Gdy myślimy o idealnym miejscu na weekendowe spotkanie ze znajomymi, wymagań jest sporo. Bo ma być smacznie, a najlepiej pysznie. Bo powinno być różnorodnie, bo jeden kocha mięso, a inna je tylko warzywa. Bo idziemy z dwójką pełnych energii czterolatków i jeśli chcemy spokojnie zjeść i porozmawiać, musimy zapewnić im rozrywkę (najlepiej kącik dla dzieci, by nie przeszkadzały innym gościom). Bo w menu musi być coś, co naszym maluchom będzie smakować.. Do pełni szczęścia przydałby się również brak problemów z parkowaniem, sympatyczna obsługa i przyjemne wnętrze, w którym miło posiedzieć, niezależnie czy jesteś z dzieckiem czy bez.
To nie jest łatwe 🙂 Takich miejsc nie ma wiele, chociaż i tak Warszawa pod względem miejsc przyjaznych dzieciom bardzo się stara. Część jednak nieco już się nam znudziła, do innych trochę za daleko, więc często z niektórych wymagań rezygnowaliśmy na rzecz innych. W sobotę jednak udało się znaleźć miejsce, które na wszystkich istotnych dla nas wymiarach zdobywa bardzo wysokie noty!

Kuchnia Otwarta to nowe miejsce na ul. Klimczaka 1 w Miasteczku Wilanów. Restaurację znajdziecie w Royal Wilanów, więc temat parkowania załatwiony.. Do połowy lutego funkcjonują na zasadzie pre-opening – zmieniają niektóre propozycje, dyskutują z gośćmi, badają sytuację. Całkiem sprytne i całkiem nieźle im to wychodzi! Obsługa rzeczywiście słucha opinii i dopytuje.
Gdy wchodzimy do środka, Maks, nie zdejmując nawet kurtki, od razu zmierza w stronę kącika dla dzieci. Jest spory i całkiem ciekawy – stoliki do rysowania, sporo zabawek, wnęka, w której można poleżeć na pufach albo schować się w tunelu. Jest też animatorka, która podobno od 1 lutego ma być na miejscu CODZIENNIE! Maksa najbardziej fascynuje drewniana konstrukcja, po której w założeniu “latają” małe piłeczki – niestety te gdzieś się zagubiły. Mam nadzieję, że tylko chwilowo! Pomimo to z Heleną spędzają w kąciku cały czas, zaglądając jedynie na jedzenie – bardzo smaczny rosół i świetne penne z sosem pomidorowym z menu dziecięcego! Trzeba przyznać, że w kategorii propozycje dla dzieci Kuchnia Otwarta wygrywa, bo menu jest bardzo szerokie i różnorodne i obok klasyków (pomidorowa, rosół, kluski z sosem pomidorowym czy kotleciki z kurczaka), są też placki ziemniaczane, pieczeń cielęca, dorsz czy owoce zapiekane pod kruszonką! Dba się tu o małych smakoszy 🙂 Duży plus to również możliwość wyboru dodatków – chcesz frytki? proszę! Chcesz do kotlecików kaszę gryczaną, jaglaną albo pęczak? Nie ma problemu! I wreszcie zamiast obok nieśmiertelnej marchewki, pojawiają się inne dodatki – pomidory, ogórki czy surówka z kapusty.






Gdy dzieciaki już szaleją w kąciku, my przeglądamy menu. W dziale zupy i startery jest z jednej strony tradycyjnie (rosół, śledź, pierogi, pasztet, tatar), z drugiej strony całkiem ciekawie i kreatywnie – jeśli śledź, to smażony na puree jabłkowo-chrzanowym z jarmużem (14 zł). Pasztet to trio domowych pate i pasztetów – pieczony wieprzowy, parfait z wątróbki cielęcej i szarpany z kaczki, podawane z piklowaną morelą, marmoladą z cebuli i piklami (21 zł). Jest też łosoś marynowany w buraczkach (24 zł), który trochę mnie kusi, ale ostatecznie decyduję się tylko na danie główne. Z przystawek ląduje u nas tatar z polędwicy polskiej z domowymi piklami i jajem przepiórczym (38 zł) oraz pierogi z nadzieniem – z grzybami, kaszą gryczaną i szpinakiem, serwowane z redukcją śmietanową (15 zł).


Nasi towarzysze się zajadają! Tatar podany z pudrem truflowym idealnie wpisuje się w gusta mięsożercy i znika z talerza w kilka sekund! 🙂 Pierogi to jedna z kilku bezmięsnych propozycji w menu i również spisują się świetnie! Ja przeglądam sałatki – szarpany jarmuż z kaszą bulgur, awokado i prażonymi pestkami dyni brzmi całkiem dobrze, podobnie jak ceviche z dorsza! Na następny raz!
Z dań głównych ja wybieram ragout z gęsi biłgorajskiej z kluskami dyniowymi, serem bursztyn, serwowane z płatkami sera carskiego i szałwii (30 zł). Łukasz decyduje się na polik wołowy duszony w czerwonym winie, pieczone ziemniaki, puree z buraków i burak confit krojony w kostkę (34 zł). Obie propozycje brzmią pysznie!
Mięsożerca obowiązkowo idzie w mięso, więc wybiera kotleciki jagnięca z grilla, wykończone w piecu podawane z puree marchewkowym z pomarańczą, czarną soczewicą i pesto z mięty i czosnku (48 zł). Prosi jednak o inny dodatek niż czarna soczewica i bez problemu zamienia ją na pęczak! Mam nadzieję, że ta elastyczność im zostanie nawet, gdy wyjdą już z fazy pre-opening!
Najdłużej nad swoim daniem myśli wege-koleżanka, bo propozycji jest zaledwie kilka – wspomniane pierogi na przystawkę, sałatki lub potrawka z soczewicy z warzywami sezonowymi, kluskami dyniowymi i serem korycińskim (29 zł) – jedyne bezmięsne danie główne. Kelner jednak oferuje, że szef kuchni zaproponuje coś od siebie po wcześniejszym ustaleniu, jakich składników nie powinno absolutnie być.




Wszystkie dania są bardzo smaczne. Może nie przy każdym spadamy z krzeseł z rozkoszy, ale jest zdecydowanie dobrze! 🙂 Moje kluski to lekko dyniowe kopytka – mogłyby być nieco delikatniejsze, ale te również smakują. Ragout z gęsi jest idealnie doprawione i właśnie takie jak ragout być powinno – z maleńkimi kosteczkami marchewki. Do tego tarty ser i mam danie trochę włoskie, trochę polskie. Mi pasuje! Łukasz pozytywnie ocenia policzki wołowe – miękkie, delikatne mięso, chociaż trochę brakuje mi bardziej zdecydowanych smaków – kompozycja jest dość standardowa i odrobinę nijaka. Kotleciki jagnięce podobno świetne, a puree marchewkowe z pomarańczą próbujemy wszyscy – zdecydowany, ciekawy smak. Chyba najgorzej wypada propozycja wege – na szczęście przystawkowe pierogi z grzybami i kaszą gryczaną ratują sytuację.
Jesteśmy już najedzeni, ale ostatnio próbowanie ciekawych deserów stało się wręcz zawodowym obowiązkiem (patrz – DESEO!). Karta deserów nie jest zbyt obszerna, ale kusi nas ciasto czekoladowe nadziewane puree buraczanym, podawane razem z lodami jogurtowymi (20 zł). Połączenie buraka i czekolady?Brzmi intrygująco i odważnie! Niestety okazuje się, że obecnie deser ma nieco inną formę – ciasto czekoladowe i sorbet z buraka. Spróbujemy, ale podniecenie nieco opada. K. wybiera Tom-Tom – aksamitną śmietankę z owocami (16 zł) – wygląda trochę jak panna cotta.


Nasz deser trochę nas rozczarowuje. To dobry wybór, jeśli chcesz duuuużo czekolady! Bo jest mocno czekoladowe, ciepłe ciasto z rozlewającym się wnętrzem, typowym dla fondanta. Do tego lody buraczane (jak dla mnie smakowo bez szału) i puder, który ma fajną konsystencję, ale smak czekolady dominuje wszystko inne. W cieście dostrzegamy odrobiny buraka, ale niemal niewyczuwalne, jeśli chodzi o smak. Kelner tłumaczy, że część gości mówiła, że buraka jest zbyt dużo. Szkoda, ja bym chyba spróbowała bardziej odważnej i oryginalnej propozycji, bo fondanty, choć pyszne, są już dość mocno ograne.
Podsumowując, Kuchnia Otwarta to idealne miejsce na rodzinny obiad z dziećmi, na spotkanie ze znajomymi, na wyjście z dziadkami. Jedzenie jest smaczne i nie przekombinowane. Dzieciaki zachwycone, wnętrze przyjemne, obsługa na 4+ (czasem o czymś troszkę zapominają;)). Wielki plus za fazę pre-opening i zbieranie opinii gości. Jako badacz rynku, który najchętniej wszystko przebadałby przed, jestem bardzo ZA!!! 🙂 Dla nas to będzie jeden z najmocniejszych punktów Warszawy, jeśli chodzi o fajne restauracje przyjazne dzieciom! 🙂
PS. a dla tych, co idą bez dzieci, podobno kącik ma być przeszklony, więc “bachory” zostaną nieco odgrodzone od reszty restauracji ;)))))
PS2. Mają też menu śniadaniowe i wygląda całkiem przyjemnie!:) W tygodniu mają lunche.
INFORMACJE PRAKTYCZNE:
ul. Klimczaka 1 (Royal Wilanów)
tel. 602 241 079

obiad dla 4 dorosłych i 2 czterolatków




5 Comments
barrtekk
Sprawdzę. Dzięki.
Mała podpowiedź – dopisujcie godziny otwarcia lokali bo czasem trudno znaleźć takie info nawet na ich stronach, a często jeszcze trudniej znaleźć knajpę czynną po godz. 22 (gdzie można zjeść i posiedzieć nawet do północy!).
Natalia
Hey Barrtekk! staramy się je zazwyczaj zapisywać i dodawać w informacjach praktycznych, ale nie zawsze sami możemy je znaleźć 😉 a jako, że ja czasem, z uwagi na wielość zajęć, piszę posty nocą albo wczesnym ranem nie zawsze mam jak dzwonić i się dopytywać 😉 ale staram się zawsze dodać telefon, żeby w razie co zadzwonić się i upewnić… zwłaszcza, że zdarzały nam się pretensje, że podaliśmy złe godziny, a my nie jesteśmy kontrolować zmian godzin otwarcia we wszystkich restauracjach, które pojawiły się na blogu 😉 sam rozumiesz:) pozdrowienia!:)
ymka01
Byliśmy wczoraj zachęceni wieloma pozytywnymi opiniami i brakiem dostępnych miejsc w weekend. I niestety z każdą minutą było coraz gorzej. Pokój dziecięcy już za szybą i faktycznie spory. Kulek i animatorki brak:) ale faktycznie dzieci mogą się sobą zająć i mają spory wybór menu dla dzieci. I to tyle plusów. Sandacz bardzo dobry, ale dodatki jak szparagi, marchewka, puree ziemniaczane i sos berneński powoduje, że jest pospolity. Jesiotra mąż dostał jeden kawałek zepsuty, co kelnerka skwitowała: tak jesiotr pachnie. Na szczęście menedżer wymienił na inną rybę bez problemu. Placki ziemniaczane dla dzieci grubości ok. 3 mm, twarde jak skała po bokach, więc de facto dało się zjeść niewielkie kółko po środku. Na pytanie o desery wystawione w lodówce kelnerka powiedziała, że nie wie jakie są, bo poranna obsługa zapomniała je opisać. Po zamówieniu podpisanego tortu mascarpone wróciła zapytać który to jest, bo nie może odróżnić i czy lody zanieść do pokoju zabaw, gdzie przy wejściu wielkimi literami napisane, żeby nie wchodzić z jedzeniem. Cóż, może nowa, choć bardzo miła. Desery to tragedia, a jem wszystko co słodkie. W torcie mascarpone 24 zł za kawałek więcej żelfiksu niż mascarpone, lody czekoladowe mają chyba wszystko w środku (skórka pomarańczowa, ciasteczka, chyba wiórki), tylko nie czekoladę. Dziecko nie tknęło. Tarta z truskawkami w porządku. Rachunek z napojami 200 zł. Nie rozumiem tyć zachwytów. Może tragiliśmy na zły dzień, na złego kucharza albo na czystki poweekendowe, ale na pewno nie wrócimy.
Natalia
Witaj Ymka! no to rzeczywiście mieliście średnie doświadczenia – my już byliśmy w Kuchni kilka razy od tej recenzji i zawsze było bardzo dobrze- zarówno obsługa, jak i jedzenie. Co więcej, ostatnio moja znajoma robiła tam obiad z okazji chrzcin i też była zachwycona, więc naprawdę szkoda, że u Was tak wyszło:(
Co do deserów się nie wypowiem, bo my od czasu tych deserów w gablotce, żeśmy ich nie próbowali… więc nawet nie wiem czy dobre… wypowiedź, że obsługa nie wie, co sprzedaje rzeczywiście brzmi słabo….na desery mogę do nas zaprosić, do DESEO na Angorską 27 na Saskiej Kępie;)