Spis treści
Nie będę tego ukrywać – jestem uzależniona od bułek, bułeczek, zwykłych, słodkich, od glutenu w każdej postaci. Od świeżego chleba z masłem i solą lub z oliwą i gęstym aceto balsamico, chrupiących bagietek, od bułki z dżemem albo z białym serem i konfiturą z truskawek. Od rogalików, od drożdżówek. Nic więc dziwnego, że gdy tylko moja stopa po raz pierwszy stanęła na francuskiej ziemi, najpierw w Paryżu, a potem we francuskim Les Pays Basque, oszalałam na punkcie lokalnych boulangerie. Zawsze wzywały mnie do siebie, kusiły, a ja wcale nie zamierzałam się powstrzymywać od spróbowania tych wszystkich cudów.
Gdy podróżowaliśmy po Bretanii oraz Normandii, często na pierwsze lub na drugie śniadanie zaglądaliśmy do lokalnej piekarni i chwytaliśmy coś pysznego na wynos. Najlepiej kilka różnych przysmaków, by wszystkiego spróbować. W Paryżu po długich spacerach zaglądaliśmy na kanapki zrobione z bagietek, a na deser wybieraliśmy chociażby pain au chocolat. Przez kilka lat i powroty do Francji znalazłam swoich faworytów, chociaż nowe odkrycia również się pojawią. Czasem wystarczy zwykła bagietka i dobry dżem, by lepiej zacząć dzień. Albo puszysty croissant i odrobina czekoladowego kremu! Spróbujcie! Od zawsze mam wrażenie, że takie małe przyjemności czynią życie lepszym!
Gdy w styczniu byliśmy na Filipinach, leżakując nad basenem, czytałam książkę w sam raz dla każdego łasucha – „Paryż mój słodki” Amy Thomas. Amy to Amerykanka, która przeprowadza się z Nowego Jorku do Paryża, pracuje, uczy się języka, ale w książce przede wszystkim chodzi po cukierniach! Ponad 300 stron, na których prawie wszystko kręci się wokół słodkości, wypieków!!! Świetna lektura przed wyjazdem po Paryża! A zaznaczyłam w niej co drugą stronę! 🙂 Dla mnie to też potwierdzenie, że są tacy, co jeszcze bardziej świrują na punkcie takich pyszności niż ja 🙂
NAJLEPSZE FRANCUSKIE WYPIEKI:
1) CROISSANT

Podstawa, klasyka, niezaprzeczalny symbol Francji. Nie trzeba o nim nic pisać, bo przecież i tak wszyscy go znają. Pojawiły się we Francji już w 1770 roku i od tego czasu ich popularność nie maleje!
Amy Thomas pisze, że „ potrzeba czasu, aby rozwinęła się przyjaźń – tak samo nie da się przyśpieszyć stworzenia wspaniałego croissanta”. Kluczowa jest praktyka piekarza, bo właśnie wtedy wychodzi idealny – delikatny, kruchy z milionem warstewek.
Dla mnie idealny w każdej formie. Rwany palcami od razu po wyjściu z piekarni, posmarowany kremem czekoladowym lub jakąś pyszną konfiturą – może truskawkową, może wiśniową, a może jabłkową jak to mieliśmy w zwyczaju rozpoczynać swoje śniadania w Normandii. Dla mnie z przyzwyczajenia zwykle na słodko, ale chyba już od pobytu w Hiszpanii przekonałam się, że croissant może być też idealną podstawą pod kanapkę – choćby z szynką i z żółtym serem. W niektórych tapas barach znajdziecie też malutkie z jamón serrano w środku. Próbowaliście kiedyś w takim wydaniu? 🙂
2) BRIOCHE

Brioche. Nie można być we Francji i jej nie jeść. Czasem to małe bułeczki, brioszki po prostu, czasem wielki placek zwany Le Pain Brioche. Przypominają nasze drożdżówki czy maślane bułeczki, więc mi kojarzą się z dzieciństwem. Pamiętam te poranki, gdy z moją siostrą cioteczną nocowałyśmy u babci, a ona rano chadzała do piekarni po bułeczki maślane z kruszonką. Jej, jak one mi smakowały!!!
Brioszki smakuje świetnie i z dodatkiem cukru, i czekolady, albo z odrobiną dżemu. Lubi je również Maks. Idealne na śniadanie lub w formie przekąski podczas podróży.
Z brioszką wiąże się też pewna legenda z XVIII wieku, chociaż źródła nie potwierdzają czy jest prawdziwa. Podobno, gdy królowa Francji, Maria Antonina, usłyszała, że lud nie ma chleba, odpowiedziała beztrosko swoim rozmówcom: „Nie mają chleba, niech jedzą brioszki!”.

3) KOUIGN AMANN lub KOUIGNETTE

Maleńkimi kouignette zajadaliśmy się chociażby w Honfleur w Normandii, ale podstawowa wersja ciastka, Kouign Amann, pochodzi z Bretanii. Właśnie z języka bretońskiego pochodzi ich nazwa – kouign to ciasto, a amann to masło. Ciastko narodziło się w jednym z francuskich miasteczek w 1860 roku, dziś można je kupić w różnych wersjach, z różnymi nadzieniami – z budyniem, czekoladą, kokosem, pistacjami. Te małe są uzależniające!
4) PAIN AU CHOCOLAT I GOURMANDISE

Kiedyś uwielbiałam pain au chocolat – znów prostota. Ciasto niczym croissant i dwa kawałki czekolady. Wiedzieliście, że we Francji występują pod 3 różnymi nazwami – dla większości to pain au chocolat, ale na południu pojawia się też nazwa chocolatine, a na samej północy – petit pain. Niezależnie od nazwy smakują pysznie!
Porzuciłam je jednak, gdy w PAULu poznałam gourmandise z czekoladą i budyniem. Podłużne, pyszne i na zimno, i na ciepło. Uwielbiam kupować je o poranku w PAULu na Dworcu Centralnym i mieć w zanadrzu, gdy głód dopadnie w podróży lub po ważnej prezentacji.
5) CHAUSSON AU POMMES

Francuska odpowiedź na naszą szarlotkę! Zwykle zawijane ciastka jabłkowe napełnia się powidłami lub gęstym kompotem (musem), ale czasem można trafić na te z plastrami świeżych jabłek. Pochodzi z Saint- Calais i wiąże się z nim dość niesamowita legenda. Gdy w 1630 roku w mieście panowała epidemia, by nakarmić chorych i potrzebujących pewna kobieta przygotowała właśnie ciastka z jabłkami. Co roku we wrześniu w Saint-Calais świętują z tej okazji, oczywiście objadając się chausson aux pommes.
To tylko kilka moich faworytów, po których sięgamy najczęściej. A jeszcze bułeczki z rodzynkami, tartaletki z owocami, chrupiące palmiery albo baba au rhum, której geneza ma też swój polski, bardzo znaczący element… Ale to już temat na inny post 🙂 Jakie są Wasze ulubione? Lubicie francuskie wypieki? Co koniecznie trzeba spróbować?
*post powstał we współpracy z marką PAUL




4 Comments
Agata Smółko
Aż ślinka cieknie! Najlepsze chyba francuskie z jabłkami lub czekoladą 😀 Z cynamonem! Ale nie pogardzę też wersjami bardziej wytrawnymi z szynką i serem, z fetą i szpinakiem… W Costa coffee zajadaliśmy się warkoczami z budyniem i czekoladą – rewelacja! Ciasto francuskie jest pyszne pod każdym względem!! Oby udało się kiedyś spróbować oryginalnego we francuskiej cukierni 🙂
Natalia
To zabawne, że napisałaś o tych warkoczach 🙂 właśnie siedzę w Costa i dziś wchodząc zwróciłam uwagę na te warkocze i się zastanawiałam czy takie dobre jak ten mój gourmandise też z czekoladą i z budyniem z PAULa 🙂
Ja w Costa zwykle jem ciastko-granola (dziś też;))… jak będziecie w Warszawie to wizyta w PAUL zatem obowiązkowa albo w jakimś gdzieś we Francji ;)))
Agata Smółko
O widzisz! To przeznaczenie hehe musisz spróbować 🙂 I powiesz czy w ogóle ma jakieś szanse z prawdziwymi francuskimi przysmakami. Najlepsze są świeżutko upieczone, więc jako stała bywalczyni poproś niech Ci upieką 🙂 Swoją drogą kiedyś klient powiedział, że w Costa są croissanty jak we Francji, ale nie wiem ile w tym prawdy.
Za moich czasów nie było w Costa ciastka-granoli 🙁
Jak tylko będziemy w Warszawie to na pewno odwiedzimy Paul 😀 Jest tylko na dworcu czy gdzieś jeszcze? Póki co do stolicy mamy bliżej niż do Francji hehe
Natalia
Nie jadłam croissantów w Costa, ale muszę zatem spróbować 🙂 Ja byłam zawsze fanką Coffee Heaven i nie byłam zadowolona z rebrandingu na Costę, ale chyba oferta wypieków im się powiększyła, więc nie marudzę 😉
PAUL jest na Centralnym i jest stosunkowo niedaleko, przy rondzie ONZ (jeśli kojarzysz trochę Waw;)).. tam jest spory, stylowy i z piekarnią na miejscu 😉 miał być też na lotnisku, ale szczerze mówiąc- o statnio nie widziałam, może przegapiłam? Muszę się rozejrzeć 😉
Ale wiesz zawsze można odwiedzić Waw, np. w drodze do Paris, Paris 😉 miłej niedzieli dla Was!:)