No to jesteśmy! Wietnam to nasz trzeci kraj podczas tej podróży. Miał być czwarty, ale po drodze plany się zmieniły i do Laosu nie dotarliśmy. Czy będzie ostatnim krajem na naszej trasie okaże się pewnie wkrótce! Pół soboty spędziliśmy na obmyślaniu planu, co dalej, bo zostaliśmy poinformowani, że nasza wiza wietnamska, która kończy się 25 listopada, nie może być przedłużona. Lot powrotny mamy natomiast 1 grudnia (moje imieniny!:)) z Ho Ch Minh. Kombinowaliśmy z Malezją, z Tajlandią, a nawet z Malediwami 😉 Potem jednak się okazało, że wizę przedłużyć można… Informacje, ile to trwa są rozbieżne, więc pożyjemy, zobaczymy! Trzymajcie kciuki! 🙂

Wracając do Hanoi… Lot z Siem Reap w wykonaniu Vietnam Airlines był całkiem przyjemny – trwał 1,5 godziny, był poczęstunek, Maksa zadowolony wsuwał salami z zestawu, który dostaliśmy. Tylko obsługa jakaś taka skrzywiona i smutna…  Na lotnisko dłuuuugie czekanie do kontroli paszportów i również dłuuuuga podróż do miasta – taksówką około 15-20 dolarów. Raczej 15 $, my chyba trochę przepłaciliśmy :/ Maks w taksówce zasnął, więc w nagrodę za podróż czekała nas kolacja we dwoje 🙂 Piątkowy wieczór i sobota w Hanoi to niedługo, by wyciągać wnioski, ale nie omieszkamy napisać o pierwszych wrażeniach.

Zatem….

10 refleksji po pierwszych godzinach w Hanoi:

1)  NA LOTNISKACH NIE LUBIĄ TURYSTÓW?

Na pierwszy rzut oka Wietnam nie jest miejscem, które wita turystów z radością. Pamiętam miłe powitanie w Tajlandii, pamiętam, jak w Meksyku przy kontroli paszportowej wypytywali o Papieża i polską wódkę. Tutaj “niet”. Już wejście na pokład samolotu sprawiło, że powiało chłodem. Po uśmiechniętej Kambodży, przyjaznych twarzach i pomocnym personelu lotniska, tutaj nawet stewardessy się nie uśmiechały. Skrzywione, poważne, smutne? Nawet mi się oberwało za zestawienie tacek po posiłku jedna na drugą. Na lotnisku tylko gorzej… nie ma opcji, by z dzieckiem zająć uprzywilejowane miejsce w kolejce do kontroli paszportowej – w końcu socjalizm głosi równość, prawda?

Łukasz próbuje się już na lotnisku dowiedzieć o przedłużenie wizy – jest stanowisko do wyrabiania tzw. visa on arrival. Nasze zostały wyrobione w Polsce, ale musimy je przedłużyć. Nic z tego – nawet odrobiny informacji od smutnych panów nie wydusił. Kontrola paszportowa również przebiega w grobowej atmosferze, taksówkarz nie zagaduje. Zasępiały klimat towarzyszy nam aż do hotelu…

2) SERDECZNOŚĆ “ZWYKŁYCH” LUDZI, CHOĆ Z KOMUNIKACJĄ CIĘŻKO

Na szczęście zetknięcie z tzw. “zwykłymi ludźmi” to przyjemna odmiana. Recepcjonistka w hotelu, kelnerka, uliczni sprzedawcy, dzieci, dorośli, młodzież. Uprzejmi, mili, zwłaszcza, gdy towarzyszy nam Maksa. Po angielsku jednak raczej z nimi nie pogadasz albo zrozumiesz 1/2 z tego, co chcieli powiedzieć. W restauracjach koniecznie wyraźnie wskazujcie palcem lub przyswójcie sobie kilka nazw potraw, które chcecie spożywać. Tak jak Łukasz – wie, że ulubiona zupa to PHO – zna nawet kilka odmian. Przyśpieszony kurs przeszedł w wietnamskiej budce niedaleko nas, czyli przy bazarku na Bakalarskiej. Teraz jest jak znalazł.

Wietnam, Hanoi, jedzenie uliczne, podróżowanie z dzieckiem

uliczne sprzedawczynie owoców – zawsze z uśmiechem, zwłaszcza do Maksa

3) WIETNAM TO RAJ KULINARNY!

Co do tego nie ma dwóch zdań: jest pysznie, wspaniale, bosko, smakowicie, niebo w gębie, rozkosz w brzuchu, radość kubków smakowych.  Dla nas przede wszystkim makarony ryżowe, noodles, w wersji danie główne lub w wersji zupa. Do tego sajgnoki smażone, złote i chrupiące lub świeże, z warzywa, z dużą ilością ziół. Zasmakowały nam również niewielkie naleśniki na parze nadziewane np. mięsem mielonym i grzybami… Ach,  jesteśmy w raju!

Hanoi, Wietnam, Madame Hien

na początek sajgonki na świeżo i smażone na złoto, rolled pancake, sałatka z kurczakiem

Wietnam, pho, kuchnia wietnamska, Hanoi

nie ma Wietnamu bez pho

4) DO WIETNAMU KONIECZNIE Z MALUCHEM!

Poza nieczułymi na wdzięki Maksa pracownikami lotniska, cała reszta Wietnamczyków kocha dzieci. Wszyscy uśmiechają się, chcą dotknąć, zagadać, ktoś da mandarynkę, ktoś kopnie piłkę. Niezależnie od wieku i płci. Pod tym względem nie różnią się zbytnio od Tajów i mieszkańców Kambodży. Dobrze, że Maks nie rozumie wszystkich “so lovely”, “so cute”, bo niewątpliwie uderzyłaby mu woda sodowa do głowy!

Hanoi, Wietnam, jezioro Hoan Kiem, podróżowanie z dzieckiem

nad Jeziorem Hoan Kiem w centrum Hanoi

5) ZATKAĆ USZY?

Hanoi to chyba jedno z najgłośniejszych miast, w jakich byliśmy. Zwłaszcza w godzinach szczytu, około 17.00 całe miasta trąbi i piszczy. Wszyscy jadą na skuterach czy motorach, które zdecydowanie dominują. Przepychają się, a swoje nadejście zwiastują głośnym trąbieniem. Dla turysty z wózkiem dziecięcym przejście przez ulice Old Quarter właśnie w tych godzinach to niezły slalom i gimnastyka..

Hanoi, Wietnam, Azja

motory i skutery dominują na ulicach

6)  TOWARZYSZU…

Pewnie wiecie, że Wietnam to państwo socjalistyczne. Jeśli byście zapomnieli, Hanoi Wam o tym przypomni, chociażby pomnikiem towarzysza Lenina tuż na przeciwko Muzeum Wojska. Poza socjalizmem, a w zasadzie w parze z nim rządzi oczywiście propaganda – można ją poczuć chociażby w więzieniu Hoa Lo czy w Muzeum Wojska. Hoa Lo zostało zbudowane przez Francuzów pod koniec XIX wieku – początkowo jak głoszą tablice przetrzymywano tam wietnamskich rewolucjonistów walczących o niepodległość, w XX wieku więzienie służyło Wietnamczykom do zamykania amerykańskich pilotów. Gdy poczytamy jak wspaniale władze wietnamskie traktowały amerykańskich więźniów, jak wszyscy wspierali Wietnam podczas wojny i dużo innych pochwalnych opowieści, robimy się aż mdło! Na zdjęciach wspierających znajdziemy nawet dzieci z Opola, które w 1966 roku wysyłały wietnamskim dzieciom zeszyty i przybory szkolne…

Jeśli po Hoa Lo będzie Wam mało propagandy, zajrzyjcie również do Muzeum Wojska. Ile Wietnamczycy zestrzelili amerykańskich samolotów, ile sukcesów, ile zwycięstw.. Pomimo to, polecamy Muzeum Wojska, jeśli zwiedzacie Hanoi z małym chłopcem… samoloty, helikoptery, czołgi. Maks wcale nie chciał stamtąd wyjść, tylko był strasznie niepocieszony, że do samolotu nie da się wejść…

Hanoi, Muzeum Wojska, Wietnam

Muzeum Wojska – “Tata, ja chcę odlecieć!”

Wietnam, Hanoi, Lenin, socjalizm

tego Pana na pewno znacie

Jednak ani Lenin, ani Muzeum Wojska nie robi takiego wrażenia jak Mauzoleum Ho Chi Minha, rewolucjonisty, który proklamował niepodległość Wietnamu. Monumentalny budynek, ogromny plac i trawa, na którą broń Boże nie można wchodzić. Na szczęście był plac – Maks jak wściekły przebiegł cały, grając w piłkę. My do Ho Chi Minha nie zajrzeliśmy, wystarczył nam zabalsamowany Lenin. I wiecie, co? Z zewnątrz mauzoleum Ho Chi Minha jest znacznie bardziej imponujące niż Lenina na Placu Czerwonym, ale to do Moskwy ciało Ho Chi Minha raz w roku jeździ na konserwację. Jak widać mają wprawę 🙂

mauzoleum Ho Chi Minha, Hanoi, Wietnam, socjalizm

mauzoleum Ho Chi Minha

7) ULICZNE SPRZEDAWCZYNIE – NAJBARDZIEJ MALOWNICZY WIDOK HANOI

Hanoi nie należy naszym zdaniem do szczególnie malowniczych miast… Zeszliśmy dziś całkiem sporą jego część i brakowało nam porywających widoków, twarzy, straganów. To, co najbardziej zwraca uwagę i chyba najbardziej kojarzy się z Wietnamem to charakterystyczne stożkowate nakrycia głowy i dwa kosze przewieszone przez ramię, a w nich przekąski, słodycze, owoce…

Hanoi, Wietnam, jedzenie uliczne, uliczni sprzedawcy

najlepszy sklep obwoźny

Hanoi, Wietnam, uliczni sprzedawcy

owoce

8) TANIO!

Z pierwszych wrażeń Wietnam cenowo jest bardzo przyjemny, może ciut droższy niż Kambodża, może podobnie. Ceny noclegów zaczynają się od 5 dolarów w hostelu, w sali wieloosobowej, za jakieś 160 zł mamy dwuosobowy pokój, w samym centrum, w pięknym hotelu, ze śniadaniem. Jedzenie również cenowo szeroki przekrój, ale za jakieś 15 zł to już mamy posiłek w całkiem dobrej restauracji. Droższe są natomiast bilety kolejowe – za pociąg do Sa Pa na północy płacimy jakieś 32 dolary za osobę, ale z tego, co widać na zdjęciach warunki są mega przyjemne… W nocy z niedzieli na poniedziałek sprawdzamy co i jak!

9) CZY MÓWIŁAM JUŻ, ŻE JEDZENIE JEST BOSKIE? 🙂

10) POLSKA = BA LAN

A Polska to po wietnamsku BA LAN… tego dowiedzieliśmy się, próbując załatwić przedłużenie wizy… Gdy pytają o kraj, kilka razy powtarzamy Poland, aż wreszcie mówią: “A, Ba Lan, Ba Lan”… Jeśli o to chodzi przynajmniej się dogadaliśmy,  trzymajcie kciuki, by  udało nam się przedłużyć wizy!!

ambasada Polski, Hanoi, Wietnam

co Wietnamczycy wiedzą o Polsce, czyli tablicy przed polską ambasadą w nobilitującej okolicy Mauzoleum Ho Chi Minha

A my tymczasem zamierzamy na północ Wietnamu, do Sa Pa – liczymy, że będzie pięknie, malowniczo, sielankowo… kolorowe stroje przedstawicieli górskich plemion, cudowne widoki…

Wietnam, Hanoi

ADIOS!