Spis treści
Birma już za nami. 2 tygodnie, kilkadziesiąt świątyń buddyjskich, setki figurek Buddy, milion uśmiechów skierowanych w stronę Maksa, kilkadziesiąt porcji fried noodles with chicken i kilkanaście fried rice with chicken, w których owego chickena prawie nie było. Ceny zdecydowanie za wysokie, jedzenie pozostawiające wiele do życzenia i nocne autobusy, w których można zamarznąć. Birma pod koniec trochę nam podpadła, o czym już wspominaliśmy (TU) i po 2 tygodniach chętnie zmieniliśmy otoczenie… na zdecydowanie bardziej czyste i bardziej smaczne 😉 Bez żalu.. dlaczego bez żalu, pewnie jeszcze napiszemy…
Pomimo to, Birma to miejsce, gdzie zdecydowanie warto zajrzeć. Na kilka dni, na tydzień, na 1,5 tygodnia, chociażby po to, by zobaczyć to, co ma najpiękniejsze do zaoferowania. Chyba wszystkich (i nas też!) najbardziej urzekają dwa miejsca – to zarazem największe atrakcje turystyczne, ale nie sposób im odmówić uroku. Wybierzcie się tam chociażby wyskakując na kilka dni, jeśli będziecie w Tajlandii.
BIRMA – TOP OF THE TOP:
BAGAN


Dla nas Bagan, słynące z ponad 2 tysięcy mniejszych i większych świątyń, pagód i klasztorów rozsianych po okolicy, to chyba największa atrakcja Birmy. NIGDY jeszcze nie widzieliśmy czegoś podobnego, Bagan robi ogromne wrażenie – zarówno, gdy jeździsz skuterem lub rowerem i co kilka metrów widzisz kolejną świątynię, jak i wtedy, gdy spoglądasz na całą okolicę z góry, a przed sobą widzisz totalnie magiczną krainę z tysiącami bajkowych budowli. Ktoś skomentował u nas na Facebooku: „Boże, czy takie miejsca naprawdę istnieją?”. Najwidoczniej TAK. Kiedyś Bagan (Pagan) było stolicą Pierwszego Królestwa Birmańskiego, a większość świątyń powstawała w XI- XIII wieku. Przez lata ulegały zniszczeniom, padały ofiarą trzęsień ziemi czy pożarów. Za porządną renowację wzięto się dopiero w latach 90., ale sposób, w jaki była prowadzona jest często krytykowany.
Obecnie strefa archeologiczna Bagan zajmuje obszar o długości 13 km i szerokości 8 km. Najlepiej zwiedza się nią wynajmując rower lub skuter (jak my). W strefie znajdują się m.in. takie miasteczka jak Nyuang U, Old Bagan i New Bagan. Nyuang U to najpopularniejsza baza wypadowa – sporo tam hosteli, hoteli i bardzo przyjemnych restauracji.
Gdy będziecie już zwiedzać Bagan na rowerze lub na skuterze nie sposób pominąć najpiękniejszych miejsc, czyli chociażby świątyni Sulamani ozdobionej wewnątrz pięknymi malowidłami, gigantycznej, przypominającej piramidę świątyni Dhammayangyi (świetnie widoczna z wielu miejsc w okolicy) czy przypominającej średniowieczny zamek, górującej nad okolicą Thatbyinnyu. Najlepiej zwiedzać z mapką w ręku, na której zaznaczone są chyba wszystkie budowle, a najważniejsze wyróżnione i dobrze opisane. Na mapkach zwykle oznaczone są też punkty, z których najlepiej podziwiać wschody i zachody słońca w Bagan. Jednym z najpopularniejszych miejsc jest świątynia Shwesandaw, z której roztacza się wspaniały widok na okolicę – m.in. na wielką Dhammayangyi. Około 17.00 na Shwesandaw ciężko znaleźć wolne miejsce, więc pamiętajcie, by ruszyć odpowiednio wcześniej! 🙂 Nam niestety z uwagi na kłopoty żołądkowe (a jednak!) nie udało się dotrzeć ani na zachód, ani na wschód, ale wiem, że tak jak w dzień widok rzuca na kolana, to w tych wyjątkowych momentach zapiera dech w piersiach!





Do Bagan można się tam dostać autobusem z Rangun lub z Inle Lake, można dolecieć samolotem (do Nyuang U z Heho, Rangun i Mandalay), można, tak jak my, dopłynąć łodzią z Mandalay – bardzo przyjemna podróż rzeką Irawadi! Za wjazd do strefy archeologicznej za osobę płaci się ok. 10 dolarów.
Bagan to chyba najbardziej rozwinięte miejsce w Birmie, jeśli chodzi o hotele, hostele czy restauracje. Wybór spory i masa przyjemnych miejsc, gdzie można spędzić wieczór przy smacznym jedzeniu (co w Birmie wcale nie jest takie proste!). My upodobaliśmy sobie A Little Bit of Bagan – bardzo dobre fried noodles, świetna sałatka z pomidorów i awokado z limonką, smaczne tofu, a na deser naleśniki z bananem / ananasem i czekoladą. To dobre miejsce, jeśli podróżujecie z dzieckiem, które ma już dość ryżu – pizza i makaron z sosem pomidorowym jak w Polsce/ Europie.

INLE LAKE



Inle Lake to drugi must see w Birmie. Drugie co do wielkości jezioro w kraju, cudowna okolica, a na jeziorze rybacy na tradycyjnych łodziach, wiosłujący nogą, świątynie, domki na palach, pływające wioski. Zachwycające widoki, wspaniały sposób na spędzenie dnia. Jeśli byliście w Kambodży i pływaliśmy kiedyś po Tonle Sap i tamtejszych floating villages, Inle nie będzie dla Was nowością, ani zaskoczeniem. Krajobrazy są bardzo podobne! Jeśli jednak nie mieliście jeszcze okazji zobaczyć jak ludzie żyją na wodzie, takie miejsca rzucają na kolana!
Drewniane łodzie, piękna zieleń wokół, malownicze domki na palach. Zupełnie inny świat. Podczas wycieczki można zobaczyć też lokalny targ (jak już przedrzecie się przez stragany z pamiątkami dla turystów), produkcję „cygar” (cheroot), pagody.”
By wybrać się w rejs można wykupić wycieczkę w jednej z agencji turystycznych, których nie brakuje w Nyuang Shwe (my korzystaliśmy z Mr A Tun, niedaleko pizzerii Golden Kite) albo dogadać się bezpośrednio tam, gdzie ruszają łodzie na Inle. Czasem wystarczy, że wyjdziecie z hotelu, a już ktoś zagada Was “boat for tomorrow?”. My za całodniową wycieczkę (8.30-17.30) dla 3 osób (prywatna łódka) zapłaciliśmy 20 dolarów, ale podobno można też zbić cenę do jakichś 11 dolarów, jeśli negocjujesz bezpośrednio z wioślarzem-przewodnikiem (nie z agencją).





Jedną z największych atrakcji na jeziorze są lokalni rybacy z wielkimi koszami na ryby, wiosłujący nogą. Obecnie to już trochę spektakl dla turystów, ale gdy odpłyniemy w bardziej wyludnione zakątki Inle również ich spotkamy, więc mam nadzieję, że nadal choć trochę autentyczności na Inle zostało. Zwykle rano łodzie zatrzymują się na local market. Gdy wysiadamy wokół masa straganów z pamiątkami (obowiązkowo do kupienia drewniane łódeczki z charakterystycznymi koszami), pełno turystów, ale gdy miniemy część bardziej komercyjną, trafimy na prawdziwy targ dla miejscowych – malowniczy, pełen kolorów, twarzy pomalowanych thanakę i miejscowych przekąsek. Niestety warunki higieniczne raczej zniechęcają od próbowania i zamiast brzuchów, sycimy nimi oczy 😉




Jak dotrzeć nad Inle? My jechaliśmy nocnym autobusem z Bagan – podróż dość mecząca, około 9 godzin, 11 dolarów za osobę. Autobusem można jechać również z Rangun czy Mandalay. Jeśli nie chcemy “tłuc” się tyle godzin w zimnie, do Heho (35 km od Inle) można również dolecieć samolotem.
Baza wypadowa to Nyuang Shwe – tam warto zarezerwować hotel, tam też jest najwięcej knajpek i sklepików. Z Nyuang Shwe wypływają łodzie na Inle. Całodzienny rejs to masa wrażeń, a jeśli macie więcej czasu można wybrać się również na Jezioro Sankar – podobnie równie piękne, a mniej skomercjalizowane. Z Nyuang Shwe dotarcie łodzią na Sankar Lake zajmuje około 3 godzin – my ze względu na Maksa zrezygnowaliśmy, bo aż tyle godzin na łodzi mogłoby go znudzić. Gdybyśmy byli sami, pewnie wybralibyśmy się również nad Sankar.






Inle Lake i Bagan to nie jedyne miejsca, które warto zobaczyć w Birmie, ale z pewnością to one robią największe wrażenie i pozostają dłuuugo w pamięci. Jeśli mamy więcej czasu, zajrzyjmy do Rangun oraz w okolice Mandalay. Takie miejsca jak świątynia Shwedagon w Rangun czy most w Amarapura niedaleko Mandalay robią wrażenie!
Wyprawę do Birmy można połączyć ze zwiedzaniem Tajlandii, Kambodży czy Laosu. Po takiej podróży łatwo zakochać się w Azji! 🙂 A jeśli już lecieć do Azji, to biletów najlepiej szukać na stronie EMIRATES. Bangkok na początek, a potem hulaj dusza! 😉
*post powstał we współpracy z EMIRATES:





12 Comments
tuptam.wordpress.com
Cudnie, bujnie..i te niesamowite światynie!
Natalia - tasteaway.pl
Tak, świątynie w Bagan są mega!!!:) jak tam drużyna Tuptam? Kiedy ruszają na jakąś wyprawę w powiększonym składzie?? 🙂
Justa- tuptam.wordpress.com
Aj, nas te choróbska męczą…no ale kiedys trzeba przejść ten czas. Więc nie wiem, kiedy ruszymy…ale ruszymy na pewno! 🙂
Natalia - tasteaway.pl
W to nie wątpię 🙂 a o choróbskach zaraz odpiszę na fcb 🙂
Świat według Rostków
My mieliśmy całkowicie inne odczucia co do Birmy – najlepsze śniadanie w naszym życiu (robione przez kucharza w birmańskiej wiosce w górach stanu Shan) i same przygody autobusowe 😀
Bardzo chcemy tam wrócić by odwiedzić Mrauk-U, które podobnie jak Bagan zachwyca, a jest jeszcze mniej skomercjalizowane 🙂
Natalia - tasteaway.pl
No to zazdrościmy z tym śniadaniem! 😉 u nas Birma się zapisała w pamięci jako kulinarne kurioza.. np. słodkie tosty i dziwne masło albo serek topiony (taki z folii) na pizzy 😉 wiadomo, że pizza nie ich specjalność, ale trzylatek po 3 tygodniach ryżu i kurczaka, ma prawo do fanaberii 😉 trochę żałuję, że nie dotarliśmy do Mrauk U, bo wiele osób poleca… może jeszcze kiedyś się uda, chociaż na razie raczej obstawiać będziemy chyba inny kierunek 🙂
sylwia
Świetna relacja:) Jak cenowo wygląda wynajęcie skutera w Baganie? Możecie polecić konkretną wypożyczalnie?
Natalia - tasteaway.pl
Hey Sylwia!:) Szczerze mówiąc nie pamiętam dokładniej kwoty, a nawet sprawdzałam w notatkach i nie zapisałam 🙁 myślę, że to było jakieś 10-15 dolarów za dzień, ale nie dam sobie ręki uciąć.. skuter wypożyczaliśmy z wypożyczalni na przeciwko naszego hotelu, a mieszkaliśmy w Zfreeti Hotel (http://www.booking.com/hotel/mm/zfreeti.pl.html?aid=311264;label=pagan-mm-E2aZydS3tQyoNPkBslX98gS16542729523%3Apl%3Ata%3Ap150%3Ap2%3Aac%3Aap1t1%3Aneg;sid=81c5d8b72bfdce85830035775ec1d5ea;dcid=4;src=clp;openedLpRecProp=1;ccpi=1) .. kiedy wybierasz się do Birmy? 🙂 Jaki plan? 🙂
zusmiechemprzezzycie
Bagan i Inle Lake to faktycznie TOP OF THE TOP Birmy! :)) choć wspominając Birmę zawsze przed oczami mam świątynię Shwedagon w Rangun:)) co do jedzenia to faktycznie musieliście mieć jakiegoś straszliwego pecha z tymi knajpami;)) Ja podobnie jak Rostki smacznie wspominam birmańskie posiłki;) zwłaszcza sałatkę z pomidorami i kiszoną herbatą:) no i ta sałatka z tamaryndowca…:)
Natalia
Oj tak Shwedagon też zapada w pamięć 🙂 u nas kulinarnie zdecydowanie Birma jest w tyle za pozostałymi krajami w okolicy 😉 Tajlandią, Kambodżą, Wietnamem, Indonezją i oczywiście Singapurem i Hongkongiem 😉 sałatkę pamiętam i ona akurat była całkiem ciekawa 🙂 było parę smacznych miejsc, ale z radością po Birmie przywitaliśmy Singapur 🙂