Baja. Od naszej pierwszej wyprawy na Węgry latem 2010 roku słyszałam od Łukasza: “Baja! musimy tam pojechać! Tam podają najlepsze halaszle!”.

Halaszle to węgierska zupa rybna. Jej podstawą są oczywiście ryby (najczęściej karp), duuużo papryki (zupa jest stosunkowo ostra) i cebula. Czasem obok karpia w halaszle spotkamy suma, rzadziej białe ryby takie jak szczupak czy sandacz, ponieważ rozpadają się podczas gotowania. Co ważne, do węgierskiej zupy rybnej nadają się tylko ryby słodkowodne, co z uwagi na położenie Węgier raczej nie powinno nikogo dziwić 😉

Podobno na Węgrzech można spotkać kilka odmian sławnej zupy  – z makaronem lub bez, z ziemniakami,  z kawałkami ryby w zupie lub z rybą podawaną osobno, obok na talerzu, a nawet w wersji przecieranej, chociaż takie halaszle jada się tylko w okolicach Szegedu.

 

Jednak to właśnie Baja słynie z halaszle i tutaj raz do roku odbywają się festiwale zupy rybnej, podczas których na głównym placu miasta bije się rekord w liczbie ugotowanych kociołków zupy! Na festiwal można zajrzeć w lipcu, a podobno oprócz hektolitrów halaszle, spotkamy tam również hektolitry wina…Brzmi dobrze? 🙂 Chyba tak, bo podobno wszystkie miejsca noclegowe w okolicy są zajęte na długo przed! My planujemy się kiedyś wybrać… może w przyszłym roku!

 

Tymczasem codzienna Baja powitała nas spokojem i ciszą. Wygląd głównego placu miasta psują niestety zaparkowane na nim samochody, więc czym prędzej ruszyliśmy w stronę Dunaju i dalej posmakować najlepszego na Węgrzech i pewnie na świecie halaszle

 

Baja, Dunaj, halaszle

podążając w stronę halaszle…

Baja, Dunaj, Węgry

spokój nad Dunajem

 

Halaszle postanowiliśmy zjeść w restauracji Sobri Halaszcsarda, poleconej nam przez Szindbada, podobno najlepszego z węgierskich foodspotterów. Pamiętacie  pewnie, że w Pradze z rekomendacji lokalnego foodspottera byliśmy bardzo zadowoleni – mogliście o tym czytać tu. Więc tym razem również postanowiliśmy zawierzyć miejscowemu specjaliście. Tak trafiliśmy na zupę rybną w Sobri Halaszcsarda.

 

Sobri Halaszcsarda, Baja

Sobri Halaszcsarda

 

Sama restauracja jest nieco oddalona od głównego placu miasta i stosunkowo przestronna. Jedna sala przygotowana elegancko, pewnie na wesele, druga styl niedrogiej jadłodajni. Siadamy i wybieramy! Rodzajów halaszle jest kilka: różne ryby, z makaronem lub bez makaronu, więc można dopasować zupę pod własne preferencje.

Porcja jest pokaźna, w zasadzie spokojnie starczy na dwie osoby. Osobo podawana jest zupa, osobno ryby. Na pierwszy rzut oka miejscowe halaszle wygląda trochę jak zupa pomidorowa, zwłaszcza, gdy weźmiemy wersję z domowym makaronem. Wystarczy jednak spróbować, by poczuć charakterystyczną ostrość węgierskiej papryki. Jeśli chodzi o ryby, hmmm… wyglądały nie do końca zachęcająco ;)… Co więcej wszyscy przed podaniem narzekaliśmy, że za karpiem nie przepadamy i ewentualnie na Wigilię możemy go zjeść… Jednak, wystarczyło zamoczyć rybę w zupie, by się przekonać, że połączenie jest naprawdę pyszne! Zupa smakowała wybornie!

Dodatkowo, z uwagi na skomplikowany sposób spożywania zupy – rozprawienie się z rybą, moczenie jej w zupie, wrzucanie, itd. na czas spożycia wszyscy zostaliśmy wyposażeni w gustowne śliniaki.  Żałowałam trochę, że nie ma z nami Maksa, który na pewno poczułby się lepiej widząc, że dorośli też śliniak noszą ;), zwłaszcza, że on w wieku bodajże 1,5 roku swój porzucił, tłumacząc, że jest już duży.

 

Baja, halaszle, Sobri Halaszcsarda

zupa – wcale nie pomidorowa:)

halaszle, Baja, Węgry

ryba i ostra papryczka

halaszle, Baja, Sobri Halaszcsarda

no to jemy!

 

Co do pozostałych potraw w Sobri Halaszcsarda powiem tak: raczej dla mięsożerców i zdecydowanie mało wybrednych. Uważajcie na zestaw dla dwojga.. jest tak duży, że spokojnie powinien nazywać się zestawem dla czworga! Na zupę jednak warto zajrzeć…

A potem na spacer po Baja… Miasteczko nie jest szczególnie ciekawe, plac kilka uliczek…Nie ma co porównywać z Egerem czy Pecsem, o którym napiszę już wkrótce. Ale po zupie trzeba się trochę poruszać… a na koniec zjeść na miejskim deptaku przepyszne lody, zwłaszcza melonowe. Bajka! Nie pamiętam nazwy miejsca, ale w niewielkiej Baja na pewno lodową bajkę bez trudu znajdziecie! 🙂

 

PS. Jeśli stacjonujecie w Villany, wyprawa do Baja to jedna z tych dalszych: około 75 km. Bliżej znajdziecie przyjemny zamek w Siklos i uroczy Pecs. Ale nie znajdziecie halaszle 😉

 

PS 2. Chyba najbardziej znany wśród Polaków Eger dzieli od Baja około 340 km, więc raczej na wizytę nie ma szans. Wówczas warto spróbować lokalnego halaszle chociażby w restauracji Kulacs Csarda Panzio w Szepasszony Volgy, czyli obfitującej w winne piwniczki Dolinie Pięknej Pani. Łukasz  wczoraj wspominał jej smak przez co najmniej przez kolejnych 500 km 😉 A jeśli nie lubimy się “babrać” z rybami, do jej zalet na pewno należy to, że tutaj kawałki ryby po prostu pływają w zupie…