na spacer po górskich wioskach! 🙂