Ile to już dni?? Liczysz czy przestałaś liczyć? Najpierw odhaczałaś i czekałaś na koniec, ale teraz już nie wiesz, czy jest sens. 42, 45 czy może już 50 dni w domu z dzieciakami? Ze szkołą, przedszkolem i pracą w jednym… Zastanawiasz się, co dalej i ile jeszcze… Masz lepsze i gorsze dni. Są takie, w których ta sytuacja nawet Cię cieszy. Albo może nie tyle cieszy. Po prostu starasz się myśleć pozytywnie i patrzeć na plusy. Always look on the bright side.. tak mówili, prawda? Ty też tak mówisz… Wiesz, że po burzy zawsze wychodzi słońce. Chociaż tym razem zastanawiasz się, ile ta burza może trwać… Plusy? Nie musisz wstawać wcześnie rano i biec przez domowe przeszkody z zegarkiem w ręku, bo szkoła, przedszkole, praca, bo nie te majtki, bo nie ma stroju na piłkę, bo jedno nie chce wstać, a drugiemu śniadanie nie pasuje. Teraz się nie musisz aż tak śpieszyć. Pracujesz zdalnie i łatwiej zdążyć do komputera w drugim pokoju niż do biura, pokonując korki i odwożąc po drodze dzieci. Czasem jesz pyszne śniadanie na swoim balkonie i myślisz sobie, że jest całkiem miło. Patrzysz, jak Twoje dzieci razem się bawią i cieszysz się, że mają więcej czasu razem… Zobacz, jak się kochają, myślisz sobie. To takie słodkie. Jak dobrze, że mamy dwójkę.

Ale są też inne dni. Na pewno też je masz. I z biegiem czasu jakby jest ich więcej niż tych pierwszych… To te dni, gdy masz wrażenie, że wszystko jest na wczoraj i gdy tylko otwierasz oczy, masz wrażenie, że jesteś w niedoczasie. Miałaś popracować w nocy albo wieczorem, ale dzieci znów dały Ci w kość i padłaś, usypiając młodsze. Obudziłaś się o 3 w nocy połamana, bo przecież przysnęłaś na fotelu czy na podłodze.. Może jeszcze jak ja w soczewkach na oczach. Dowlokłaś się do łóżka, ale wszystkie wiemy, jak to jest po takiej nocy. Chciałaś wstać wcześniej, przed wszystkimi, ale znów Ci nie wyszło. Budzik na 6.00 przespałaś, kolejne drzemki też. 8.00, już 8.00! Starsze dziecko obudzić do szkoły trzeba! Wstawaj, już 8.00, szybko jedz śniadanie i loguj się na Meet. Rano próbujesz popracować. Masz więcej energii niż wieczorem.. przynajmniej teoretycznie… ale jak? Tu Librus, tu Google Meet, nie działa mi Mamo, przerwa jeszcze jest czy już nie? Gonisz jedno dziecko do szkoły. Wracasz do komputera, zaczynasz maila. Dwa słowa. “Kupa, mamo kupa!” Lecisz wycierać albo myć. Ogarnięte. Kolejny raz mówisz sobie, że pora wyrzucić nocnik. To zawsze jedna czynność mniej. “Mamo, pobaw się ze mną”. Chcesz, ale nie możesz, bo robota czeka. A może możesz, ale już masz dość puzzli i lalek kolejny dzień od tylu dni? Wracasz do komputera, jedną ręką układasz puzzle. Robisz śniadanie. Odpowiadasz na 3 pytania: Gdzie jest moje… od swojego męża. Córka wylewa na siebie kakao. Lecisz ją przebrać. Syn już nie siedzi przy lekcjach, tylko układa lego. To przerwa czy już lekcje?? Nie wiesz, idziesz czyścić córkę. Dzwoni telefon służbowy. Próbujesz wyczyścić córce buzię, rozmawiając o nowym projekcie. Jej próba umycia buzi oczywiście nie pasuje, więc w oczach rozmówcy jest szansa, że zostaniesz matką męczącą dzieci, bo ktoś krzyczy w tle “Ałłłłła, to mnie boli! Mamo przestań!”… Olewasz czyszczenie buzi, uciekasz z telefonem do innego pokoju. Na 2 minuty… “Mamo, komputer mi się wyładował, gdzie jest kabel?” Wyganiasz starsze dziecko i próbujesz rozmawiać. Do tego samego pokoju wkracza mąż – też z telefonem, czy on zawsze musi tak głośno mówić do jasnej cholery??? Przecież ja też rozmawiam. Zastanawiasz się, czy nie zamknąć się z telefonem i komputerem w toalecie. Może tam Cię nie znajdą… ale gdzie tam, już młodsze za Tobą goni. Gołe, bo przecież sukienka zalała się kakao. Szukasz czystej. Nie, różowa jest zła. Dzisiaj musi być ta w jednorożce. Kochanie, jest w praniu. Ryk. Masz dość. Może jeszcze spokojnie tłumaczysz, a może już trzaskasz drzwiami i wychodzisz. Niedaleko, tylko do sypialni. Albo do łazienki. Patrzysz na zegarek, zaraz, zaraz, chyba pisałaś maila… wracasz do komputera… Musisz zebrać myśli.. Piszesz jedno zdanie. “Mamo, jestem głodny”…. Myślisz, co zrobić najszybciej, bo jeszcze masz tyle roboty. “Zaraz zrobię Wam makaron z pesto…”… “Znowu, ja już nie chcę. Chcę coś innego.”  Szlag Cię trafia. “W szkole jesz to, co dadzą, więc w domu też tak będzie!” Wracasz do maila.  Skończysz tym razem czy się nie uda? “Mamo, gdzie moja lala? Gdzie mój różowy jednorożec? Kochanie, nie mogę znaleźć odkurzacza / szklanki / masła, czegokolwiek.” Warczysz, że chyba też tu mieszka, to niech se sam znajdzie. Ooo, już widać obrażony… Zaraz, zaraz, co tam cicho? Co robi młodsze??? Idziesz szukać – wysypało właśnie pół szafy czy może wylało całe Twoje perfumy, bo miś chciał ładnie pachnieć??? A może siebie wysmarowało kremem lub flamastrami?? Bierzesz się za ratowanie sytuacji, ale znów dzwoni telefon. Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa, masz ochotę krzyczeć! To ktoś z pracy… “Hey, kiedy podeślesz mi to zestawienie? Miało być do 13.00, a już 15.00…” Naprawdę nie wiesz, kiedy ten dzień zleciał. 15.00. Zestawienia brak, gdzie ten obiad… a no tak, przypominasz sobie, że wstawiłaś wodę. Biegiem do kuchni. Wrzucasz makaron, wracasz ratować pokój młodszej. Starszy skończył lekcje. Chce pograć w gry. Dobra, idź do Taty. Tata nie może, pracuje… Odmawiasz, nie dasz rady. Musisz wysłać te maile, w końcu jesteś w pracy. Jedzą makaron. Pal sześć, ze znów pesto. Przypominasz, że mają posprzątać talerze. Do zmywarki, nie do zlewu! I tak makaron pod stołem i stół znów do wytarcia. Który to już raz??….

Już wiesz, że jak zaraz nie będzie chwili spokoju, to oszalejesz.. Bajka, bajka, gdzie ten pilot, włączasz bajkę. Siadają. Cisza. Zamykasz męża z jego sprawami w innym pokoju, zakładasz słuchawki. Już prawie 16.00, pora nadrobić pracę. Wiem, jak się czujesz. Bo ja często czuję się tak samo!  Nie lubię sadzać dzieci przed telewizorem, ale czasem po prostu nie mam wyjścia! Mam dość i nie nadążam! I chociaż staram się dobrze zorganizować i trzymać się moich zasad, które w tym dziwnym czasie mi pomagają (pisałam o nich TU!!!), to mam dość! Jestem zmęczona! Ty pewnie też… masz prawo mieć dość, masz prawo być zmęczona i włączyć dzieciakom bajkę. Nie tylko wtedy, gdy chcesz popracować, gdy musisz popracować, ale też wtedy, gdy tak po prostu chcesz chwilę odpocząć. Czy znaczy to, że jesteś złą matką i za mało kochasz, bo już naprawdę nie możesz patrzeć na kolejne puzzle? Nie! Masz do tego pełne prawo! I ja, i Ty… nie daj sobie wmówić, że jest inaczej. Nie daj sobie wmówić, że coś z Tobą nie tak, bo ledwo zipiesz, nie trenujesz jogi i nie skaczesz z radości na wspólnie spędzane dni 24 h z mężem i dziećmi. Nie daj sobie wmówić, że jesteś złą matką, bo nie ogarniasz naraz wszystkiego.. Albo, że czasem masz te gorsze dni, gdy nie dość, że wszystko się wali, to jeszcze głowa Cię tak boli, że nie możesz skupić myśli. Znam to. Wczoraj tak miałam. Dziś jest lepiej. Jutro będzie lepiej. Tego powinniśmy się trzymać! I dać sobie prawo do zmęczenia i mówienia: mam dość! Bo mam. Nie codziennie. Nie non stop, ale czasem mam tak bardzo dość, że….. 😉

 

PS. Celowo wybrałam takie zdjęcie… trochę rozmazane, zrobione wieczorem, z ledwo zipiącą matką w roli głównej 😉