Eh, i kolejny weekend za nami! Znów trzeba się wziąć ostro do pracy i zapomnieć o przyjemnościach czasu wolnego… My weekend spędziliśmy w Irlandii i jak najbardziej takie rozwiązanie polecamy! Super sprawa zwłaszcza, że z lotniska Warszawa Modlin można polecieć do Dublina za grosze! Bilet w obie strony Ryanairem kosztuje około 250-300 zł za osobę! Przyzwoicie! Jeśli jeszcze uda Wam się upchnąć rzeczy do wzięcia w bagażu podręcznym, cena prawie jak za podróż PKP z Warszawy do Krakowa.

 

Nam niestety zmieścić w podręcznym się nie udało – i wcale nie z uwagi na podróżowanie z dzieckiem, tylko z uwagi na podróżowanie blogerów 🙂 W końcu między innymi dlatego mamy ze sobą zwykle 2 laptopy i głównie dlatego musimy zmieścić gdzieś aparat, 3 obiektywy, lampę błyskową, a ostatnio również pewien nowy gadżet, który mam nadzieję uczyni nasze blogowanie jeszcze ciekawszym 🙂 – wkrótce go przedstawimy! 🙂 Zatem za bagaż 15 kg dopłaciliśmy 190 zł – w Modlinie musieliśmy zrobić dodatkowo akcję “przepakowanie”, bo walizka ważyła 18 kg, a każdy dodatkowo kilogram w Ryanair to 90 zł! (rozbój w biały dzień!) Udało się jednak przepakować i bez żadnych opóźnień wyruszyć, dolecieć, wypożyczyć samochód i w czwartek w nocy dojechać do naszej bazy w Bray. Noclegu tradycyjnie szukaliśmy przez Booking.com.

 

Bray leży w hrabstwie Wicklow, około 20 km od Dublina. Jest stosunkowo niewielkie (26 tys. mieszkańców) i całkiem urocze. Nadmorska promenada, restauracje, kiedyś ośrodek turystyczny, teraz głównie miejsce relaksu dla mieszkańców Dublina. My Bray potraktowaliśmy jako bazę wypadową i okazało się to całkiem niezłym rozwiązaniem.

 

Nasz plan na 3 dni w Irlandii zakładał:

– przejażdżkę po górach Wicklow wraz ze spacerem w okolicach jezioro Glendalough

– zwiedzanie Dublina wraz z destylarnią whisky Jamesona i browarem Guinnessa

– KONIECZNIE wizytę w Howth, by przypomnieć sobie ostatnie święta wielkanocne i zjeść jedne z najlepszych owoców morza w okolicy!

 

UCIEKAMY OD CYWILIZACJI…

 

Zmęczeni bieganiną i pośpiechem całego tygodnia, pierwszy dzień spędzamy na ucieczce z tętniącego życiem Dublina. Ruszamy w Góry Wicklow i do malowniczej doliny Glendalough. Miejsce wprost wymarzone na scenerię filmową… Mi kojarzy się chociażby z klimatem “Wichrowych Wzgórz”, a widoki wprost niespotykane – w końcu jesteśmy jakieś kilkadziesiąt kilometrów od Dublina!

 

Dublin, Irlandia, góry Wicklow

na pustkowiu, całkiem niedaleko od Dublina

 

Góry Wicklow to marzenie Łukasza już od dłuższego czasu. “Męczył” mnie jechaniem tam w kwietniu, gdy nocowaliśmy w Howth, ale wówczas poruszaliśmy się podmiejskimi pociągami (swoją drogą super sprawa – polecam!) i wycieczka w góry nie wydawała się zbyt prosta. Zwłaszcza dodając, że pogoda w ostatnią Wielkanoc w Irlandii obejmowała w pakiecie wiatr urywający głowy, przejmujące zimno i siąpiący deszcz. Pytanie co lepsze: ten wiatr czy nasze, wielkanocne śniegi? 🙂

 

Tym razem Góry Wicklow, na południe od Dublina, były celem numer 1. Wycieczkę zaczęliśmy od Glendalough – pięknej doliny, w której znajdziemy świetne tereny na spacer, jeziora Upper Lake i Lower Lake oraz tajemnicze pozostałości dawnej osady i klasztoru. Miejsce robi wrażenie!

W osadzie znajdziemy Kościół Św. Kewina, twórcy Glendalough, wieżę (tzw. round tower) typową dla średniowiecznej Irlandii i ruiny klasztoru z X-XII wieku. Pamiątki przeszłości wyglądają w takim otoczeniu niesamowicie i nawet nie przeszkadza nam w zwiedzaniu zimny wiatr (to chyba cecha obowiązkowa Irlandii).

 

Glendalough, Dublin, Irlandia, Góry Wicklow

witamy w Glendalough!

Glendalough, góry Wicklow, Irlandia

w tle Kościół św. Kewina

Glendalough, góry Wicklow

duchy przeszłości

Glendalough, góry Wicklow, Irlandia

Lower Lake – jeden z najczęściej odwiedzanych punktów w dolinie Glendalough

Glendalough, Wicklow, Irlandia

aż żal odjeżdżać!

 

Nasz spacer w dolinie Glendalough nie był bardzo długi – w końcu mieliśmy jeszcze sporo do zobaczenia! Ale wokół doliny wytyczonych jest kilka szlaków turystycznych, z których najdłuższy, Wicklow Way, ma 129 km! By go przejść potrzeba około 5-7 dni i chyba warto, bo podobno to jeden z najczęściej uczęszczanych szlaków turystycznych w Irlandii. My niestety tyle czasu nie mieliśmy – pospacerowaliśmy, wybiegaliśmy się z Maksem, pozbieraliśmy żołędzie i kolorowe liście i ruszyliśmy na lunch…

Zahaczyliśmy o niewielkie (6,7 tys. mieszkańców) Wicklow i tam zjedliśmy flagową pozycję irlandzkiego menu, czyli fish’n’chips. Nie muszę mówić, że najlepiej smakuje, gdy ryba i grube frytki polane są octem, zawinięte w papier i jedzone ot tak, na ulicy? 🙂 Dla tych, co mają wątpliwości – NAJLEPIEJ! Trzeba spróbować, by poczuć lokalny klimat. W Wicklow znaleźliśmy właśnie takie fish’n’chips w lokalnym fast foodzie – Lina’s Take Away – smakowały pysznie! 🙂 Z nowymi siłami ruszyliśmy podziwiać góry Wicklow…

 

Najbardziej niesamowite okazało się to, że całkiem niedaleko od Dublina, możemy znaleźć pustkowie, gdzie na drodze raczej nie spotkamy innych samochodów, ale za to spotkamy przechadzające się beztrosko owce! Nam ten krajobraz przypomniał Gruzji i dzień, gdy zmierzaliśmy z Signagi do Dawid Garedża, tuż przy granicy z Azerbejdżanem. Spójrzcie sami również na zdjęcia z Gruzji, a zobaczycie, że niektóre krajobrazy całkiem podobne! 🙂

 

Irlandia, Wicklow

największa radość Maksa: oooowce na trasie!

Wicklow, Irlandia

tuż przy drodze…

Wicklow, Irlandia

zapiera dech w piersiach

Wicklow, Irlandia

tajemnicze ruiny

Wicklow, Irlandia, podróżowanie z dzieckiem

mały podróżnik

Wicklow, Irlandia

górskie strumyki i owce… Maks wniebowzięty!

Wicklow, Irlandia

na kamieniu my i cała rodzina Maksowych przytulanek

 

Góry nas zachwyciły – zwłaszcza Łukasza, który w niedzielę planował nawet pobudkę o 6.00, by ponownie tam pojechać samemu, podziwiać, robić zdjęcia, szukać niesamowitych widoków. Niestety nie udało mu się dobudzić o 6.00… Pierwszego dnia wycieczki, prosto z gór zjechaliśmy do Howth, 13 km od Dublina, by tam zjeść jedne z lepszych owoców morza, jakie jedliśmy. Krewetki, kalmary, mule i irlandzka zupa rybna, czyli chowder. A na deser? Obowiązkowo apple crumble.. ale o tym pisać teraz nie będę… wrażenia z Howth znajdziecie w naszych wpisach z kwietnia: tu (bardziej kulinarnie) i tu (bardziej ogólnie o Howth i Dublinie), a o tym, co zobaczyliśmy w Dublinie nowego już wkrótce… a tymczasem pora odespać weekendowe podróżowanie… Uciekamy zatem w siną dal snów! 🙂

 

Wicklow, Irlandia

pustka