A my znów w Warszawie po powrocie z weekendu w Pradze, aktywnego, pełnego spacerowania, oglądana, smakowania…i oczywiście biegania za Maksem. Biegania, łapania, gonienia, pakowania “na barana”, na rączki, do wózka..i oczywiście grożenia: “idź za rękę / idź koło mnie, wracasz do wózeczka”!
Bo przecież dla naszego dwulatka najbardziej fascynujące obecnie są wszelkie schody i progi, z których można skoczyć aż do nieba, krzycząc HOOOP, bo tu piesek, tu koniki, a tam kotek, bo na każdej pochyłej powierzchni trzeba zrobić jak to mówi Maks “z górki na paluszki”, bo nagle zobaczył coś w sklepie z pamiątkami, co koniecznie musi zobaczyć, a w Pradze o to całkiem łatwo: wszędzie spoglądają na Maksa zachęcająco przeróżnych rozmiarów kreciki.. połowę warto przytulić, a inne chociaż pogłaskać…
I tak przez cały weekend albo cały tydzień, dwa wakacji… I nie ma żłobka / przedszkola / babci / opiekunki, by na trochę podrzucić i od opieki nad wulkanem energii odpocząć… Ręka do góry wszyscy, którzy teraz pukają się w czoło: “i po co ci “idioci” tak ciągle z tym dzieciakiem jeżdżą, jak sami przyznają, że tylko umęczyć się można?”
Czy na wyjeździe z dzieckiem odpocząć można czy rzeczywiście tylko się umęczyć? Czy wakacje z maluchem to wakacje czy może ciężka robota?
Okres wakacyjny w pełni. Ktoś mi ostatnio powiedział: “Noooo, mam dwa tygodnie wolnego, córka wyjechała na wakacje z babcią. Mogę się wyspać, mam tyle czasu!”. Znajoma skomentowała swoje wakacje z dzieckiem, bez męża: “Ciekawe kto tu miał wakacje? Chyba on! W Warszawie! W poniedziałek siłownia, we wtorek rower, w środę spotkanie z kumplami…”… To, gdzie te wakacje??!!?? Z dzieckiem czy bez?
Wakacje czy wyjazd z dzieckiem ma wiele innych zalet niż te, które znaliśmy w czasach bez dziecka, które znamy nadal, jeśli czasem wypuszczamy się na wakacje we dwoje. Tysiące uśmiechów od poranka do wieczora, zachwyt w oczach na widok najzwyklejszego, czasem brudnego i mocno zapuszczonego kota, uwielbienie na widok basenu, nawet malutkiego i jeszcze większe na widok niewielkiej plaży. I radość, gdy rano wybiega z łóżka, tylko po to, by zobaczyć właśnie basen… Poznawanie świata od nowa i wspólne smakowanie egzotycznych przysmaków takich jak krewetki, sok z kokosa czy makaron z królikiem. I wreszcie czas, tylko dla nas i dla dziecka przez dni 2,3, 7, a nawet 14! Bez pracy, bez komputera, ale również bez zmywania, gotowania, mycia podłogi i odkurzania, bez wszystkich czynności, które w ciągu tygodnia pracy zmuszają nas, by powiedzieć: “Idź się sam pobaw, bo mama/tata musi…” Brzmi całkiem dobrze, prawda? Dlatego my stale się decydujemy na wyjazdy i wakacje!
Ale na pewno jadąc na wakacje z dzieckiem lenistwa nie ma i nie będzie! … i najlepiej zapomnieć o typowo wakacyjnych oczekiwaniach:
1) w wakacje wreszcie się wyśpię – szanse marne: młody człowiek obudzi Cię najpóźniej o 8.00 (nasz!), chociaż znamy i egzemplarze rozpoczynające nowy dzień o 5.00 czy 6.00 rano.
Przy dobrych wiatrach może się również okazać, że w nocy obudzi się raz lub kilka, bo ząb, bo siku, bo mleczko, bo zły sen, bo za gorąco (Malta!!)… A co jeśli jeszcze jesteś na wyjeździe ze znajomymi i nie chcesz iść spać o północy, tylko korzystać z gorącego wieczoru, basenu, jacuzzi, grilla, nocnych rozmów, piwka, winka, whisky, sangrii* (*niepotrzebne skreślić) – wówczas porażka na całej linii: wizja “w wakacje wreszcie się wyśpię” zostaje odwieszona na kołek… może do następnych wakacji! A tym razem po wakacjach wracasz nawet bardziej zmęczony / zmęczona niż wcześniej, podśpiewując pod nosem przebój hip hopowy z dawnych lat: “Jeszcze będzie czas, by odpoczywać”…
2) w wakacje wreszcie przeczytam zaległe lektury – z maluszkiem od zera do kilku miesięcy proszę bardzo! Do czytania zaległości i wszystkich innych książek, na które mamy ochotę niepotrzebne wakacje: liczba czytanych książek rośnie, podobnie jak oglądanych filmów i seriali (mi pierwsze miesiące skutecznie umilał Grey’s Anatomy. Chirurdzy) proporcjonalnie z ilością karmienia małego stwora.
Im dalej jednak, tym z czytaniem gorzej. Szanse na książkę są, gdy spędzamy wakacje stacjonarnie – wówczas podczas drzemki (jeśli drzemka nadal istnieje – u nas na szczęście tak!) mamy okazję poczytać – pilnujemy wówczas, by wielmożny maluch spał jak najdłużej i nic nie burzyło jego snu… i naszego spokoju.
Gorzej z czytaniem, jeśli zwiedzamy. Przyznać Wam się do czegoś? Do Pragi zabrałam przewodnik – zajrzałam do niego chyba na 2 godziny przez wyjazdem, gdy już zmęczeni spacerowaniem po zatłoczonych uliczkach praskiej starówki, szukaliśmy czegoś innego. Nie udało mi się do niego zajrzeć, ani w samolocie (bo sama zasnęłam pod wpływem wielości zadań pracującej Matki-Polki w ostatnim tygodniu), ani przy śniadaniu, ani przy spacerze następnego dnia. Zdążyłam natomiast przeczytać cienką książkę, oczywiście zasypiając nad nią jednego z wieczorów 😉
3) w wakacje będziemy romantycznie spacerować w pięknym otoczeniu, trzymając się za rękę – która kobieta o tym nie marzy? Ja tam będę tradycjonalistką i wierzę, że większość z nas ma takie plany na wakacje.
Na co dzień w biegu, w szale, kilka zdań rano, kilka wieczorem, a potem każdy przed swoim komputerem, bo trzeba to nadgonić, tamto skończyć, deadline’y gonią, a projekty czekają (jakkolwiek hipstersko owe projekty by brzmiały)… A w wakacje spacerujemy, za rękę / pod rękę / przytuleni, rozmawiamy, czułość, całusy, patrzenie w oczy, podziwiane otoczenia.. czasem nam się to udaje, zwłaszcza, gdy Maksa uda się namówić na nocny sen w wózeczku… Czasem nawet udaje nam się wówczas zjeść romantyczną kolację we dwoje! Polecamy! 🙂
W większości innych sytuacji na romantyczny spacer szanse niewielkie, chyba, że wstrzelimy się w drzemkę… w innym razie “Mama, wyjść!” (czytaj z wózka) i spacer właśnie się skończył!
4) w wakacje będę jeść nieśpieszne, pyszne śniadania – te w domu, zwykle na wariata zjadam, biegając po domu, ubierając Maksa, pakując siebie, pakując Maks do żłobka, malując rzęsy, szukają bluzki, szukając ukochanej przytulanki, a w między czasie jeszcze czytając książeczkę, tańcząc do ulubionej ostatnio piosenki, układając klocki, itd. Może dlatego często nie jem śniadań w domu i dopiero po żłobku uciekam na spokojną kawę w Coffee Heaven? 😉
Bo uwielbiam leniwe śniadania, najlepiej połączone z prasówką (no dobrze, w tygodniu pracy z laptopem)… Ale na wakacjach? Hm…leniwe śniadanie z prasówką? Do zrobienia, ale chyba tylko wówczas, jeśli wstanę o 6 i zjem je, nim Maks otworzy oczy 😉 Tym samym przeczę oczekiwaniu nr 1: “w wakacje wreszcie się wyśpię”! Śniadanie z Maksem nie tylko nie jest leniwe, ale zakłada również przypilnowanie wulkanu energii, by: nie zbił szklanki, nie posolił herbaty, nie uciekł do innego pomieszczenia, nie zrzucił dzbanka z sokiem, nie poparzył się herbatą, nie upaprał mnie i siebie ketchupem, bo właśnie zażyczył sobie paróweczki… i jeszcze tysiąca podobnych rzeczy…
5) w samolocie poczytam ulubione czasopismo – miałam kiedyś taką tradycję: na czas lot kupowałam sobie nowy “Twój Styl” i rozkoszowałam się artykułami długimi na kilka stron, które wreszcie mogłam spokojnie poczytać…
Obecnie czytanie zależy od loterii: zaśnie czy nie? Jeśli nie zaśnie, może zajmie się dłużej książeczka czy iPadem? (coraz częściej mu się to zdarza, uff!) Albo zajmie się nim tatuś? Wtedy ja poczytam ulubione czasopismo w samolocie 🙂 PS. i nie mam litości dla bezdzietnych, narzekających po kilku godzinnym locie, jacy to są zmęczeni. 9h do Tajlandii? 10-12h do Meksyku? Straaaszne! Spróbujcie tego sportu z dzieckiem! Lot bez dziecka to spanie, czytanie, oglądanie filmów… To ma być zmęczenie? 🙂
Takich oczekiwań pewnie mogłabym jeszcze trochę wymienić i na pewno każdy (każda?) z Was ma taką listę oczekiwań wakacyjnych, których nie spełnia właśnie przez malucha.
Bo wakacje z dzieckiem SĄ trudniejsze niż bez dziecka. Bo wakacje z dzieckiem SĄ czasem trudniejsze niż nie-wakacje. Bo nie ma pracy czy innych zajęć, do których czasem uciekamy. Wiedzą coś o tym zwłaszcza panowie, bo ich możliwości ucieczki są zwykle większa 😉 Nigdy nie mówiliśmy, że są proste. Bo na wakacjach z dzieckiem trzeba, jak to kiedyś zauważył nasz, jeszcze bezdzietny, znajomy “cały czas coś koło niego robić!”. Bo ilość rzeczy do spakowania i zapamiętania będzie zawsze większa niż gdy jedziemy we dwoje.. Bo wstajemy wcześniej, bo nie jemy spokojnie obiadu, bo czasem ganiamy jak wariaci za nim / za nią, bo wieczorem nie wychodzimy beztrosko na imprezę albo nie siedzimy do 4 rano ze znajomymi, rozmawiając o wszystkim i o niczym… Zatem wakacje z dzieckiem to wyzwanie, tylko dla twardzieli 😉 bo cała masa bardziej tchórzliwych mówi: ” wyjeżdżaliśmy kiedyś duuużo, no ale teraz mamy dziecko”…
Nie będziemy mówić, że z dzieckiem jest tylko wspaniale, uroczo i słodko jak w reklamie Gerbera czy innego Nestle NAN. Bywa ciężko, czasem jest trudno i gdy po raz trzydziesty wsadzamy do wózka / na barana / bierzemy na ręce, możemy się zastanawiać, po co nam w zasadzie te wakacje? Pomyślą tak zwłaszcza mężczyźni, którzy w ogromnej większości na co dzień widzą dziecko przez 2-3 godziny – od powrotu z pracy do pójścia spać malucha.
Bywa ciężko, ale warto. Jeśli macie wątpliwości, poczytajcie i obejrzyjcie ile zobaczyliśmy już z Maksem. Jak natomiast zwiększyć swoje szanse na udane wakacje z dzieckiem? Dwie rady to:
a) trenować od małego – dziecko, który podróżuje od pierwszych miesięcy życia nadal bywa trudne do okiełznania, ale znacznie częściej wie, jak się zachować i wie, że po 4 godzinach zwiedzania nadejdzie nagroda.. Rozumie, że czasem trzeba w wózeczku posiedzieć, bez problemu zasypia w obcych, hotelowych pokojach, a do samolotu biegnie w podskokach! Przetestowane na żywym organizmie, który podróże zaczął, gdy miał 3 tygodnie! 🙂
b) od czasu do czasu wybrać się na wyjazd bez dziecka – my nie byliśmy nigdy na dłuższych wakacjach bez Maksa, ale weekendy we dwoje lub weekendy ze znajomymi polecamy każdemu!
Ilość czasu, jaką nagle się zyskuje (jaką nagle zyskuje kobieta-matka-polka) jest niesamowita! po dwóch dniach gwarancja pełni relaksu!… I dlatego zgodnie z tym przykazaniem w środę, jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, ruszamy na przedłużony weekend bez Maksa.. A gdzie? to się wkrótce okaże! 🙂







14 Comments
Johny
Podziwiam Was bo z opisu podróżowanie z dzieckiem musi być przejebane I przepraszam za brzydkie słowo ale bardziej odpowiadającego sytuacji nie znalazłem!:)Pozdrawiam
łukasz kędzierski
każdy wybiera co lubi – nie lubisz podróżować z dziećmi? to albo nie podróżuj (jeżeli już masz dzieci) lub nie miej dzieci, wtedy problem nie będzie ciebie dotyczył..
“troszkę się” denerwuję, jak czytam takie komentarze,a także słysząc narzekania jak to jest ciężko z dzieckiem i takie tam…
oczywiście życie z/bez są to dwa kompletnie odmienne oblicza, lecz ani jedno ani drugie nie jest ani lepsze ani gorsze..
oczywiście z moją małą księżniczką nie pojadę na ciężki wyjazd kanioningowy (jeszcze), bo jest jeszcze za mała, ale w każde inne miejsce zabieram ją ze sobą bo to najwspanialsze chwile, kiedy mamy siebie na wyłączność. nie mam wyrzutów sumienia, że coś wtedy tracę, że nie zobaczę tego wszystkiego co można by, bo to po prostu inny rodzaj wyjazdu i nie planuję i nie nastawiam się, że zwiedzę tyle ile wcześniej robiłem, gdy jeszcze małej nie było na świecie.
pozdrawiam
Lukasz Smolinski
Łukasz Kędzierski 100% racja:) Nas komentarz Johny’ego bardziej rozbawił niż zdenerwował:) Szanuje również takie opinie i też czasami mam momenty(jako jednak typowy facet:)), w których z chęcią bym użył takiego słownictwa:) Aczkolwiek kluczowej jest to co napisałeś: i taki i taki sposób podróżowania ma swoje plusy i minusy:)
emilia
A co powiecie na podróżowanie z dwojgiem dzieci? 🙂 Zmniejsza się o połowę liczba par oczu i rąk przypadających na jedno dziecko. Koszty podróży podnosimy do kwadratu bo o ile z jednym wyśpisz się w zwykłej hotelowej “dwójce” o tyle z dwojgiem w grę wchodzi minimum “trójka” z dostawką. Ponadto wczesniej wysypialiście się w byle hotelu, z dziecmi zwracacie uwagę na standard.
Rozwiązanie – wspaniali teście, którzy dzieci przypilnują, zabawią. Jesli takich macie – polecam! Wakacje spędzone z moimi zaliczam do najfajniejszych. 🙂
Lukasz Smolinski
Emilia to też piszemy, że z dwojgiem jest pewnie jeszcze gorzej:) Co do jakości hotelu to myślę, że czy z jednym czy z dwojgiem nie ma to większego znaczenia. To od nas zależy jaki standard hotelu wybieramy, lubimy etc. Ci, którzy sypiają w hostelach(znamy takich bardzo wielu) sypiali w nich sami, z jednym i z dwojgiem dzieci. My na naszych trasach wybieraliśmy noclegi za 15 zł(nie było przyjemnie to fakt:)) jak I dobre hotele za dużo dużo więcej. Uważamy jednak, że jakość hotelu nie powinna być ograniczeniem w podróżowaniu z dziećmi. Nie stanowi też w większości przypadków zagrożenia dla dziecka – nasz nie czuł się gorzej po noclegu za 15 zł a lepiej po noclegu za 200 zł…To, że wzrastają koszty to oczywista oczywistość. Podróżowanie z rodzicami czy teściami uważamy za bardzo przyjemne i też staramy się raz na jakiś czas zabierać swoich na wspólne zwiedzanie – już w październiku lecimy do Irlandii na taki właśnie wyjazd:) Podsumowując “zwycięzca znajduje rozwiązanie w każdym problemie, przegrany problem w każdym rozwiązaniu”:) Nam mentalnie bliżej do zwycięzcy i do takiego myślenia zachęcamy wszystkich bo wtedy świat widzimy bardziej przyjemnym:)Pozdrawiamy
willa
Dokładnie, z dwójką to jest dopiero hardcore. A z dwójka z małą różnica wieku, to dopiero zabawa 🙂 Wtedy nawet samotne weekendy odpadają, bo która babcia przyjmie dwójkę diabłów wcielonych?!
Ale my się nie poddajemy i jeździmy. Jakkolwiek czasem faktycznie trudno to nazwać odpoczynkiem.
Natalia - tasteaway.pl
Podziwiamy z dwójką 😉 za jakiś czas pewnie my również wejdziemy na kolejny stopień podróżniczego wtajemniczenia:)
AnnaAlboth
Hmmm, dla mnie “wakacje” z dziecmi sa duzo prostsze niz nie-wakacje. I wszystkie te wymienione punkty to raczej do zycia (z dziecmi/bez dzieci) sie odnosza, a nie tylko do podrozowania. My, z 2, chodzimy za rece, jemy dlugo, nigdzie sie nie spieszymy i… siedzimy ze znajomymi do 4 rano. Podczas podrozy weekendowych, tygodniowych czy polrocznych. Inaczej to by bylo “przejebane” 🙂 Wkurzaja mnie takie wpisy, potem ludzie chodza i robia nam zdjecia: wooow, podrozuja z dziecmi. A co to za problem??
Ania z http://www.thefamilywithoutborders.com
Natalia - tasteaway.pl
Jasne, że wakacje z dziećmi są dużo prostsze niż nie-wakacje.. właśnie dlatego, że nie ma pracy, obowiązków, sprzątania i ogarniania masy domowo – biznesowych spraw 😉 i właśnie o tym napisałam..
ale nie da się ukryć, że to zupełnie inne “wakacje” czy też podróże niż te, które odbywa się bez dzieci. O tym wiele osób nie mających dzieci zapomina.. a z tych, co je mają wielu nie jedzie właśnie dlatego, bo to “tyle zachodu” 😉 A co do pytania: “Co to za problem?”, myślę, że jednak jest problem i w organizacji, i w mentalności – właśnie dlatego mówią wow i robią zdjęcia 😉 i mówię to nie tylko z własnych doświadczeń, ale również z rozmów z różnymi ludźmi zawodowo (socjolog). “Kiedyś podróżowaliśmy, ale teraz mamy dziecko, więc jedziemy tam, gdzie hotel z brodzikiem” – to częste – nie da się tego ukryć.. Grunt, że jest ta druga strona, podróżująca 😉
A co do siedzenia do 4 rano ze znajomymi, jasne, że się da.. ale ja codziennie już rady nie dam jak potem mam wstać o 7;)
AnnaA
Ale kiedy tacy, co nie maja dzieci, albo tacy, ktorzy sie boja jechac – czytaja u Was (tych, co podrozuja i maja doswiadczenie), ze “jadac na wakacje z dzieckiem lenistwa nie ma i nie bedzie” albo ze sie nie da do 4 rano.. to ja sie nie zgadzam i tez wcale im nie pomagacie. Nie zawsze sie nie da. Jak piszesz, musisz potem wstac o 7. Ale MOZESZ, tak samo, jak ci bez dzieci – ktorzy moze musza wstac na autobus albo po cos tam, siedziec do 4. Mozesz, mozecie sie zamieniac, moga sie dzieci (albo dziecko) pobawic rano z innymi dziecmi. Jak mowisz – problem w mentalnosci.
My kazdy poranek w drodze (czy to w dzungi, czy nad jeziorem) spedzamy leniwie: dziewczyny sie bawia (ostatnio w pranie np, co jest super ;)), a ja czytam ksiazke. Bez problemu. Po prostu nie lubie takich “nie mozna”, skoro wiem, ze mozna. Moze byc trudniej (w czyms tam), inaczej, dluzej, krocej – ale mozna.
Buzka!!
Natalia - tasteaway.pl
Nie piszę, że nie można, ale właśnie, że trudniej i INACZEJ. A kto przeczyta, a zarazem zobaczy wszystkie miejsca, które zwiedziliśmy z Maksem tym bardziej przekona się, że można. Co więcej mam już takich niejednych na liście, których skutecznie zachęciliśmy do podróży z dzieckiem 😉 Ale na pewno oczekiwania trzeba przewartościować:) i o to mi głównie chodzi!
Mi też się zdarza poczytać, ale jednak zdecydowanie rzadziej 😉 może to kwestia, że Maks jest (na razie;)) jeden i a to samochody, a to książeczka, a to spacer po okolicy zdecydowanie woli w towarzystwie któregoś z nas niż samemu 😉 A co do wstawania.. oczywiście, że mogę położyć się nad ranem, ale jednak nie powiem mu o tej 7.00: “Zrób sobie sam mleko, bo mamusia pośpi do 10”, nie wyjdzie też sobie sam z pokoju / domku itd, poszukać towarzyszy zabawy 😉 i nawet jeśli o tej 7, po 3 godzinach snu rozbudzę się i będę mieć super energię (też się zdarza), popołudniu przyjdzie zmęczenie, a wtedy na drzemkę szanse u nas nikłe 😉
pozdr z Węgier!:)
dennis
siedzimy ze znajomymi do 4 rano.
To jak zajmujecie sie potem dziećmi? OK nie chce wiedzieć.
Marta Szatylowicz
Nieprzerwanie Wasza fanka 🙂 buziaki
Natalia - tasteaway.pl
Grazie bellla!:) nieprzerwanie nasze spotkanie is pending jak już wreszcie do Wwa dotrzemy!:)